kleparz, agieh, piłsudskiegom, gołębia

Dodano 17 maja 2010, w ., przez pszygody

rano padało, pomyślałam, że mimo czapki z daszkiem, pięciodrzwiowego parasola i kurtki, która może wziąć na klatę nawet do 20 tysięcy mililitrów wody na sekundę – pojadę se autobusem, wszak lało, mokły mi pory od nogawek strony i chlupotało błotkiem. na przystanku stał tłum parasolistów, jedna tylko głowa brała na siebie cały spadający świat. przedarłam się przez parasole i uśmiechając się konspiracyjnie – bezczelnie nakryłam rzeczonego pana moim wielgachnym parasolem (paraplujem, właściwie). pan się odusmiechnął i zaczęliśmy konwersację, że szkoda miejsca pod parasolem, żeby pod nim stała tylko jedna osoba, zwłaszcza że taki wielki. a wszystkie inne świnie się z nim nie podzieliły.. parszywy ten namoknięty świat. za to za karę jechałam pół godziny dosłownie 3 przystanki.. chciałam cztery, ale popuściły mi newery i biegłam spod agiehu na piłsudskiego. (wiecie, że do 1936 obowiązywała pisownia: z pod?) 

także przesłanie na dziś jest takie, żeby brać pod swój parasol kogo się da – gdy jest w potrzebie. bądźmy ekologiczni. nie marnujmy miejsca.
jest taka piosenka reginy spetor: blue lips. 

blue lips
blue veins

Blue, the color of our planet
From far, far away

blue, the most human color..

a jeszcze mi sie przypomniała taka pani: jorane


 - to koniecznie w wersji na żywo.
Otagowane:  

tirana

Dodano 16 maja 2010, w ., przez pszygody

Apokryfka świętej Katarzyny Węgierskiej, fragment odnaleziony podczas rozbiórki jej ostatniego domu.

dnia pierwszego La Loba kołysała się w ogrodzie o koronach drzew ulepionych z chmur, patrzyła prosto w słońce dzikimi oczyma i głaskała ogon lwicy, która siedziała jej na ramionach.

tak opisywali ją Ci, którzy podczas ceremonii przejścia ustawiali się w kolejce pod bramą raju i napotykali ją po drodze.
drugiego dnia dosiadłszy lwicy La Loba udała się przez bramę do raju, prawdopodobnie porozmawiać z bogiem.
trzeciego gnała z setką lwic i setką wilczyc u swego boku. wyjeżdżała poza teren ogrodu, ci którzy stali najdalej w kolejce relacjonowali, że tam, gdzie kończy się granica widoczności La Loba zatrzymała na chwilę swoich przyjaciół i rozdzieliwszy polecenia między wymieszane pary lwic i wilczyc – wysłała je w sto różnych kierunków, sama natomiast udała się na największej z lwic w jeszcze inną stronę.
mówią, że wyszła z ogrodu bogów by pomóc w zachowaniu równowagi między śiatami. mówią, że istoty ziemskie zbyt szybko się poddają, brak im siły i instynktu. potem połamane trafiają zbyt prędko do bogów. 
mówią, że La Loba już wielu ocaliła.
po stu dniach kolejka przestała rosnąć tak szybko, po dwustu dniach zwiększała się tylko o jedną istotę dziennie.


pada cały dzień,
myśli mi milion mknie przez mózg, wieża z kolorowych parasoli rośnie na gmailu z każdą chwilą. 

ilość zdań do pracy o Mikszáth Kálmánie rośnie o ok. jedno zdanie na 2 godziny. ale za to są to długie zdania.
zostanę wegetarianką, myślę sobie. jak tylko skończy mnie boleć głowa.
a jak się da, to moze też zstanę węgierką? byle nie śliwką.



 -> na podwieczorek regina spektor i jej ‚eet’ 
a potem jeszcze polecam two birds.. chyba to kiedys slyszalam na tvnie..
Otagowane:  

  • RSS