i’m going hunting.

Dodano 6 stycznia 2013, w ., przez pszygody

czuję się zbyt stara na odrabianie zadań domowych.. do tego pada śnieg, a moja farelka miło grzeje mi nogi. co robić z takim dniem? poszłabym chętnie na polowanie, tylko nie umiem czyścić sobie sama dwururki.

bjork – hunter

prawdziwy myśliwy czeka na odpowiedni moment (:
och, to wszystko przez grę o tron, wyobrażam sobie, że jestem arią wyuczoną władania mieczem u włoskiego mistrza.. i że jeżdżę konno jak john snow, że strzelam z łuku jak legolas i wyglądam co najmniej tak władczo jak kalisi. a moim mężem jest kal drogo. i oczywiście zamiast kotów mam stado młodych smoków.

Otagowane:  

bjork, tylko głośno i nocą. z zamkniętymi oczami.

Dodano 13 października 2011, w ., przez pszygody

Piwo, kiepski film i oto jestem, gosia nastawiła jazzanovę, zanim weszła pod prysznic. a ja zabijam karaluchy bardzo nerwowo. wysikuję na nie za dużo radioaktywnego spreju, że potem szynka i ja się dusimy. pełnia już minęła, na węgrzech zima. zimno. kaloryfery wydychają ciepłe powietrze prosto z metalowych ust.
a biofilia. a biofilia jest nieziemska. czuję ubogość tego epitetu. biofilia jest tak poskładana, tak gęsta, nieprzystępna, zagrażająca życiu, uzależniająca, bezczelna, że nie mogę się od niej odczepić. obiecuje i trzeba za nią gonić. to tak, jakby bjork rozsypała cały wszechświat i poskładała najładniejsze melodie w całość, a potem je pocięła i wplombowała w zmiękczone, wygłuszone dźwięki, upadające tony, podłamane dźwiękolinie i odgłosy spięć elektrycznych i agresywne puszcze bitów, stepów i dabstepów. i to wszystko leci przed oczami bardzo wyraźnie, nawet bez dodatków, apletów czy czegoś, bez ajpadów, bez gier, które są doczepione do płyty, których nie mam, ale dzięki którym można aktywnie tworzyć jej muzykę.. to jest takie, że nie daje spać. nawet gdy się już zdejmie słuchawki. więc ją wdycham z apetytem.
niech wam dobrze smakuje: http://www.youtube.com/watch?v=Aw2Nr9G9dMg&feature=related
thunderbolt.
a potem virus:
http://www.youtube.com/watch?v=fABnVKy_08s

Otagowane:  

crystalline

Dodano 2 lipca 2011, w ., przez pszygody

Wakacje,
piszcząca na sztormie rozalka, wyrzucana przy dźwiękach szopena co i
rusz za burtę statku – marysi, okrzyki śmiechu, podczas gdy biedne
dziecko podgryzane jest przez rybki,
plastelinowe zoo w drugim pokoju, pani wielorybowa i wyglądająca jak coś innego żyrafa.
pianino i prymitywne komponowanie. jak inaczej zrekompensować sobie
ołpenera, na którym w niedzielę zagra james blake? a ja przecież będę
wtedy podróżować w przeciwną stronę, na obronę.
obrona powinna być tez możliwa przez skajpa, tak uważam.
przecież to bzdura. choć wszystko może pójść źle.
turnus u marysi.
deszcz to najlepsze co może się dołożyć. wtedy bezkarnie można
niewykorzystywać pięknej pogody i siedzieć w miejscu przy filmach,
takich jak baraka. można koszmarnie się opijać herbatą o zapachu róż, który
przywodzi na myśl jakieś wspomnienie z przed lat.
jeszcze tylko obrona.
poszukiwanie mieszkania na wakacje w toku. negocjacje z camilla dżamillą trwają jednostronie.
dziwne sny,
porozrzucane rzeczy po pokoju otu.
rozalka zapakowana w walizkę i wysyłana do singapuru.
przynudzający znów mann <a może to kwestia nastroju>,
beznadziejnie przetłumaczony ady, potem różewicz i herbert brzmią tak
dobrze.
plastelinowy świat w rytmie szopena.

bardzo piękne rękodzielnictwo marysi,

a tu znalezisko odkryte podczas spaceru z olim,

i prezent z dalekiej moskwy od kevika,

a tu bania na licencji, (opodal przechodziła węgierska pielgrzymka z prawdziwymi węgierskimi flagami, środkiem krakowa!)

na odwiezinach szynki, wzruszył mnie ten napis.

i ten obrazek.

a tu ktoś se chyba jaja robił. jak to mogło przejść?? :)

obejrzałyśmy z mariszką wszystkie dostępne nam odcinki ani z zielonego wzgórza, różne inne filmy i teraz struktura naszych ciał opiera się w większej większości na naparze z herbaty i torcie malinowym na biszkopcie z pyszną maskarponową masą, którą sama w połowie umiksowałam.

