prawie po halnym

Dodano 9 lutego 2016, w ., przez pszygody

Cisza. Dzieciątko śpi. Brukselka pyrka na piecyku. Pranie sobie chodzi. Kawka trochę chłodna, bo dużo mleka. Ciasto z jabłkami mniam mniam. M. w drodze na rozmowę. Zastanawiam się co zrobić z tak luksusowym momentem dnia. Zacząć spódnicę w kwiaty? Napisać bloga? Poszukać znów jakieś zdalnej pracy? Tyle możliwości, że zaczynam się stresować, że na żadną nie zdążę się zdecydować i mi Jagiła wstanie. To by było fatalnie.

Odwiedzili nas Moszynkowie z Marianką. Marianka ma pięć miesięcy i jest cudna. Ma ogromne oczy po tacie i piękny nosek po mamie i Lykke Li. Marianka koresponduje z Jadwinią. Opowiadają sobie jakie mają zabawki i co tam u ich rodziców słychać. Mam nadzieję, że nie przestaną, bo to by ładna pamiątka była.

Tymczasem ostatnio zajawiłam się szyciem. Kiedyś, jak byłam w ciąży, w ramach prezentu dla Gosi kupiłam jej dniowy kurs szycia z możliwością uszycia jednego całego ciucha. I żeby spędzić ten dzień z nią sobie też wykupiłam ten sam kurs. Uszyłyśmy wtedy po sukience z dzianiny. Bardzo nam mozolnie szło, ponadto dostałyśmy gotowe wykroje do odrysowania, pani prowadziła nas za rączkę cały czas, mówiła kiedy co z czym i na jakiej maszynie zszyć, poprawiała ustawienia maszyny, więc ogólnie dużo zobaczyłam, ale prawie nic się nie nauczyłam. Jak się człowiek za to samemu bierze za szycie, nagle okazuje się, że aby zrobić wykrój trzeba być geniuszem, mieć wyobraźnie przestrzenną, najlepiej wypracowaną na CADzie, trzeba być inżynierem maszyn (do szycia), konstruktorem i artystą o zdolnościach manualnych. Nie jest to łatwe, ale jak się ogląda potem efekty i konsekwencje swoich zaszyć, to można się poważnie zajawić.

Stąd i moje dalsze potrzeby szyciowe. Mam ładny kawałek kwiecistej dzianiny, zrobię spódnicę ołówkową, jeśli mi się uda. Dostałam od m. fajną książkę, jednak pani może i szyć umie, ale pisać nie, więc bardzo dużo jest niedomówień i zagadek logicznych. Od goni też mam książkę, ale jest dosyć skomplikowana i sięgam po nią w ostateczności. Od teraz, gdy patrzę na ciuch, cały czas zastanawiam się nad jego konstrukcją. I potem, gdy dociera do mnie, jak trudno byłoby to uszyć, frustruję się, że wielkie koncerny odzieżowe, w których tak lubię kupować ciuszki dla Jadwinki, zepsuły rynek tak fatalnie, że nie opyla się być samodzielnym krawcem. Takie buty.

Siostra niedługo będzie w Polszy z dzieciątkami. Tak bym chciała się z nimi zobaczyć… Ale może być ciężko. M. walczy dzielnie o prawko, ale jego instruktor nalega na więcej godzin, żeby się dobrze zapoznał z oświęcimiem, no i miał akurat jakieś dni opieki nad wnukami, więc nie mógł dawać lekcji, stąd chwilowy zastój… No i tak cały czas prawko odpływa.

Wspominałam już, że jadzia ma dwa zęby?

 

  • RSS