a tak

Dodano 26 sierpnia 2014, w ., przez pszygody

jest mi jakoś niewesoło po śledziu w śmietanie.

chociaż może to jednak ten francuski pianista, chopin.

w ostatecznej ewentualności – deszcz.

 

środek osiemnastego tygodnia

Dodano 26 sierpnia 2014, w ., przez pszygody

Przez całą noc budzę się, bo małe rączki i żabie udka giglają mnie w brzuch. Mamo, nie śpij, mówią. Odpukaj mi, że tam jesteś. Rano m. udaje się poczuć jeszcze kilka sennych puknięć, potem fasolka pozwala mi zasnąć na pełne dwie godziny, bo sama pewnie śpi.

Zawsze myślałam, że mieć dziecko w brzuchu to metafizyczny stan świadomości, intensywne fale myśli i nowe odkrycia filozoficzne. Bez dwóch zdań. Tymczasem jest zupełnie naturalnie. Ono bawi się pępowiną, stuka w ścianki macicy i mierzy małymi rękoma jej uniwersum, ja wpieprzam kanapkę z szynką od cioci i podjadam malinki ze słoika od drugiej cioci. I słucham ballad szopena.

Moja joginka wyjechała na wakacje, muszę się wstrzymać z rozciąganiem aż do trzeciego września.

Nie mogę się doczekać, aż poznamy płeć, bo już nie chcę mówić fasolka na malucha, który ma wyczuwalne i użyteczne ręce i nogi. I już oryginalną buzię oraz linie papilarne na mikropaluszkach.

A śniło mi się, że ktoś mi tłumaczył, że małym dzieciom rosną na początku błony między palcami, żeby umiały pływać.

Intelektualnie toczę ostatnio wojnę z przecinkami. Przez to, że nie dopanowałam istoty przydawek i orzeczeń, wszak mam tylko licencjat polonicjuszki, – nie jestem zdolna pojąć tych zawiłych gramatycznych reguły. Albo z albo i ale, ciągle mylę, kiedy dajemy przecinek, a kiedy nie. Imiesłowy idą mi już lepiej. Jeszcze się uczę pisać zdania, zaczynając wielką literką. Trudności.

Ciocie przywiozły trzy dni miłego włóczenia się po krakowie oraz dużo słoików. Dostaliśmy z m. pierwszy śliniaczek i pierwsze maciupkie butki – w kolorze żółtym. Oraz piękne nowe filiżanki, z których pociągam łyki herbat. Ciocie przywiozły też królika, którego zjedliśmy z kluchami na parze (choć próżno ich szukać w większości sklepów w małopolsce, uratował nas niemiecki lidl) i modrą kapustą.

Na łikend zapowiedzieli się rodzice m., fajnie! Wcześniej wróci jeszcze maryjka z turcji z paczkami wrażeń, zapewne. I, mam nadzieję, że z turecką herbatką jabłkową, której już nie piłam dobrych parę lat.

W sobotę upiekliśmy tartę czekoladową z lentylkami dla bani na urodziny, które odbył się przy śniadaniu dnia następnego. Mmm. Śniadanie pycha, tarta taka se.

gh
powyżej: ciocie na ‚wewalu’.

g
tu z ciotkami jemy buły z małosolnymi ogórami.

ff
i pod bramą floriańską z cioteczką krysią.

f
tu ciocie zjadają lody.

h
portret cioci danki w skromnej pozie oczu.

s
nasza stuletnia tarta (zdjęcie telefonem, stąd ta zapierająca dech w piersiach jakość).

bb
a tu banieczka i m przed śniadaniem.

A wczoraj wieczorne zupy i szlajanie z obrałówną. Poszukujemy inspyracyj w tym ‚brzydkim’ (jak zauważała liczne razy cioteczka krysia) mieście.

Późne już pory popołudniowe, pójdę do sklepu po brukselkę i nabiały, wszak to zdrowotnie.