czas już iść na żurową zalewajkę.
a piosenek? może nowa bjork?
http://www.youtube.com/watch?v=DzYDl3FuGV4

crystalline

jeszcze bardzo mnie martwi, że nasz anas the original one został wyprowadozny z meczetu i zamknięty w więzieniu. dodajmy, że anas jest najspokojniejszym człowiekiem jakiego znam. potomek mahometa. człowiek szlachetny i wdzięczny. i to jest bardzo niedobrze, że go zamknięto. i denerwuje mnie, że nie wiem jak pomóc, co zrobić, gdzie zadzwonić, pojechać i kogo pobić. co się robi w takich sytuacjach? ma ktoś instrukcję obsługi?

żur – zawołanie ostateczne.

Otagowane:  

okna strachu

Dodano 15 czerwca 2011, w ., przez pszygody
czekałam na wczoraj z wielkim strachem. wczoraj nie przyszło. to znaczy było oczywiście, ale nie to, które powinno. balassi nic nie może nam powiedzieć jeszcze. choć powinien napisać chociaż tym, którzy się nie dostali.. bo jak się dowiem, że się nie dostałam a jednak go otwarli, to sie zdenerwuję. może nawet rozpłaczę. chociaż.
horoskop na 2011 przepowiadał, że dla byków będzie to rok zmian, które zaznaczą sie zwłaszcza w drugiej połowie roku..
otóż otóż, moja zmiana jest taka, że piję kawę. może tylko na czas sesji, ale samodzielnie ją kupuję, co mi się nigdy wczesniej nie zdarzało.. pijałam okazjonalnie, rzaadko.
jem dużo moich przyjaciółek nosp. to kolejne przepotwarzenie z serii: ku dorosłości. kiedyś havibaj nie bolał.
i jeszcze taki, że kupiłam długą sukienkę. jest piękna!
oczywiście nie mam gdzie jej nosić.. ale to się wiąże z zasadą, która rządzi naszym światem, według której (m.in.) przez większość tygodnia nosimy tylko 20% naszych ubrań, reszta leży w szafie. i według tej zasady każdą firmę zasadniczo konstytuuje jakieś 20% pracowników, reszta się obija. i tak ze wszystkim. 20% ludzi się bogaci, reszta biduje.. czy to znaczy, że 20% ludzi na świecie jest szcześliwych a reszta nie? (jak się ta zasada nazywała..?)
jeśli balassi się na mnie nie otworzy – możliwe, że zmiana będzie drastyczniejsza. zacznę regularne życie. osiedlę się w jednym miejscu. stanę i popatrzę. wybiorę kogoś spośród tych, których oferty walają się na mojej skrzynce, podeptane, niszczejące od wirtualnego kurzu. zajdę w ciążę..
no dobra, przeginam.
ale może chociaz zamieszkam gdzies na stałe i znajdę pracę?
pan z przeciwka patrzy mi w okno. pan nad nim ma nawet wyściełane poduszkami w różu, żeby sobie wygodniej patrzeć.

i bjork: mother heroic:


oraz: metronomy: the bay:
http://designcollector.net/metronomy-the-bay/

i spylam na obiad^^
Otagowane:  

oddaję głos do studia (halo warszawa)

Dodano 27 maja 2011, w ., przez pszygody

dzień matki i dzień ojca jednego dnia (jeszcze godzinę i 10 minut temu)

to ja sobie robię dzień dziecka i słucham bjork.
jakoś pobolewa mnie brzuch. czy to już stress?
czy to już raczej dorosłość?
chorujemy z szynką na licencjat. jest to choroba umysłowa, podstępna i złośliwa, zaraźliwa do tego, przenoszona drogą kropelkową. chorują od tego oczy, plecy i ramiona. jeszcze dostaje się kataru od ożywczego przeciągu i długosenności porannej. u niektórych osobników objawia się zamknięciem w sobie i obolałymi palcami. u innych zaś objawia się odwrotnie – ożywieniem życia towarzyskiego i brakiem bólów palców. 
u jeszcze innych występują hustawki nastrojów i kreatywności.
suchość w gardle jest wspólna wszystkim. 
ps. nakręciłam dziś odcinek: gotuj z alą; to już piąty z tej serii. przypomnijmy:
1) gotuj z marią (+ bonus track: jak zabić karalucha – w trzech odcinkach)
2) gotuj z szynką (trzy sezony)
3) gotuj z maćkiem (uduszenie kabaczka)
4) gotuj z ćwokami (vel. ćwiekami)
5) gotuj z alą.
wersja dvd ukaże się już w czerwcu pod wspólnym tytułem: przygodne gotowanie.
no, czas już iść.
Otagowane:  

