poranne ropogós muzli, a wczoraj to nawet draże w czekoladzie..

Dodano 20 lutego 2011, w ., przez pszygody

wypisałam się, skończył mi się wkład i naboje. poszłam dzisiaj z szynkami potrzeć piórko anonimowego poety. poprzednim razem  starczyło weny na pół roku, nawet pomogło napisać licencjat. więc i teraz się dowenowałam. oby pomogło. nasza nowa pokojowa węgierka śpiewa w chórze i pożyczyła gitarę i właśnie śpiewamy jakieś oldskule avril lavigne :)

Proszę Państwa, nowa płyta radiohead. cóż mogę powiedzieć oprócz tego, że fantastycznie, skoro kocham toma jorka, a oczywiście kawałek promujący płytę idzie w stronę bitowości, która mi ostatnio podchodzi. wszystko uregulowane wyrazistością stylu już dobrze mi znanego. krytyka narzeka, że nie ma wytyczania trędów.. po co radykalnie zmieniać coś, co jest tak dobre? proszę Państwa:  lotus flower: 



dawno nie było żadnych podsumowań:
- akurat słuchane: beirut: st.apollonia 
- aktualnie szynek w naszym pokoju w akademiku: już tylko jedna, asia pojechała rano, jak jeszcze spałam
- śniło mi się, że mam dredy i zrobił mi je krecik, mój kolega z gimnazjum. ciekawe co u niego :)
- słowo tygodnia: spierdziówa <by szynka>
- miejsce miesiąca: kawiarnia nad księgarnią z panem co gra na pianinie na żywo i gdzie czekolada na gorąco jest rzadka, ale za to klasycznie odpowiednio niesłodka
- wyszło słońce
- marzną mi stopy nocami
- piosenka na wyrażenie nastroju: oh land – wolf & I
 

 - tylko dlatego jeszcze trzymam fejsbuka, że czasem ktoś <tu monia> wrzuci coś takiego właśnie..
cośtam myślę sobie, może za dużo. 
mój gmail, gdy chcę wysłać nocą mejla, daje mi 60 sekund i zadania matematyczne do rozwiązania, ledwo ostatnio rozwiązałam..
ee..
Otagowane:  

bratniak na jablonowskich

Dodano 22 sierpnia 2010, w ., przez pszygody

całe szczęście, że mam tu w bratniaku krzesło na kółkach, bo ledwo mogę chodzić.. wczoraj z szynką poszłyśmy na połów butów do pływania dla jej mamy i kupiłam sobie kolorowe hantle po pół kilo i dziś, po przebiegnięciu z nimi tej co zwykle trasy, czuję się jakby mnie rozwałkował jakiś walec. i nie mogę chodzić. a co ciekawe ręce nie bolą mnie wcale. więc jeżdżę na krzesełku.

miałam wczoraj okazję w parku jordana obejrzeć konkurs poetycki, który wygrały dwie dziewczyny, których wiersze były nudne i tendencyjne, jedna pisała o okruchach na stole a druga o parkinsonie i raku; i coś mi się zdaje, że ten cyrk na kółkach był podstawiony. prowadząca pani żelazko sama pisze marną poezję, aż żal mi miejsca na cytat; i obawiam się, że mając lekki dryg do czucia co dobrą poezją jest i będąc w jury wybrała tylko takie osoby do ścisłego finału, które nie mają szans zagrozić jej twórczości. innego wytłumaczenia nie mam.
w każdym razie zjadłyśmy z szynka pyszne babeczki z gruszkami, kibicowałyśmy macie i jeszcze był olek i harcerze. harcerze poza tym są wszędzie. ach i jeszcze się spotkałam rano przy śniadaniu z monią i sandrą, które przyjechały (z połową polski) na coke festival. bardzo nam się wczoraj dobrze zaczął dzień. skończył się za to najlepiej. 
tylko biedna szynka pojechała do swoich gilowic z psychopatetykiem opętanym przez złego ducha.
i jeszcze mogłam sprawdzić jak bardzo przestała mnie obchodzić literatura, krytyka, książki i intelektualne potyczki na mega teoretyczne tematy, olek i karol nastawali na komentowanie wierszy Oleksandra, wierszy które nazywają: leśmianowsko-pornograficznymi. koncepty i zawijasy językowe wielce udane, zabawne i oryginalne, treściwo natomiast takie, że jako odbiorca kobiecy, przeczyszczony przez teorie feministyczne niechętnie się z nim identyfikuje; a jeślit to robię, to nie mogę się do tego przyznać. hm, jeśli olek nie spęka i prześle mi tomik na mejla, może coś tu zaprozentuję. manufaktura, to mnie teraz pociąga a przeraża, że tylko chińczycy, pakistańczycy i bangladesczeńczycy (bangladejczycy? bangladesceńczycy? no se:) zagarnęli cały rynek. najchętniej produkowałabym talerze i filiżanki czy coś.
tymczasem lecę na śniadanie z mondżą, sandrittą i olim.

