poniedziałek

Dodano 29 grudnia 2014, w ., przez pszygody

grube płaty śniegu za oknem ukrywają słonecznik dla sikorek w karmniku. biało, cicho i chłodno. kupiłam jakąś śmieszną ruską kufajkę, w której mogę się dopiąć na brzuszku. a fredek ma dziś ciężki dzień, weterynarz kazał nam zrobić mu głodówkę, bo mu się wymiotuje od dwóch dni.. święta z niego wychodzą.. chodzi za mną i szczeka, biedula, a ja nie umiem mu wytłumaczyć, że mu dać nie mogę:/ zasnął, wyczerpany.. ja chyba też się kimnę, bo atmosfera taka jakaś.. poobiednia. sikorki jednak wszystko widzą mimo śniegu.

a w ogóle to marzy mi się włożenie jakichś miłych ciuchów, pojeździłabym se na snołbordzie, poleniuchowałabym na brzuchu i nie objadała się co dzień wieczorem, bo już mam dość wymyślania, co mi się chce jeść, gdy nic mi się jeść nie chce. marzy mi się wypicie grzanego wina z pomarańczami i lekki czil. ciąża to najbardziej stresująca rzecz na świecie. i męcząca. psychika robi się miękka jak guma kauczukowa, zwłaszcza pod koniec. nawet śnieg mnie nie uspokaja.

czasem chłopaki tak sobie śpią.

ale nie dzisiaj. dzisiaj fredek szczeka na mnie spod kanapy.

 

boskie żale

Dodano 22 grudnia 2014, w ., przez pszygody

no ładnie.. wszystkie paczki spakowane i wysłane, wszystkie prezenty w papierach i we wstążkach, za godzinę m. zacznie święta i nie pójdzie do pracy aż do kolejnego poniedziału, a jego prezenty niezapakowane! zapomniałam, że to ostatnia godzina, kiedy mogę to zrobić!
wszystko dobrze się za to składa.. fredi padł po harcach z piko, jadwinia podskakuje po gołąbku i marchewce gotowanej.. biorę się za paking.

 

Mam dużych kolegow na ośce

Dodano 18 grudnia 2014, w ., przez pszygody

image

Właśnie śpimy, tzn. Jadwinka śpi, fredi wtulony w koc, który mi owija dupkę też śpi, a ja spanie tylko udaję dla dobra tych maluchów i sobie piszę notkę z telefonu.

M.w pracy, dziś na wcześniej, bo mają wigilję po skończonym dniu rozdawania kredytów.. fredek coraz lepiej, rozumiem jego mowę ciała (muszę kupę i siku, baw się ze mną, itd.) więc za dużo niespodzianek nam na podłodze nie zostawia, bo w miarę przychodzę z ratunkiem.. niestety naprawdę lubi tyrmanda.. zeżarł mi ‚notatki dyletanta’, które mam z biblioteki i coś muszę dzisiaj poświecić oczami przed paniami.. i przespał dziś prawie 8 godzin, w sumie może by i spał dalej, ale m.obudził go na poranny spacer.

Ja se wczoraj poszłam poszaleć do fryzjera i oto jest drugi dzień, a ja nie lamentuję, czyli, jak to mówią brzeszczanie, nie ma źle.

Na ośce mieszka pikolo, ma 11 mscy i jest duuuuży, choć lekki, waży jeno 34 kilo, co przy jego wzroście i wymiarach świadczy o dobrym prowadzeniu przez właścicielkę. Bardzo się lubią z fredzikiem., co widać powyżej.

A ponadto moja fizjoterapeutka z jogi dokładnie wtedy co my też kupiła labradora, jeno że czarnego, z rodowodem i w takim samym wieku.. i teraz sobie przesyłamy sweet focie nawzajem:D fajnie będzie ich ze sobą zapoznać, ale to dopiero jak grafenowi skończy się okres kwarantanny..