natura

Dodano 5 kwietnia 2011, w ., przez pszygody

Poszukiwany:

wzrost: ok. 179/180
kolor oczu: ładny, może być zielony, rudy, głęboki niebieski
włosy: preferowane rude, mogą być blond
sylweta: szczupła
rysy twarzy: regularne
budowa ciała: umięśnione
nos: prosty, ew. szlachetnie zagięty (jak u chopina)
usposobienie: wesołe
cecha dominująca: wybitne poczucie humoru (symptom inteligencji, za jednym zamachem) <preferowany styl: angielski>
pozostałe cechy: łatwowierny, kurtuazyjny, samodzielny, samowystarczalny, niełatwopalny, odporny jak teflon na zarysowania, nienadmiernie ambitny, zdystansowany
traktowane jako atut: piegi, pieprzyki, zadbane paznokcie, brak łysinki, oznak łysienia, 
zainteresowania: sport, gotowanie, witraże, wycinanie wzorków z warzyw, taniec, łyżwiarstwo figurowe na łyżwach, hokej po pokoju;
wymagane: umiejętność rąbania drewna, znajomość kamasutry, robienia na drutach, prawo jazdy kat.b, paszport czynny całą dobę, gotujący, znający języki obce, w posiadaniu stadniny konnej, tolerancyjny, obieżyświat, coś jak włóczykij z muminków; w posiadaniu domu gdzieś na krańcach ludzkiego wzroku, ale na tyle w jego zasięgu, żeby robić wrażenie; broń boże poeta; bez kompleksów;
UWAGA! odnalezionego należy przyprowadzić na mój popkulturowy, łatwo dostępny adres, dla znalazcy słona nagroda;
a Ty jakiego lokaja sobie szukasz?
powrót do korzeni, tego mi trzeba jak nigdy: 

naturalnie bjork i ‚nattura’
Otagowane:  

umberto giannini

Dodano 22 grudnia 2010, w ., przez pszygody

Plan jest bardzo prosty, i konkretny. I chyba noce w temperaturze 6 stopni z bardzo intensywnymi snami to sprawiły, że już wiem jaki mam cel i gdzie polecę jak znajdę ten najważniejszy składnik – to jest odwagę. ale to już wkrótce. jeszcze mi pomogła geografia szczęścia.

chciałam tylko się pochwalić, że lubię mój mózg i jego przesłodką umiejętność pocieszania mnie; np. przyśnił mi dzisiaj, że musiałam pisać maturę z matematyki i z gotowania.. a wiadomo, że niczego gorszego nie mogłabym sobie wyobrazić. 
(np.wczoraj „piekłam” ciasto bez pieczenia, układa się herbatniki na blasze, potem wszystko zalewa się masą-kremem zrobionym z mleka, masła i budyniu i mąki i na to kładzie się herbatniki i ma wyjść taka napoleonka. no i otóż nie dość, że się nie zrobiła odpowiednia konsystencja, to jeszcze wszystko było słone :/ ja nie wiem.. naprawdę się starałam, wszystko według przepisu;/)
ale ale za to we śnie mój mózg pokazał mi jedną osobę, której nie chcę lubić -> całą grubą i z chropowatą skórą i teraz mi wesoło na wspomnienie tego. jak mi się przypomni ten tłusty tyłek, ach! piękne. bezcenne, takich rzeczy to przy pomocy żadnej karty nie kupię. 
kupiłysmy dzisiaj z siostrą fajny prezent dla maćka, nie miałyśmy za dużo czasu, ale za to rozbudziłam w sobie apetyt na późniejsze szaleństwa powigilinje, jupi jupi. jestem rozpustną ofiarą konsumpcjonizmu, sssory. chłopaki rozkładają szafę, zamiatają i biegają po mieszkaniu w ramach przemeblowywania, ja sobie bezczelnie siedzę i marznę. za to pozmywałam. i w nocy, to jest o 4. będe musiała wstać i pojadę po maćka! sama! ;) do luton :) strasznie się cieszę, że go juz zobaczę, chybam go ostatnio widziała jakoś w kwietniu..
tak więc święta w anglii, baardzo ciekawie. kupiłam odżywkę (umberto giannini „przyjaciel loków”) do włosów i nie dość, że pachną to jeszcze są miekkie. a opakowanie wygląda jak niewybredny wibrator ze srebrną końcówką. 
dobrze, że moja siostra potrafi gotować, piec i przystrajać różne rzeczy, żeby nabierały ducha świąt. gdybym sama miała się tym zajmować.. olaboga..
ach, ten gruby tyłek :)
http://www.youtube.com/watch?v=VGzGJBZT7n0 – scary – bjork. taki (na)strój
Otagowane:  

no!

