haloszek

Dodano 17 czerwca 2011, w ., przez pszygody


trudno się z tym nie zgodzić :)

niech klimat tej dziwacznej reklamy dopełni patrick watson i kawałek pt. weight of the world.


Otagowane:  

the long day is over

Dodano 26 października 2009, w ., przez pszygody

Piosenka na dziś to ‚the long day is over’ nory jones. chodziłyśmy w kółko po krakowie z jeleną i margitką, wdychałyśmy pijaczane opary i wyziewy najebanej inteligencji z całego świata, aż nam oczy zaszły mgłą. na szewskiej jeden pan grał sdm, wzruszyłyśmy się, wróciłyśmy, żeby dać mu jakieś pieniądze ale w końcu ja nie dałam, bo nie miałam. 

rano, tzn o 10.3o mariszka zadzwoniła z medalikowa, żebym wstawała i się nie przejmowała, bo i tak jest dopiero 9.3o. w połowie przedchwilajszego spaceru musiałam kupić krówki (na krówki zawsze mam), bo zrobilo nam się już nie tylko smutno, ale nawet świat rzeczy martwych zaczął nam dawać znaki zachęty do przejścia w niebyt. np.spotkałyśmy kabel zawiązany tak, jakby zapraszał do samozabójstwa. pokazałam jelenie mama’s na brackiej,  wiadomo, że jej się podobał, zwłaszcza balkon i widok i cisza w tym hałasie z błędnego koła, co występuje pod mama’s, ale dla mnie to jakieś dziwne teraz miejsce, już trochę zaczyna się robić obskurne.. zresztą, wywalili sebastiana nawet, najlepszego menedżera ewer, to co się dziwić. splajtują jak nic! 
nie zdążyłam kurka zrobić zadań z węgierskiego, rumuńskiego też nie.. poczytałam tylko trochę rumuńską wikipedię, nawet da się zrozumieć.
jelena mówi, że nie wolno czekać, bo można przegapić swoje życie, trzeba szukać miejsc, punktów w których jesteśmy szczęśliwi. a co gdy już się miało największe szczęście z tych ledwo do wybrażenia, co zdarza się raz na milijon, miało się i będąc w samym środku – zrezygowało się, co wtedy zrobić? czego szukać dalej?
można dojść do wniosku, że skoro nie uszczęśliwia mnie stan szczęścia, stan, który sobie jako szczęśliwy wyobrażam, to może odwrotność mnie uszczęśliwi? 
ale to nie może chodzić o zwykłe stare jak świat gonienie króliczka.. prawda? 
mówi się, że kobieta jak ma niepoukładane życie to sprząta sobie pokój, mieszkanie.. wyniosłam dziś śmieci z kilku miesięcy, te do segregacji, umyłam kubeł i nawet półkę na której stoi, zlewy domestosem, wanny, krany, kible, podłogę wokół kibla też, zmieniłam ręcznik którym tamujemy wycieki spod niego..podłogę w korytarzu (umyłam), nawet dokleiłam klejem do butów taki patyczek, który służy jako wieszak, a który się wyrwał, tak że miast 5 mieliśmy z M&M’sami tylko 3, a teraz są 4, podkleiłam też sobie trampki, zrobiłam pranie, pozmywałam, ugotowałam pyszny kompot jabłkowy <w końcu wyszedł, ostatnio niestety nawet kompot spieprzyłam> jeszcze zmiotłam podłogi i to coś, to jeszcze nie jest chyba wykładziną ale też nie jest dywanem u mnie w pokoju. 
sdm i jego czwarta nad ranem zawsze mi przypomina pierwszy rok studiów, i zimne pokoje na topolowej. 
a z szimim się widziałam, i karmiliśmy razem konie, tzn.ja karmiłam, ale jabłkami od szimiego, przeszliśmy z 15 km. jak nie więcej, no i zaleźliśmy te konie gzieś na zarudawiu. zarudziu? i tez oczywiście było szaro i do tego mżyło więc wszystko sobie pomoczyłam, najmocniej stopy.
szimi radzi, żeby decydwać smodzilnie o własnym życiu, odważać się na różne rzeczy, podchodzić do chłopców, którzy mi si podobają i mówić, że chcę ich poznać. pytam, dlaczego ja a nie chłopak? wszak też chcę żeby to był ktoś odważny. 
potem się długo śmiejemy z tego, jak szimiemu kiedyś na topolowej zamknęłam jedną zasuwę, której akurat zasuwać nie można było, bo się nie osuwała, a szimi miał coś ważnego rano, a to był parter niestety z kratami w oknach, więc musieliśmy się wydzierać na podwórku, bo nie mieliśmy okien na ulicę.. miał chybajże jakieś ważne ćwiczenia.. marznęliśmy tam całą zimę, były mrozy minus 20, czyli u nas w pokoju temperatura na siedzenie pod kołdrą w kurtce, aż się szimi musiał wprowadzić pod piec do mojego i tosi pokoju.

dzisiaj było b.długie, mocno świadome, nie lubię takich dni, zbyt wyraźnie się wtedy widzę w lustrze, a to zawsze niemiło. 
za to mariszka jest rasowo krótkowłosa. b.jej ładnie.
może pójdę spać, może dziś się da, sprawdzę.

jeszcze piosenka na dziś też: parick watson – beijing
a margitka ślicznie śpiewała na tomasza piosenkę prosiaczka.

no tak, jeszcze bilans:

minuty poświęcone na sprzątanie: 264

spotkanych angoli na rynku i wokół: jakieś 150
francuzów: 20 hiszpanów: 15 węgrów: 13 szkotów: 8

ilość zaczepień rozpoczynających się od: cześć, czy wybieracie się na piwo?: 30

widoków na słońce: 0

marzeń o zamieszkaniu na islandii: 4

myśli samobójczych: za dużo

zjedzonych krówek: 5

udanych kompotów: 1

ilość przeczytanych stron z wysokich obcasów (wiadomo na czym): 25

przyznań się do bycia feministką: 1 

tłumaczeń, że czemu nią jestem i jak rozumiem feminizm: 1 duże.

jak rozumiem feminizm?: gosia zauważyła, że ulice wokół rynku tak są zbudowane, że pani która szła przed nami grzęzła na szpilkach między dziurami w nawierzchni z kamienia, wytłumaczyłam, że to mężczyźni budują drogi tak, że nie pomyślą o tym, w czym kobiety będą chodzić po nich i dlatego ta biedna kobieta ledwo mogła dojść do chodnika. swoją drogą co za lipa chodzić na szpilkach. to też musiał wymyślić mężczyzna. feminizm więc jest wtefeminizmy, gdy mężczyzna pomyśli o czymś dobrym dla kobiety, dla odmiany.

eee, zimno, idę pod kordłę!
Otagowane:  

  • RSS