serenade

Dodano 28 grudnia 2009, w ., przez pszygody

Niestety czasem horoskopy się sprawdzają, ale to przeważnie, gdy nawet sobie człek myślami spróbuje zneutralizować to, co mu wieszczy.. miałam mieć źle dziś w pracy i do domu (a już dawno się to nie zdarzyło) wracałam z poczuciem, że jednak nienawidzę tej pracy, że jest dla mnie najwyraźniej za trudna, zbyt wymagająca, że już mnie nie bawi ani użeranie się ani ciągłe poczucie olbrzymiej odpowiedzialności za marnych kilka złotówek. a jeszcze jak ktoś cię zrypuje za w zasadzie błahotski, no bo czy niesprzątnięcie śniadania ze stołu o odpowiedniej godzinie, gdy się miało milion innych rzeczy do zrobienia, jest aż takim powodem? i jeszcze poczucie, że się ani na krztę nie rozwijam, że tuptam w miejscu..od paru lat. ale co ma robić student, który potrzebuje pieniędzy w tym głupim drogim mieście..jeszcze troszkę, nauczę się tego co mi potrzebne i spylam.. tylko gdzie.. gdzie papryka rośnie? 
jest taka piosenka, która chodzi za mną jak hatrik, proszę bardzo:


http://www.youtube.com/watch?v=EDz5tLwc9xE


dłonie pachną mi pomarańczami, brwi i rzęsy łzami, hm, ciekawe czemu mówi się łzy czyste, rzęsiste. 
marzy mi się postój w takim miejscu, w jakim rozgrywa się akcja „szczenięcych lat” melchiora wańkowicza.. hm, tak go lubię, a znam jeno dwie jego książki.. chcę się już wziąć za siebie, posprzątać sobie wszystko, ale nawet pokoju nie mogę posprzątać, bo mi się zepsuła górna lampa i od 15.oo mam tylko jedną małą lampkę i mi ciemno tak, że nie widzę po czym chodzę.. czy po brudach do prania, czy po czystach, do poskładania.. nie oszukujmy się, nigdy nie składam prania.. i jeszcze nie gotuję, żadna ze mnie pani domu.. a to dopiero początek zimy. ale za to koniec roku. coś się kończy, coś się zaczyna..
skończyłam „widmokręgi” kuczoka, aż mi się zachciało pisać. czy ja wiem, czy jego pomysły są lepsze od moich? tak, brzmi to butnie, ale ktoś musi we mnie wierzyć^^ a kuczok dobry, najspodobało mi się opowiadanie (bo to zbiór opowiadań jest) o starszej pani, która czuła się jakby była w korytarzu, poczekalni, jeszcze nie z umarłymi, już nie wśród żywych.. i dziś w sklepie pozwoliłam jednej starszej pani się do mnie wygadać i jeszcze jej doradziłam ser, który ma kupić. biedni ludzie osamotnieni. nie ma gorszego losu niż samotność. chociaż jest jeszcze brak kogoś, kogo się rozpaczliwie pragnie, ale to już zupełnie inna bajka..
jejku jej, ależ tu burdel na kółkach.. posprzątam.
Otagowane:  

hungaropesymizm

Dodano 8 listopada 2009, w ., przez pszygody

więc da się popsuć nawet jedne z najlepszych cukierków w tym kraju.. wedel zawodzi po raz kolejny, Maria przywiozła chyba z pół kilo mieszanki krakowskiej.. pozmieniały się nazwy, opakowania a co najgorsze – składniki, z których produkowana jest czekolada i nadzienia.. irysek już nie ten sam, nazwę też ma inszą.. ech.. ciekawe w jakim celu MEN zlecił zbadanie grupy studentów pod kątem tego, jak długo mogą w dobrym nastroju utrzymywać swój umysł w stanie permanentnej koncentracji, pracujący, rozwiązujący trudne zadania logiczne, reagujący na najdrobniejsze, ledwo zauważalne bodźce.. bo nie chce mi się wierzyć, że zaleci krótsze ćwiczenia, albo ograniczy ilość zajęć w ciągu dnia. po sobotnim praniu mózgu czułam się z pozoru dobrze, wypełniając po raz trzeci ankietę o samopoczuciu napisałam, że mogłabym pracować umysłowo jeszcze 4 godziny, ale że wolałabym pobiegać.. ale jak tylko wyszłam na deszcz, głodna, jeszcze tomek nie mógł znaleźć budynku przy alejach.. łaziliśmy szukając się po dwóch stronach jezdń, tak ze 20 minut, wszystko pod aghem, czy tam ughem.. tak się rozzłościłam jak nigdy. poszliśmy za to na kiełbaski po debrczeńsku i na ‚przerwane objęcia’, które albo były dobre a tylko mój stan nie pozwolił mi ich docenić, albo nie były wcale tak dobre, jakby na to wskazywała postać reżysera.. bo trochę się nudziłam.. potem kupiliśmy grzańca i po wypiciu pół kubka poczęliśmy oglądać hałsa..a potem się okazało, że cały dzień chodziłam w rozpiętej sukience, co dopiero tomasz zauważył! to tak w polszy jest, że jak coś masz nie tak na twarzy np.masz między zębami śledzia, albo 5 centymetrowy szczypiorek, albo przykleił Ci się do spodni papier toaletowy to ci nikt nie powie, tylko się wszyscy będą podśmiewywać..no i tak sobie chadzałam w rozpiętej do połowy pleców sukience, wystawiając na widok publiczny podkoszulkę i bóg wie co jeszcze.. 

za to w piatek byłam z węgrami i hungarystami w vinylu i wszystko tam było związane z fredim merkurym, puszczali jego koncert i nawet z nóri tańczyłyśmy chwilę. a potem przyszedł kevin i sobie poszliśmy. kevin świetnie mówił po polsku jeszcze w ubiegłym semestrze, a teraz. po jakiejś półrocznej przerwie zauważalnie mu się pogorszyło.. jeśli tak będzie z moim węgierskim jak już się nauczę, że po pół wakacjach nieużywalności – zapomnę, to po cholerę to wszystko?:/ 

egy kis bilaans:
napisanych zdań po wegiersku w ramach referatu: ok.25
popełnionych błędów, których nawet nie umiem znaleźć: ok.40
ilość węgrów, którzy wytknęli mi błędy w ostanim mejlu, który do nich napisałam: 3
najbardziej śmiali się z: gyere be, co oznacza mniej wiecej: proszę wejść, a ja go użyłam jako: przyjdźcie!
widoków na fajną pracę: 0
poziom ochoty na pojazd do ostrowa: w skali 1:10 -> 1
poziom żalu po zrezygnowaniu z rumuńskiego: w tej samej skali -> 8
ilość zjedzonych pogorszonych cukierków wedlowskiej mieszanki: ok.15
poziom ochoty na wyjazd na islandię: 9
ilość usiąść obok przystojnego finna z rajskiej: 1
prawie zemdleń od zapachu prania unoszącego się znad prania: 1
zleceń na ilustracje do ciekawych opowiadań dla dzieci: 1
poczucie nieudacznictwa: w normie
marzeń o spadnięciu śniegu: wiele
zużytych chusteczek hig.: mniej, dziś z 15
zwolnionych prezesur: 1
skarpetkowych nastrojów (takch, jakby się leżało pod pralką będąc skarpetką): 1

pjosenka na teraz: emiliana torrini: at least it was
a na za chwilę: matisyahu: silence

no to sziasztok.
Otagowane:  

  • RSS