l’aube

Dodano 25 lutego 2011, w ., przez pszygody


http://www.youtube.com/watch?v=myF6ufsV2mI
 - anouar brahem – l’aube

znalazlam gdzieś w poplątanych wspomnieniach z dysku. razem ze zdjęciami, z długością włosów, o którą bym się nie podejrzewała w dojrzałym wieku. 
dziś jeszcze o piątej będzie widno. wymyślę sobie życie od początku już za 3 dni. minie luty i będzie bardziej w tę strone:
 mam to na dysku pod taką nazwą (dlatego wrzuciłam na wrzutę w tej wersji, bo mi się podoba najbardziej), ale znalazłam, że oryginalnie nazywa się: ‚wala kif’ i śpiewa oczywiście fairuz..
jeszcze tylko o nocy, że nie mogłam spać, potem przyszła koło 3 dóri, pijana, więc zaczęła się głośno tłuc, kaszleć, smarkać, gotować coś w mikrofali, oglądać serial, stukać w nasze łóżko komputerem, głową, nogami, palić światło, masakra. z tego wszystkiego miałam niespokojną resztę nocy.. pamiętam wyraźnie fragment snu.. idę przez jakiś plac, osiedle.. czuję czyjąś sprzyjającą obecność obok, patrze w lewo, a na ziemi siedzi jasny kot. ale nie cały, nie ma głowy i części tłowia, a reszta, która siedzi we właściwej dla kotów pozycji – jest pocięta, równo, mniej więcej co 5 centymetrów jest poziome cięcie, części leżą prawie idealnie na sobie, w kociej pozycji, a za tą pociętą kocią masakrą leży równo ułożony nóz i oznacza: tym nożem ten kot został pocięty, nic nie możesz zrobić. patrząc na nóż widzę i czuję cierpienie kota, strach. ogarnia mnie złość, niemoc, wściekłość, zaczynam krzyczeć i nie mogę wydobyć takiego głosu jaki chcę, nie potrafię głośno wrzeszczeć, wystarczająco wyrazić złości. 
według dawnych wierzeń kot mógł oznaczać kobietę, czułość, intuicję.
martwi mnie ten sen.
Otagowane:  

ciągle świeci słońce w budapeszcie

Dodano 7 lutego 2011, w ., przez pszygody
Kochana Baniu,
u mnie wszystko dobrze, siedzę sobie w akademiku i trawię pyszny obiad, co go dla mnie przygotowała szynka: penne z brokułami w sosie z sera pleśniowego. załatwiłyśmy już prawie wszystkie sprawy związane z przedlużeniem pobytu na węgrzech i zaczynamy niedlugo nowy semestr nauki. trzeba za wszystko trochę więcej zapłacić, ale w sumie nie więcej niż by nas to wyniosło w krakowie. a korzyści językowe na pewno są/będą.
znów próbuję nie jeść słodyczy, z różnym powodzeniem. alkoholu nie tknęłam od grudnia.
a jak Twoje granie? co z naszym zespołem? na jakim instrumencie mam się zacząć uczyć grać? myślałam o pile :) albo grzebieniu (:
szon nadal gotuje Ci rosoły? a muszę Ci się przyznać, że ostatnio jadłam jeden bardzo konkurencyjny w stosunku do jego rosołu. nie wiem nawet czy nie lepszy; tylko nic mu nie mów :)
w maju przestanę być utrzymanką państwa, trochę mnie to stresuje. pomyślałby kto, że nie sypiam dobrze.. a sen, który miałam dzisiaj.. mm.. że mam piękne i dlugie włosy <to nie takie dalekie od prawdy:)>, że latam między białymi chmurami i niebieściutkim niebem małym szybowcem i robię np. korkociągi i jeszcze potem, że się modlę w specjalnej szpulce dla wierzących i tam odnajduję boga. a te szpulki były w takim kompleksie katedralno-mieszkalnym, w stylu gaudiego. biorę ten sen za dobrą wróżbę. wszak to moja pierwsza noc w bp po powrocie.
ale pracę muszę sobie jakąś znaleźć. opcji jest dużo różnych. tylko nie wiem co ze studiami wtedy. może coś zaocznie? a może już wystarczy? czy trzeba mieć magisterkę?
kolega dał mi taką piosenkę fairuz, tylko nie wiem co znaczy tytuł: وحدن بيبقوا  
powinna Ci się spodobać:) mnie zachwyciła.
tymczasem spadnę czytać tekst do licencjatu,
trzymaj się ciepło :*
Twoja pszygoda
Otagowane:  