Dodano 24 listopada 2009, w ., przez pszygody

myślałam, że znam wszystko, że piosenki z gdy miała 6 lat, że te z kukla, z sugar cubes, z solowych, a tu proszę bardzo: 

i jeszcze z osatniej chwili wiadomość, że bjork ze sjónem (tym od jej wszystkich tekstów niemalże) nagrywają wspólnie piosenkę do muminków! :)) <będzie w 2010:)>  [ tak, nadal się nie uczę:P]

a w związku z bjork najbardziej lubię opowieść o tym, jak będąc małą dziewczynką pewnego poranka, zbudzona by pójść do szkoły, wyjrzała przez okno, zobaczyła mróz (islandia zimą!) sciągnęła pościel z łóżka, zawinęła się w nią i tak poszła na lekcje ^^
Otagowane:  

bo pada śnieg

Dodano 15 października 2009, w ., przez pszygody

bardzo się trudno pisze, gdy nie można wpstryknąć niektórych literek. Po tym jak podlałam kompjutir półlitrem wody – literki d i f sponsorujące dzisiejszy odcinek pilotowy przestały działać. za każdym razem więc albo wymyślam zastępcze słowa niezawierające ww. literek, albo wciskam ctrl+v; tylko, że wtedi i tak muszę zrezygnować z jednej, najcześciej więc wywalam wszystkie literki z f, bo łatwiej mi wywalić ze słownika „frajera” niż „dupę”. (jest tyle pięknych wyrażeń z nią, np.lizać dupę, albo wdupowłaz, albo coś może być z dupy albo do dupy. można też komuś wtłuc na dupę albo uganiać się za dupą. istnieją miliony możliwości.)

spotkałam dziś dziwną dziewczynę, siedziała na krzesełku w jagielonce i poobnie jak mnie, nie udało jej się załatwić (po odczekaniu 20 minut) tego po co przyszła. poszłyśmy więc na herbatę, bo w kolejce się nie zdążyłyśmy nagadać. zapytałam czy jest pesymistką, a gdy przyznała, że owszem, wyjaśniłam, że wiedziałam od razu bo zdradziła ją czarna czapką. ja i ona to dwie osoby zupełnie różne: ona zecydowana, ubrana na czarno i granatowo, bez parasola, z zapachową tabaką w torebce,  z krótkimi włosami, każdy ranek zaczyna w porze obiadu, nie lubi się uczyć, zwłaszcza języków, pali przez fifkę, którą trzyma w pudełku z napisem: tarot, z jakby zwisem na wszystko; na odwrót to ja, kolory należy zastąpić zielonym, różowym, żółtym, czerwonym itd. doszłyśmy razem do wniosku, że w polsce nikt nie zagaduje w kolejkach i to jest złe i smutne, potem doszłyśmy na piłsudskiego, gdzie musiałam wnieść swoje dupsko na trzecie piętro w celu zutylizowania indeksu, więc bez (podawania sobie) szczegółów, pożegnałyśmy się [nie znam nadal jej imienia] i poszłyśmy w swoje strony. 

ponadto w dzisiejszym odcinku zdradzam, że gdy jakiś koszmar leci z nieba można sobie wejść do jagielonki i wybrać parasolkę, bo wszyscy zostawiają swoje przy wejściu na podłodze. rozłożone, jakby reklamowali ich zalety. i można sobie też wejść za darmochę do łazienki. w zasadzie to w jagielonce można wszysko, tylko nie wypożyczyć tej książki, na której akurat nam zależy. okazuje się też, że gdy studiujesz eksternistycznie, jak moja nowa znajoma – książki możesz tylko oglądać w czytelni pod okiem wykwaliikowanego strażnika dóbr narodowych. 
postulat: na drzwi biblioteki jagiellońskiej: eksternistycznym nie dajemy do domu, ponieważ istnieją podejrzenia, że mogą gryźć woluminy.

mateusz (jeden z moich domowych, oswojonych m&m’sów) przybiegł przed chwilą mówiąc, że na asp szukają modeli. rozbierać się za 11zl na godzinę, stracić szansę na romans z przyszłym grafikiem/architektem z powodu paru wałeczków tłuszczu za 11 zł? nudzić się i patrzeć jak inni trenują swój talent zamiast robić to samemu? nem! 

piosenki, które dziś nie dają spokoju: 

mariszki (bo tłumaczy tekst i puszcza powielokroć, żeby usłyszeć poszczególne słowa): 
http://www.youtube.com/watch?v=bO_PyKIwC9k
joanna newsom: sawdust & diamonds
i jeszcze bjork: remix ratata pjosenki wanderlust (tej z anthonym)

szalom!

Otagowane:  

  • RSS