fotoburaki

Dodano 31 lipca 2015, w ., przez pszygody

Fotorelacja z buraka, tylko trójzdjęciowa, bo na więcej nie mam sił.
Był burak pieczony, między innymi, ale on nowy.

nie można powiedzieć, żeby jej się nie podobało.

piątek. odpadają nam głowy, szyje i ręce. nie ma komu dopić herbaty zrobionej resztką energii. opieramy się na dostępnych oparciach, wsłuchujemy w wycie ulicy, odganiamy muchy i ścieramy z siebie ślady długiego tygodnia.
zjadam karfurowe rurki, patrzę bezmyślnie na lodówkę. na fotel i lustro. jakoś za wcześnie na spanie, a za późno na film czy spacer.
idę się przytulić.

 

Sting i pomidory

Dodano 29 lipca 2015, w ., przez pszygody

Jadła też do kompletu pietruszkę, marchewkę, ziemniaki i śliwkę. Na pyry zwraca najmniej uwagi, żadna z niej będzie wielkopolanka..(:

image

image

image

image

A tak, jeszcze na początku była fasolka. Teraz sobie odpoczywamy przy stingu, m. w pracy, dziadkowir na deszczowych wakacjach nad morzem, a gosia za tydzień do nas przyjedzie. Fajnie.

 

Jagienka je pomidora

Dodano 29 lipca 2015, w ., przez pszygody

I jej chyba smakuje, bo się nie poddaje.

image

image

image

image

image

 

jadwinia nie śpi

Dodano 28 lipca 2015, w ., przez pszygody

w nocy, teraz odsypia. chociaż już słyszę charakterystyczne dla jej wstawania ciumkanie.

wczorajszy dzień skończył się o 4 nad dzisiejszym ranem. trzy godziny snu to już nie dla mnie, na studiach to jeszcze dawałam jakoś radę, teraz już jestem stara, połamana, obolała i zmęczona. piję więc kawę, ale zbożową, takie placebo. i piekę warzywa, żeby były na obiadek dla malutkiej.

bo ładnie zjada czasami, jak ma nastrój, ale nie zawsze jeszcze.

najlepiej jej idzie, jak ma kogo naśladować. trzeba uważać, co się je, bo może po to sięgnąć.

nie ma na razie reguł a propos tego, co lubi a czego nie. raz lubi awokado, raz go nie lubi, raz uwielbia malinki, raz na nie nawet nie spojrzy.

czasami kosztuje talerzyka, żeby się przekonać, czy on też przypadkiem nie jest do zjedzenia. taki ładny, różowy, mógłby być.

m. miał dzisiaj intensywne porano, pewnie wróci znorany, a ja czekam na obrałównę i beatkę, szybko się popołudnie zrobiło, bo zasnęłam na czas, gdy jadwinia też śpiunkała, ale zrobiło mi się niewygodnie i zaczęłam gotować.

czytam ostatnie zdanie i uświadamiam sobie, że się nieźle zmieniłam.

fredi od dwóch dni nie może, musi się przytulać, więc jak piszę na klawiaturze, to wciska łeb pod moje pachy, liże, rozlewa mi kawę, jeśli ją akurat trzymam, wpycha na kolana swoje śmierdzące – bo wymemlane za wszystkie czasy – zabawki. a na spacerach – jak i jadwinia – jest uważny i skupiony na otoczeniu, na spacerach żadne z nich niczego ode mnie nie chce, są bardzo przejęci migającymi widokami.

zaraz ich wezmę na ten wiatr, tak myślę. tylko zjem ciastko i dopiję moje caro.

 

Grejpfrutu

Dodano 19 lipca 2015, w ., przez pszygody

Jadwiga jada grejpfruty. Przy niej stajemy sie mniej poważni, dajemy sie brudzić kanapkami z twarożkiem, malinkami, sokiem z brzoskwiń. Fredi uwielbia jej pory posiłków. My uwielbiamy patrzeć, jak je. A je ze smakiem, czasami nawet coś tam przełknie, zazwyczaj zaś ciumka, wgryza się dziąsłami, przeżuwa i wypluwa, testuje, smakuje, bada przyczepność do paluszków.

