Dodano 25 kwietnia 2016, w ., przez pszygody

Jadwinka śpi. Wydłuża jej się pierwsza czujka od wstania, pewno za chwilkę pierwsza z dwóch drzemek zniknie bez śladu, a ja kąpać się będę o świcie albo z dzieciem u wanienki bawiącym się foremkami.

Freduś już lepiej, jajka nieco zmalały, ale i tak jesteśmy w plecy o 4 dni w stosunku do planu zdjęcie szwów nastąpi dopiero w piątek, piątunio.

Milion pomysłów mam ostatnio. Nie mogę się doczekać, aż któryś ustalę i zrealizuję.

A Jadwinka chodzi coraz pewnie, gada coraz więcej i różnorodniej, marudzi dosyć znacznie i próbuje wymuszeń. Pięknie je łyżką i widelcem, i jak na razie robi wszystko leworęcznie ku mej uciesze.

 

hump day

Dodano 20 kwietnia 2016, w ., przez pszygody

Fredkowe jajeczka nadal są, chociaż ich nie ma.

Liże się nieborak mimo nowego chomąta, które mu zamontowaliśmy przy poprzedniej wizycie u wetka. i teraz wygląda, jakby szedł na basen.

pogoda nas nie rozpieszcza ostatnio. chłodno, a wieje i deszczy. a maryjka pisze, że u nich 33 stopnie i wysyła filmy jak teoś przebiera girkami nad morzem..ech. stąd i jadźka do piaskownicy schodzi poubierana we świat.

albo nie idzie wcale, bo mokro i wtedy są płacze i zgrzytania zębami.

dni mijają. odbębniłam wrzoraj pierwsze spotknie z panią z urzędu pracy. nie miała dla mnie czasu, chociaż wyraźnie widziałam, że pracuje tego dnia do 17, ale dostałam reprymendę, że powinnam była przyjść wcześniej. dała mi do podpisu 3 kartki, dała do domu do poczytania jakieś dwie i kazała podpisać kartonik wizytowy i dzwonić w razie pytań. a pytania, które jej zadałam zbyła trochę i poprosiła, żebym je zadała następnym razem. a następny raz wyznaczyła na za dwa miesiące. hmhm.. nic dziwnego, że bezrobotnych nie ubywa w tym kraju.

ale to nic. mam pomysł na super firmę i zobaczymy. jak kato mnie oleją, to spróbuję się rozkręcić.

jadźka śpi a m. dopiero jedzie do domu (a jest 21.30) z pracy. straszliwość..

poczytam trochę i dopiję meliskę..

 

fredkowe jajeczka

Dodano 15 kwietnia 2016, w ., przez pszygody

Freduś oddany do wykastrowania. Stresujemy się tym cały tydzień. rano dziadek został z Jadwinią, a ja poszłam z biedakiem, wraz z jego kocykiem i zabawką i patrzyłam jak mu dają głupiego jasia, jak mu się sznupa trzęsie ze stresu, albo jak mówił pan doktor, od turbulencji po znieczuleniu, a potem kazali mi sobie iść i odebrać go wieczorem.. człowiekowi witki miękną i traci poczucie sensu tego zabiegu, ma ochotę porwać stamtąd psiaka i uciec gdzie pieprz. ale wiem, że to dobrzy weterynarze, że zabieg trzeba zrobić, no i co.

czytam właśnie przy kawie (nawet z bitą śmietaną dzisiaj!), że Jadziek w 2015 zostało nadanych 113. czy to dużo? chyba nie. porównując do najczęściej nadawanej Zuzanny (9151) i Leny (myślałam, że to Lena będzie najpierwsza – 8768), to chyba mało. Sprawdziłam też Mariannę, i wyszło jej zaskakująco dużo, bo 365, po jednej na każdy dzień roku. Ciekawe, że Marzenek jest malutko (20), i nawet więcej jest imion typu Sophia i Gloria, Samanta i Danuta.

tymczasem jadźka w ogrodzie waliczków.

dziadek kosi, więc jadzia może iść pomóc babci plewić i siać.

ciągle czekam z katowicami. chociaż to już śmieszne czekanie. ile można siedzieć na szpilkach? ale najgorsze jest to, że dostaję ciągle informacje, że jeszcze mam czekać, więc chociaż już bym sobie wolała nie robić nadziei, to muszę. jak żyć?

w końcu wyszło trochę słońca i jest piąteczek, a jednak się smucimy.

