zostajemy

Dodano 31 marca 2015, w ., przez pszygody

Zmienił się czas. Na letni. Przy pierwszym karmieniu rano jest jeszcze ciemno. Gdy kąpiemy jadwinkę – jasno.

Mieliśmy już prawie się przeprowadzać do innego mieszkania. Siódme piętro w bloku niedaleko galerii krakowskiej i dworca, mieszkanie większe, jaśniejsze, cena nie taka zła, a jednak coś nas powstrzymało i zostajemy tu. Trzeba się słuchać, gdy intuicja mówi „nie”. To tak jak z tą radą bani, że jak się przymierza ciuch i się w nim zaczyna tańczyć – to trzeba kupić, a jak się nie tańczy, to znaczy, że to nie to. No i my też nie tańczyliśmy. Mimo, że balkon – ogromny i piękny. Widać to nie to.
Zostajemy.

Byliśmy dziś u okulisty z jadwinią i na szczypionce. Rozbeczała się bidna dopiero, gdy jej pani władowała do połowy nóżki igłę, a gdy jej świecili w oczka – wcześniej kilkukrotnie zakraplane – nic a nic jej to nie przeszkadzało. Zuch dziewczyna.

Nie wiadomo co z tymi szczepieniami. Nie wiadomo, które i czy w ogóle dawać dzieciaczkom. Ale po dzisiejszych smuteczkach wiemy, że wolimy dać jej skojarzone – bo mniej kłucia, a to oznacza mniej płaczków. A że już dajemy, to dajemy do końca. Nam też dawali szczypjonki i dożyliśmy do teraz.

Pani doktor mówi, że jadwinia ładnie rośnie, waży już 4100 bez pieluszki i przed karmieniem. :P A w szpitalu mają piękną salę do karmienia z mega fotelem, propsuję, jak to mówi anna obrał.

Ostatni dzień marca. Za chwileczkę święta. Przyjadą do nas dziadkowie jadwini z megi, fajnie będzie. Jadwinia lubi dziadków i dużo się do nich uśmiechała w zeszły weekend. I nawet jej ubraliśmy odświętną sukienkę i opaskę (:

Tak się chichrała, że aż jej spadła opaska.. a tata zamiast ratować – pstrykał dziecku-robokopkowi fotki.

No i tak, wiadomo już, że póki co oczy jadwini są żywcem zdjęte z ócz pani tereski,

ale, jak mówi pani doktór okulistka – to się do roku może zmienić.

Będziemy obserwować.

 

Wszystko jasne

Dodano 29 marca 2015, w ., przez pszygody

Wiadomo, po kim ma te oczy!

image

 

marcowe biadanie

Dodano 27 marca 2015, w ., przez pszygody

Studenty chodzą po naszym osiedlu.. Ściemniło się. Piesek coś memla w paszczy, jadwinia też, smoczek. Zaraz kąpiel i dalsze postępowanie w przypadku opieki nad dziećmi – karmienie. Ale już weekend, zaraz m. wróci i sobie coś miłego obejrzymy, jutro pewnie odwiedzą nas rodzice m., a za tydzień wielkanoc. Trzeba będzie pomalować wszystkie jajka! Nasze pierwsze święta z jadwinią! myślę, że ją przebierzemy za zajączka i poniesiemy w koszyku do święconki!

po rozmowie z ciocią krysią dopisałam jakieś 3 strony, ciocia działa inspirująco widać. i też dzieciaki wyjątkowo ładnie dzisiaj śpią, albo zajmują się sobą. frediemu nie zdarzyło się tak od kiedy się wprowadził. podbiega do mnie tylko, gdy widzi albo słyszy, że coś jem. a jak jem ciastka to szczególnie..