Właśnie się jej coś śni. Jęczy, piszczy, macha nóżkami i rąsiami. Zaraz pewnie wstanie na mleczko, albo jeszcze niżej zjedzie w sen. Grzmi. Rano za to było ciepło i przyjemnie. Zabraliśmy dzieciaki do parku i żałowaliśmy, że nie wzięliśmy rzeczy na piknik. Następnym razem.

image

image

Fascynuje nas, że taki mały człowiek umie sobie chwycić owoc, obrócić go w łapkach i wessać się w niego z apetytem. Jaga ładnie już je chlebki, ale dużo jej nie dajemy, bo pieczywo zazwyczaj zawiera sól, a to niedobrze. Wczoraj upaprała się (i mnię) całą w jogiurcie z miksowanymi borówkami, malinkami i bananem, żeby było w miarę słodko. Jutro damy jej mięska od babci i dziadka, może pyru albo kaszę, zobaczę.  Dziadkowie byli nas odwiedzić w sobotkę, potem wybierają się nad morze, czego im bardzo zazdrościmy. Też nam sie marzy odpoczynek.. po dziadkach przyjechała aniaobrał, ale szybka uciekła do domu, w obawie, że straci od uderzenia pioruna laptopa, bo nie odpięła od prądu.. od tej strony jej nie znaliśmy! A potem przyjechała banieczka z darami od kamili, żony brata bani i, o jezusie, co za talent ta dziewczyna ma do pieczenia… już kiedyś próbowałam jej chleba, ale to ciasto z porzeczkami.. jakbym chmurki jadła, takie dobre, ojoj! A dzisiaj wpadła justyna z romkiem, poznać jadzię i zaprosić nas na ślub na kopiec kościuszki na dzień przed naszą rocznicą (to już rok?), także może tym razem się uda.

Burza i deszcze nad nami. Komary traktowane brisem w ostatnim morderczym geście wgryzają się w moje stopy, skurczybyki. M. co chwilka umiera i zaczyna od nowa mordowanie na przeklętej wyspie. Fredek śpi zmarnowany od upału.

A ja jem ciasteczko. I chyba pójdę już spać.

 

niedzielllla

Dodano 12 lipca 2015, w ., przez pszygody

dom śpi.
ale jeszcze przed chwilką tak nie było.
spakowaliśmy wszystkich do plecaków

i wyruszyliśmy do parku, bo pogoda piękna, bo rano, i bo mieliśmy ochotę na spacerro.
piesek spotkał tęższą o 30 kilo lusi i wbiegł za nią do rzeczki, która płynie przez park, a potem z nowym chartopodobnym psiakiem wbiegał do niej jeszcze kilka razy i wybiegał się na ament.

dom śpi, ale jeszcze niedawno przeżywał swoją drugą młodość wraz z jadwiniowym blw.
wprowadzamy jej pokarmy stałe metodą prostą i przyjemną. jadwinia chwyta ze stołu to, co ma ochotę zjeśc i pakuje sobie do buzi. na razie na zasadzie zabawy uczy się nowych smaków

kształtów

i konsystencji

i super się na to patrzy, bo jej to sprawia frajdę, a my mamy kupę śmiechu (a potem sprzątania).

a te malinki, to trudno będzie sprać..

ale jaga dzielnie sobie radzi. ciumkała już sobie pieczonego kurczaka

kaszkę kukurydzianą też z łyżki jadła

chociaż słowo „kosztowała” jest tu bardziej adekwatne

ogólnie próbuje chwytać, ale jeszcze nie ze wszystkim sobie radzi

i jesteśmy z niej bardzo dumni!

a piesek się nie może nadziwić, chociaż jak jaga je mięsko, to dziwi się tuż obok niej, bliziutko. żeby najlepiej rzeczy zamiast najpierw na podłogę, spadału mu od razu do pyszczka.

co by tu zrobić na obiad..

 

dziecko na szóstkę

Dodano 10 lipca 2015, w ., przez pszygody

Ktoś tu dzisiaj kończy pół roku!