no i zdjęcia:
tu bania
monia i sandritta w pełnej krasie
a takie atrakcje można spotkać na rynku (i w rynku)

a tu szynka pozująca na tle różnych ludzi:
najsampierw z marią curie-skłodowską:
potem z matą:
i z oleksandrynem:
i galeria błazeństw:
mata w dybach
i szynka w śliniaku

:)

a z piosenek radiohead i go slowly: 
Otagowane:  

szombton

Dodano 5 grudnia 2009, w ., przez pszygody

Nasza sąsiadka ćwiczy grę na skrzypcach, to wiadomo, ale coś jej nie idzie.. sąsiadka ćwiczy ten sam kawałek od kiedy się pojawiła w naszym życiu. już trzeci miesiąc. ciągle zacina się w tym samym miejscu i nie potrafi przebrnąć bez fałszu ć przez fragment obfitujący w energiczne zmiany wysokości. ale to miłe, gdy siedzimy przy herbacie z nową wyborczą i rozlegają się pierwsze dźwięki skrzypiec zza ściany. przypomina mi się jak byłam młodsza i sptykałam sąsiadkę, która mieszkała pode mną, świeć Panie Boże nad jej duszą, i chwytała mnie za ramiona i mówiła: mój konradek zawsze gdy ćwiczysz siada w pokoju na kanapie gdzie najlepiej słychać i słucha. no tak.  w historii pana sommera jest kapitalny fragment o tym, jak narrator wspomina swoje lekcje gry na pianinie u panny marii luizy funkel.. ktora kazala mu poprawić granie pewnej sonatiny diabellego (to nie jest wymyślone nazwisko, istniał na prawdę!> i przeoczył fis. i panna funkiel nacisnęła kilkanaście razy a ten fis, żeby mu pokazać i przed ostatnim kichnęła i jeszcze raz nacisnęła i niestety do fis przykleił się zielony glut. a panna funkel kazała chłopcu zagrać sonatinę jeszcze raz poprawnie.. kończy się tak, że biedaczyna próbuje się zabić..