 

kings of convenience

Dodano 27 marca 2015, w ., przez pszygody

Szaro się zrobiło. Jadwinka, w zgodzie z tą aurą, śpi smakowicie. Narcyzy na oknie powysychały, mimo że je pięknie porozsadzałam do trzech doniczek. Piątek. Wczoraj dowiedziałam się od m., że wierzba płacząca dlatego tak się nazywa, bo faktycznie pod nią kropi, bo wycieka z jej liści nadmiar wody. A myślałam, że to ze względu na jej melancholijne powiewanie gałęziami. Ładne drzewo. Mamy takie tuż za oknem. Wysłałam maryjce paczkę do turcji. Maryjko, nie możesz tam mieszkać, trochę cięższa paczka i klamoty, które nie mieszczą się do koperty – i przesyłka staje się ponad moją kiesę. Chociaż, jak dzisiaj spojrzałam na rachunek (z nikłą nadzieją, że już dziś nadejdzie ostatni przelew od szela himself) to mi koparkę rozdziawiło na blat. Że z radości zawołałam m. żeby mu pokazać.
Jeszcze czegoś ciekawego się wczoraj dowiedziałam, chyba od ani o., ale zapomniałam..
Jaga się budzi więc na gazie wklejam foty i lecę..



a oto melancholijka dupka naszego znajomego, felka:

i my, miała być samojebka z dzidzią, ale dzidzię ucięło.

znikam!

 

urbanek

Dodano 26 marca 2015, w ., przez pszygody

Na dworzu upałki.
Święta zaraz będą, niepostrzeżenie nas podeszły.
Przykleiłam jadwini nad łóżkiem kolorowe gwiazdki fluorescencyjne, sama kiedyś takie miałam, jak mieszkałam z maryjką, bo mi przywiesiła i bardzo dobrze mi się pod nimi spało.
Wybraliśmy się dzisiaj na spacery, jak co dzień, a tu nas zaskoczył mały deszcze o dużych kroplach, więc krótko pochodziliśmy i zawijka.
Nie idzie mi pisanie.
Moje tulipany rosną w poziomie.
Jedno, co mi się na pewno w życiu udało, to jadwinka :)






i mąż, mąż też może być :)
a śniły mi się dzisiaj straszliwe głupoty, na szczęście krótko spałam.

chodzimy z m. w kółko i kaszlemy. mogłoby nam już przejść.
fredi na diecie, lekko go spaśliśmy. już dwie osoby – niepytane – powiedziały, że się zrobił kuleczka.. od dzisiaj zero ciastek, śliwek suszonych, majonezów i kiełbasy..
a ja właśnie zjadam milkę ciasteczkową. całkiem wporzo. a wieczorem przyjdzie obrałówna z beatką, fajnie.
chodnikiem za oknem właśnie przeszło wściekle rude dziecko.
jadwinia sobie ciągle robi z prawej strony urbanka, nie umiem nad tym zapanować, co spojrzę – to sobie zgniata ucho, będzie odstające jak nic! trzeba zamontować opaskę..

 

du du

Dodano 23 marca 2015, w ., przez pszygody

Kończy się marzec, a ja przez urodziny jadwini cały czas myślę, że jest styczeń. Zatrzymałam się w tamtym momencie i mimo tulipanów – ewidentnego znaku wiosny – zimuję. Mimo, że noszę trampki i letnią kurtkę na dresiku. 11 tygodni i dwa dni. Taka już jest stara.

m. powinien za chwilkę wrócić. obejrzymy sobie ycd, wcześniej może pierwszy odcinek trzeciego sezonu house of cards. będzie cichutko i spokojnie, jadwinia obudzi się jeszcze na mleczko, pewnie coś nam powie ciekawego, jak
„chałwa” albo „ebl” albo „ugli” albo „nee”. pogadamy więc z nią trochę, a potem pójdziemy zwyczajnie spać.

samm henshaw.

