10

Dodano 13 lutego 2017, w ., przez pszygody

jem sobie paluchy, bo mają poprawny skład [spędzam w sklepie dużo więcej czasu, niż bym powinna, bo czytam skład ciastek, paluszków, jogurtów.. ale to absurd, nie da się kupić wafelków bez oleju palmowego, to samo z markizami, o zgrozo! zazwyczaj bezpieczne są tylko pierniki, ale ile tych pierników można..]

więc jem paluchy z solą, rozterkuje mnie, czy się uczyć ostatkiem sił woli i ochoty, czy olać i poddać się temu poczuciu, że i tak nie zdam, czegokolwiek bym nie robiła.. źle mi z tym, co dzień mi się śni, że zdaję jakiś egzamin, który jest banalny, a ja jestem świetna.. i potem się budzę i wiem, że tak nie ma i nie będzie.

chodzą za mną góry, ale zasadniczo mogę tylko chodzić na basen. chodzę też na spacery z fredkiem, a jak. gotuję i piekę. jak królowa domowa.

dzisiaj się wściekłam, bo pani w enefzecie powiedziała mi, że jak mam skierowanie na badania krwi z prywatnego gabinetu to będą płatne. łot de fak? pytam. w brzeszczach nie ma ginekologa na nfz. skąd mam takiego wziąć i jego skierowanie? absurdy. przecież płacę składkę zdrowotną. badania należą mi się ustawowo. jestem taka niezorientowana z tych materiach..

dziś już 10 tydzień.

samopoczucie gówniane, zmęczeniowe, najgorsze zaś wieczorową porą. zanosi mnie wtedy do łóżka i nawet nie mam siły złapać jadzi, jak wychodzi z pieleszy i idzie do taty, grającego w gry w kuchni. przesypiam chyba z 15 godzin w nocy, potem budzę się o 6 i już nie mogę spać, mimo męczenia i kręcenia w brzuchu.

jutro walentynki, w czwartek tłusty czwartek. w piątek egzamin, na który chyba nie pójdę, bo wstyd.

trzeba ugotować obiady, a potem z tereską po jadwinkę.

 

  • RSS