new som! i rajd paryż dakar (budapest->gilowice)

Dodano 30 stycznia 2011, w ., przez pszygody

Wieczór po koncercie. Siedzę sobie w lobby i czekam, przyjdzie? Czy będzie w tych samych butach co na koncercie? Czy jak się jedzie na koncert, to się zmienia buty? Joasia. Joasia Newsom. A bałam się, że będzie fałszować. Naprawdę. Za wiele koncertów na youtube’ie obejrzałam, zbyt wiele razy słuchałam płyty z na żywo z lekko skrzywioną wersją sadie. I tego nie zagrała. Dużo z nowej płyty, tzn. z trzech nowych płyt. Wyglądała kosmicznie, bardzo krótka bufiasta sukienka, długie włosy, srebrno-świecące buty. Czarująca na scenie, bardzo wdzięcznie kichnęła, choć szynka uważa, że to specjalnie i że udawane, żeby nas rozczulić. Głos ma piękny, barwę bardzo ciepłą i jest tak zdolna, doskonale wykonane  piosenki, brak zachwiań, dużo atrakcji w zmienianiu barwy, dużo wibracji i trudnych górek, czyściutko. Ale coś tak nie do końca. Wstałam a rzadko wstaję (jestem przecież wstydliwa), wstałam na końcu, bo 1). wyszła na drugi bis, a po 2) zagrała wreszcie to, na co przecież czekałam cały czas, od pierwszej piosenki. Peach, plum, pear. Bo koncert był mocno z nowych albumów.

Ma długie włosy od zawsze, od kiedy ją znam; a przecież jest artystką. Czyli musi mieć rozchwiane życie emocjonalne, na pewno jest nienormalnie wrażliwa. Takie utwory, tyle w nich czucia, czy matematyki..? nie wiem. Ma długie włosy, ciągle, jest zatem stabilna (zgodnie z prawem, że kobiety w momentach zachwiania zmieniają fryzurę).

Ktoś zaszurał krzesłem, zabrzmiało jak puszczony głośno pryk, zaczęła się śmiać  ‘jezu, skąd ten dźwięk się wziął?’ i po trzech sekundach pełne skupienie, już gra, śpiewa. Nie wiedziałam, że gra też na pianinie.

Udało mi się rozpłakać, znacie tę piosenkę: have one on me? Sprawdźcie co się z Wami stanie pod koniec, około 7 minuty. Gdy tego posłuchacie na żywo.

A wstałam, płakałam, dużo emocji; i nie chcę się tylko przyznać, do tego dziwnego uczucia nawet przed sobą, nawet przed szynką, choć i ona to czuła, przecież nie porwało jej.. nie mogę się przyznać, że czegoś mi jakby brakowało. Jakby wszystko było rzeczywiście zbyt wyreżyserowane. Nawet to kichnięcie.

A tak ładnie opowiadała nam o samotności, małpkach, o tym, że jest ją łatwo utrzymać przy sobie..

Nie wiem. Ale nie waham się mówić, że było doskonale. Może to taki efekt wywiera..?

Czekam teraz na nią w lobby hotelu mercury, bo to blisko müpy, a do tego  sama tu chwilowo mieszkam, i gdy drukowałam bilety w recepcji, pan spojrzał na kogo idę i zapytał czy wiem, że joasia też tu mieszka, i że rano jadła tu śniadanie i że jutro też tu będzie cały dzień.. ? czy wiem? A niby skąd? Nie spotkałam jej przy śniadaniu! Ale może jeszcze. Hihetetlen. Podał mi numer pokoju..

Jutro w drogę, kierunek -> gilowice, dom szyneczko. Nawet mamy zaklepane spotkanie z mynkiem w bielsku. Bajecznie.

