A211

Dodano 5 stycznia 2011, w ., przez pszygody

Oto ekskluzywne wydanie bloga; co za niespodziewana pyszność muzyczna! Proszę państwa, dzieki wspaniałomyślności <o mnie> szona możecie poznać Alex Winston: 
http://www.youtube.com/watch?v=ZriX_ITjqsA
 w pioscence choice notes! :)
Dzięki wspaniałomyślności (o mnie) gabora, mogłam dziś wypić pyszną herbatę z pomarańczy i chyba goździków, która miała mi zastąpić wspaniałe domowe grzane wino, którego wypicia bezczelnie odmówiłam.. jeszcze jego wspaniałomyślność pozwoliła mi zjeść specjalowych rogalików piwnych, z tym że nie z piwa, ale do piwa, więc bezalkoholowych, mniam. sam piekł! 
ale ale jest też smutna wiadomość.. mianowicie mama cześka, Pani Grażynka, którą do tej pory tak lubiłam.. okazała się podstępną szarlatanką (sic!), która wybierając dla mnie książkę o Wierze Gran -> skutecznie odciągnęła mnie od węgierskiego! tożto skandal jest.. Pani Grażynko, zawiodłam się.. (:
Proszę Państwa, Ricsi ma dziewczynę! i to idealnie doń pasującą, wiem, bo mi opisał. to jest wspaniałe i życzę sobie, żeby jego przykład dodał mi siły i chęci na oczekiwanie księcia z bajki. aa co tam :) tak jest. tymczasem się uczę, żeby nie tracić czasu :) no chyba, że czytam o wierze.. Pani Grażyno, nie wybaczę! nawet wieszczowe (bo odmickiewiczowskie) pochodzenie Pani nie uratuje!


 - jest też nowa piosenka adele: rolling in the deep ze wspaniałym klipem. skradziona z fejsa warmuzikowi.
i co, bilans?:
-złamanych przyżeczeń: ciagle jedno i to samo.. ale dlatego, że mi się nie chce skończyć afterejtowa paczka.. reszty na razie nie łamię, bo 1) z niepiciem alkoholu mi jakoś wyjątkowo łatwo mimo trefnych genów, 2) nie miałam okazji do podejmowania zbyt wielu decyzji do tej pory 3) nie mam z kim tu rozmawiać o wspólnych znajomych i mówić o nich źle, więc nie mówię :) no może prawie..
-próbowania tego, co lubię lub czego nie lubię w tym roku (a co może się rozwinąć w zajęcie życiowe): 1: próbuję uczyć daniego polskiego, dobry z niego uczeń, bardzo wszystkiego ciekawy, tylko nie odrabia zadań domowych <ale może bla bla bla fisza to za dużo jak na pierwszy raz, żeby się nauczyć na pamięć, gdy się tego nawet dobrze nie umie przeczytać :)> – całkiem fajne zajęcie, znajduję w sobie dużo cierpliwości, nie tak jak przy olivierze, z którego się śmiałam i który uważał, że jako nauczycielka byłabym straszna.. inaczej, dobrze mi w tej roli. dowiaduję sie ponadto, jak mało wiem o języku polskim. jak trudno wytłumaczyć, dlaczego tyle odmian, skąd te wszystkie zmiany w języku, z ‚ę’ na ‚ą’, dlaczego wymawiamy wszystko inaczej niż piszemy, czemu ‚ch’ i ‚h’ i ‚rz’ i ‚ż’ i czemu ‚rz’ czyta się często jak ‚sz’.. itd.
-nowych, nieplanowanych par majtek (campona z paulą): 5; <kampona z paulą brzmi jak jakas potrawa, nie? :) np. rukola z manną>
-nowych, nieplanowanych bluz i planowanych dresików: po 1;
-nowych słowników bluzgów i slangu węgierskiego: 1 śmieszny, przeznaczony tylko dla dorosłych i jak czytam to się zastanawiam czy (w tym ujęciu) chcę być dorosła.
dziś jest taki nowy rok. że się tylko słucha gr<Z>echuty i zjada resztki sera z żurawiną. na zewnątrz rosną bałwanki, czajnik świruje na prądzie, afterejty się kończą, zima. i wiele pytań niedokończonych, zabrakło siły na postawienie znaku zapytania, przecinka; wspomnienia się kłębią – nieproszone szpaki, wyżerają mi spokój prosto z otwartych i głuchych korytarzy nerwów. lektura o getcie, o tym, że żydzi płacili, żeby się dostać do niego, żeby być blisko. niepojęte, a jednak logiczne. każdy chciał być bliżej siebie. i jeszcze nie wiedzieli, po co to wszystko, że to tylko śmierć wabi oczami tęskniącej matki. i umierające dzieci, bose żebrątka, a my tu ser z żurawiną, czekoladę, pomarańcze. pewnie to ‚my’ wyszło mi dlatego, że próbuję zwalić wine też na was.. a przecież sama to właśnie zjadam i przeżuwam w męczarniach.
‚hop szklankę piwa’. 

