3 miesiące raz jeszcze

Dodano 25 listopada 2017, w ., przez pszygody

bo tamta notka taka chmurna jakaś..

a to stach właśnie : )

taki staś, trudno go złapać na uśmiechu, bo do telefonu się nie uśmiecha, tylko do mnie jak już, albo do kogoś, kto też ma buzie.
a to my z jadzia jemy zdrowa kolację , a co.

 

3 miesiace

Dodano 24 listopada 2017, w ., przez pszygody

pranie, tony prania, jeszcze samo wrzucani go do pralki i zalewanie litrami hipoalergicznych płynów nie jest złe, złe jest wieszanie i złe jest składanie. nie ma tego kiedy i komu robić. już mam nowe do rozwieszenia, więc suche zdzieram z suszarki i rzucam na parapety, na trampolinę u jadzi i na łóżko.
pranie. co dzień od nowa.

staś ma dziś 3 miesiace. jest cudny, próbuje siadać, ale na razie udaje mu się tylko wysunać głowę daleko w przód. chyba też zabkuje co nadaje jego rytmowi dobowemu dosyć niestabilny i niespokojny charakter, męczymy się więc z usypianiem stacha i jagi potwornie. jadzinka to nawet żeby nie spać na łóżku juz będac stara się zachowywać pozycję wertykalna. jej zasypianie, a raczej w końcu padanie ze zmęczenia, to nasza porażka wychowawcza.

w całej tej zamieszcze z obozem jestem trochę jak cieńki głos pajaczka zza obrazu, że tu jestem.

piję kawę, łykam magnez, czytam po tysiac razy kicię kocię, wieszajac pranie noca powtarzam nazwy 7 wydziałów auszwic, lecę po kolei komendantów, przyczyny powstania obozu, daty pierwszych wizytacji himmlera, rozwijam w pamięci nazwy rsha i wvha, jem śniadanie i jestem na konferencji w wansee, uśmiechamy się do siebie ze stachem podczas przebierania i uśmiechaja się do mnie wszystkie dzieci auszwic, macha do mnie stanisława leszczyńska, a ja odpycham smutne myśli i staram się skupić na tym cudnym uśmiechu mojego synka. ale wiem, że muszę do nich wrócić, obejrzeć ich cierpienie jeszcze nie raz.

myślę, że to chwilowo za dużo dla mnie. jak mówi jadzia, kiedy wieczorem się do mnie przytula: „jestem malutka”.

3 miesiace, według karla fritscha, jednego z najbrutalniejszych kierowników obozu, tyle czasu miał każdy, kto przybył do obozu, tyle miał prawo żyć, poza księżmi, dla nich był tylko miesiac, ale to i tak więcej niż dla Żydów, którzy dostawali tylko 2 tygodnie.

wybaczcie też wisielczy nastrój.

 

i tak

Dodano 15 listopada 2017, w ., przez pszygody

kawę odgrzewam w garnku, tak jak dzisiaj, w te dni, gdy akurat staś nie chce spać.

sprzatam, gdy mogę, gdy rano wyjatkowo mocno nie chce mi się uczyć, albo po południu, a najczęściej przymuszona poczuciem wstydu, gdy spodziewam się gości. tfu, przecież ja tu mogę się spodziewać tylko jednego gościa, ale za to jakiego :D ciotki ejebiny :D
wieczorami, gdy nie śpię, odmóżdżam się przed serialem z m., staramy się wtedy nie jeść słodyczy.

tematy nie topnieja, siedzę nad nimi już tyle czasu, że powinnam każdy znać na pamięć, ale nie ma tak lekko. niestety jakość mojego skupienia jest mizerna i fakt, że jestem chronicznie zmęczona, chora i zestresowana nie wpływaja ani krztyny pozytywnie na naukę.

do tego przerywanie skupienia płaczem, nawoływaniem „maaamooo”, wreszcie to, że muszę się uczyć kiedy mogę, a nie kiedy chcę, powoduja kolizję myśli, wywrotki w brzuchu i strach przed dniem 0, a w zasadzie przed dniem 11. i tak. gdyby dodać do tego, że jadwinia chętnie nadal leje w majtki, a także kupę w nie robi, bo do nocnka nie lubi, a zapieluchować na tę okazję się nie da, to może wam uzmysłowię ogrom pracy, który czasami się dla mnie fantastycznie kumuluje z akurat płaczacym niemowlakiem. wczoraj na przykład przebierajac jadzię pozwoliłam {na szczęście} dosyć suchemu klockowi wyskoczyć z majtek i poturlać się nieszczęśliwie kawałek po naszej kanapie.. takie to przygody.
chciałabym, a jest ciężko.

jadzinka przegapiła pasowanie na przedszkolaka, chora była i na antybiotykach. a już umiała kwestię Listka II, „o jesieni już wstajemy, bo my wcale spać nie chcemy”, wycinała co prawda z oryginału „bo my”, ale to tylko kosmetyka wszak.

jadwinia ciężko znosi powrót po przerwie do przedszkola. wymyśla, że się boi, nawet swojego przyjaciela „kapselka”. m. musi „zagryźć zęby” jak mówi, żeby się zmusić do zostawienia jej ciociom w takim rozwytym stanie. potem ja dzwonię i kontroluję, czy już się uspokoiła i zazwyczaj już jest po kryzysie na szczęście..

a stach uśmiecha się dużo, próbuje coś mówić do nas, czaruje swoimi jeszcze granatowymi oczami o długich rzęsach i robi się coraz słodszy. tylko nadal często płacze, bo to już chyba tak będzie mieć, to nasze dzieciatko.

niestety nie udało nam się przez chorobę jadzi właśnie odwiedzić naszych ostrowian. smuteczek.

gosia nadal w bp., bania w ldn., a maryjka w trcj. takie jesteśmy rozjechane.

spróbuję się pouczyć, dzisiaj wypada niemiecka i sowiecka okupacja w PL, polityka nazistowska wobec polaków podczas wojny i może wjadę na ruch oporu. ciężary, jak dla matki karmiacej.

za to na noce nie mogę narzekać, staś cudownie daje nam spać, budzi się koło 2.30 na karmienie i potem przed 6, przy czym zasypia zazwyczaj o 19. jesteśmy szczęściarzami jak nic.

 

  • RSS