miesiac + 1

Dodano 25 września 2017, w ., przez pszygody

To już miesiac minał, odkad Stach jest z nami. szybko jakoś, ale tak, tydzień w szpitalu, potem dwa tygodnie marcina w domu no i tydzień mój sam na sam w domu ze Stachem i popołudniami z Jadwinia i zleciało. z dobrych rzeczy to taka, że zważyłam Stacha i rośnie jak szalony, wyszło nam 1200 gramów w 4 tygodnie, ale to też w sumie w niecałe 4 tygodnie, bo nie wiem, którego dnia w szpitalu waga mu spadła do 2040, a był taki jeden dzień, no i to jest bardzo dobra wiadomość, bo schizowałam, że nie będzie ładnie przybierał, jak mu nie odciagnę i nie podam w butli, a tymczasem jest bomba.

jadwinia coś dzisiaj rano blada była i wyszło, że ma 37stopni, to jej nie posłaliśmy do przedszkola, co ciekawe dosyć szybko jej przeszło bycie blada, gotowała ze mna pulpeciki rybne, sikała tylko na nocnik i co najlepsze – w pewnym momencie przyszła do mnie mówiac „już się nie boję kupy” i w pielusze był klocek :D zrobiła w końcu bez płaczu i bez dramatów, dostała w narodę paseczek czekolady . hip hip hurra.

od tygodnia w zasadzie lało, dziś jest pięknie, słonecznie i aż mi kilka os wpadło do mieszkania , a tu wyjść nie można, bo z jadzinka taka niby goraczka to nie wyjdę.. no i czekam na ratunek dla frediego w postaci babci lub dziadka..

nie ma ze mna kontaktu od wczoraj, bo rano pojechałyśmy z jadwina do niwy wymienić mi telefon i przedłużyć umowę. teleon wybrałam sobie piękny, gorzej że od wczoraj rana nie chce mi się właczyć sieć i tylko internet mi działa, a smsy i dzwonienie już nie. miało się właczyć po 24 godzinach i na razie dupa jest.

chodzi za mna jakiś mecz reprezentacji. gdyby grali, to bym się nawet postarała nie przespać.. tak jak ostatnio.. ale prawda jest taka, że koło 15 zaczynam lekko siadać.. głowa mi się chyli w dół, nerwowość robi się jakby gęstsza.. nie umiem spać w dzień, wczoraj trochę drzemałam, ale mam wrażenie, że wiem dokładnie co się wokół działo w tym czasie.. no i niby człowiek nic nie robi, tylko leży z dzieckiem u piersi w regularnych odstępach czasu, a to daje taki wycisk, że szok.

jem przeokropnie za dużo słodyczy.. może i od tego nie zgrubnę, ale cera to mi się ładna nie utrzyma..zreszta za chwilę zacznie się najgorszy moment poporodowy – wypadanie włosów, które nie wylatywały przez cała ciażę, to sobie policzcie.. 100 włosów dziennie x 8 miesięcy.. dizaster.

no nic, może jakieś pranie wstawię.. albo coś.
bywajcie.

 

foto oto

Dodano 17 września 2017, w ., przez pszygody

a oto i staś:

ledwo parę godzin wcześniej był tu:

potem wydawał się całkiem zadowolony z warunków i z życia w ogóle

nawet przez jeden dzień i noc był kosmonauta i leżał sobie w ultrafiolecie

potem odwiedziła go starsza siostra

a już nazajutrz dziadkowie przyjechali po stacha i po mnie . wyszłam w sumie po miesiacu z tego szpitala, stach zaś równiutko po tygodniu od pojawienia się na zewnatrz.

taki stach – to już w domu, nadal chudziutki, trochę jeszcze żółty, ale bez tych wstrętnych opasek szpitalnych na nodze i ręce, bez tłustych położnych rzucajacych mi okropne spojrzenie, jeśli któregoś ranka stach nie przybrał 150 gramów od poprzedniego ranka, wreszcie bez porannego mierzenia mamie temperatury i pytania o to, czy był wczoraj stolec. w końcu bez kropelki enfamilu wylewajacej się z kacika stasinych ust zawsze po krótkiej wizycie w pokoju położnych – dla uspokojenia, wiadomo. bez pytania mnie o zdanie na temat dokarmiania sztucznym mlekiem. nic to. jesteśmy już w domu.

tymczasem udało mi się zrobić jadzince kucyk a potem fotkę – unikat na skalę światowa.

a tu szczęśliwy tatuś ze szczęśliwym stachem:

podsumowujac:
dzieci w domu: 2 + fredek = 3,5
zjedzonych od wyjścia ze szpitala ciastek: miliony
obejrzanych kup w pieluchach: między 200 a 250 w tym tygodniu
liczba stasinkowych zesikań się na brzuch i ciuszki już po umyciu dupki: ok. 40
liczba trafień siuśkami we własna buzinkę: 4
liczba przespanych nocy: 0
obejrzanych seriali: GOT sezon 7 w pełni oraz Narcos sezon 3 + 3 odcinki przyjaciół
liczba pozostałych wolnych dni marcina do pomocy w domu: 0

poza tym jesteśmy chorzy
jadzinka oglada mnóstwo bajek i je mnóstwo naleśników, które sama pomaga robić i nadal jakby nie pamięta imienia swojego braciszka
jestem śpiaca i przypominam zombi
marcin lata jak w ukropie, pierze, robi zakupy, ładuje rozładowany wciaż akumulator a w międzyczasie czyta jeszcze wykop
a staś o ile nie śpi, to je albo wyje.
i tak to.

a jeszcze była u nas ciotka gosia z wizyta i wcześniej też ciotka ewelina.

 

w ujastku rodzi się szczęście już drugi raz

Dodano 7 września 2017, w ., przez pszygody

Kiedy urodziliśmy Jadzię, wkleiłam tu zdjęcie jej miny zaraz po tym, jak się pojawiła i gdy trzymałam ja pierwszy raz. Mam takie zdjęcie również ze stachem, on się na nim też całkiem średnio cieszy, że już musiał wyjść z brzucha, no i wkleiłabym tu to zdjęcie, gdyby nie to, że marcin zrobił je dokładnie w momencie, gdy pan doktor, bardzo zreszta miły i w porzadku, akurat mnie zszywał i zaciagał szew w bardzo newralgicznym miejscu, o czym mówi moja mina z tego zdjęcia. więc nici z tego. nie wkleję.

rodziliśmy całkiem krótko, z jadźka było 5 a ze stachem 4 parte, ale na ujastku chyba na więcej nie pozwalaja, bo leżac tam przez miesiac i słuchajac wszystkich porodów tylko raz słyszałam naprawdę dłuższe rodzenie.

swoja droga wycie porodowe jest okropne do słuchania, już chyba lepiej jest być w środku, w sali pełej światła, z żóltym fotelem porodowym, z mężem łażacym w kółko i krzyżyk ze zdenerwowania i dajacym niepotrzebne w tym momencie nikomu buziaki w czoło, z bardzo stanowcza położna i z dzieckiem, które już tuż tuż za chwilkę wyńdzie i odezwie się pierwszym wyciem, jakby chciało mamie zawtórować.

czy się darłam? a jak :) nie wierzę w kobiety, które nie krzycza przy porodzie, to się nie da.

staś jest maciupki, jak i jadwinka była na poczatku, z tym że on nieco większy. teraz już prawie 2,5 kilo waży więc nie ma źle. leżał żółtko moje pod lampami z fioletem w szpitalu, uleczył się i teraz już mieszkamy znów w brzeszczach.

poznałam znów tysiac miłych kobiet i ich nowych dzieci, ewkę, pati, linę, agnieszkę, natalię, monikę, hanię, alicję i magdę. imiona ich dzieci trochę mi się mieszaja.

teraz już jesteśmy w domu, remont skończony , mamy już wodę i prad i ekstra piękna kuchnię. m. jeszcze tydzień zostanie w domu, zmieniamy się przy karmieniu w nocy, da się trochę odpoczać. swoja droga miałam właśnie pójść spać, bo m. i jadwinka pojechali na basen, ale za 5 minut pora karmienia stacha, a tęskno mi ciagle ostatnio za muzyka , to sobie napisałam i słucham. jem też ciastka i piję herbę. trzeba się posilić przed odciaganiem mleczka.

dobra zmykam, foty będa później.

 

  • RSS