W domu przedświątecznych zajęć niezliczone kopy..tu pranie, (które przy szczeniaku stało się nagle ekstremalnym wyzwaniem, bo nie ma lepszej zabawki nad zwisające nogawice), tam trzepanie szafek, mycie łapek, wycieranie mordek, wyciąganie z nich kości na spacerze, mycie śladów łapek ze stolików, pieczenie indyków żeby lepiej zjadał karmę i oduczanie szczekania..to nam nie idzie wybitnie, jak również oduczanie gryzienia po łapkach, palcach, łydkach i pupach, gdy nic lepszego akurat chwycić nie może..przez to gryzienie anja o.przestała nas odwiedzać.. czeka pewno na info o sukcesach w tej materii.. no to jeszcze chwilkę.. tymczasem pomarańcze takie tanie..może by jakieś powidła zrobić? Psi szczekają, zara wstanie nasz zając i ruszy za zabawką i trzeba będzie go gonić..

 

miód i monte na drugie śniadanie

Dodano 15 grudnia 2014, w ., przez pszygody

Wiedzieliśmy, że nie będzie lekko. Fredi to już nie imię nadane na cześć wokalisty Queen, ale Kruger, mała piszczałka i kąśliwy złośliwiec. Dramatyzuje, gdy go nie chcemy na łóżku, rozpieprza nam internety, kable (mimo, że spsikane gorzkim odstraszaczem szczenięcych kłów), doskakuje prawie wszędzie, bo ma długie łapki, niczemu nie odpuszcza, naszym rękom, udom i włosom jak również.

Nawet wymęczony po prawie godzinnym spacerze dziś rano nie chciał spać i być grzecznym, wykradł z łazienki, gdy siedziałam w wannie, płyn do prania i porozlewał go po pokoju, wyobraźcie sobie ścieranie czegoś, co się tak dobrze pieni.. godzinka (: a fredi kocha mopy! jeść! to miłość podobna do tej, którą żywi w stosunku do tyrmanda, którego ciągle czytam w wiadomym miejscu.. (ale bo w międzyczasie jest dużo innych brulionów zazwyczaj, np. teraz o wyspach owczych od ani o.).

a propos tyrmanda, to uświadomił mi ostatnio, w jakich wspaniałych warunkach żyjemy. zresztą, szpital też mi to uświadomił. mamy swoją łazienkę, nie trzeba za potrzebą wychodzić na korytarz i dzielić przybytku z przemiłymi sąsiadami. nie trzeba się myć w misce i podgrzewać do tego uprzednio wody. nawet już nie trzeba kupować encyklopedyj, bo wszystko jest w internetach..

jadwinia rośnie, aż mi od tego skóra na brzuchu schodzi, mimo że od początku wcieram w siebie kilotony balsamu tłustego jak wielbłądzi smaluch!
za chwilkę święta. prezenty przylatują ze wszystkich stron. a my postawiliśmy naszą pierwszą, małżeńską choinę:

tak, bombki są czarne i złote. a nitki od ich białe, bo to jedyna nitka, jaką posiadam. a złote sznureczki, przygotowane specjalnie do wieszania, zauważyliśmy dopiero po skończeniu ubierania..

 

dzisiejszy odcinek sponsoruje literka Ł

Dodano 12 grudnia 2014, w ., przez pszygody

smuci mnie dziś, że ludzie, a zwłaszcza chłopcy, łysieją.
fejs nie pozwala otrząsnąć się z tej refleksji.
gotuję obiad.
w międzyczasie święta przez internet.
ogórki kiszone i śpiące psy na poduszce w kuchni pod kuchenką.
ciemno, a nie ma 16.

 

takk!

