dzień taty

Dodano 23 czerwca 2016, w ., przez pszygody

dzisiaj dzień ojca, a ja mam bardzo kiepski dzień. bo to trzeci z kolei, gdy jadwinka zostaje w żłobku beze mnie na ok. 2 godziny. więc albo w kółko płaczę, albo chce mi się płakać i robię coś, żeby się od tego powstrzymać. i właśnie sobie włączyłam dagmarę hicks z jej całą resztą i przypomniało mi się wszystko piękne. od samego początku.

jakim m. jest cudownym tatą dla jadwini. jak ją pierwszy raz trzymał na rękach w szpitalu, jak o nią dba, jak ją uczy bezcennych w tym wieku umiejętności, takich jak schodzenie z łóżka (tyłem, żeby nie zlecieć), jak się z nią wyjątkowo bawi, że zawsze skuszona okrzykami śmiechu i radości idę popatrzeć i popodglądać. Lubię na nich razem patrzeć, to dla matki widok kojący jak sen i jak ugotowany przez kogoś innego posiłek. kąpiel z tatą też jest inna, zabawniejsza i mniej skupiona na samym myciu.

dzisiaj rano jadzia nie chciała dać się tacie puścić z ramion, więc się biedny m. nie mógł iść swobodnie wykąpać przed pracą. trochę nam zajęło znalezienie dla jagi jakiegoś odpowiedniego zamiennika, i nie były to moje ramiona, o nie.

wiem, że sobie w końcu w tym żłobku ułoży. że tam jest tyle fajnych osób i rzeczy, że już powoli ją zaczynają wciągać i tylko czasu jeszcze trochę nam trzeba. a mimo to, jest tak strasznie ciężko. na szczęście obydwie mamy m.

nie pamiętam, czy mój tata też był dla mnie takim cudownym tatą, jak byłam malutka. myślę, że pewnie tak. w każdym razie życzyłabym sobie, żeby taki był jak własnie m.

 

the day has come

Dodano 15 czerwca 2016, w ., przez pszygody

Jeszcze jakiś czas temu ogniowo walczyłam z pudłami, żeby ruszyć z biznesem, a tu jak grom z jasnego nieba, a w zasadzie to z katowic, trafiła mnie wiadomość, że zostałam zatrudniona jako opiekun handlowy, czyli bayer i tak oto matka na utrzymaniu małżonka już za dwa tygodnie pakuje walizę i leci do Ghent w Belgii, aby zaznajomić się z nową pracą. Dawno już nie pracowałam, w sensie że na etacie. Bo wychowywanie małego kwilącego bąbelka pracą owszem jest, tylko nikt za nią nie płaci i nie odprowadza za mnie z tej okazji składek, co, mam nadzieję już od dawna, kiedyś się w polszy zmieni. póki co wolontariat. ale z katowic zadzwonili z niezgorszym hajsem, więc się nie wahnęłam ni razu. trochę się boję, ale zdając sobie sprawę z tego, że cała magia w życiu zdarza się poza naszą strefą komfortu – udaje mi się jakoś znieść te presję. jadwinkę wyeksportujemy do żłobka już w przyszły poniedziałek. mamy jeszcze trochę dni na krótkie wizyty kontrolowane, zobaczymy czy jej się spodoba. jak nie to będzie źle. zaczynam też z tej okazji robić prawo jazdy. wstyd, że teraz, no ale teraz, i co mi zrobicie. m. zdaje w tę środę. trzymajcie lepiej porządnie te kciuki, bo ostatnio chyba było licho trzymane ;) poza tym wczoraj byli u nas ulka z darkiem (ziomeczki marcina) i zaprosili nas na śluby do nowego targu, także fajnie.

elo elo, juz jest środello i oto także i dla m. nadszedł ten dzień, kiedy może powiedzieć: zdałem!!!!!!! bo zdał!! i ja się super z tego cieszę. za dwa tygodnie dostanie dokumentum i pojedziemy se na wycieczkę. ale będzie fajnie. trzeba jadze zakupić odpowiedni fotelik. akurat będzie mógł m. jadwinkę powodzić rano do żłoba.

ale idę spać, bo już późno.

no i dzisiaj bez zdjęć, bo nie mam nowych.

 

beatka i dziewczyna z osieka

Dodano 5 czerwca 2016, w ., przez pszygody

Weekend mamy wspaniały.

