na podobieństwo twoich słów

Dodano 28 października 2014, w ., przez pszygody

i jeszcze coś we mnie smutnie pękło, gdy przeczytałam, że nagrodę szymborskiej dostała julia hartwig.
nie to, że jej nie lubię, choć nie lubię.
książki, za którą dostała nagrodę, nie znam. ale miałam nadzieję, że nagroda szymborskiej będzie dla młodych tego świata.
hartwig ma prawie dziewięćdziesiąt lat (jeśli dobrze liczę w tej mojej obciążoności umysłu: 79 + 14?, czy to 93?).
równie dobrze mogliśmy dać nagrodę różewiczowi. pośmiertnie. ten sam rocznik. 1921. różewicz zmarł tego roku w kwietniu. czytam akurat jego matka odchodzi.
aale.
i szczerze mówiąc wyparłam z pamięci, że umarł.

 

I never made promises lightly, and there have been some that I’ve broken

Dodano 28 października 2014, w ., przez pszygody

tygodnie się już mieszają. zabieram się w podróż do średniowiecznej europy pełnej uduchowionych kościołów i poczucia sensu, przy pomocy głosu stinga i wspaniaej lutni edina karamazova.

to idą moje ulubione święta – święta zmarłych. jest w tym coś niewłaściwego może, ale zapach gnijących liści i odgłos skwierczącego deszczu na wieczkach zniczy uspokajają mnie. lubię wieczorne spacery po cmentarzach i wrażenie, że coś tu jest inaczej niż wszędzie indziej. i wtedy zawsze czuję się trochę bliżej. nawet gdy tylko odwiedzam grechutę, bo innych ważnych ludzi w krakowie nie ma.

ciemno tu, jesiennie.

 

gdzie to jest?

Dodano 17 października 2014, w ., przez pszygody

rzucam końcówkami kabanosa za balkon. czy to już bycie wyrodną?

miałam dzisiaj otwierającą oczy rozmowę z julią, która jest głęboko wierzącą katoliczką i ciężko mi się po naszym spotkaniu czyta graff i jej matkę feministkę. w ogóle wrażenie mam takie ostatnio, że wszyscy są mało tolerancyjni, żeby nie powiedzieć, że nie mieści nam się w głowach, że ktoś może wyrażać odmienne poglądy. ale przeginają najbardziej ci, którzy o tolerancji mają najwięcej do powiedzenia. feministki i lewicowcy. kompletnie nie tolerują czyjegoś wyznania i zaawansowania w wierze. albo jak ja, traktują to czysto teoretycznie i zakładają, że jak ktoś jest wierzący, to w taki suchy sposób, jak ja jestem niewierząca, czyli w głowie teoria a w sercu nic. nawet taka graff, która dzięki własnemu macierzyństwu zauważyła, że feministki wykluczają ze swojego środowiska matki, sama systematycznie wyklucza ze środowiska matek i feministek katoliczki. oczywiście robi to nieświadomie, bo jest przekonana, że nie ma takiego czegoś jak katoliczka-matka-feministka. mnie się tam zdaje, że takie połączenie jednak być może i bywa na pewno.

g
krytykapolityczna.pl

w książce graff np. taki fragment: „bycie matką to rezygnacja z aspiracji”.. myślę sobie ‚no nie’. może to i tylko cytat, ale nie ma za nim żadnego komentarza, np. że to tylko uogólnienie służące łatwiejszemu podziałowi postaw społecznych, no ale przecież dla kogoś macierzyństwo może być celem i powodem życia. nic z tych rzeczy. graff miesza się, przeprasza za to, że ośmieliła się myśleć inaczej niż feministki, jednocześnie próbuje coś w feminizmie zmieniać, za co chwała jej i cześć, ale czytam to z wrażeniem, że jak graff robi krok w przód, to jednocześnie trzy kroki robi w prawo, lewo i w tył. żeby za bardzo feministkom nie podpaść, bo się ośmieliła myśleć inaczej.