Jeszcze mnie dorwała taka myśl, myślałam o tym, co bym zrobiła, gdybym straciła przypadkiem słuch, nie mogła słuchać muzyki. Mam tu tę przewagę nad psuciem się słuchu, że dość dużo potrafię odtworzyć w głowie. Nawet przyśpieszać, zwalniać, powtarzać ulubione fragmenty; i wtedy pomyślałam o tym, że tylko do nowej muzyki potrzebowałabym tłumacza, który by mówił mi, z czego się składa utwór, jakie dźwięki, gdzie zająknięte, zakrzywione, gdzie wolniej, gdzie ciszej. Jak zaskakują, gdzie się powtarzają denerwująco, a gdzie koją. I pomyślałam z niechęcią, że to tak wygląda też uczenie się języka obcego. Że nigdy nie usłyszę muzyki. Będę sobie tłumaczyć węgierski , zrozumiem przekaz. Ale nie usłyszę muzyki. Mogę nawet znaleźć kogoś, kto mi pokaże, co znaczy najdziwniejsze słówko. Ale nie usłyszę tego w oryginale.

I w takim razie, zakochiwać się trzeba w tych, którzy mówią tym samym językiem? A może się mylę z teorią poznawania języka?

Joasi jeszcze nie ma. Albo już dawno przyjechała, zanim się z tomkiem doczłapaliśmy. Wszak pożegnania z M3 (Marian, Magda, Małgosia) trwały. Może śpi?

Koncert przyćmił, że byliśmy na nogach dziś wszędzie. Na górze gellérta, na zamku od wszystkich możliwych stron, na baszcie, w poszukiwaniu obiadu jeszcze dalej. I próbowaliśmy pieczonych kasztanów. Dobry dzień.

Podjechał bus, może to oni?

O jej, to oni!!

Porozmawiałam sobie z muzykami z jej zespołu, pogratulowałam koncertu! A pani skrzypaczka powiedziała, że widziała mnie rano przy śniadaniu. Ale frajda! A tomasz śpi! I w sumie dobrze, bo przy nikim bym się pewnie nie odważyła do nich podejść. Czyli jeżdżą całym busem.

Czyli to tu się dzieje życie.

Koza ma rację: widzisz, biegniesz.

I masz co chcesz.

To takie proste. Kosztuje trzęsienie się nóg, ból brzuszka i poczucie, że jeszcze na coś powinnam poczekać.

Czyli, że zwracam uwagę gwiazd? :D fantastycznie!

Tylko gdzie była joasia.

Dzisiaj na pewno nie zasnę.

 

No dobra, masz tylko chwilkę, co im powiedzieć? Skąd wziąć w sobie odwagę by podejść i skąd znaleźć odpowiednie słowa?

I dlaczego przygłupi stróż ogląda najgłupszą telenowelę świata i przeszkadza mi w zbieraniu myśli..?

Chłopaki przyszły usiąść obok mnie. Mam iść pogadać? I dlaczego tu nie ma internetu..?

I dlaczego przy have one on me zaczęłam tak intensywnie myśleć o syrii, damaszku..? że to miasto wciąga, bezpośrednio i jeszcze wwiercając się po czasie. Bezczelnie i bez pozwolenia.

Za dużo mi emocji. i nie mówcie szynce, że kupiłam sobie ciastka.

***
tymczasem dzień później przy kominku już u szynki siedzimy sobie przy dwóch psiakach i dwóch kotach, uroczo. trzeba nam spać, bo konamy.

a tu fragment koncertu w fatalnej jakości

Otagowane:  

tytuł

Dodano 13 listopada 2009, w ., przez pszygody

Ostatnio Kramar uświadomił mi, że zbliżam się do granicy..Hałs mi się kończy:/ Jest to niespodziewany cios.. ponieważ znam Hałsa tylko z internetu nie wiedziałam, że szóstego sezonu jest tylko 6 odcinków! a dziś widziałam czwarty..:/ może powinnam sobie teraz rozłożyć ostatnie 2 na części po 10 minut dziennie? albo obejrzeć oba za jednym zamachem? muszę to przemyśleć.. 


w każdym razie wszystko co się ostatnio dzieje, dzieje się źle. 
w związku z tym chodzę na dużo spacerów.
próbuję wywietrzyć sobie mózg.
poza tym boję się o pana Tadeusza, nie widziałam go już ze trzy dni.

uzależnienia: kubuś marchewkowo-bananowy (100%soku w soku)
nowych odżywek w spreju: 1, fruktisa, ładnie pachnie
zjadanych właśnie czekolad: 1, goplana bakaliowa
kontynuacji starych dobrych odruchów: 2, powolutki powrót do biegania, satyor labda -> siatkówka, bo znalazłam na gumtree niepełny skład i się dołączę.
unusualsy:  brak apetytu (w sensie, że nie jem między wszystkimi pięcioma posiłkami jak zazwyczaj)
piosenka na dziś: joanna newsom: emily
widok na lepszą przyszłość:  tymczasowo zasłonięty chaszczami za oknem

