okna strachu

Dodano 15 czerwca 2011, w ., przez pszygody
czekałam na wczoraj z wielkim strachem. wczoraj nie przyszło. to znaczy było oczywiście, ale nie to, które powinno. balassi nic nie może nam powiedzieć jeszcze. choć powinien napisać chociaż tym, którzy się nie dostali.. bo jak się dowiem, że się nie dostałam a jednak go otwarli, to sie zdenerwuję. może nawet rozpłaczę. chociaż.
horoskop na 2011 przepowiadał, że dla byków będzie to rok zmian, które zaznaczą sie zwłaszcza w drugiej połowie roku..
otóż otóż, moja zmiana jest taka, że piję kawę. może tylko na czas sesji, ale samodzielnie ją kupuję, co mi się nigdy wczesniej nie zdarzało.. pijałam okazjonalnie, rzaadko.
jem dużo moich przyjaciółek nosp. to kolejne przepotwarzenie z serii: ku dorosłości. kiedyś havibaj nie bolał.
i jeszcze taki, że kupiłam długą sukienkę. jest piękna!
oczywiście nie mam gdzie jej nosić.. ale to się wiąże z zasadą, która rządzi naszym światem, według której (m.in.) przez większość tygodnia nosimy tylko 20% naszych ubrań, reszta leży w szafie. i według tej zasady każdą firmę zasadniczo konstytuuje jakieś 20% pracowników, reszta się obija. i tak ze wszystkim. 20% ludzi się bogaci, reszta biduje.. czy to znaczy, że 20% ludzi na świecie jest szcześliwych a reszta nie? (jak się ta zasada nazywała..?)
jeśli balassi się na mnie nie otworzy – możliwe, że zmiana będzie drastyczniejsza. zacznę regularne życie. osiedlę się w jednym miejscu. stanę i popatrzę. wybiorę kogoś spośród tych, których oferty walają się na mojej skrzynce, podeptane, niszczejące od wirtualnego kurzu. zajdę w ciążę..
no dobra, przeginam.
ale może chociaz zamieszkam gdzies na stałe i znajdę pracę?
pan z przeciwka patrzy mi w okno. pan nad nim ma nawet wyściełane poduszkami w różu, żeby sobie wygodniej patrzeć.

i bjork: mother heroic:


oraz: metronomy: the bay:
http://designcollector.net/metronomy-the-bay/

i spylam na obiad^^
Otagowane:  

kazachstan, arabja felix

Dodano 11 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

Kalmarki kupiły mi dziś piękne tulipany do dzbanka; a ja w podzięce zaraziłam kasię jakimś przeklętym zakażeniem gardła, więc się dzielę strepsilsami. wypiłam sobie herbatę z bzu, siemieniu i mięty i teraz mam beki o zapachu kwiatków. tomek pojechał i jedzie do kazachstanu.. marja też w drodze.. dostałam od niej prezent na zapas w razie urodzin; pięknego słonia.



 myślę, że to dlatego, że zawsze gdy śpię w medalikowie to zgarniam z parapetu wszystkie możliwe zwierzaki (a najczęśćiej aligtora na dwa metry) i się do nich przytulam w nocy. teraz mam słonia na wichury z kolorową trąbą, czegóż chcieć więcej?

tu coś wesołego co pasuje do słonia:
zwolniłam się z pracy, jeszcze dwie zmiany i nie będę mieć żadnej wymówki, że czegoś nie umiem albo że czegoś nie odrobiłam, czy też dlaczego nie napisałam jeszcze licencjatu^^ najwyższa pora :)
a na obiad zjadłam najpyszniejsze w życiu zielone pierogi ze szpinakiem! 
(13zł w starej kuchni) ale to już koniec burżujstwa.. czas oszczędzać :)
i wrócić do nauki.. wszak jutro żołnierek..
a jak idzie o masakryczny wypadek ze śmietanką polskiej polityki na pokładzie to źle się stało.. nie mogłam przez to nic całą sobotę zrobić.

to zawsze brzmi tak tęskno i odlegle.

Otagowane:  

  • RSS