hjartebarn

Dodano 11 lutego 2010, w ., przez pszygody

Siedziała z książką pod wystającą ze słupka lampą, parzyło ją w oczy światło ale zbyt leniwo w powietrzu sprawiało, że nie mogła się ruszyć do jej poprawienia. Siedziała wsparta na wykręconej o krzesło ręce. Chrząknęła, puściła po raz trzeci Jonny’ego Greenwood’a ‘bodysong’ (

) i wolnym palcem od ręki przejechała po stronie zżółkłej od papieru i poszukała zgubionej linijki.. ‘Słowa są straszne, ale zdaje mi się, że można je zrozumieć; z czego wcale nie wynika, aby ten, kto je zrozumiał, miał dość odwagi, aby..’ oko zsunęło się na oparcie uwierającego już teraz krzesła. Spuściła więc pierwszą nogę w dół, w dywaniczność podłogi, następną drugą, wtedy już siedziała cała na dole. Lampa grzała jej włosy. Ręce uczciwie poszły za nią, zatrzymała je w okolicach brzucha. Coś zaswędziało granicę włosów pod majtkami i linię demarkacyjną fałdki brzusznej, wytworzonej z okazji pączka i makaronu.  Podrapała się, potem ręka drapała beznamiętnie sama, bezwiednie. ‘Tłumy ludzi żyją zagubione w doczesnych smutkach i radościach, jak ci, co siedzą pod ścianami, są..’ swędzenie zaogniło się. Palcem wyczuć mogła delikatną kulkę, gotową na nacisk, lekko się wginającą do środka, jak marszmaloł. To przypomniało jej o zapasie suszonych jabłek w  czekoladzie, wyciągnęła rękę i wychyliła się do torby, przyciągając całą torebkę słodyczy. Już niosła pierwszy kawałek do ust, zjadła, pogryzła wyraźnie, żeby czuć smak i przełknęła rozsuwając rozgryzione części po wewnętrzności, żeby dotykały jak najwięcej.  Wyprostowała plecy, dostać chciała jutjuba i wpisać  ‘entertainment for the braindead’ ale zapomniała jak się to pisze, pomyliły litery i tytuł wyleciał. Wyszukała linka na fejsbuku, ‘a trace’, bardzo ładny. (
http://www.youtube.com/watch?v=NvjWUoPNCAM
Puściła sobie do jabłek i kirkegora. Miała niesmak po wczorajszej leniwej nudnej niewykorzystanej zmarnowanej (tylkow formie męskiej) wieczorze. Dziś było podobne. Z tym, że nieprzyjemniejsze bo swędziało. Na odsłoniętej przez rękę powierzchni brzucha czerwienił się bąbel. Wyraźny nawet. Jednooki bandyta, porywacz przestrzeni i jeźdźca bezwarunkowych odruchów. Mistrz ceremonii i draperii. Drapieżnik.  Wyglądający jak bąbel od komaru. Ale komaru nie żyją w zimie, przy za gorących lampach i przy jęczących kaloryferach. Miała mózg  od zmartwień,pełen siwości, zmęczony przeżuwaniem tych samych zepchniętych pod korę myśli, wychudłych myśli, przebrzmiałych, zapadniętych jak gały oczne.  Pomyślała o męskim ciele, o ulubionych kawałkach skóry opiętej nad brzuchem, zgrabnej. Tak, że można polizać. Puściła ‘colours’w wersji Leona Somov’a. (

Zdrapała coś z pleców, obejrzała pod światło. Mała jasna kulka pstryknięta pod szafę. W oknie widniał już ciemny zmierzch. Choć lekko pomarańczowy od śniegu. Wślizgnęła palce w dłonie w ręce we włosach, pełne powietrza bolały po spiętej cebuli, potrzebnej do zastosowania maseczki przeciwkopryszczowej. Włosy się odginały obrażone za zbyt na lewo spiętość i prawo. Rozdrapywała mieszki tuż nad skorupą głowy długimi paznokciami, pomalowanymi krwistą wiśnią czerwcową, i brązową czekoladową podwójną i jeszcze fioletową . Mózg odpoczywał, ‘colours’ puściła jeszcze raz, długie słowa wychuchiwane przez głośniki takie miękkie siadały na zmęczonych policzkach, oddychała nie myśląc o wszystkich byłych, poprzednich, zostawionych, zdruzgotanych, zamęczonych, odsuwanych, niewystarczających, odkochanych, bezczelnych, cudownych, potrzebnych i tak bardzo nieobecnych. Wtarła trochę końcówek we łzy. Tylko dwie, po jednej dla każdego bezsilnie, suwerennie porzuconego ideału. ‘Młody człowiek zakochuje się w księżniczce i cała treść jego życia zamyka się w miłości, a sprawy tak wyglądają, że miłość ta jest skazana na niepowodzenie, nie da się przenieść ze świata ideału do świata rzeczywistości.’ Zupełnym przypadkiem taki. Tym razem doczytała do końca, do kropki. Odchyliła otwarte usta, zaciągnęła się powietrzem, pomyślała o tym co jej zostało, ‘under byen’ (

