wrzesień

Dodano 3 września 2016, w ., przez pszygody

Ostatnio czas mija nam na oglądaniu filmów oskarowych. Trzeba przyznać, że te które ostatnio je zgarnęły, są bardzo dobre. Na przykład film o Daltonie Trumbo, albo Brooklin, albo Ex-Machina, albo Gra Tajemnic z naszym ukochanym Kukumberem, no i chyba najważniejsza dla mnie Dziewczyna z portretu z niezwykłym Eddiem Redmaynem, fantastycznym Benem Whishawem i cudowną Alicią Vikander.

Nakupiliśmy dzisiaj książek w Muzeum w Oswięcimiu. Dostałam się na kurs na przewodniczkę. Trochę szczęścia, dużo pracy i zarwanych nocy i będę przewodzić – przyjdźcie, poćwiczę na was. Dawno mnie tak nic nie ucieszyło, jak wynik tej trzyminutowej rozmowy:

-Dzień dobry, proszę nam powiedzieć, czemu chciałaby pani zostać przewodnikiem – pyta pani z krótko ściętymi włosami. Pan Tomasz, który zaprosił mnie na rozmowę, uśmiecha się pod nosem.
-Yyy, mam dość korporacji i chciałabym robić coś, co ma znaczenie.
-W liście motywacyjnym – zaczyna pan Tomasz – napisała pani, że ta praca zmieni pani życie – mówi i szczerzy się do mnie zębami.
- Bo tak będzie! – Odpowiadam przekonana.
-Miała pani więcej do czynienia z historią obozu?
- Yyy, tyle co w liceum i na studiach.
-Yhm. Ale pani ma język węgierski. Czynny?
- Jak najbardziej. Właśnie wyrwałam się na chwilę z pracy, w której go używam w mowie i piśmie.
- I pani zna jeszcze angielski!
- Tak.
- Też czynnie?
- Tak, także jest mi potrzebny w pracy.
-No to z naszej strony tyle. Proszę już zacząć sobie czytać jakieś książki, bo na pewno wyślemy do Pani jutro mejla z potwierdzeniem przyjęcia, to już tylko formalność.

Dziękuję i uśmiecham się jak szalona.

Ludzie czekający na zewnątrz pytają, co tak szybko. Rzucam, że jak mnie zobaczyli to od razu skreślili z listy kandydatów. Nie chcę ich denerwować, bo inni siedzieli w środku po 20 minut maglowani z całej historii drugiej wojny.
Znam węgierski, tylko to się liczy dla dla Muzeum. Ale ja będę doskonała przewodniczką. Oprowadzanie wychodzi mi świetnie. Wie to każdy, kogo oprowadzałam po Krakowie albo Ostrowie. Czego nie wiem, dowymyślę, a co nudne ujmę w taką formę, żeby było ciekawie. Więc nic się nie martwcie. Poradzę sobie na pewno.

Z jazdami już u mnie trochę lepiej. Pan Marek aż tak się nie denerwuje i czasami nawet zaczyna esemesować z żona, gdy prowadzę, czyli nie boi się, że nas wpakuję w jakieś drzewo. Jeżdżę ciągle tylko trochę za szybko przez co „kanciato”.

Jadwinia ma, zdaje się, skok rozwojowy. Wczoraj ułożyła sama układankę z rybek i krabów. Jest to układanka dosyć skomplikowana i długo sobie z nią nie radziła, a wczoraj usiadła i ułożyła całą! Ponadto nagle potrafi sama wchodzić i schodzić ze schodów. Pilnuję jej oczywiście, ale nie pozwala mi się trzymać za ręce bo chce sama i wchodzi sama, a potem zeskakuje po schodku i się cieszy. Bardzo pocieszne mamy to dzieciątko, trzeba przyznać.

Staramy się co weekend gdzieś się wybrać z Jadwinką. Ostatnio byliśmy w Leśnym Parku Niespodzianek w Ustroniu. Jadwinia karmiła sarenki i muflony oraz kozy.

Tydzień zaś wcześniej byliśmy w Krakowie i spotkaliśmy się z Magdą, Moszynką i Marianką, która jest cudna!

Gosia katuje mnie zdjęciami z Jedermanna, ale jej wybaczam, bo jest w wielkim stresie ostatnio, mianowicie ma szansę zostać ambasadorką! Najprawdziwszą!

Trzeba jeszcze wspomnieć o dwóch weselach, na których byliśmy. Jedno to u Kubu i Igi z Pozania. Bosko było. Przepiękne wesele w ogrodzie w niewielkim gronie ludzi, przyjemnie zakończone ogniskiem. No i była Gosia z Antkiem. Nie braliśmy Jadzi, bo daleko. Potem byłam na tydzień na szkoleniu w Belgii, a potem pojechaliśmy do Nowego Targu już z Jadwinką do Uli i Darka. To już bardzo tradycyjne wesele, ale też było super. Jadwinka tańcowała jak szalona małpka, a potem spokojnie sobie śpiunkała w pokoju, a my jeszcze trochę potańcowaliśmy i pogadaliśmy z Majką i Pietrkiem.

Za długo nie pisałam i teraz muszę tak wzmiankowo. Na przykład właśnie w Polsce jest moja siostra i jej cudowne i piękne dzieciątka. Bardzo żałuję, że się nie zobaczymy :( ale może już niedługo ich odwiedzimy w Londynie. Byłoby fajnie. A w Londynie od przedwczoraj Banieczka. Dostała pracę i poleciała rzucać dalsze wyzwania życiu. Wcześniej ją tez odwiedziliśmy w Tychach, gdy jeszcze trwała olimpiada w Rio. Jedliśmy pizzę i śledziliśmy wynik meczu w ręczną naszych, ale niestety przegrali, więc lepiej, że nie znaleźliśmy wtedy telewizora.

Maryjka w coraz bardziej zaawansowanej ciąży przebywa wypoczynkowo z Teosiem i chyba babcią w lubkowskim spa. Też by dobrze było się zobaczyć.

Niedługo za to odwiedzi nas Mori z dzieciątkami i Dawidem.

Fatalnie, że wszystkich mam w rozjazdach. Cioteczki, Siostrę, siostrzeńca i chrześniaczkę, przyjaciół. Oszaleję.

Już prawie druga. Zaraz M.i Jadwinka się obudzą i pojedziemy na prażona na ogród dziadków.

 

Jedna odpowiedź na wrzesień

  1. ~Bania pisze:

    Halo! A gdzie nowe wiesci z przygodowa?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS