wall story

Dodano 19 czerwca 2011, w ., przez pszygody

A więc hiphop, 
bo można sobie gadać razem z fiszem albo ego. w trudnych momentach. tylko czy teraz jest taki? zostały dwa egzaminy, trudne. jest lato, wakacje. mam dużo kochanych ludzi wokół. spędzę przyjemny dzień z literaturą, przecież jest we mnie, mną, za mną i przede też. nieodłącznie. nie ma się czego bać. wstydzić.
czas zacząć wykorzystywać możliwości.. jest ich wszak bardzo dużo. wrzesień nie jawi się wcale strasznie. lipiec i sierpień nawet miło może.
z wczorajszego spaceru takie wspaniałości; ktoś mądrze zaflamastrował przestrzeń po zamalowanych, może antysemickich napisach <bo to kazimierz>; i kolory.



zapytam tylko, co tam robi rybka pod psim ogonkiem?

potem były lody z szynką, z bakaliami, truskawki masakrowane przeze mnie ręcznie w autobusie, banan.
poranne powroty tramwajem. zmoczone ulice, gwar centrum. kasłająca portierka. różowa róża ze zwieszoną ze smutnu głową.
yoko kanno i goodnight julia z cowboya bebopa.


Otagowane:  

Sahara, Spain

Dodano 17 marca 2010, w ., przez pszygody

w zasadzie to nie mogę pisać, taka łolaboga zaległa, jak będę patrzeć na to z dystansu, to pewnie napiszę. tymczasem quick note z roboty w celu zamontowania ku pamięci tej pjosnki:


cholerny ból głowy. pewno ciśnienie..
szczęśliwie timki bings przyjedzie i zawiezie, grr… :)
a doktorek.ko wczoraj ładnie mnie pochwalił za skrawek tłumaczenia.. aż bym rzuciła pracę i tylko się uczyła, byle jeszcze pochwalił!
wspominałyśmy dziś z karoliną postać dżidżiego la trotola, że w głowie mu były same białe majteczki, że rzut tulipan, że jedzenie ryżu i ajuto;

skoro o japonii mowa.. a jeszcze, jak jest kolejka w magyarskiej toalecie to chodzę do japońskie, wizawi, i zawsze słucham, bo sale są otwarte, jak ćwiczą fonetykę..

Otagowane:  

insomnia

Dodano 3 stycznia 2010, w ., przez pszygody

Sama nie wiem czemu nie mogę spać, mam cieplutkiego farelka przy sobie, otulam się płaszczem, pod głową bardzo miekka poduszka, cisza, hostel prawie pusty, lodówka już nie pracuje, tylko co 20 minut coś lekko stuknie..naturalne odgłosy wydawane przez stare schody i ściany wiekowych kamienic..

naprawdę staram się zasnąć. ale poczucie, że teraz jest właśnie teraz i tyle zależy od tej chwili, od najbliższych kilku minut, dni; nie wiem co dokładnie ale czuję to w kościach.. coś się zbliża..

trzeba gdzieś pojechać..

Otagowane:  

żacham się

Dodano 15 listopada 2009, w ., przez pszygody
Boję się, że poglądy w pewnym momencie w życiu twardnieją i są w zasadzie nie do ruszenia z naszych mózgów; tak jak sobie ubzdurzymy, że jest -> tak ma być. i tylko jakieś wielkie pierdolnięcie może zmienić nasze myślenie; stąd się one właśnie biorą, rzeczy typy nieuleczalna choroba kogoś bliskiego, złamanie obu nóg, ciąża (nie w sensie tragedii ale wielkiej zmiany), utrata najlepszego z przyjaciół, śmierć męża, zdrada której się dopuściliśmy przypadkiem. niektórym wystarczają książki albo samoistna dedukcja, albo mądra przyjaciółka, która motywuje do myślenia i rozwijania się; ale żeby mieć taką przyjaciółkę -> trzeba mieć duże szczęście, rzadko się zdarza, że spotykamy kogoś, kto nas chce słuchać równie chętnie jak mówić do nas. ludzie wolą paplać sami. 
dwa wielkie pierdolnięcia to jest za dużo na jednego człowieka, wydawało by się. i po co dwa? to chyba wtedy gdy pierwsze nie zadziałało. 
mam nad czym myśleć.