 - uwielbiam, za potrójną zmienność nastroju.
no miły dzień był nawet. późno już.
Otagowane:  

budapesztek

Dodano 12 listopada 2010, w ., przez pszygody

mam wielkie szczęście. mieszkam sobie w budapeszcie, mam tu tylu wegrów pod i nad sobą (dosłownie, bo przecież w naszym akademiku poupychani jesteśmy niczym kocie łby na niemieckiej autostradzie), że gdy mi tylko przyjdzie ochota, mogę sobie wyjść z pokoju, albo nawet nie muszę (Wszak nasza nowa współlokatorka to węgierka i to najmilsza ze wszystkich jakie znam) i porozmawiać, pogapić się na nich czy cokolwiek, potańczyć z nimi jak chociażby wczoraj. wczoraj w ogóle było fajnie, gabor przyszedł po nas i zeszłyśmy do bufetu tak na.. parę godzin i parę lanych win; a natańczyłam się jak nigdy! rano miałam zajęcia o 8,30 więc musiałam wstać o 6.30.. 4 godziny snu i oto jestem, wypompowana. bo jeszcze poszłyśmy z jelenką pograć w pingponga i przyszło dwóch miłych węgrów, inny gabor i inna noemi, o ile dobrze pamiętam. ale ale! dwa dni temu był koncert olafura arnoldsa! co za człowiek! co za dziwny charakter.

mam szczęście, że jestem tu z margitką i elejn, fajne są. serio. i jemy razem piccuchę, jeździmy tymi pociągami i się nabijamy z ludzkich czapek, (i ich kutasików), rozbijamy się po knajpach, pijemy też herbatki i uśmiechamy się przyjacielsko, gdy czegoś nie rozumiemy.
mam szczęście, że mi się kręcą włosy. chociaż czasem mnie wkurza, że wszyscy tylko je zauważają, jakby o mnie stanowiły tylko one właśnie, i wtedy rozumiem co musiała czuć szined okonor, że się zrobiła na łyso. ja się natomiast nie opitolę, bo takiej buzi jak ona nie mam..
mam szczęście, że widziałam na żywo olafura, bjork, mumów, lidera hjaltalinu, aniimę a to już ponad połowa islandczyków, których zaplanowałam zobaczyć:)
mam też szczęście, że urodziłam się w polsce, w tej części świata, gdzie mogę dostać tyle wody ile chcę i starcza nawet, żeby nią spłukiwać kupę, co jest pewnie niewyobrażalne dla afrykańczyków, i mam nadzieję, że nas nikt nie sypnął przed nimi, że tak robimy.. 
no ale olafur! grał w sumie nieszczególnie wybitnie, przyzwoicie, wirtuozem może nie jest, ale nie o to chodzi, ma cudne utwory i jest niesamowity w obejściu, można się rozpływać jak w budyniu masło jak się tego słucha, czystej harmonii, piękna, to aż mózg produkuje przedziwne podróże w czasie i na niemożliwą do wyobrażenia odległość. lubię to uczucie. koncert mocny, dużo emocji.
na grudzień zaplanowany yann tiersen, pewno pójdziemy, kosztuje mniej, niżby kosztował w polsce. jutro natomiast piątek i ciekawam już, co się będzie działo. w sobotę znów tukezoo i już wiem jak wołać o bis! :}
i jeszcze, na ebayu znalazłam angielską wersję capillarium i kupiła mi siostra, bo bezcczelnie zamówiłam przy pomocy jej konta, a czesiek mi wysłał pjorytetem :)
ale miłe dni.. 
grechuta mi jeździ po głowie dość głośnym tramwajem: 

 
- serce,


 - świecie nasz <w tym jestem bezsennie zakochana>

odstrzelone dla olafura:
no i jest, zasłonięty i sponsorowany przez apla, z którego czytał nuty^^
i cztery muzy olafura:
no inav :)
Otagowane:  

  • RSS