wczoraj dostałam od gosi i eleny przesłodkiego mikołaja: kwiatek z pluszu z żółtym uśmiechem i różówymi płatkami, na takim patyczku do gięcia, już zajmuje zaszczytne miejsce w kuchni na krześle i wita wchodzących. skapnęła mi się też skarpetka-żółw na telefon. i dobrze, bo kiedyś wyrzuciłam wszystkie skarpetki na telefon, bo za dużo mi przypominały. 
moje życie się rozdwoiło lately. mam dwa telefony, dwa nowe numery, dwa kierunki, dwie prace, dwa życia do wyboru, dwie drogi, którymi mogę pójść. więcej wcale nie oznacza lepiej, np.dwa nowe numery sprawiają, że żadnego nie wykorzystuję w pełni a mam dwa razy wiekszy rachunek. to się tyczy reszty. jedyny plus to więcej zajętego czasu (żeby nie myśleć za dużo)- ale to też oznacza mniej czasu na obowiązki (co w zasadzie też jest dobre o ile mnie z nich nikt nie zechce rozliczyć). moje życie dzieli się teraz na stare i nowe. czy muszę wybrać całkowite odrzucenie jednego z wariantów? tłumaczę sobie, że nie. bo to tak jakbym odrzuciła starą poczciwą bjork, czy cocorosie. są stare, tzn.znane mi już od dawna.. ale można z nimi stworzyć sobie w życiu piękne rzeczy słuchając ich nowych nagrań. 
upiłam się winem dwa razy w tym tygodniu, a na tym nie koniec. czeka mnie dziś dzień urodzin agatki.. a jutro rano aqq. na całe szczęście mam bardzo udany skład pracowników w hostelu, same miłe buzie. 
i jestem mistrzynią pakowania aniołów, klejenia pudełek, wiązania kokardek, owijania, sklejania rzeczy na ciepło pistoltem (w tym własnych trampek) i rozładowywani napięć w pracy, np.poprzejściu burzy (szefowej). umiem też wyjąć całą zawartośc torebki przy xpedientach w sklepie gdy chcę zapłacić za wodę bo nie mogę znaleźć pugilaresu i jeszcze umiem zjeść obiad w 3 minuty (o co się wcześniej nie podejrzewałam) i bez zwymiotowywania od razu pobiec gdzieś, gdzie akurat muszę być.
i jeszcze mam jedno nowe postanowienie, że od dziś zawsze będę przy sobie nosić nie tylko wodę, chustczki, apap, nospę, gumy truskawkowe/różówe z wapniem, okulary przeciwsłoneczne i normalne, puzderko z pudrem, klucze, telefony, pieniądze, aparat, długopisy, wsuwki,… ale jeszcze zapasową parę skarpet, gdyby wynikła przypadkiem jakaś impreza po całym dniu niebytu w domu. 
maria gotuje, wezmę mój zeszyt wzorowej pani domu i wpiszę jej przepis na makaron, żebym na starość zawsze mogła się poratować w razie pomysłowego kryzysu namacalnym dowodem naszego prawie już czteroletniego pożycia pod jednym dachem.

a pjosenka niech będzie wesoła może (muzyka mojej młodości..ach, kolonie w leśnikach..)
a propos wspomianej cocorosie: 
http://www.youtube.com/watch?v=J4vmAV4OdbM
i jeszcze to, bo pasuje mi do dzisiejszej aury: 

<poruszyłyśmy chyba z jadzią albo mirą temat najlepszych teledysków..pink floyd: high hopes, dave matthew band: crash into me, orenem lavie i her morning elegance i bjork z wieloma..
no ale jeszcze jest madonna i take a bow: :
http://www.youtube.com/watch?v=bhCH13MfIrs
i to, z muzyką jose gonzalesa: 
http://www.youtube.com/watch?v=Y-qJu20do0o
:)

glumi saturdej

Dodano 28 listopada 2009, w ., przez pszygody

marszmalołs + patyczki miętowe w czekoladzie + sex w wielkim mieście = ból brzuszka. totalny rozłaz. na to wszystko coeur the pirate.