osterdam

Dodano 2 sierpnia 2010, w ., przez pszygody

Smutno mi, Boże. od kilku dni łażę i to powtarzam. Nawet radość z zobaczenia Timka odgoniła smutek tylko na chwilę. próbuję się przystosować, zrozumieć co się stało. ale mam wrażenie, że brakuje mi całego świata. tak jakby w syrii ktoś skondensował cały świat i go tam zamknął w buteleczce. nawet jagody prosto z lasu nie smakują już jak kiedyś. perspektywa się mocno zmienia. nagle znajduję siebie w mieście, gdzie nie mam co robić. chodzę po nim i kupuję dziwne rzeczy, jakieś pilniki, poduszki.. cukierki się kończą, ze smaków damaszku mam jeszcze tylko zatar i pastę z granatów. i parę zdjęć. nawet nie wszystkie, bo nie miałam na co zabrać.

byłam pewnie w najpiękniejszym miejscu w europie a i to nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak syria. stambuł duszny, wilgotny, europejski, nieprzyjazny, do tego bardzo duży i piękny; nieprzyjazny poza adasiem, którego poznałyśmy w najgoszym hostelu świata; uroczy chłopak ze szczbrzeszyna^^ gdybym miała wymienić co nam się niemiłego przydarzyło od momentu opuszczenia damaszku to by mi nie starczyło kartki, więc dam sobie spokój. najważniejsze, że nas nie okradziono, że w końcu obie wyzdrowiałyśmy, maryśka ze ślepnięcia a ja z duru brzusznego. adaś nam umilił całą tę podróż swoim absurdalnym poczuciem humoru i zachęcanim nas do siadania w coraz to wygodniejszych miejscach. 
rozbeczałam się, gdy babcia z długą twarzą się przytuliła na pożegnanie; powiedziała, że mamy obie wracać bezpiecznie. do damaszku oczywiście. potem jechałyśmy chyba 70 godzin do stambułu autobusem, pan skasował nas srogo  za hostel po czym oznajmił, że nie ma dla nas pokoju na tę noc. ale w końcu przespałam się 3 godziny i poleciałam do maryśki, która nie spała sobie wcale już chyba trzecią noc i na balkonie i robiła zdjęcia. potem w dwa dni zwiedziłyśmy tyle ile się dało, czyli 2 meczety i jeden pałac, przepłynęłyśmy się promem i pojechałyśmy na lotnisko. ludzie zwariowali, kupują kawę za 30 złotch i jedzą 15 ml.lodów za 10, obłęd. polska bardzo jest ładna i miła, ludzie milsi od turków, tylko podobnie zagubieni; ech, sprobuję się przypasować.. ale coś mi to wszystko.. piję turecką herbatę habłkową, duużo cukru. kupiłam też sobie na pocieszkę malinowy balsam do ust. ech..


 to jest pani, która dla arabów jest tak oczywista, jak dla nas majkel dżekson i fredi merkuty, fairuz; piosenka bardzo dobra.
no i trochę fott:
taka byłam wesoła :)
tłumaczenie różnic międzykulturowych c.d.
czułość tatusiów w syrii
anas na gorącej linii ze swoją nargillą^^
z bliska
abu ali i jego zdrowy tryb życia, szisza, papierosy i cola; jedna szisza to ok.2 paczki papierosów ale gliceryn którą dodają do środka daje jej delikatny smak i ładny kolor dymu, nie dajcie się zwieść.. 
motyw przewodni: kolor
znajdź mariszkę na obrazku:
najlepsza pizza w mieście: u państwa naszałatich^^ (tu połowa rodziny)
ruch uliczny
the lazy one
gorąco było..
malula: miasto tekli i jezusa
więc chłopaki robą zdjęcia
ktir arab^^
coś się rozkojarzyliśmy, a pan chciał za pozowanie kasę, cwaniak :)
pierwsza z ostatnich nocy w damaszku, alaa ma wyjątkowo wysoką fryzurę^^
zwróćcie uwagę jak bardzo mi się udało rozbawić anasa^^
babcia z długą twarzą we własnej osobie i kuchni
widok z hostelu w stambule o świtaniu
i w południe
z adasiem
jakiś meczet
szparki zakamarki
kiedy marysia oślepła
niebieski meczet, ten w którym czuć skarpetkami
becoming a Muslim..
..is fun^^
tu się łączy szczebrzeszyn ze stambułem
ostatnie wspólne siedzenie na ulicy
inaw..
Otagowane:  

  • RSS