 

ale ale

Dodano 6 lipca 2015, w ., przez pszygody

nie mogę tak wspomnieć o czereśniach z sadu sadeckich i nie dodać, że była u nas karolinka z ondraszką!
od razu zapachniało nam dunajem, wróciły wspomnienia o durnieju, o błąkaninach po budzie i peszcie, o nocnym szumieniu w głowach po pływaniu w tokajskim winie..

dzisiejsze zdjęcia sponsoruje literka u, jak uśmiech.

-co to mi dziadki przywiozły..? to niebieskie może nawet założę!

-a jak już tu jestem, to pomogę matce mieszać to żółte, co ma w garnku:

- ale faaajny wujek! ja chcę z powrotem do wujka!

- wieczorkiem lubię z ojcem pograć trochę..

- i jaki ja mam kolor oczu?

 

najlepsza samojebka w mieście

Dodano 6 lipca 2015, w ., przez pszygody

lato. matka przygoda je czereśnie (z sadu sadeckich!) i słucha grimes. robi też pranie i mycie naczyń w zmywarce. najgorzej idzie jej wyrzucanie pestek przez drzwi balkonowe, bo co któreś pestełko zahacza minimalnie o framugę i ląduje na fredku. fredek za to leniwie żuje kubełek po monte. a jaga śpi.

matka przygoda ma szalone pomysły, żeby wyszukać w internecie wszystkie konkursy, w których można wygrać jakąś furę, i planuje jeden z tych konkursów wygrać.

(pestka ląduje na suszącej się koszuli m., ups)

(i kolejna w psim legowisku, zanim przyjdzie matce przygodzie do głowy jakaś kolejna myśl warta spuszczenia na elektroniczną kartkę)

nie ma nic do dodania.

oprócz tego, że wszyscy chcemy nad morze!

mina fredka jest godna polecenia:

a rodzina dostaje pochwałę, za piękne pozowanie do samojebki.

 

lipcowe poranki

Dodano 2 lipca 2015, w ., przez pszygody

Budzi mnie prześwitujący zza drewnianych żaluzji skrawek niebieskości nieba. Będzie piękny dzień, myślę, i zasypiam dalej. Ale już za chwilkę wstaję, bo maleństwo zaczyna się turlać po łóżku, wydając przy tym zabawne odgłosy. M. jest właśnie z fredkiem na dworze, wykorzystuję chwilę ciszy, żeby pokarmić, zanim jagę rozproszy sapiący fredek i cmokający ją w poliko na powitanie m.

Potem śpimy dalej, prawie do 9. Budzi mnie fredkowe lizanie po czole. Odganiam, jak muchę, ale jest natrętniejszy, wtula się szyją w moją szyje (pewno chce zdominować, porannie mu pozwalam, wszystko mi jedno). Malutka jeszcze kima. Zwlekam się z łóżka. Znów ją porywam do karmienia. Potem robimy dzień, czyli odsłaniamy światło w oknach, powolutku spacerujemy po mieszkaniu. Kąpiel (ona w bujaczku bawi się krabem), śniadanie (ona na placu zabaw, tarmosi lwy i małpy za ogonki), potem drzemka (ja przed kompem oglądam oferty ryanair i easyjet do londynu, ale ceny są okropne).

Jem łyżką miód, bo ratuje moje gardło, ten cudowny lek na wszystko, chrypka znika po każdym liźnięciu łychy.

Będzie dużo miłych i niespodziewanych jeszcze tydzień temu widzeń w tej weekend (który zaczyna się dzisiaj). Najpierw kuzyn m. wojtek i jego aga, potem james, annaobrał (spodziwana akurat:P), potem rodzice m. (również spodziewani) oraz karolinka nadwarszawska (niespodziewana tysiąc!)!

Pogoda ma być taka, że będziemy podlewać ziemię potem i czołgać się pod drzewa na cień. Fredka trzeba już koniecznie zabrać na spacer na bagry. Może się uda, bo ćwiczę właśnie nowy sposób noszenia jagi w chuście – na plecaczek, wygodniejszy dla mnie, a dla niej atrakcyjniejszy, bo nadal się będzie przytulać, ale widok będzie miała dużo ciekawszy.

 

  • RSS