do you love me my surfer girl?

Dodano 27 sierpnia 2012, w ., przez pszygody



bardzo ładna kołysanka od cocorosie.
surfer girl.
piosenka o takiej,
która została dosięgnięta
macką z głębiny korpooceanu
i poszukuje sobie statku
do utrzymania się na powierzchni
tak
aby nawet deszcz
nie był jej w stanie przemoczyć.
musi wyrzucić
wszystkie niepotrzebne numery
i ułożyć się
zgodnie
z falami.
zanurkować,
zaczerpnąć słonej wody w płuca
by wrócić w powietrze
na jak najdłużej.

Otagowane:  

czysta forma

Dodano 11 kwietnia 2012, w ., przez pszygody

no cwaniaczki, jak byście to odmienili?
z jednej..

i z drugiej strony banera:

polacy mają problemy z odmienianiem. jak to jest, że język stał się dla nas za trudny..?

tymczasem ostrów  szybko reaguje na najnowsze trądy, oto restauracja w na rynku:

a na koniec anglia w czystej formie:

głos jak trabka i retro bity w mocnym kowerze:
cocorosie – turn me on:


Otagowane:  

coś się kończy, coś się zaczyna

Dodano 31 grudnia 2009, w ., przez pszygody

2009 był długim i trudnym rokiem, został jeden dzień i 3 godziny. Jem sobie mentosa i rozmyślam, przy dźwiękach cocorosie naturalnie

 

 
- to jest ostatnio mój bzik tropikalny.. Tacie lekarze wczoraj ostatecznie odstawili leki, zostało mu tylko naświetlanie, a i to nie na pewno – sukces zdecydowany. Siostra znalazła dobrego fryzjera w ostrowie, takiego który słucha tego, co się doń mówi! ja znalazłam pracę – wreszcie, szukałam od września.. płacą marnie ale co miesiąc ma być lepiej.. a praca, co by nie mówić, jest przyjemna.. np.wczoraj znalazłam kolejnego psychoterapeutę, to już drugi hostelowy.. Mariszka w tym roku obroniła licencjat i znalazła miłość swojego życia.. taki hed end szołders, 2w1. 

Mnie się to wszystko przydarzy w 2010 dlatego już się nie mogę doczekać jego początku.. 

no, 19 godzin i 38  minut..
właśnie skończyłam sobie szyć kimono, nareszcie nauczyłam się jako tako obsługiwać moją machinę, już czuję jak nieskończne możliwości krawiectwa otwierają się przede mną! i nie żartuję! kimono jest kolorowe, z poszewki na kołdrę, rękawy przepisowo długie, trzeba tylko wyprasować.. nie lubię i niespecjalnie umiem gotować to może chociaż szyciem zwabię męża :)
już czuję zapach nowego roku, pachnie jakby tokajem i wiatrem świeżo wykąpanym w zbożu.
Otagowane:  

szombton

Dodano 5 grudnia 2009, w ., przez pszygody

Nasza sąsiadka ćwiczy grę na skrzypcach, to wiadomo, ale coś jej nie idzie.. sąsiadka ćwiczy ten sam kawałek od kiedy się pojawiła w naszym życiu. już trzeci miesiąc. ciągle zacina się w tym samym miejscu i nie potrafi przebrnąć bez fałszu ć przez fragment obfitujący w energiczne zmiany wysokości. ale to miłe, gdy siedzimy przy herbacie z nową wyborczą i rozlegają się pierwsze dźwięki skrzypiec zza ściany. przypomina mi się jak byłam młodsza i sptykałam sąsiadkę, która mieszkała pode mną, świeć Panie Boże nad jej duszą, i chwytała mnie za ramiona i mówiła: mój konradek zawsze gdy ćwiczysz siada w pokoju na kanapie gdzie najlepiej słychać i słucha. no tak.  w historii pana sommera jest kapitalny fragment o tym, jak narrator wspomina swoje lekcje gry na pianinie u panny marii luizy funkel.. ktora kazala mu poprawić granie pewnej sonatiny diabellego (to nie jest wymyślone nazwisko, istniał na prawdę!> i przeoczył fis. i panna funkiel nacisnęła kilkanaście razy a ten fis, żeby mu pokazać i przed ostatnim kichnęła i jeszcze raz nacisnęła i niestety do fis przykleił się zielony glut. a panna funkel kazała chłopcu zagrać sonatinę jeszcze raz poprawnie.. kończy się tak, że biedaczyna próbuje się zabić..