a jeszcze nie mogę przemilczeć wczorajszej niepokojącej dyskusji, która się wywiązała u mnie, gdyśmy tworzyli zarys przedstawienia wigilijnego z kobietkami i danielem z roku i z tzw.rozkminem, kolegą karoliny. otóż akcja ma być taka, że kobiety, jak w seksmisji, przejęły kontrolę nad światem, w związku z czym postanowiły wymienić pana mikołaja na panią. podczas omawiania szczegółów padło hasło, że coś się za bardzo kojarzy z feminizmem, a (to chyba olga) na to: ja bardzo nie lubię feministek. – oluś, nie lubisz mnie? pytam. – ty nie jesteś feministką. – jak to nie? – żacham się. – a nie golisz nóg? – pada wprawiający mnie w osłupienie kontrargument z ust karoliny. -eee.
drogie dziewczyny. czasem nie golę nóg, po co to robić skoro mi się nie chce, nie podrapię w nocy nikogo odrastającymi włosami więc sobie daję spokój. ale chwileczkę, czy to decyduje o byciu lub nie feministek? jeśli tak, to w którymś momencie przespałam i nie zajarzyłam. bo wydawało mi się, że feminist(k)a to taka osoba, dzięki której mogę studiować, głosować, chodzić w spodniach albo spódnicy (do wyboru), mogę swój macierzyński zamienić na tacierzyński, to taka osoba, dzięki której będziemy już niedługo mogły w 50 procentach zająć miejsca w rządzie, taka która pierwsza powiedział, że kobietom wolno odczuwać rozkosz podczas seksu i że kobiet nie wolno bić tylko dlatego, że są kobietami – często słabszymi od mężczyzn (i świat instytucji nie dba o ich prawa bo jest stworzony na potrzeby mężczyzn). ale chyba jednak się pomyliłam, bo żadna z dziewczyn z mojej grupy nie lubi feministek, ani feminizmu, ani niczego co się z nim kojarzy, pewnie przez te zarośnięte nogi, może też przez całe zło, które feministki czynią, czyli jak to znów pięknie ujęła karolina: chodzą bez staników. no tak, to by miało sens. 
martwi mnie ignorancja i źle pojmowany feminizm.. boy-żeleński przewraca się w grobie jak widzi kobiety(!!!) mówiące takie rzeczy, bo pal licho facetów w tym wypadku..
wszak feminizm to walka o poprawianie warunków życia kobiet. a wąsy i brodę feministkom dorobili jakoś pokrętnie chyba papiści, którzy się boją, żeby kobieta nie zachciała zostać papieżycą -> wszak mogłaby liczyć teoretycznie na 53% poparcia.. bo wiadomo, ze jest nas więcej, nas kobiet… na szczęście tak łatwo nami sterować i tak łatwo nas skłócić. panowie, jeszcze długi czas nie macie się o co martwić.
i w zakończeniu naszego przedstawienia mikołaj też pozostanie mężczyzną. bo nawet nie miałyśmy pomysłu na zakończenie rządów pani mikołajowej czymś pozytywnym i dobrym. ba! nawet na to, jak powinny wyglądać jej rządy nie miałyśmy pomysłu… ..

czy ludzie, którzy są samotni to ci, którzy najbardziej pragną obecności innych?

najszczęśliwsza chwila poranka: znaleźć milkiłeja w torbie, gdy się o nim zupełnie zapomniało (co się nie zdarza prawie nigdy!) milkiłej kojarzy mi sie niezmiennie ze świętami. i nie, nie mogę jechać w góry. 
miałam dzisiaj ładne sny; śnił mi się tata, wokół niego siedziały jakieś dzieciaki, a on opowiadał różne mądre rzeczy, siedziałam tylko trochę dalej i też słuchałam.
moszynce śniło się wczoraj, że miałam chłopaka, który mnie związał i odciął kawałek pupy, i zjadł. nie wiem czy bardziej bać się o siebie, czy o moszynkę.
mariii też pewnie śniło się coś niesamowitgo, ale w medalikowie, dlatego nie wiem co to było.

bezsensownych wyjść do sklepu po nie wiadomo co: 4
nieoczekiwanych napotkań chłopaków: 1 (w postaci babyna i jabłonki, miło było ujrzeć ich mordki)
piosenka na teraz: green bird (ost cowboy bebop)
Otagowane:  

  • RSS