zastrzegam, że nie jestem nawet w połowie lektury, a już twierdzę na jej temat – wiec możliwe, że zmienię zdanie. bo nie wiem co mi będzie siedzieć w głowie, jak skończę. (hintapolitika (polityka-huśtawka), czyli taktyka graff?)

tymczasem herbatka żurawinowa z prawdziwymi żurawinami, które śmiesznie rozpękają się od wrzątku + sok porzeczkowy od mamy m.

biedna pszczoła, co tu wpadła, ale może chce się tylko ogrzać, nie będę jej wywalać.

jesień się robi deszczowa i ponura. a w waliczkowie z każdą godziną ciemno i ciemniej.

 

niedziela.

Dodano 12 października 2014, w ., przez pszygody

zjadam sobie łyżkę miodu prosto z łyżki. mniam.
dzięki julii wiem, gdzie w krakowie można kupić świeżą żurawinę. mam jej pół kilo w lodówce.
pogoda nas rozpieszcza, cieplutko, słonecznie, przyjemnie. dawno tak nie było, żeby w kółko przez tyle dni.
jadwinia skacze na bandżi z moich jelit i jeździ rowerem między labiryntem żeber a żołądkiem. bardzo fajnie się na to patrzy z góry. gorzej przy tym zasypia. ale przecież to tylko chwila, która szybko przepadnie, więc należy się nią cieszyć.

wczoraj przyszła do nas bania na śniadanie, bardzo dobrze ją było gościć. puściliśmy gramofon, zjedliśmy kilotony bułek z twarogiem i pogadaliśmy trochę. potem posiedzieliśmy nad wisłą, potem poszliśmy na obiad i na krótki spacer i herbatę. taka miła sobotka.

a gosia mieszkała z lewandowskim w hotelu pod warszawą przez parę dni do wczoraj i nie chciała od niego brać autografu, to niech teraz żałuje, bo to właśnie wczoraj cud polskiego sportu na ten rok się dopełnił i polacy zdobyli dwa gole grając z niemcami o wejście do mistrzostw europy 2016, skandal, szok i niedowierzanie. marcin był tak zszokowany, gdy coś im się udało strzelić, że milczał, a ja wrzeszczałam z radości i zdziwienia. taki piłkarski wieczór. no i niemcy przegrali 2:0. tak było naprawdę.

więc śpiewam sobie happy farela ze zdziwienia i radości. a marcina zagoniłam do mycia wanny i wieszania prania, bo wstał późno i przegapił poranek. efekty są zdumiewające, wszystko w łazience lśni.

małej pani chciałam przekazać, że wczoraj na jakimś klubie koło placu nowego znalazłam napis, że wieczorem wystąpi tam małpa.
ps. jak tam budapesz?

jakiś tydzień temu byliśmy w zoo, mówiłam już? m. pierwszy raz w życiu widział słonia na żywo.

fdsaa

a w mini zoo dla dzieci mieszkają takie słodziaki:
df

niedziela.

 

najwyżej pięc lat, a może mniej.

Dodano 1 października 2014, w ., przez pszygody

kraków poszarzał, puściłam sobie piwnicę pod baranami, bo nastraja bożonarodzeniowo.
gotuję kaszę i brukselkę, moje idée fix ostatnich dni.
wyszło w smaku całkiem dziwne. ale bo to kasza jaglana, i dlatego.
prawie udało mi się dojechać dziś na jogę, ale autobusy nie współpracowały i transfer ciała się nie udał. marcinowi też rano nie poszło, jechał do pracy półtorej godziny.
jadwinia lubi słuchać muzyki, więc jej puszczam i śpiewam.
zmienianie nazwiska w toku, ale potrwa to chwilkę.
mamy z obrałówną nową tradycję, zrobiliśmy sobie cykl kinowy i oglądamy, gdy czas pozwala, harrego pottera od pierwszej części.
tylko póki co obrałówna chora, a pogoda nie pomaga się wyzdrowić.
a marja będzie doktorem.

 

  • RSS