 

dom śpi

Dodano 9 kwietnia 2016, w ., przez pszygody

10 rano w sobotkę, a dom wali w czapę. Nie chciało nam się wstawać o 6.30, gdy jadwinka już nękała nas o telefon, żeby obejrzeć co tam porabia wiktorek z ami, ale wstaliśmy. Ale do teraz dotrwałam tylko ja, fredek śpi, a m. z jadźką jak również. Za to mogę sobie spokojnie wypić kawę i zjeść krówkę i nikt mi ich nie wyciągnie z ust, ani nie rozsmaruje po podłodze.

Wczoraj Elonowi Maskowi udało się w końcu wylądować Falcona na barce. To już chyba 6 próba, according to M., ale pierwsza bez katajstrofy. Barka nowiła dźwięczną nazwę „I still love you” i spisała się na medal.

Zdecydowanie woletakie wiadomości, niż te serwowane przez polskie, przepraszam, katolickie media.

A tak poza tym to jak będzie trzba, to wyciągnę wszystkie wieszaki z szafy i pojadę do Przecieszyna, wszak to rzut biretem stąd. I pozawieszam wszystkie wieszaki na najbliższym drzewie od domostwa Broszary. Trudno. Czasem też trzeba wyjść na ulicę. Bodzio jeździ do warszawy protestować, to i ja mogę do przecieszyna. Sprawa jest zresztą, ośmielę się powiedzieć, ważniejsza niż wszystko inne.

Widzicie? Ja nie żartuję. Wezmę jadźkę w plecak i pójdę nawet z buta.

A poza tym to za oknem lekki syf, pada i jest ciepławo, tak z 8 stopni.
Nie wiadomo co w taką pogodę robić.

Tęskno mi za Gonią :/

Ale za to była u nas asia na kawie i uratowała mi dzień, bo to był dzień, że wszystko i wszyscy robili mi na złość i pod górkę.

Jadzia ma kryzys kąpielowy. Kąpiemy ją więc rzadziej i w misce. Do łazienki nawet nie próbujemy jej zaciągać, bo kończy się to wyciem i drapaniem. Myślałam, że ten kryzys będzie później, a tu masz babo.

Teo już przerósł o dwa kilo jadwinkę. Mieszka sobie zresztą w willi nad morzem, to nie ma się co dziwić, w takich warunkach jak pączuś w maśle może sobie rosnąć. Razem z przygodami ami i wiktorka oglądamy też ajhana, jak czyta bajkę teosiowi po turecku! Brzmi to kosmicznie i trochę z japońska, ale nawet bez zrozumienia sensu da się wyczuć, że tata jest aktorem! Oglądamy też nikę, jak pięknie sie bawi i uczy chodzić. Muszę wyżebrać jakieś filmy z oliwką i gabrysiem. Smutne to, że moje dziecko najczęściej spotyka swoje kuzynostwo w.. telefonie. :/ Ale, zaraz zacznę trzepać miliony monet i częstotliwość podróży daleko jak i bliskomorskich drastycznie się zwiększy.

Na szczęście dziadków mamy blisko.

Swoją drogą nawet mój bank też mi przypomina o tym, że nie mam pracy. Moja zdolność kredytowa z 370 000 spadła do 3500.. o dwa zera. :/ in my face.

Tymczasem z londka przyjechały prezenty wielkanocne, jadzia dostała piękną sukienkę dżinsową z haftkami oraz świetną wróżkę świnkę peppę! a ja dostałam wlepki z kawałkiem dnia! rozwpelię gdzie sie da i poślę pocztą, aby i inni rozwlepiali. czadowo!

M. zmasakrowany po tygodniu pracy, który w sumie śmignął. nie miał bidny kiedy jeść, przynosił kanapeczki, które mu smakowicie szykowałam do roboty.. mieli audyt, więc musiał wcześniej przychodzić i później wychodził.. tak to jest niestety.

Co jakiś czas niestety musimy wypeklować jadzię fioletem bo cholerna afta nie chce przejść. Jadzia bardzo tego nie lubi, bo to jedyna rzecz, do której sama się nie garnie. A pozwala sobie między innym psikać sprejem d gardła, psikać wodą morską do noska i wyciagać gruszką gile!

no i tak sie bujamy z małą całymi dniami…

 

Wreszcie sama łazi!