), czerwoność wideoklipu, nieruchomy chórek i uspokojenie. Kilka wspomnień o Witkacym z brzydkimi zębami, nowe trampki zastane zimą na szafie, zakładka z Judytą Klimta, jeszcze dwa jabłka w czekoladzie i pół miasta do omijania, i pół polski do schowania się, i depresja do spławienia szafką miłości, w żółtym laboratorium; tak, czuła całą usznością duszy ‘Hjartebarn’. Puści je drugi raz jak tylko się skończy. 

 

a miała pisać o telekim.

entertainment for the braindead

Dodano 2 lutego 2010, w ., przez pszygody

faceci na ogół są tacy sami, lubią dużo jeść, chodzi im o seks i są leniwi :) laski w zasadzie są bardzo podobne, tylko że częściej opanowane i nie tak kategoryczne, częściej umieją się też powstrzymać. chociaż, jak się ogląda stado hiszpanek kopulujących ze sobą w ubraniach pośrodku imprezy.. może to tylko ja się urodziłam w innej epoce z pasem cnoty na oczach i czasami przypominam sobie boleśnie o tym.. za może to tylko sprawny system abs w mojej głowie. zdecydowanie przyda mi się to zdanie: ‚hogy lehetek ennyire naiv.. ‚ wolałabym żyć sobie wtedy, gdy dzieje się akcja niebezpiecznych związków.. te wszystkie urocze spazmy, sukienki z dekoltmi, szprychy pod spódnicą, kubraki, jazda konna, wirtuozeria rozmów, brak telewizora, ogrody i spacery, seks jak u de sade’a, tylko nie na oczach wszystkich, intrygy.. musze przestać podcinać sobie grzywkę, bo mi zniknie.. za to mariszki nowe strzyżenie powiodło się doskonale, mam już pewną wprawę.. kto wie, może jeszcze zostanę wizażystką.. przed chwilą zbudowałam przy pomocy sztalugi i starych dzinsów stojak do przymiarki ubrań. bania zaopatrzyła mnie w śliczne materiały, z których nadziejam uszyć spódnice, wybieram się za chwilę po szpilki. w ogóle to jestem po nocce, ale udało mi się spać 4 godziny.. zbudził mnie jeno jęk sumienia, gdy, nie mogąc się ruszyć we śnie, musiałam sie przypatrywać jakiemuś gnojkowi, który kopał brązowego kundla przypiętego do płotu, ja stałam z drugiej strony i mogłam tylko krzyczeć bo nogi miałam nieruchawe. pewnie mi było za gorąco albo się dusiłam, czy coś. maria w drodze do damaszku.. chciałoby się powiedzieć – jak zawsze; ale tym razem naprawdę. siostra w drodze do mnie, będzie za jakieś 40 godzin! zdąże mieć jeszcze dwie zmiany.. skończyłam mcEwana, betonowy ogród; po angielskiem współczesnym w miarę pisarzu (książka z 1978r.), o któego powieściach mówi się, że są wstrząsające, makabryczne, i że odkrywa rzeczy, które większość dorosłych całe życie próbuje zapomnieć lub wyprzeć, że jego prozę czuje się w trzewiach.. spodziewałam się więcej. tymczasem wyszło mniej, ale na kibelek w sam raz. dobre, żeby sobie uświadomić, że dzieci to nie są niewiniątka, bynajmniej. jesteśmy współcześnie trudnymi odbiorcami, nie sposób nas zaskoczyć; niełatwo przekonać nas stylem pisania. po wielu latach poszukiwań ciekawszych rzeczy niż zalecają autorytety – wchodzę ze spuszczoną głową między półki klasyków.. biorę sobie kierkegaarda, nietzschego, flauberta, zobaczymy co mi wyjdzie; szimi już dawno mówił, że mam czytać sprawdzonych pisarzy, a nie tracić czas na poszukiwania. chociaż wtedy pewne nie spotkałabym juhasi kalady, mojego nowego obiektu licencjackiego. tralala, nie boję się tego słowa. :) no dobra, trochę się boję. zjem sobie pomarańczę. 
a na muzyczny lancz
http://www.youtube.com/watch?v=NvjWUoPNCAM
 
entertainment for the braindead

  • RSS