Brzeszcze #2

Dodano 15 stycznia 2016, w ., przez pszygody

Dawno mnie tu nie było, aż wieje zimnem i dawnością, a kurz panoszy się po literkach i przecinkach.

12 stycznia 2016

Chwilowo ciągle jesteśmy nie u siebie, a to byliśmy w górach, a to mieszkamy na garnuszku u rodziców m. Na szczęście nasze docelowe mieszkanko już opuszczone przez poprzednich lokatorów i zabieramy się za lekkie remonty, a potem wprowadzanie gratów, psów, dzieci i na końcu nas.

Dzisiaj piękna pogoda, halny przywiał słońce i miejscami piękne niebo w paryskim błękicie i dalej w indygo. Żłopię herbatkę, czekając aż się reszta mojej familii obudzi. Zrobiliśmy sobie z fredkiem rano miły, długi spacer uwieńczony soczystą kupą w krzaki, aż się trudno pakowało ją do woreczka…

W górach spędziliśmy cudownych kilka dni z ciotką Anną i wujkiem Krzysiem (zwanym rówież Cześkiem). Były oczywiście też ich maluszki, Ami, Wiktorek, Tobi i Fifi. Szkoda, że nie umieliśmy zaprzyjaźnić Fifka z Fredkiem i tak zawsze któreś, najczęściej Fifi biedulka, musiało siedzieć odosobnione w pokoju na górze. Zażywaliśmy wszystkiego po trosze, był i snołbord, i termy z dzieciakami i zwiedzanie. Chłopaki grali na iksboksie, ja się zniechęciłam, po tym jak m. rozwalił mi całą twarz w boksie, naprawdę nic fajnego takie gry.

Trzeba mi się jeszcze zarejestrować jako bezrobotna. Jedno z nas musi sobie znaleźć pracę. Czeka nas trochę malowania. Zakupy meblowe. Wszak ni mamy na czym spać.

15 stycznia 2016

Trochę mi się przyspało z tym blogiem i nawet tego, co napisałam, nie puściłam w etery. Ale nic to. Niech zostanie i pójdzie z tą notką, która już na pewno pójdzie.

Terenia zabrała nas wczoraj do IKEA (jak mówi, a raczej nie odmienia annaobrał). Nakupiliśmy rzeczy jak waryjaci. Chcieliśmy sobie zrobić zdolność kredytową na wszelki kredytowy wypadek w przyszłości, ale jak się okazało, trzeba by powiedzieć, gdzie sie pracuje, a że żadne z nas chwilowo nie pracuje, to już zapłaciliśmy gotowizną. Także zdolność się nie wyrabia, ale za to wszystko pokupione, tylko dojedzie dopieroż w poniedziałek. Także od poniedziałku składanie mebli i dalsze ciągi wprowadzki za ścianę.

Wprowadzamy projekt Jadwinia. Chcemy jej nagrać film urodzinowy na wieczną miłą pamiątkę. Nasi najbliższi będą jej składać życzenia i zrobimy z tego fajną kompilację. Jeśli nie dostałaś/ nie dostałeś zaproszenia na fb do tego wydarzenia, to odezwij się do mnie albo po prostu wyślij mi film z życzeniami dla Jadźki na mejla ;)

W ogóle to nie wspominałam własnie o tym, że Jadwinkowe urodziny były. Wracaliśmy akurat z Falsztyna tego dnia. Zrobiliśmy jej leguminowy tort, żeby mogła śmiało jeść i się nie otruć kremem. A wcinała jak głupia.

Jadwinka w ogóle nauczyła się klaskać. Wiktorek też się nauczył już w 7 miesiącu, ale Jadwince jakoś przyszło to dopiero po ukończeniu roku.

Wybieramy się dzisiaj z m. na gwiezdne wojny do kina, które mamy pod blokiem. Takie wygody tylko w brzeszczolinach.

Pomalowaliśmy „pokój Jadiwni” czyli wnękę w salonie na biało, stare przedpeerelowskie meble po babci m. pomalowaliśmy też i podobno super nam wyszło (tak mówi tereska).

M. właśnie jest na rozmowie o pracę w… Aliorze! Trzymajce kciuki za wysoką podstawę i korzystny system premiowy :P

A ja powklejam trochę fotek póki jadwinka śpiunka. I już wiem, że będzie ich dużo.. chociaż i tak się mocno ograniczałam przy wybieraniu.. (:

Oto i widok na zamek w Nidzicy, w którym ostatnio tłumaczyłam Jareczkowi to, co mówił do niego Viktor i odwrotnie. A potem przyjechaliśmy jeszcze busikiem pozwiedzać.

Widok na mnie na zamku (m. robi coraz lepsze foty!)

a tu moja rodzina piękna i rześka

i samojebka pod słońce

a tu ze słońcem

m i jadwinka na tle zamku

a teraz moja kochana siostra, wiktorek i jadwinka oraz fifi

tutaj podglądanie wiktorka w kąpieli

a tu ania i kombinezonowe pociechy, a ania po snołbordzie w doskonałym humorze

po snołbordzie właśnie

dzielny tata, który pozwolił mamie pojeździć zająwszy się dzieckiem

tego wyrzutu endorfin po pierwszych zjazdach na stoku dziecięcym nie trzeba tłumaczyć

moja cudowna i energetyczna chrześnica z wielką góralską mądrością o oczach

a tu pierwszy zjazd na sankach w życiu jadwinki

(radość z tego była zmienna, raz przejawiała się płaczem, raz uśmiechem)

trzeba więc było przytulać

do skutku

a teraz oto próbka zdolności fotograficznych ami

a ja w niej widzę przyszłą modelkę

a tu jedziemy

czesio i psy

mężowie i żony

matki i córki oraz śliweczki w słoiczku

matki i córki oraz kot trikolore

siostry, psy, traktory i tatry

a tu już się gra w iksboksa

a tu mi sięrozkwasza łeb z uśmiechem

no i w podsumowaniu samojebka wielorodzinna na śniegu

fajnie było, życzę sobie więcej takich miłych spotkań rodzinnych.

 

  • RSS