uśmiech

Dodano 14 października 2017, w ., przez pszygody

dzisiaj stach uśmiechnał się pierwszy raz :) obydwoje z m. cieszyliśmy się jak dwa głupki.
a teraz zabieramy trzódkę na wycieczkę do krakowa.

 

3700 w kropki

Dodano 9 października 2017, w ., przez pszygody

no i oto pierwszy raz Stach wyladował na sorze. a zaczęło się niewinnie, bo od mojej zachcianki na łososia w curry z ryżem, które sobie ugotowałam byłam i jadłam przez dwa dni, po których to Stach pokrył się kropkami – od stóp do głów, biduula. pani doktor skierowała na badania do szpitala i tak Stachowi pobrano krew i przebadano na ewentualność jakiejś infekcji – której szczęśliwie nie wykryto. alergia zatem – fenistil w kropelkach zalecono nam brać i tak to wyglada, a kropeczki ciagle sa. Pani doktor najbardziej zaniepokoiła się wyciem Stacha, ale jak jej powiedziałam, że on tak normalnie też wyje, to się uspokoiła i jeszcze więcej empatii pojawiło się w jej oczach.

dziś wybrałam się do auszwic na jeden z wykładów, których za moich czasów nie było: „jak mówić o zagładzie sinti i romów” – odciagnęłam mleko dla stacha, podjechałam do obozu, przez chwilę szukałam sali – na szczęście mam znajoma, która tam pracuje i wszystko wie i do niej zadzwoniłam i mi powiedziała, że ponieważ tegorocznych kursantów jest ok.60 to zajęcia odbywaja się w kinie – bo dużo miejsca, i tam poszłam, ale co się okazało, niestety zajęcia były poplatane, te na których chciałam być odbyły się dzeń wcześniej, a trafiłam na powtórkę z lachendro o tym jak powstawało muzeum.. no nie jest to ciekawy temat, więc wyszłam zaraz po tym, jak weszłam. wyniosłam zdobycznie za to dwa numery telefonów do ludzi, którzy mi użycza notatek.

od sobotki minęły dwa dni, jest poniedziałkowy wieczór, staś jużbez kropek, szczęśliwie sobie śpi. jadzinka obok je zupę mleczna z makaronem, m. pojechał po jakieś pyszności na kolację. nic się dzisiaj nie uczyłam, bo dzień mi się rozbił na kawałeczki. za wcześnie wstałam i jestem nietomna od południa.. za to przyszła paczka od siostry i super rzeczy tam znalazłam, a zwłaszcza takie, których nie powinna jeść ze względu na zawarta w nich czekoladę. jadzinka coraz piękniej rysuje i koloruje, jest niesamowicie staranna, aż zadziwiajaco, no i lubi kolorować. poza tym niezły z niej urwis i hegemon.

zdjęcia jakieś wrzucę potem, bo jadzinka bajki oglada właśnie na moim telefonie. w weekend aniaobrał i gosia, jak dobrze pójdzie ;)

 

55 cm szczęścia i miłości

Dodano 4 października 2017, w ., przez pszygody

tyle mierzy Stach, o ile go dobrze zmierzyłyśmy z Tereska, a można założyć, że z centymetr albo dwa więcej, bo nóżek mu nie prostowałyśmy do pomiaru ;P

Staś rośnie, kwiczy, piszczy, wyje i beka na potęgę. chodzę z nim w chuście, w której nasz babel lubi spać. kapieli nie znosi nadal, jada sobie regularnie, w nocy zazwyczaj śpi dłużej i daje mi odpoczać, mleko potem uzupełnia w dzień.

dzisiaj środa i w zasadzie najwięcej dobrych wiadomości mam o jadwince, która i przespała cała noc u siebie w pokoju – z własnej woli, bez przenoszenia w nocy czy innych chachmentów, dospała do rana z sucha pielucha, wysiusiała się na nocnik i poszła do przedszkola bez grymasów na już drugi dzień bez pieluszki, a za to w majtach. może i późno to wszystko, wszak jaga ma już prawie 3 lata, jednak jest to olbrzymi sukces i serducha nam rosna z radości i dumy.

znów pod łokciami stosy kartek zapisanych zdruzgotanym życiem więźniów auszwic. uczę się ich mozolnie, bo okrucieństwa nie łatwo chca się zaaplikować do pamięci na stałe w zestawieniu z datami, w splocie przyczynowo-skutkowym, z komentarzem historycznym, z danymi liczbowymi. niektóre rzeczy boję się wiedzieć i pamiętać, bo potem przychodza niespodziewanie, np. jak patrzę na śmiejaca się jadwinię, a moja głowa już wyświetla obraz zmizerniałych dzieci obozowych, które śmiały się pewnie rzadko; widzę matki ukrywajace łkajace z głodu niemowlęta i „muzułmanów” słaniajacych się z glodu, gdy cieszymy się dobrym jedzeniem przy obiedzie; a na spacerze po parku rozmyślam o tym, jakie to szczęście, że nikt nie kontroluje tempa naszego marszu karabinami. trzeba się będzie nauczyć ignorować te wychudłe buzie wypatrujace lepszego losu niewidzacymi oczami gdzieś pomiędzy poranna a wieczorna codzienności, trzeba będzie pamiętać, że ich już nikt nie skrzywdzi. bardziej.

to nie będzie takie proste zakuć, zdać i zapomnieć. to sobie trzeba będzie utrwalać każdego dnia. i plastycznie o tym opowiadać, żeby robiło odpowiednie wrażenie przy pierwszej styczności z nieświadomym człowiekiem.

a pomyśleć, że mogłam zostać artystka.
może jeszcze potem.

tymczasem wybieramy się do ostrowa i już się nie mogę doczekać, bo dawno wszystkich nie widziałam. no a staś to jeszcze nigdy.

najczęściej odwiedzajaca stacha ciocia – albo ciocia, która stach odwiedza najczęściej:

na jednej z wizyt jadzinka z gniewkiem szaleli na golasa i skończyło się chyrlaniem u obojga – obydwoje też na jakiś czas wyłaczyli się z przedszkól, a po jadzię musiałam w czwartek o 11 dylać na nogach, bo auta przecie nie mam, no i ze stachem w chuście i potem wracaliśmy autobusem, i w sumie fajnie było, gdyby nie ten duszacy kaszel, który jadzince nie pozwalał nawet słowa powiedzieć do końca..

ale na drugi dzień już jej pięknie wszystko przeszło – taka to choroba, że pewnie alergia, jak zawsze. w weekend poleliśmy do lasu na grzyby :D i mimo wysypu – nic nam się nie udało znaleźć, ale byliśmy zapewne tysięcznymi grzybiarzami w tym miejscu tego dnia.

no i tak, dni płyna szybko, dzieciaki rosna, a tylko my się starzejemy..

 

  • RSS