 

deżdż

Dodano 19 sierpnia 2014, w ., przez pszygody

więc tak.
siedemnasty tydzień skończony, a ja ważę 51 kilo. za dwa dni skończy się i osiemnasty tydzień. a mdłości poranne wieczorem jak są, tak były.
dzisiaj pierwszy raz poszłam na jogę dla kobiet w ciąży.
pięć nas, każda inaczej zaawansowana. moja fasolka najmłodsza.
ćwiczenia głęboko relaksujące, ale miejscami trudne i widać, że mam braki. się nie ćwiczyło, to się teraz ma.
nie umiem sobie wyobrazić lepszego „sportu” dla siebie w tej chwili. skakać i wysiłkować się nie mogę, a tu jednak coś się z ciałem robi i jest to bardzo przyjemne i energetyzujące.
poszłam sobie potem w deszczu do chimery na wczesny obiad złożony głównie z żelaza, bo mam schizy, że się odżelaźnię, więc i szpinak w naleźnikach i buraki z burakami z sałatce. do tego leczo, bo lubię. i soki pomarańczowe.
potem nie chciało mi się wracać do domu, więc znalazłam sobie miejsce z fotelem przy dużym oknie – coffee brothers – gdzie podają dobrej jakości, dziwne herbaty, zamówiłam sobie jakiś oolong i duży deser z owoców i tak sobie w miękkim fotelu, słuchając jamesa blake’a rysowałam, bo dawno nie.
i potem do domu na kąpiele. i teraz piorę, odpoczywam i tu piszę.

joga dla ciężarnych do znalezienia tu:
fizjoma.pl/
można płacić multisportem, jakby ktoś miał i chciał.

fajnie. kraków nie jest idealnym miastem. syf i ludzie i smog i wariaci z maczetami. ale trzeba skupiać się, tak jak obrałówna, na pozytywach. no i nie w każdym miejscu znalazłabym jogę dla ciężarnych i chimerkę. wiadomo.

tymczasem gosia w budapesztach, bania w warszawie a maryjka w istambule.
a m. w pracy.
a fasola w brzuchu się telepie.

już zafilkę przyjadą ciotki!

 

16 1/2

Dodano 13 sierpnia 2014, w ., przez pszygody

winogrona są teraz tanie. przypomniało mi się, że mam kiść w lodówce. wyjęłam. duża. przekrawam w pośrodku, a tam wychodzi pająk. z umaszczenia lekko tropikalny. musiał tam siedzieć ze trzy dni i się chłodzić. ostrożnie odłożyłam go w winogronie z powrotem do lodówki. dla m., żeby się nim zajął, jak wróci. ale jak wrócił, to pająka już nie było. może się przeprowadził, nie wiem.

 

halo, gdańsk.

Dodano 8 sierpnia 2014, w ., przez pszygody

Pojechaliśmy na wakacje.
Dni mieliśmy mało, bo m. musiał wrócić do pracy już w czwartek. wpakowaliśmy się do autobusu nad morze w piątek nocą, ranko było już gdańskie z miłym słońcem.
i wtedy z głębi morskich wód wyłoniła się ona.
b
morska wydra!
gonia. a zara za nią: antek! mistrz perspektywy!
tak, to on, mistrz samojebek z interesującym tłem:
v
a potem podziwialiśmy wszystko, co latało nad nami, podczas gdy antek wybierał okulary. a wybierał je, aż wybrał, gdy ja z m. już byłam pojechałam.
vc
nie, te nie.
sw
tak było. m. się prężył. gosia malała od wiatru i fal. bo bryza dęła, a słonko paliło. woda była ciepła jak świeżo ostudzony kisiel.
buszowaliśmy śród fal.
vds
jak ośmiornice.
ale najwięcej to łaziliśmy. z jednego trójmiasta do drugiego. jak się dało – plażą. a jak już się nie dało – lądem.
k
nie mamy zdjęć ryby, którą zjedliśmy smażoną. ani tej, co wędzoną. a dobra.
no pięknie było.
saa
a m. dużo leżał, żeby przyciemnić swoją naturalną bladość. jednak ja i krem z filtrem w ogóle mu nie ułatwialiśmy.
d
i tak, rozwiewam wątpliwość, mamy ręcznik w prosiaczka.
no przecież nie mogę tego nie dać:
ddd
a na koniec: radość z lodzika.
c
tak było.
a gonia z antkiem właśnie powracają prosto w nasze progi.

 

  • RSS