pojechałabym sobie najchętniej na snołbord. tymczasem w poniedziałek może już pozbędę się szalonej i wiecznie niezadowolonej szefowej, mam rozmowę w aqq, a może zostanę w cudachwiankach a w aqq (o ile mnie wezmą) wezmę wszystkie nocki? wszak czy trzeba człowiekowi snu? czego trzeba człowiekowi? 1) muzyki 2) słodyczy 3) dobrych obiadów z przyjaciółmi 4) przyjaciół, żeby było z kim jeść i roztrząsać dylematy i żeby można było kupić dla nich prezent na mikołaja 5) odpoczynku w górach 6) seksu 7) dobrej książki albo chociaż wysokich obcasów i 8) mariszki i mateusza, którzy dzwonią wtedy kiedy powinni, zapewniają, że niedługo wrócą i są kochani jak nie wiem, do tego jeszcze zostawiają mnie wyposażoną w jedzenie z lodówki na cały weekend. czego jeszcze? 9) dobrej bateryjki w telefonie 10) wygodnych i ciepłych butów i 11) miłych sąsiadów. trzeba mieć jeszcze chociaż (12) jeden różowy balonik w pokoju na poprawę poczucia i (13) swój pokój, pojedynczy, nieprzechodni, z drzwiami jak panbu przykazał i kaloryferem, trzeba też mieć (14) samozaparcie, żeby gdy jest ciężko doczołgać się do miejsca, w którym jest trochę lepiej. i człowiekowi potrzebna jest (14) pyszna herbata i co jakiś czas (15) kąpiel z jakimś cocacolowym płynem, albo jagodowym, albo truskawkowym no i oczywiście, ale to wiadomo i dodawanie tego jest trochę niepotrzebne bo to oczywizm: 16) trzeba człowiekowi miłości, bo nawet jak się ma tych 15 rzeczy a nie ma ostatniej, to co z tego?
zdarzyło mi się dziś źle ocenić koleżankę Agatkę z pracy, klei pudełka, cały czas, jest zatrudniona na 1/4 etatu. szefowa nią pomiata, a Agatka jest na każde jej skinienie.. Agatka nie zdradza zbytniej erudycji w swoich wypowiedziach (raczej zdradza braki w humanistycznym wykształceniu) i nie ma wcale gustu muzycznego (jest najbliżej radia więc nim steruje i zawsze puszcza albo radio roxy albo złote przeboje).. dziś jako jedyne dwie byłyśmy o 8 w pracy i godzinę spędziłyśmy razem, no i okazało się, że Agatka jest magisterką, skończyła jakies metale cieżkie na agh, mózg ma matematycznie genialny, do tego trochę zdolności plastycznych i interesuje się kamieniami szlachetnymi.. nie powinnam nigdy oceniać ludzi na podstawie pobieżnych obserwacji.. nie jestem hałsem, który przez kolor twoich paznokci domyśli się, że jesteś uzalżniona od syropu na kaszel i mieszkasz w nieogrzewanej kamienicy.. takie rzeczy to tylko w erze. 
tak, muszę się wyspać przed tym tygodniem.

b.
sex w wielkim mieście: 10 odcinków 1. sezonu
spacerów do karfura i z powrotem: 3
odwiedzonych dziś salonów oranżu: 3 (oranżu, tak się wyraził jeden dziwny pan, który przez całą wizytę w pierwszym orange, w którym byłam kłócił się ze swoją żoną, że źle tłumaczy pani obsługującej o co chodzi; więc sobie poszłam do galeryjnego oranżu, ale tam też było dużo ludzi, w końcu weszłam do oranżu na wrocławskiej, był pusty i mogłam nawet podotykać korbiego^^)
egzaminów w przyszłym tygodniu: 1
złudnych (najprawdopodobniej nadziej): 2
prędkośc zasypiania od przyłożenia uchów do poduszków: kb.46m./n.
myśli o ukradnięciu maleńkiego czerwonego gwiazdorka: 2
ukradniętych maleńkich gwiazdorów: 0 (nawet nie będę rozstrzygać czy to już grzech, przecież i tak nie wierzę w karę, a poza tym nie ukradłam!)
przegapionych imprez andrzejkowych: 3, z czego jedna poważna, z erasmusami w panoramie.

to już stare, ale dobre, nie mogę przeżyć, że nie pojechałam do mysłowic, gdy byli..:/


 <cała płyta jest boska, nie należy tu słuchać tego, co kramar mówi o micachu, on się po prostu nie zna)
i jeszcze to, to z czasów mama’s, próbowaliśmy z sebą obejrzeć film, ale jest kiepski, a reszta muzyki też, ale to..?  

a to.. bo lubię

 i na wspomnienie magdy m.

jak byłam młodsza to z asią, koleżanką z bloku żegnałyśmy się w te słowa: hajderewatu.
Otagowane:  

  • RSS