Bonarka

Dodano 28 lutego 2015, w ., przez pszygody

image

Nasza dzidzia dzisiaj pierwszy raz pojechała z nami na zakupy, dobrze że się szybko uwinęliśmy, bo torba pełna asortymentu do pielęgnacji bejbi została w domu, tymczasem jadziówka przespała pół wyprawy, a drugie pół spędziła na gapieniu się w migające dookoła światełka. Pojechaliśmy do bonarry, bo m. nie ma każualowych spodni, na szybkości znaleźliśmy jego rozmiar w haendem i zakupiliśmy dwie piękne pary. I tyle. I do domu. Dzisiaj lekka szarówa, ale ciepło, więc miło się spacerowało. M. właśnie nagrywa film o kerbalach – swojej nowej pasji. Kosmicznie! Ja już lepiej po wczorajszych rewoltacj w brzuszku.. fredi już też lepiej, widać zatruliśmy się tym samym czymś.. W zasadzie to fajnie, że już nie będe pracować dla szela, ani tego nie lubiłam, ani nie jarałam się tym, czym się firma zajmuje.. czas na jakieś fajniejsze rzeczy, nie? Patrzymy sobie na jadzię i nas cieszy, że taka słodka, że coraz tłustsza, że jesteśmy rodzicami. Tylko trochę się czuję wyrodna, gdy ona zapłakuje, a mnie się śmiać chce, bo zabawnie to robi(: Jadwinia ma już prawie dwa miesiące, za dziesięć dni tyle będzie mieć, ale jaja! Tymczasem pani tereska ma bloga (arttereza.blog.pl) i fajnie! Bo te sutasze naprawdę dobrze jej wychodzą. Bo tak właśnie jest, jak ktoś coś rovbi z pasją – to wychodzi! Tęskno mi za gonia.. i banią, i marją.. przyjechałyby ciotki jedne.. M. buduje apollo 11, jadwinia sie kokosi (brzeszczańskie słowo, które mnie bardzo bawi), zrobię sobie herbatki..

 

Pintek

Dodano 27 lutego 2015, w ., przez pszygody

A więc leżę struta, nie wiem od czego, m.gotuje mi kleik ryżowy. Poza tym dziś zadzwniła moja szefowa, że mi nie przedłużają umowy, czyli że mnie wywalają, bardzo miło. Ciemno za oknem, jadzia śpi, a ja obok niej próbuję. Taki dzień.

 

padam, padam

Dodano 26 lutego 2015, w ., przez pszygody

Bałam się, że moja pomniejszona o procent macierzyński wypłata z odjętym jeszcze fragmentem za wypłacony w stu procentach styczeń będzie wyglądać mizernie, tymczasem nie ma źle – jak to mówią w brzeszczach. Będzie na waciki!

Dzisiej naszemu Fredowi odbiło i, gdy karmiłam – czyli byłam unieruchomiona, bo ktoś trzymał mojego cyca w paszczy – wskoczył na łóżku, rozejrzał się i patrząc na mnie zaczął sikać. i sikał. i na nic moje warknięcia i pełen oburzenia, acz cichy – z racji na dziecko – krzyk, że nie wolno, że fuj i że złaź – zejscał się, aż pół prześcieradła namokło..
pół godziny później – maiwszy wolne ręce- obejrzałam straty.. przemokła, oprócz prześcieradła, tylko wierzchnia warstwa materaca, zdjęłam ją w pocie czoła (materac kurewsko ciężki a i miejsca u nas w pokoju ni ma, żeby stanąć obok łóżka, więc w zasadzie zdejmowałam pokrowiec stojąc na nim) i uprałam, wystarczy tylko powiesić, wysuszyć.. piesek w nagrodę poszedł z m. na pole. bo oni chodzą na pole, a nie na dwór. a ja trąbię kawkę (zbożówkę), zjadłam byłam wcześniej sushi, a teraz jem ciasteczko.

ciemnieje za oknem.