Dodano 11 grudnia 2014, w ., przez pszygody

Życie jest zupełnie inne z psiakiem. Wychodzimy na spacer, a to starszy pan prawie przed nami klęka i bawi się z fredem jak szalony, zagaduje do nas pani huśtająca małą dziewczynkę na placu zabaw, gadamy chwilę przez płot, jakaś pani koło trzepaka ze łzami w oczach opowiada nam, że to dobry wybór do wychowywania z dzieckiem i tarmosi fredzika, ludzie się otwierają jak okna do wietrzenia domów latem. trochę mnie to zaskakuje z początku, ale tłumaczę sobie, że to tak, jak w sekcie, albo z palaczami, ciągną swój do swego. chociaż nie, bo zagadują nas też ludzie, którzy psów nie mają, pytają co to i ile ma, i głaszczą. nawet się nie gniewają, jak ich fred wybrudzi, a wybrudza.

a poza tym to jakoś sentymentalnie (padło mi na głowę słońce, które na chwilkę dzisiaj wyszło zza smogu..)
stąd te fotki.


nie mogę uwierzyć, że amelka była taka malutka!


a tu wesołe czasy przedmałżeńskie (:

myślę nad prezentami wigilijnymi.. grr..

 

miewam przebłyski geniuszu

Dodano 10 grudnia 2014, w ., przez pszygody

tak, ugotowałam dziś rosół, ale nie to jest najważniejsze. najważniejsza jest pierś. i to z indyka. duża. prawie kilo. odkroiłam kilka cienkich plastrów, wykąpałam je w łyżce miodu połączonej z oliwą z pestek winogron, z odrobiną soku z cytryny, ze startym kawałkiem imbiru (najdrobniejsze tarełko), do tego pieprz cytrynowy i na patelni garść świeżej żurawiny. żurawina rozkosznie się rozpuściła w słodko-kwaśną konfiturę. zostawiłam m. trochę dla spróbowania, niech wie, że ma żonę nie byle jaką.

tymczasem fredi lubi spać pod śmietnikiem w kuchni i pod muszlą w kibelku. lubi też ściągać świeżo lub staro powieszone pranie. dziś rano, gdy hasaliśmy pod blokiem jakaś stara prukwa nas przepędziła, że to nie żaden wybieg dla psów.

jadwinia wyczynia wygibasy na wszystkie strony.

pogoda nas nie rozpieszcza, ale przynajmniej nie ma sztormu i groźnych fal, czy coś.

czekam na śnieg.

 

a fredi śpi

Dodano 8 grudnia 2014, w ., przez pszygody

nasz piesek lubi się czołgać. włazić pod niski stół (zawsze przy tym tłucze się przypadkiem w łeb) i pod kanapę. jeszcze sobie słabo radzi z wchodzeniem na i schodzeniem z łóżka, mimo schodków, które mu m. ustawił, żeby nie miał z tym kłopotów. lubi też mordować maskotki. zwłaszcza jedną piszczącą. coraz śmielej eksploruje zakamarki naszego domu. był już pochodzić po drukarce, wszedł pod półkę z ręcznikami, prawie do toalety i niemal do wanny, tylko ciągle jest kapkę za krótki. a najbardziej lubi atakować mop, gdy się myje podłogę. szał i madżandża! myślę, że też goni za pająkami, ale tak sprawnie i szybko, że jeszcze ani razu nie widziałam go w akcji.

tutaj widać, że trochę za lekkie legowisko kupiliśmy.. ale sytuacja już opanowana :)

kiedy piesek śpi, budzą się demony czyli m. i anna o. vel mała pani.

no słodki jest (:

a w ogóle jeszcze żadnych zdjęć nie dawałam z londka, a przecież moja chrześnica i siostrzenica w jednym jest piękna i przesłodka! chciałam też podkreślić, żę przygarniając frediego inspirowaliśmy się cześkami właśnie, którzy wychowują amelkę wśród dwóch psiaków i ich podziwiamy za to z wszechsił.

na pierwszy weekend pojechaliśmy razem z m., ale potem m. musiał wracać do pracy, więc zostałam tylko ja :)

kupiliśmy dla ami super renifera z ikei, bo w sklepie słodko się na nim bujała. teraz wystarczy powiedzieć patata i amelka wskakuje na swojego czerwonego rumaka.

tak, amelka luubi czytać:

w ogóle wszelakie aktywności ją pasjonują. ma motorek w dupce jakich mało.

i we wszystkim jej do twarzuni:

jest trendseterką, kalosze idą tu więc w parze z pieluchą i koralami a i czasem z wiaderkiem na głowie:

trzy przygody, choć każda ma inne nazwisko :)

„czy ja aby na pewno muszę jeść tego brokuła?”

