umschlagplatz

Dodano 21 czerwca 2011, w ., przez pszygody
pewne rzeczy robić trzeba, mimo że akurat nie można.
inaczej nie powstawałaby poezja. inaczej nie rodziłaby się myśl. rewolucje. demokracje. nowe gatunki tortów.
mann na przykład, musiał niby zdawać maturę, ale olał to i poszedł pisać książki.
miłosz. żeby ratować swoje życie i twórczość – zostawił swoją żonę w zainfekowanej niemcami polsce. dał nogę. i dupy.
gombrowicz – nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby wrócić do powinności obywatelskich z argentyny.
itd. stb.
większość genialnych myśli powstaje w sprzeciwie wobec obowiązków.
dlatego łatwo mi się podważa sens wkuwania gramatyki.

porachujmy trochę:
egzaminów do końca sesji: 1
zdanych: 7 w krakowie + 2 w budapeszcie
napisanych prac licencjackich w tym roku akademickim: 2
otrzymanych dyplomów: na razie 1, a może uda się i drugi
zjedzonych dziś pak draży: 1, + dwa czupaczupsy farbujące po języku
niepożądanych myśli i tęsknień: 0 <jak ja to robię?>

słucham sobie u2.
mam dobre pomysły na lato.
mam trochę zaproszeń do kochanych ludzi.

odpruwają mi się tylko guziki, które nawet nie służą niczego zapinaniu czy odpinaniu. spadają jak nieuważne rzęsy przy demakijażu prosto na podłogę.
ich też się nie da podnieść i doszyć.

kuczok mówi, że książka jest jak kobieta. kiedy się w niej jest – zapomina się o świecie.
nie wiem czy bardziej mnie cieszy zmyślność tej wypowiedzi, czy martwi jej brudne tło szowinizmu. i to kuczok.

a gdyby to odwrócić? dobra książka jest jak mężczyzna. gdy jest we mnie, zapominam o całym świecie. słaba książka też jest jak mężczyzna. gdy jest we mnie – nie dochodzę do końca. odkładam ze znudzeniem. zapominam.
proszę państwa. mann wcale nie pisał tak świetnie. nudził przy opisach niegorzej od dabrowskiej.
marysia straszyła mnie dziś najwyższą komisją do spraw korupcji, gdy powiedziałam, że chętnie zapłacę za egzamin z gramatyki historycznej.
uwielbiam ten kawałek:
sting i englishman in new york.
Otagowane:  

Dodano 19 lutego 2010, w ., przez pszygody

zastanawiam się, jest taka scena w lepiej być nie może, kiedy dżak nikolson przedstawia sobie helen hant i jakiegoś tam aktora, swojego sąsiada i mówi: Carol, kelnerka. Simon, pedał. no i zastanawiam się, gdybym była jego znajomą co by powiedział. kasia, recepcjonistka? (bo to by bylo zawarte w jednym słowie na pewno); kasia, ciasteczkowy potwór? (oryginał z wczoraj) kasia… przygoda? czemu powiedział o niej kelnerka.. czy definiuje nas to, za co nam się płaci? płacą mi za bycie recepcjonistką, więc recepcjonistyczność jest tym co stanowi mnie? dzisiaj mógłby powiedzieć: kasia, depresja, właśnie zjadła 10 ciastek z czekoladą, 15 rurek z nadzieniem kakaowym, kamyczki, pomarańczę, jogurt truskawkowy, 5 kanapek z szynką i powidłami śliwkowymi (pyszne połączenie!) i nie może się doczekać obiadu..i jeszcze naciągnęła sobie wszystkie mięśnie prawej nogi aż do kolana i nie może wybiegać tygodniowego stresu.
konkluzja jest taka, że mateusz straaaasznie tęski za marysią (przytula jej stare dżinsy) i łazi nieogarnięty, jest jak m&m’s bez kolorowej skorupki; a ja nawet nie mogę pierdzieć przy swoim laptopie, bo byle chuchnięcie, poruszenie, mocniejsze wciśnięcie spacji odłącza go od zasilania i się wyłącza.. bo zepsułam baterię i wykrzywiłam wejście od bateryji.. przez 3 lata użytkowania.. i tak, d i f nadal wklejam. 
wczoraj za to (po przerobieniu całej gramatyki z 4 rozdziałów szinesa i wszystkich ćwiczeń do niej) poszłam z marją z. na koncert do akademii.. na scenie odtworzone dawne instrumenty wraz z instrumentarium gębowym, kolekcjonowanym przez muzyków-podróżników, niesamowite bębny we wszystkich rozmiarach, dające się unieść w ręce, grajkowie prawdziwie pochłonięci muzyką, zapaleni; kobzy, dudy, uda, suki biłgorajskie, drumle i piszczałki oraz flety; a przed łazienką w piwnicach piękni chłopcy ćwiczący (z braku sal, jak powierdziła kasia k.studentka akademii, spotkana dziś w drodze na kolokwium) grę na gitarze..


 - bardzo mi to chodzi po głowie od rana..
horoskop mówi, że w tym tygodniu pojawi się jakaś osoba, której nie chcę widzieć; a jak do tej pory raczej tęsknie za ludźmi, których nie mogę zobaczyć a bardzo bym chciała.. jest ich z wielu powodów wielu.. ale żeby nie szukać daleko: moja marjatka w damaszku. obiecała przywieźć mi araba w czekoladzie. boję się, że się roztopi przy moim warczącym kaloryferze.


Otagowane:  

  • RSS