a jak wyprowadzałam dziecka na spacer, to zirytowały mnie dwie panie, z czego jedna o kulach, które nie chciały fredka pogłaskać, bo by się obaliły ze starości, ale tak się nim emocjonowały, że fredek prawie ze szczęścia kupę zrobił im pod nogi, ja się prawie wwaliłam próbując go utrzymać – wszak w jednej ręce go miałam, bo druga ratowała wózek z jadźka przed wjechaniem w krzaki.

i chyba dzisiaj uraziłam miłą osobę, która roznosiła ulotki i pomogła mi wyjść z klatki.. zwróciłam się do tej osoby per pani, a to chyba pan był, nie wiem. dziwnie na mnie patrzył(a) przytrzymując fredka…

znów pada, a ja padam z nóg.

 

gorzki posmak

Dodano 25 lutego 2015, w ., przez pszygody

Raniutko, szaro od mżawki za oknem.
M. w pracy, a fredi, dupka zbożowa, wszedł na stół, na którym piszę, bo mi nie wierzy, że już nie mam kanapek z pasztetem..
jadwinia przespała całą noc. od 23 do 6 rano, wstała w świetnym humorze, bez płaczu, a potem jadła ponad godzinę. a teraz dosypia.
gdzieś po świecie błąka się właśnie moja vulnicura. zaginęła chyba, pan pocztowy nie przynosi.
ale ale, właśnie przejrzała mejle i zauważyłam, że link z kuponem do darmowych mp3jek z bjork już dostałam, więc czekam tylko na winyl, a słuchać mogę już! co za wspaniały, bury dzień! troszkę się tylko boję – po okropnej recenzji w dwutygodniku, pani pisze, jakby miała za coś żal do bjork..
pierwsza piosenka oldskulowo nastrojowa.. (: rozpływam się!
a poza tym, to odkryłam piękno sklepu pepco! mają tam wszystko! nawet tłuczek do mięsa, który od razu nabyłam, jak i śliczne skarpetki z koronkami oraz ubrania dla jadwini.
moja córka ubiera się w pepco.

 

Dodano 24 lutego 2015, w ., przez pszygody

Tak to właśnie wygląda macierzyństwo.

W domu nie ma (krowiego) mleka, więc nie ma też i kawki (zbożowej, naturalnie).

Walę więc w żyły ciężką czarną herbatę. Dziecko musi być huśtane i wytrząsane baunserkiem, bo inaczej otwiera podejrzliwie oko, chmura pojawia się szeroko między krzaczastymi – jak u miłosza – już brwiami i łypie złym okiem na matkę, która dopuściła się chwilki przerwy w napędzaniu kołyski..

Piesek zasnął pod lodówką, ochrzaniony po stokroć za oszpecanie mi buzi podczas zabawy nieskontrolowanymi jeszcze zębami i za szczekanie, gdy małe dziecko akurat zasnęło. Wyjadania mleka z wkładek laktacyjnych i rozszarpywania ich na szczątki już nawet nie komentuję, tylko zbieram co większe kawałki, resztę wciągnie tata, odkurzaczem. Na razie jednak pracuje.

Matka tymczasem pisze sobie w komputerze, a co. Pranie sobie odpoczywa, prawie już ściągnięte, maszyna do szycia kurzeje.

Zapowiadają deszcze na od dzisiaj po południu aż przez kolejne dwa dni, co dalej – nie wiadomo, bo pogoda dalej nie przewiduje.

Przyleciał do nas wczoraj mikrofon, fajny, wygląda jak w radiu.

Słucham sobie gonzalesa, tego od pianina.

To dla rozluźnienia po musztardówie, którą musiałam z jadzi zdjąć po pierwszym śniadaniu. Zrobiła, wielką na kilkadziesiąt centymetrów kwadratowych, trzeba było wsadzać do wanienki, żeby pupę, brzuszek, plecy i nóżki umyć, taki rozrzut, jak przy wybuchu atomówki.

A jak jadzia wstanie – ubierzemy się w chustę i pójdziemy na spacer z fredim.