 

starburst

Dodano 22 marca 2015, w ., przez pszygody

Dzień się chyli, jutro nowy tydzień, u nas w domu wszyscy kaszlą (oprócz dzieciaków), tulipany od pani małgosi pomieszane z tymi, które kupiliśmy pod przejściem w sobotkę rozpościerają ramiona i patrzą ze zdziwieniem na płatki śniegu, które spadają na trawę za świeżo umytymi oknami. tak się zaczyna wiosna w krakowie, od mycia okien i śniegu. jadwinia wczoraj podekscytowana wizytą rodziców marysi nie spała cały dzień, w nocy zresztą też nie bardzo miała ochotę, za to dzisiaj nie było nawet pełnych 20 minut, żeby się skłaniała w inną stronę niż spanie. dorada ciągle niewypatroszona w lodówce, każde z nas się boi. może, jeśli nie będzie śmierdzieć, jutro do niej zajrzę i popróbuję.. one little indian przelał mi forsę za płytę. napisałam im, że po prawie dwóch miesiącach czekania trochę mi się już tej ich płyty nie chce, zwłaszcza – ale tego im już nie pisałam – że przesłuchałam empetrójki i niestety nie są jakieś rewelacyjne, więc mogą mnie cmoknąć w pompkę i niech oddają piniądze. no i oddali. po kursie 4,20 zł. za funt chociaż w kantorach stoi po 5,70zł. ale to nic, mam kasę z powrotem i płytę, jeno że w mp3.
m. wrócił z fredkiem, wracamy do franka underwooda i kaszlenia..

a to jadwinia śmigająca po miśkach parę dni temu.

 

becikowe

Dodano 20 marca 2015, w ., przez pszygody

Becikowe miało się należeć każdej parze rodziców czy tam pojedynczo wychowującemu rodzicowi) jak psu zupa. Każdemu bez wyjątków. Ochłap za to, że rodzisz dziecko. Boję się, że wiele żulic zdecydowało się na ciążę, żeby dostać takiego tysiaka. Co ciekawe można dostać dwa becikowe, tylko to drugie – tak samo płatne – nie jest nagłośnione i ludzie z niego nie korzystają. Ale nie to chciałam.

Z becikowym problem jest taki, że aby je dostać, trzeba zebrać tysiąc dokumentów, które sprawdzają naszą historię finansową. A jak przypadkiem zarabiamy zbyt dobrze, to żadnej kasy nie dostaniemy. Tylko ile to jest, zbyt dobrze? I z jakiej paki „bogatszym” się nie należy?

Żeby złożyć wniosek i otrzymać odpowiedź trzeba zgromadzić następujące dokumenty (oczywiście podwójnie, bo każdy rodzic za siebie):
- wyciągi przedstawiające dochody za 2013 – wyciągnięte z urzędu skarbowego, nie wystarczy wyciąg z konta.
- pit 11 za 2013 rok (a gdzie ja mam taki pit?)
- kopia dowodu osobistego (ha, a ja mam ciągle nieaktualny, więc odpadam)
- akt urodzenia dzieciaka (chociaż to proste!)
- zaświadczenie lekarskie, że byłam pod opieką lekarza do 10 tygodnia ciąży (czyli jak skapnęłaś się trochę później, albo se nie poszłaś do lekarza – kupa. zresztą, o jakie zaświadczenie chodzi? mam im dać moją książeczkę ciąży czy iść do lekarza, który mi robił badania krwi na potwierdzenie ciąży, żeby napisał, że te badania robił i że to był, powiedzmy, 6 tydzień?)
- wszystkie umowy o pracę – m. dopisał uwagę, że „jeżeli były jakieś zmiany” to też, ale nie dopisał za który rok, może znów za 2013, tak jak pit 11? a może chcą wszystkie umowy o pracę od początku naszych karier zawodowych?
- wniosek do uzupełnienia w MOPSie w miejscu zameldowania dziecka – trzeba tam się udać osobiście, a że jadzia w krakowie zameldowana nie jest, to oznacza to kolejną wycieczkę.
i tyle. mało?
czy to jest normalny kraj, ja się pytam?
na sam widok listy dokumentów do skompletowania witki mi opadły i od razu się poddałam. może jak wyrobię dowód.. to mi się zachce latać za resztą papierów..