wczoraj dostałam od gosi i eleny przesłodkiego mikołaja: kwiatek z pluszu z żółtym uśmiechem i różówymi płatkami, na takim patyczku do gięcia, już zajmuje zaszczytne miejsce w kuchni na krześle i wita wchodzących. skapnęła mi się też skarpetka-żółw na telefon. i dobrze, bo kiedyś wyrzuciłam wszystkie skarpetki na telefon, bo za dużo mi przypominały. 
moje życie się rozdwoiło lately. mam dwa telefony, dwa nowe numery, dwa kierunki, dwie prace, dwa życia do wyboru, dwie drogi, którymi mogę pójść. więcej wcale nie oznacza lepiej, np.dwa nowe numery sprawiają, że żadnego nie wykorzystuję w pełni a mam dwa razy wiekszy rachunek. to się tyczy reszty. jedyny plus to więcej zajętego czasu (żeby nie myśleć za dużo)- ale to też oznacza mniej czasu na obowiązki (co w zasadzie też jest dobre o ile mnie z nich nikt nie zechce rozliczyć). moje życie dzieli się teraz na stare i nowe. czy muszę wybrać całkowite odrzucenie jednego z wariantów? tłumaczę sobie, że nie. bo to tak jakbym odrzuciła starą poczciwą bjork, czy cocorosie. są stare, tzn.znane mi już od dawna.. ale można z nimi stworzyć sobie w życiu piękne rzeczy słuchając ich nowych nagrań. 
upiłam się winem dwa razy w tym tygodniu, a na tym nie koniec. czeka mnie dziś dzień urodzin agatki.. a jutro rano aqq. na całe szczęście mam bardzo udany skład pracowników w hostelu, same miłe buzie. 
i jestem mistrzynią pakowania aniołów, klejenia pudełek, wiązania kokardek, owijania, sklejania rzeczy na ciepło pistoltem (w tym własnych trampek) i rozładowywani napięć w pracy, np.poprzejściu burzy (szefowej). umiem też wyjąć całą zawartośc torebki przy xpedientach w sklepie gdy chcę zapłacić za wodę bo nie mogę znaleźć pugilaresu i jeszcze umiem zjeść obiad w 3 minuty (o co się wcześniej nie podejrzewałam) i bez zwymiotowywania od razu pobiec gdzieś, gdzie akurat muszę być.
i jeszcze mam jedno nowe postanowienie, że od dziś zawsze będę przy sobie nosić nie tylko wodę, chustczki, apap, nospę, gumy truskawkowe/różówe z wapniem, okulary przeciwsłoneczne i normalne, puzderko z pudrem, klucze, telefony, pieniądze, aparat, długopisy, wsuwki,… ale jeszcze zapasową parę skarpet, gdyby wynikła przypadkiem jakaś impreza po całym dniu niebytu w domu. 
maria gotuje, wezmę mój zeszyt wzorowej pani domu i wpiszę jej przepis na makaron, żebym na starość zawsze mogła się poratować w razie pomysłowego kryzysu namacalnym dowodem naszego prawie już czteroletniego pożycia pod jednym dachem.

a pjosenka niech będzie wesoła może (muzyka mojej młodości..ach, kolonie w leśnikach..)
a propos wspomianej cocorosie: 
http://www.youtube.com/watch?v=J4vmAV4OdbM
i jeszcze to, bo pasuje mi do dzisiejszej aury: 

<poruszyłyśmy chyba z jadzią albo mirą temat najlepszych teledysków..pink floyd: high hopes, dave matthew band: crash into me, orenem lavie i her morning elegance i bjork z wieloma..
no ale jeszcze jest madonna i take a bow: :
http://www.youtube.com/watch?v=bhCH13MfIrs
i to, z muzyką jose gonzalesa: 
http://www.youtube.com/watch?v=Y-qJu20do0o
:)


  • RSS