belgja,

Dodano 21 marca 2010, w ., przez pszygody

Nie dostałyśmy z jelenką zaproszenia pod kembridż na te wakacje, myślę sobie, że albo zostanę w polszy (może zameszkam tam, gdzie aktualnie będzie mieszkał kapitan timi) i będę szyć (bardzo chcę się w końcu nauczyć obsługiwać moją machinę) albo pojadę na węgry uczyć się węgierskiego, pracując i pewno mieszkając w jakimś hostelu; dziś jest dzień refleksyjniczny, wpuszczam w siebie ogromne ilości smutnej muzyki, np to: 

 
(uielbiam w tej piosence wszystko, co dzieje się po 4 minucie 43 sekundach) i przepisuję trochę bezwiednie węgierskie wyrażenia.. pytanie, czemu mnie to dopada wtedy, gdy na drugi dzień mam kolokwium? dawno nie robiłam żadnego bilansu:
porządki: w tagach na blogu, teraz widać wszystkie i wykasowałam te, które nie odsyłały do muzyki;
herbaty: mięta za 0,89 smakuje tak samo jak mięta za 3,59.
filmy: niedobejrzany wczoraj „unmade beds” ale z 1996, jakiś strasznie dziwny, timek zasnął mi na brzuchu w pół pierwszej połówki, a ja się poddałam po 43 minutach. dołujący. o grubych albo zubożałych albo sfrustrowanych amerykanach, którzy szukają miłości albo pieniędzy albo zrozumienia i szacunku pomimo niskiego wzrostu. najgorsze, że w tym filmie każdy grał siebie.
tryb rozkazujący: przygnębia mnie, jest za trudny, wszystko mi się miesza.
pomysły na książkę: 2, z czego jeden dobry (tytuły: „mitkologia”) a drugiego nie ma, choć to pod nim lepiej coś by się napisało
czas: teraźniejszy, niedokonany, zaprzepaszczony, lekko odratowany, stresujący i ciężki, ale wspomagany. 
dzień: pamiętny, smutny i od 15 lat popsuty; nie wolno mi się nim cieszyć jako pierwszym dniem wiosny, tego dnia co roku robię wycieczkę do przeszłości i nie wsiadam do samochodu, a jak mogę – idę na smętaż. 
słowo dnia: szagówki* 
kiść dnia: czerwonych winogron, lekko rozstrojna, zjadłam owszem za dużo
postanowienie dnia: zmienić się na lepsze, pójść jutro rano biegać, 
podejrzenie dnia:, że mam wszy, ciągle mnie swędzi łeb.
co pamiętam o mamie?: że jak byłyśmy małe z siostrą to nas brzydko obcięła, na wysokości ok.10 centymetrów od czubka głowy wycieniowała nam dookoła wiezrchnią warstwę włosów – resztę pozostawiając długą tak na 40 cm. wyglądało paskudnie, jak u poniemieckich dzieci jakichś, mam gdzieś zdjęcie; albo że jak kiedyś piekła placek i coś akurat miksowała to podeszłam za blisko i mi się wkręciły włosy aż do skóry i bolało. Moja Mariatka twierdzi, że to dlatego boję się gotować i nie umiem piec placków i jeszcze, że od tamtej pory kręcą mi się włosy; jeszcze pamiętam, że czasem miała przy sobie takie śliczne papierowe torebki z nadrukowanymi pastelowymi kułkami, za którymi to chowały sie jakieś słodkie pyszności, uwielbiałam wygląd tych torebek. pamiętam, że nie ładnie jej było bez grzywki i że mocno malowala oczy. 
wydarzenie tygodnia: pojechaliśmy z timim do bonarki, przypadkiem, znaleźliśmy w środku spokój od zatłoczonego (żufold) miasta; sklepy są ogromne, przestrzeń przytłacająca, bo można było zostawić tam drzewa a są martwe betony i sterylne ściany pachnące postponowoczesną bryłowatością.
grzechy główne (vs. ja): kupiłam markery made in china. 
gdyby życie zamienić na ilość: mało mówić, dużo robić, mało jeść, dużo pić, mało narzekać, dużo się śmiać, mało chorować, dużo się cieszyć, mało wiedzieć, dużo rozumieć, mało się interesować, dużo myśleć, mało mieć, dużo żyć.
bezsensów: multum
bzików: ostatnio marzy mi się koń na własność, i dom z trawą dookoła, i górami i dołkami i kaczeńcami wzdłuż jeziora. i mitologia grejwsa, 
wyzwanie roku: (tego jak i minionych): zdać PiMP i uporać się w końcu z licencjatem.
już wiosna. 

miesza mi się 

 dawałam to już?

* po wielkopolsku, po babci, kluski śląskie, babcia miała babcię niemke (z domu henkel) i pewnie to stąd ten germanizm, a na spagetti mówiła: szpageti; a może była węgierką?)
Otagowane:  

Indie, dżakarta

Dodano 21 marca 2010, w ., przez pszygody

Śniło mi się, że odwiedzam Indie, a tam trwa akurat święto.. nie pamiętam nazwy, ale polegało na tym, że tubylcy zjadali stosy kupy, obrzydliwie śmierdzącej, przypominającej kopiec kreta, obślizgłej i plastelinowatej; obserwowałam zszokowana małą skośnooką i czarnowłosą dziewczynkę, która rąbała z wykrzywioną twarzą czubek górki by to wszystko z nawiązką zaraz zwrócić.. obwymiotowała biedna sobie buzię aż jej zwisały ze skroni po skosie kropelki wymiocin, co mi się jeszcze we śnie skojarzyło z ozdobami z pereł, które kobiety czasem tam noszą. przerażający sen.

Będzie padać, dobrze, deszcz jest dobry.

na niedzielę jedna z ulubieńszych the tiny: 


a poszłam do pani Matuszek umówić się na egzamin i największy wstyd, gdy zapytała z kim miałam ćwiczenia pozytywizmu i młodej polszy, odparłam, że oj, nie pamiętam nazwiska.. ale ten doktor prowadzi wydawnictwo, khy :) na szczęście ona pamiętała nazwisko..

kto dał skandynawom takie talenta muzyczne? i skąd oni wszyscy umieją grać na pile?
Otagowane:  

Arsta, Stockholm

Dodano 21 lutego 2010, w ., przez pszygody

przypadkiem wcisnęłam przycisk: pokaż podobny blog (do mojego) i wyskoczyła ta strona: 
http://zimnywiatr83.blog.pl/
 nie wiem czym się kierowała maszyna losująca i co powiedziała by na to komisja gier i zabaw, ale chyba zostały złamane jakieś reguły. jedyne podobieństwo jakie widzę to brak komentarzy ^^ (ale na moim blogu to jest wynik zachwytu czytelników, brak Wam słów, wiem to, boicie się konkurować z moim geniuszem pisatorskim) nie mogę uwierzyć w tagi tej dziewczyny: jest jeden. „smutek” i pewnie odsyła do każdego wpisu. blog poraża. o! to jest pewnie powód, dla którego maszyna uznała, że mój jest do tego podobny^^ 

zadzwoniłam do taty „może przyjadę, dawno cię nie widziałam”; „nie kasia, coś ty, szkoda pieniędzy”. no tak. w sumie byłam niedawno, w grudniu. 
pięknie jest dzisiaj na dworze. aż bym sie komuś oświadczyła.

Otagowane:  

  • RSS