nie mogę być, miętka

Dodano 12 maja 2012, w ., przez pszygody
wiatr nam przesuwa firany, brzuchy burczą, bo w głowach już pusto. jesień wiosny.
 
na moim nowym, nowiuśkim, pięknym, klawiaturoszowym, internetoszowym kindlu virginia woolf. nie będę go włączać, żeby mi się przypadkiem nie przełączyło na jakąś inną tapetę. prezent od siostry szedł pocztą za długo, ale wrażenie zrobił pionurujące.
 
po pierwszym odpakowaniu i spojrzeniu nań – zapakowałam go delikatnie z powrotem, odłożyłam na półkę, żeby sie oswoić z jego obecnością. teraz już leży koło mnie i spoglądamy: to on na mnie, to ja na niego.

bjork nie odwołała z jakichś mętnych powodów tylko ołpenera, adrian sugeruje, że to wina zbyt wysokiej kary, która by ją spotkała za rezygnację. czyli, że z chorym gardłem będzie nam piać? nam? jedziemy?

nie piję, nie jem słodyczy. fajnie.
nowa piosenka beyoncé:


 - countdown

ech, miłość..

gonia śpiewa: co mi żulu dasz, w ten trzeźwości czas.. czy opowieść swego życia, które toczy się bez mycia.. :D
piosenka:

http://www.youtube.com/watch?v=n7YCR2xHNGM
 <czesiek mozil i gaba kulka, co mi panie dasz?>

miłość..

medalikowo #2

Dodano 16 sierpnia 2010, w ., przez pszygody

lubię widok gołych nóg. jadąc pociągiem widziałam jakąś osobę w zielonym polarze z opalonymi brązowymi nogami. wyglądała jakby szła tylko w tym polarze. kolana tak jej się smiesznie uginały przy każdym kroku. tego by mi było brak, gdybym miała mieszkać w syrii. i deszczu. deszcz lubię,

nabieram chyba wprawy w życium, dziś mnie pani chciała wyrolować na pkp i sprzedać zły bilet ale biłam się o swoje z całą świadomością jaki rodzaj pociągu dokąd ma mnie dowieźć i w jaki mam się przesiąść i oto jestem, już po przesiadce w lublińcu cała pokrzywiona od różnych myśli i jeszcze od siedzenia, które wymusza prostą pozycję poprzez wbijanie w dół pleców plastikowego wybrzuszenia.

znalazłam sobie tymczasowego tatę, fitzgeralda, dostałam do czytania ze zbioru janasów jego listy do córki, która sobie studiowała na vassar i co lepsze rady sobie przywłaszczam. na przykład tata radzi scottino, żeby poznała dobrze poezję, bo jeden wiersz tak inspiruje, że można po przeczytaniu go napisać coś świetnego, tyle inspirujących wizji dostarczy. a skrzynie prozy pomagają napisać jakieś tylko popłuczyny.

biedny pan. właśnie go kontroler wyrzucił z pociągu, bo nie miał biletu a próbował dojechać do częstochowy. biedny pielgrzym. co z tego, że z łańcuchem na szyi i trochę zajężdżający wódą, łysy i brzydki i bez pieniędzy i niemiły.

trochę się martwię. zostawiłam po sobie spory bałagan w domu, rozmrażalnik otulony plastrem ręczników o duże jgramatuże. na szczęście mori jest kochana i pomoże. 

Najbardziej mi się podobają rady fitz. na temat wyboru faceta, posłuchajmy:

„Niewiele mi piszesz o poglądach X. Czy sprzeciwiłby się Twojej pracy zawodowej poza domem? Domyślam się, że ma wdzięk osobisty i konwencjonalne zalety, niezbędne dla powodzenia w interesach , ale prócz tego czy to jest jakaś indywidualność? Czy ma charakter? Albo wyobraźnię? Czy jest szlachetny? Czy czyta książki? Czy interesuje się czymś oprócz wygód życiowych i polowania na kaczki – sztuką, nauką? Krótko mówiąc – czy są w nim jakieś możliwości rozwoju, dzięki którym życie z nim będzie ciekawe? To nie przychodzi później, tylko albo jest dane człowiekowi od razu, albo się nigdy nie objawi.” (Francis Scott Fitzgerald, Listy do córki, wyd. z 1982, s.145)

Każda panna powinna czytać to co dzień rano, zanim wyruszy na polowanie. Albo wydrukować i nosić w portfelu, albo powiesić na ścianie nad łóżkiem, nauczyć się na pamięć i powtarzać jak modlitwę. E, chyba przesadzam?

Jadę w świat a tak mało wiem, tak mało rozpoznaję i tak słabo siebie znam. Szukać szczęścia nie wiedząc co mi je daje? Czyli próbować.

Mignęła mi piekarnia Musiorski, czyli już częstochowskie przedmieścia. It’s time.

tak rozweselająco beyonce i jej wielkie ego: 

Otagowane:  

  • RSS