Dodano 6 kwietnia 2016, w ., przez pszygody

Jadźka sama chodzi. Może jeszcze nie zawsze i nie prędko jakoś, ale sama, do przodu, a czasem nawet do tyłu. Zaczęła dosyć bez zapowiedzi. Miała już kucnąć i pójść na czworaka, kiedy nagle jednak zdecydowała się wstać i ruszyć przed siebie.

Oto i film na dowód.

https://www.youtube.com/watch?v=9olSzB8EQCo&feature=youtu.be

Tymczasem w brzeszczoliach upałki. Wczoraj fredek i ja ledwo żyliśmy od tej zmiany temperatury. Dzisiaj już trochę lepiej, chłodniej. Ale na boga, czemu od razu lato, a gdzie była wiosna?

Kupiliśmy jadwince buty w bielsku, bo tu nic nie mogliśmy znaleźć. Malutką ma stópkę to nasze dziecię. Trudno było coś znaleźć. A ceny butów dla dzieci powalające. Oczywiście takich zdrowych butków, nie z plastiku i z certyfikatami, że nie zepsuje dziecku nóg i kręgosłupa…

Ciągle czekam na teliefon z katowic, ale już z narastającym nerwem, niż z nadzieją. Ja zadzwonią, to ich opier^%$#, że są sadystami. A jak nie zadzwonią, to się zdenerwuję.

Bania nam prawdopodobnie wyemigruje z kraju.. Już się smucę na samą myśl.. ale dla niej to pewnie dobrze, wiec aż tak smucić się nie można.

Wiktorek ma już 10 miesięcy, za chwilkę roczek, a ami 3 latka! Jak ten czas śmignął, to jest szok.

M. w banku. Pracuje dzielnie.

Zaraz jadwinka wstanie, trzeba będzie tu trochę posprzątać, żeby miała miejsce od łażenia.. :)

 

Kasztany wiosną

Dodano 4 kwietnia 2016, w ., przez pszygody

Tak się składa, że ostatnio pisze tylko, gdy ktoś mi powie, że mam to zrobić. Dzisiaj, bo Banieczka mnie ochrzaniła, że nic nie wie, bo dawno nie było nowego posta.

No to Banieczko, tak jak rozmawiałyśmy, czekam na wyniki rekrutacji z kato, w domu wszyscy chorzy – oprócz fredka, zażywamy różne paskudztwa, pendzlujemy jadzi buziuchnę fioletem i psikamy sprejami. M. się inhaluje zarazkami od znajomych w pracy i potem przynosi, ja noszę szaliki, gdy ciepło, bo gardzioł boli.

Ale na spacery chodzę bo chcę i muszę.

Wszak mam dziecię i psię. To inaczej być nie może. Bulwersuje mnie, tak jak pewnie ponad połowę polszy, ostatni projekt ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne w polszy. Mam na ten temat wiele do powiedzenia, ale nie chcę się denerwować, jest tak ładnie dzisiaj, ciepło na polu. (Widzicie jak się lingwistycznie wtapiam w tłum?)

Jadźka już nie boi się huśtać, a wręcz przeciwnie.

Fredek, jak może, płoszy ryby wędkarzom nad wisłą. Potem śmierdzi ściekiem w domu. Ale to jeszcze nic. Przed chwilką tereska wywabiła mnie na korytarz, żeby o coś zapytać. I zapytała co to jest w woreczku w wózku jadzi. Myślę i myślę.. cholera o jaki woreczek chodzi. I nagle bęc. I nagle bum! W zamieci spacerowej, gdy fredek rzucał się na jakiegoś psa, a ja próbowałam dwoma rękoma ogarnąć jego smycz, jadźkę w wózku i kupę w woreczku – wrzuciłam ją do koszyka w wózku i.. zapomniałam o niej. I teraz właśnie to ona kiśnie w woreczku i śmierdoli na całą klatkę. Brawo, brawo.

Z apetyczniejszych rzeczy, to m. wczoraj zrobił pizzę i dzisiaj prawdopodobnie nastąpi jej drugi etap, bo zostało mu połowę składników.
Ja jem kasztanki i się palę bo tu gorąco w tej kuchni mimo lodowatych grzejników.

Już 16.

 

  • RSS