W sobotkę nawiedziła nas annaobrał, która mi zaimponowała samodzielnością w dojeżdżaniu do brzeszcz, odebraliśmy ją dopiero na rondzie pod górnikiem, a to jest już prawie w naszym mieszkaniu. Kiedy m. z dzieckiem poszli spać na popołudniową drzemę, fredek i my wybrałyśmy się do przecieszyna obejrzeć dom pani premier. droga była długa i upalna. Pola, łąki, domy z psami za płotem, pędzące samochody, suchość w ustach, hałdy i kopalnie ciągle gdzieś na horyzoncie.

A my walimy przez to kierowane nawigacją z telefonu aniobrał. Fredek prawie wyzionął ducha, ale nic dziwnego, on jako jedyny szedł w futrze..

Doszłyśmy pod posesję beatki, a tam smutny pan w ciemnym samochodzie z rejestracją zaczynającą się od WE wyszedł nam na spotkanie i zagadnął w te słowa:
- A panie dokąd? Turystki może?
- Yyyy – padło elokwentne z naszych ust – my chciałyśmy przejść.
- To jest ślepa ulica. Muszą panie zawrócić.

I tak oto zobaczyłyśmy z posesji beatki jeno drzewa dookoła i sąsiadów. A pan borowiec został polizany przez fredka w obie łydki i dostało mu się w zamian drapanko i miłe słowo.

Zasmucone rozwojem spaceru zawróciłyśmy dokładnie tą samą drogą, która widziana od tyłu wyglądała nieco inaczej i była jakimś cudem o połowę krótsza.

Fajnie było.

A potem był drugi dzień, czyli dzisiaj, i pojechaliśmy z terenią i bodziem do osieka na „molo”. Ale to nie jest takie tam zwykłe molo joł, tylko wypasiony kurort, który mamy 10 kilometrów od domu.

Gdyby nie deszcz jadwinka pewno dzisiaj opanowałaby pływanie żabką.

Sory za palec, ale robiłam pod światła i nie widziałam nic.

chyba ja i jadwinia miałyśmy najwięcej entuzjazmu..

chociaż nie, m jak widzi wodę to idzie i nie patrzy ^^

seria portretów:

i z dziadkiem na tle burzy:

Na obiad dziadkowie zabrali nas na koryto i zjedliśmy każdy po trzy kotlety i jeszcze zostało na kolację i jutrzejszy obiad. jadwinia skorzystała z dobrodziejstw osprzętu przy restauracji i naskakała się na tramposzce, a biegała po niej w kółko tak, że inne dzieci bały się wleźć do środka.

moje kartony ruszyły z kopyta. szukam jeszcze tylko odpowiedniego sposobu zadruku i ruszam. i tak właśnie.

a jadzia wali w czapkę już 2 godziny i 47 minut..

 

dzielna no-matka

Dodano 3 czerwca 2016, w ., przez pszygody

zastawiłam psa kojcem z krzeseł (dzięki czemu nie szczeka na mnie z przedpokoju) i wróciłam do tyrmanda. tym razem listy pisane do mary ellen podczas pobytu w stanach. kiedyś zaczęłam, ale jej styl mnie denerwował. teraz przychodzi mi łatwiej ją strawić. może mam więcej matczynej wyrozumiałości i dlatego.

jadwiga śpi.
m. w pracy. egzaminu nie zdał niestety, choć, jak zapewniał go egzaminator, nic nie wskazywało na to, że ostatecznie nie zda. pech po prostu.

jadwiga ostatnio opanowała umiejętność nabijania jedzenia na widelec. kiedy puszczam stinga (tę płytę: https://www.youtube.com/watch?v=Z3VLxepEBfg), śpiewa razem z nim, a raczej próbuje jak on wyciągać górki i tańczy (kręci się dookoła i robi przysiady, ale nie symultanicznie).

jutro odwiedzi nas annaobrał, co mnie bardzo cieszy i podnosi na duchu. mam tu w zasadzie tylko jedną mammę ewelinę, z którą czasem wychodzę na wspólny dzieciowy spacer (mówi, że mi „jadzię wyciągnęło”).

mam ostatnio intensywne sny. to pewnie przez natłok czekolady, od której nie mogę się opędzić. śniła mi się niedawno mama.

zobaczę czy mam jakieś fajne zdjęcia.

oto jadźka kąpiąca się w misce podczas upałów.

tu jej mina a la prezydent duda.

i samojebka.

uszyłabym coś, ale fredek się boi, jak rozkładam arkusz z wykrojami z burdy^^ i chce mi go zjeść, a to nie mój.

 

  • RSS