m. padł zmęczony po tygodniu pracy. szkoda, na piąteczki czekam trochę jak na zbawienie. bo przecież cały tydzień siedzę tu sobie z dzieciakami, a wieczory szybko mijają i wcześnie trzeba się kłaść, dla łatwości wstawania rano. no ale nic. śpi.
za to jadwinia pobudzona jak fix. bawimy się w ja wypluję smoka, a mama mi go poda. od półtorej godziny. z przerwą na mleczko.
fredek niby śpi, ale wystarczy, że zaszeleszczę papierkiem od toblerone albo od fingerbredów, a już tu jest z nosem w mojej filiżance herbaty i w ciastku, które już prawie mam w buzi. taki to fredek.

gosia w polsce, a jednak nawet nie miałyśmy jeszcze czasu lepiej pogadać. jakaś tylko przelotna rozmowa w rossmanie i restauracji, ale szczerze mówiąc więcej się nagadałam z dzisiaj z sąsiadkami z bloku, bo mnie zaczepiają i pytają o jadwinię.

i jeszcze.. wpadła nam dzisiaj przez balkon do mieszkania tłusta mucha. fuuujj. przelatuje co chwila przed monitorem powolutku, jeszcze otępiała po zimie. zresztą nie wiem, czy muchy zimy przesypiają, czy co? nie wydaje mi się. a jednak ta wygląda jak tamtoroczna, gruba i osowiała.

gosia, widzę, puściła sygnał o 18:34, byliśmy w drodze autobusowej z bonarki i nie słyszałam, a teraz dopiero wyjęłam telefon z torebki, ech.. jutro z rana ją spróbuję łapać, chyba że już wrócili na węgry..?

(zdjęcia są fatalnej jakości, bo to z telefonu..)

jadwinia w końcu zasnęła. spróbuję coś popisać. dokończę herbatę, a potem spać.

 

zaćmienie

Dodano 20 marca 2015, w ., przez pszygody

Za siedem minut całkowicie zaćmi słońce, a ja chyba tego nie obejrzę, bo słonko jeszcze się zza bloku nie wychyliło. Jadwinia drzemie, fredo jak również (schowany na kanapie za moimi plecami), piję sobie karmelową herbatę i jestem szczęśliwa, bo jak tu nie być.

Jadwinia w tym tygodniu nie przespała w całości tylko jednej nocy. Jesteśmy szczęściarzami. Jutro odwiedzą nas rodzice marysi, a może i rodzice m. też, a jak nie, to w niedzielkę zapewne.

Jutro pierwszy dzień wiosny, po raz dwudziesty. Ale tym razem inaczej, bo z Jadwinią. Więc nie tak smutno.

Jednak zobaczyłam zaćmienie, ale za długo nie da się patrzeć, bo oczy bolą.

Dostaliśmy paczkę z anglii od siostry z cudownymi ciuszkami po amelce (i ze smakołykami), między innymi była tam ta czapeczka, na kuzynkę jadźkę jeszcze kapeczkę za duża (:

Za chwilkę nasz rytualny spacerek dookoła osiedla. Nawet już sobie dobrze radzimy, freddo wyjątkowo ładnie trampluje koło wózka, jadwinia zasypia, ja zbieram nawet kupę po psiaku i tak sobie chodzimy.

Jadwinia ma w tej chwili zielonkawe oczy. A raczej niebiesko-szaro-żółte. Mam wrażenie, że zrobi się z tego śliczna butelkowa zieleń. Mama też miała zielone oczy.

 

:)

Dodano 17 marca 2015, w ., przez pszygody

ciepełko, jakiś przyjaźniejszy ten tydzień od poprzedniego. przez ulice miasta zamiast smogowego syfu leci oddech nadziei.
jadwinia coraz silniejsza, coraz ciekawiej się rozgląda dookoła, podnosi głowę i gaworzy, jej pierwsze gaworzące słowo brzmiało „chałwa” i myślę, żeto nie przypadek. m. się jednak obciął. a do tego przyniósł mi tysiąc prezentów, zwariowany.

 

  • RSS