„musisz, bo jest pyszny, jak na to wskazuje moja mina”

stopy ma już prawie tak długie jak ciotka:

u mamy jednak najlepiej :)

to był miły tydzień ze stale powiększającą się rodziną (:

 

Wolność!

Dodano 6 grudnia 2014, w ., przez pszygody

Siedzimy w pociagu z m. i jedziemy do oświęcimia, a jutro z mamą m. po frediego! Szaro na zewnątrz, ale to nic, nic nie jest mi w stanie zaburzyć miłych wrażeń opuszczenia tego przybytku nieszczęścia na kopernika.. ani szarość chmur, ani mróz, ani to, że fredi dopiero jutro. Chodzę po tym mrozie i każdy krok, nawet schodami pod góre jest mi lekki i szcześliwy, zwłaszcza, że szpitalowi lekarze zgodnie orzekli, że nic nam z jadwinią nie jest i wszystko pięknie rośnie.

Tymczasem to już trzebinia, do pociagu pakują sie babiczki z siatami w kolorowych czapach na głowie. Obok nas dosyć cicho jak na swoje pochodzenie gadają włosi. Jem se jeszcze miękkie pierniki z piekarni, ania narobiła mi ochoty pisząc, że właśnie pieką z amelką..

M. zasnął. Mnie za bardzo cieszy zmieniający się widok za oknem, żeby to przegapić. A za chwilkę święta.

 

Taka sroda

Dodano 3 grudnia 2014, w ., przez pszygody

To juz trzecia tu środa, czyli że dwa tygodnie jak z bicza, a jednak po grudzie jak ja pierdole. I nie przepraszam za wyrażenie, inaczej tego wyrazić się nie da. Co dzień jakiś dramat na moich oczach, co noc inna sąsiadka w łóżku obok, jedna z nowych, psychopatka, gapi sie bez przerwy to na mnie, to na okno, siedzi zwrócona w moją stronę, leży jak również. Wypisali dziś ostatni mój bastion do rozmów i łącznik z lepszymi czasami, gdy byłam najmłodsza stażem. Oczywiście nie ma tak źle, jak mówię.. tylko już bym bardzo chciała ubrać się w sukienkę i sobie stąd pójść. I pojchać z m. po frediego.

Tymczasem poszukam beaty, którą nagle wzięli stąd na porodówkę w 26 tygodniu i dalej nic już nie wiem, co z nią i małym.

Szpital po spokojnym, jogowym trybie odpoczywania na L4 straszy, ze ciąża to zbiór możliwych kłopotow i traum, które na nas czyhają, a nie sielanka, jak sie ludziom wydaje, gdy gratulują i cieszą się a dziwią. Miał być piękny okres oczekiwania.. a jest stress i madżandża. I oczywiście moglabym się cieszyć, że jadwini nic nie jest i że zdrowa, acz malutka, gdyby tylko mnie już stąd wyrzucili..no zobaczymy co powiedzą jutro i w piątek.

Ze stresu jadam dwa batony dziennie. Z nudów czytam szyrloka, piję rehabilitacyjnie melisę, od deski do deski przerabiam gazety, wiem co u joanny brodzik itd., m. dowozi mi warzyw, obrałówna zapewnia dwie godziny pogaduch prawie co dnia, czasem wpada z beatką i klementynkami..

leży nas tu akurat 9 osób, 4 ciężarówki i 5 dzieciaczków.. a na obiad jadwinia pierwszy raz w życiu próbowała wątróbki. Myślę, że jej smakowało, bo mi potem zapukała wesoło w pępek.

Takie czasy, żadna elegancja francja.

 

  • RSS