Otagowane:  

bo pada śnieg

Dodano 15 października 2009, w ., przez pszygody

bardzo się trudno pisze, gdy nie można wpstryknąć niektórych literek. Po tym jak podlałam kompjutir półlitrem wody – literki d i f sponsorujące dzisiejszy odcinek pilotowy przestały działać. za każdym razem więc albo wymyślam zastępcze słowa niezawierające ww. literek, albo wciskam ctrl+v; tylko, że wtedi i tak muszę zrezygnować z jednej, najcześciej więc wywalam wszystkie literki z f, bo łatwiej mi wywalić ze słownika „frajera” niż „dupę”. (jest tyle pięknych wyrażeń z nią, np.lizać dupę, albo wdupowłaz, albo coś może być z dupy albo do dupy. można też komuś wtłuc na dupę albo uganiać się za dupą. istnieją miliony możliwości.)

spotkałam dziś dziwną dziewczynę, siedziała na krzesełku w jagielonce i poobnie jak mnie, nie udało jej się załatwić (po odczekaniu 20 minut) tego po co przyszła. poszłyśmy więc na herbatę, bo w kolejce się nie zdążyłyśmy nagadać. zapytałam czy jest pesymistką, a gdy przyznała, że owszem, wyjaśniłam, że wiedziałam od razu bo zdradziła ją czarna czapką. ja i ona to dwie osoby zupełnie różne: ona zecydowana, ubrana na czarno i granatowo, bez parasola, z zapachową tabaką w torebce,  z krótkimi włosami, każdy ranek zaczyna w porze obiadu, nie lubi się uczyć, zwłaszcza języków, pali przez fifkę, którą trzyma w pudełku z napisem: tarot, z jakby zwisem na wszystko; na odwrót to ja, kolory należy zastąpić zielonym, różowym, żółtym, czerwonym itd. doszłyśmy razem do wniosku, że w polsce nikt nie zagaduje w kolejkach i to jest złe i smutne, potem doszłyśmy na piłsudskiego, gdzie musiałam wnieść swoje dupsko na trzecie piętro w celu zutylizowania indeksu, więc bez (podawania sobie) szczegółów, pożegnałyśmy się [nie znam nadal jej imienia] i poszłyśmy w swoje strony. 

ponadto w dzisiejszym odcinku zdradzam, że gdy jakiś koszmar leci z nieba można sobie wejść do jagielonki i wybrać parasolkę, bo wszyscy zostawiają swoje przy wejściu na podłodze. rozłożone, jakby reklamowali ich zalety. i można sobie też wejść za darmochę do łazienki. w zasadzie to w jagielonce można wszysko, tylko nie wypożyczyć tej książki, na której akurat nam zależy. okazuje się też, że gdy studiujesz eksternistycznie, jak moja nowa znajoma – książki możesz tylko oglądać w czytelni pod okiem wykwaliikowanego strażnika dóbr narodowych. 
postulat: na drzwi biblioteki jagiellońskiej: eksternistycznym nie dajemy do domu, ponieważ istnieją podejrzenia, że mogą gryźć woluminy.

mateusz (jeden z moich domowych, oswojonych m&m’sów) przybiegł przed chwilą mówiąc, że na asp szukają modeli. rozbierać się za 11zl na godzinę, stracić szansę na romans z przyszłym grafikiem/architektem z powodu paru wałeczków tłuszczu za 11 zł? nudzić się i patrzeć jak inni trenują swój talent zamiast robić to samemu? nem! 

piosenki, które dziś nie dają spokoju: 

mariszki (bo tłumaczy tekst i puszcza powielokroć, żeby usłyszeć poszczególne słowa): 
http://www.youtube.com/watch?v=bO_PyKIwC9k
joanna newsom: sawdust & diamonds
i jeszcze bjork: remix ratata pjosenki wanderlust (tej z anthonym)

szalom!

Otagowane:  

  • RSS