 

ida

Dodano 23 lutego 2015, w ., przez pszygody

Ida dostała oskara, hurej hurej!
Kolejne wiadomości: na ukrainie tylko dwa ostrzały tej nocy, czyli spokojniej..wyprowadzono też jeńców..są szanse na złagodzenie sytuacji, tak mówią.
w tatrach dramaty, zaginęli kolejni wędrowcy a pogoda się pogarsza.

jadzia śpi. pies wariuje, próbuję go powstrzymać od przeskakiwania nad bujakiem.
m. w pracy.
słońce i ładnie na zewnątrz.
w krakowie ma być dziś 11, to chyba zasługa halnego.
niedawno robiliśmy rolady, wyszły pyszne!

fredka trzeba ostatnio prać prawie po każdym spacerze, bo wnosi do mieszkania kilotony błotka. m. dzielnie wpakowuje go do wanny i szoruje piesek średnio lubi.

szaro się zrobiło za oknem.. smuteczek.

 

jeszcze nie śpię.

Dodano 18 lutego 2015, w ., przez pszygody

Jadziunia nie chce zasnąć od karmienia o 14, patrzę na czas a tu już po piątej – czas kąpieli! wsadzę do wody, zmęczę, nakarmię i zaśnie, myślę, zostawiam ją w baunserze i gotuję kąpiel. wracam, a tam wszyscy śpią. tata, dziecko i pies.

dopijam więc kawę po m., skoro już nie ruszył, rozmyślam o tym jak wykorzystać materiały, po które skoczyłam dziś do miasta. i nad jutjubowym projektem.

a przyjechał dzisiaj fotel, jest piękny – w kolorze fuksji z drewnianymi nogami w kształcie kłów – i bardzo wygodny.

leci u mnie ‚the grass was greener’, najlepsza piosenka pinkfloydów – bezapelacyjnie.

aniaobrał w berlinie, co ciekawe – na chwilkę z berlina przyjechał tu alaa, ale nie udało nam się spotkać. za to odwiedziłam dzisiaj karolinkę, która poczęstowała mnie pyszną herbatą i grzankami z wypiekanego przez siebie chleba bezglutenowego z żurawiną. na to konfitura z aronii i umarłam z rozkoszy! (poniżej karolinka na naszym ślubie)

już środa. boję się kolejnego tygodnia..

a z pan tu nie stał przyleciały musztardowe zwykłe spodnie dla m. – w rozmiarze s – bardzo za duże :/ trzeba odesłać..

ciemno już. i późno. piszę.

 

pół do komina

Dodano 17 lutego 2015, w ., przez pszygody

Skończyłam właśnie moją kawkę zbożową, sufjan sobie gra, a dom śpi – wszyscy poza mną i zmywarką, my jak zwykle pracujemy.

Dzisiejszy wtorek bardzo sobotni, od rana jadwinia miała zły humor, a dwie wielkie musztardówy, które walnęła między 12 a 16, zupełnie ją usprawiedliwiają. Można je też rozciągnąć na wczorajszy wieczorny zły nastrój, czyli że to nie wina annyobrał, z którą oglądaliśmy whiplash, zażerająć się sushi i pizzą.

dziś w ten piękny sobotni wtorek pełen słońca zapakowaliśmy jadziówkę w jej ulubiony fotelik samochodowy i pojechaliśmy na zajęcia z panią wandą od chust. od razu się okazało, że elastyczna jest do dupy, mimo obiegowej opinii, że dla noworodków najlepsza. wanda nauczyła nas motać chustę tkaną tak, żeby bejbi nie wylatało i żeby wygodnie sobie siedziało. jadwinia ani pół oka nie otwarła, tak jej było wygodnie, jak ją w końcu zaplotłam sobie na piersi.

m .jak wszedł do sali, gdzie odbywały się zajęcia i zobaczył, że są same matki karmiące, z czego jedna akurat karmi (piersią), to prawie mi zrejterował, na szczęście został (ubłagany moim smutnym spojrzeniem), a po chwili okazało się, że jest jeszcze jeden tatuś, tylko akurat wyszedł, więc i ja odetchnęłam i m. odetchnął, a potem wiązał aż trzeszczało (chuścisko).

nasze ulubione dziecię w tym czasie spało – tak myśleliśmy, ale ono robiło kupę i dlatego tak rozkosznie potem spało.

w domu też tak sypia, ale najchętniej na swoich rodzicach. a już na pewno na tacie lubi bardzo.

wszyscy śpią. sufjan śpiewa. magda mówi, że mogę już na jogę zacząć chodzić. nawet od jutra. poczekam, aż przyjdzie chusta pocztą, żebym nie musiała jadwini z wózkiem brać.

a odwiedzili nas niedawno magda z moszem i wyobraźcie sobie, że rozdali nam prezenty: prawdziwy islandzki litr wódki, prawdziwe z prawdziwych islandzkich owiec wełniane skarpety dla jadźki i zdjęcia z naszego ślubu! a tam takie rzeczy: jadzia w brzuchu, a my uśmiechnięci od ucha do ucha..

powinnam się chwilkę drzemnąć..

 

koty za płoty

Dodano 14 lutego 2015, w ., przez pszygody

przed naszym blokiem zakwitły przebiśniegi! są maciutkie ale są i rosną, a pogoda dzisiaj taka, że jak wróciłam z pysznej kawy i zakupów w bonarce – przytroczyłam do wózka baldachim, ubrałam razem z m. jadwinię w ciepłe ciuszki i wyruszyliśmy na pierwszy w jej życiu spacerro. (przejazdy ze szpitala do domu i z powrotem się nie liczą). fredi z radości oszalał, dla niego to teżbył pierwszy raz w tym składzie no i dawno nie wychodził z m. i ze mną na raz.

spotkaliśmy na spacerze piko z panią ireną w nowej fryzurze, i to ona pstryknęła nam zdjęcie z wózkiem (kto nam da wiarę, że jadwinia jest w środku, no?)

a to właśnie przyjaciel frediego – piko i nasza ulubiona sąsiadka – irena.

(jadzia właśnie zapłakała przez sen po czym rozległ się głośny pierd i dalej nic, tylko senna cisza : – )
tak właśnie puszcza do nas oko…

a tu mama z dzieckiem w wóziku:

i tata oraz freddo:

a wieczorem będziemy gościć moszynkę, co nam bardzo miło,a jutro może dziadkowie albo chociaż babunia!

a ja zakupiłam szpilki z kolorowymi łbami, zestaw nici oraz metr (to akurat posłuży też do mierzenia jadwiniowych wzrostów – dopóki prowadzi życia tryb leżący).

a na walentynki dostałam piękny bukiet pomarańczowych róż (: miło jak nie wiem! i ma się jeszcze odbyć pieczenie sernika tylko dla mnie! jami!

 

shaking the habitual

Dodano 13 lutego 2015, w ., przez pszygody

piątek trzynastego, słonko piękne rozwala się nam o szyby, maluch śpi, chłopaki w parku, brawurka śmiga między naszymi głowami, nawet gdy śpimy albo próbujemy zasnąć między karmieniami. m.odpala magazyny odwagi i wynosi rakiety na orbitę, ja odpalam movie maker i mierzę się z cięciem i edycją. czyli kosmicznie. jadwinia gimnastykuje się w łóżku, nogi, ręce, głowa w obie strony, a włosy jej jednocześnie rosną i wypadają, to znaczy wycierają się w niektórych miejscach komicznie, a na przykład pod czaszką wypuszczają się w dal.
prawostronnie poruszam się na krawędzi ostatnio, stopa mnie od tego boli, to zmiana środka ciężkości i odmienne działanie grawitacji, zdaje się. m. edukuje mnie filmowo i każe oglądać koleje części gwiezdnych wojen, żeby nie było, że nie widziałam, a krytykuję. brzydki ten luke. wolę hana solo, mimo że starszy. chyba dlatego, że przypomina mi spike’a z cowboya bebopa.
chodzi za nami snajper.
a za mną jeszcze kwestia zagospodarowania czasu między karmieniami. i te tysiące możliwości przy braku działania, paraliżujące.
i bon iver, który śpiewa i can’t make you love me.
tak, wiosenna chandra.

 

  • RSS