zajadają mnie komary

Dodano 31 lipca 2014, w ., przez pszygody

dziś na obiad, za radą maryjki, zrobiłam sobie aglio olio, doskonałą i bardzo prostą makaronową rozpustę z czosnkiem. i teraz każdy wydech a nawet wypychane nosem powietrze mi o tym przypomina. ale zjadłabym raz jeszcze, bo pyszne.

od wczoraj zasłuchuję na śmierć polską listę, którą gdzieś znalazłam, przy okazji szukania nowej płyty rojka. sam rojek nie taki znów w moim guście, ale ta lista. te kawałki mikromusic, meli, the dumplings, pustek, brodki z podsiadłem i kupy innych, których nie znałam albo mi się niemile zapomnieli. bo nie jestem fanem polskiej muzyki za dużym. a tu proszę.

jakby kto chciał:

prawie wszystko dobre. a fasolka w nastroju hiphopowym, skacze, boksuje, ćwiczy wykopy swoich żabich udek i zastanawia się nad płciową opcją. ciekawe, którą wybierze.

 

czternasty tydzień.

Dodano 28 lipca 2014, w ., przez pszygody

już tylko raz albo dwa wstaję w nocy na siusiu. potem jest jasno. m. daje mi wychodnego buziaka i wygrzebuje się do łazienki na kąpiel. nie otwieram oczu, mruczę coś. śpię. oby jak najdłużej. potem budzi mnie mokry buziak w poliko. to m. wychodzi już do pracy. pa, jęczę cicho spod kołdry. spanie. tylko to mi pomaga, póki co. gdy już dłuższy czas nie mogę wrócić do snu, wstaję. powoli, żeby za bardzo nie bujać fasolą. fasola w ciągu dnia puszcza bańki ustami, wierci się, robi fikołki, skacze przez pępowinę, jak przez gumę, w tył i przód. ma tam dużo miejsca, ćwiczy mininogi i miniręce.

więc wstaję powoli, najpierw siadam, potem delikatnie, żeby nie rozwścieczyć fasoli, przygotowuję sobie kromkę z twarogiem i drugą z masłem orzechowym, musi być kalorycznie. i zdrowo. po śniadaniu kąpiel. smarowanie brzuszka, pupy, pleców (ile dosięgnę), poradniki piszą, że muszę depilować brwi, żeby się dobrze czuć ze sobą. depiluję.

po tej stracie energii należy mi się herbata i nektarynka. gosi nie ma na gmailu. szturcham ją wiadomością, ale nie odpowiada. chwytam książkę. gombrich, trochę ciężki, męczą mi się nadgarstki od trzymania jej nad fasolą. wypiorę ręczniki, tak. i zjem marchewkę. i już prawie południe.

miały być burze i nie ma.
nasza pralka przedstawia bardzo nieczytelne programy do prania. wiem tylko jak skutecznie ustawić temperaturę. resztę zgaduję. przez to piorę po trzy godziny. albo włączam program od środka i zaczyna się prać bez wody. nie mamy na to jeszcze sposobu. strzelamy.

zmienia mi się gospodarka hormonalna. piszą, że mają mi wypięknieć włosy. zamiast tego wychodzą mi pryszcze. i mam ochoty na galaretki z bitą śmietaną.

 

tarte buraczki

Dodano 17 lipca 2014, w ., przez pszygody

wczoraj narzekałam m., że jestem nienormalna, bo dostaję porannych mdłości późnym popołudniem, a najgorszych wieczorami, dlatego pewnie dzisiaj dla równowagi zwymiotowałam mus owocowy, który jadłam na drugie śniadanie, przed chwilą. to, jak do tej pory, najwcześniejsze wymioty tej ciąży.

jem sucharka i popijam zimną już herbatą z miodem.

spotykamy się z gosią na gmailu. opowiadamy sobie nasze rozjechane na dwa kraje życia. tęskno.

piszę, poprawiam.

gdy odpoczywałam na kanapie poderwał mnie (do podskoku prawie) kot. biało czarny, chudy, wszedł do połowy mieszkania, ale mnie zobaczył, cofnął się do balkonu i po paru kółkach wokół ogona, odszedł.

mam ochotę na jabłka, a to nie sezon.

nie zdążyłam zrobić kotu zdjęcia.

fasolka może kopie po żołądku, skoro już ma kończyny, i dlatego mi niedobrze?
wczoraj zażądała dżemu, ale nie było w sklepie żadnego o dobrym składzie.
z zapasów od cioci – m. znalazł w szafce tylko tarte buraczki. a to średnio.

 

tak

Dodano 15 lipca 2014, w ., przez pszygody

m. wstaje po siódmej, ja wstaję, gdy on wychodzi.
poranki są tu szare, poranki nam do okien nie wpadają, za to potem jest jasno.

boję się nadchodzącej zimy. będę chciała chodzić w sukienkach i zamarznę.

czytam za dużo przerażających rzeczy o karmieniu i wychowywaniu noworodków, które nie śpią nocami.

ale dziś będzie dobry dzień. zacznę od kąpieli.

 

upodobania

Dodano 11 lipca 2014, w ., przez pszygody

fasolka najbardziej lubi jabłka i gruszki.

 

deeper underground

Dodano 11 lipca 2014, w ., przez pszygody

w wazoniku gniją resztki pomarańczowych róż. trzeba je wyrzucić.
poranna mucha chciała mnie zjeść, więc musiałam wstać. wbrew woli. wierzcie.

kromka z twarogiem, potem z nutellą, cukierek i mi lepiej. w internecie jest gosia, uśmiecha się do mnie ciekłokrystalicznie. wymieniamy uprzejmości. witam się z youtubem. od rana koncert gra moloko. i pocahontaz.

nie karmię już ptaszków. może wrócimy do tego zimą, gdy nie będzie się dało suszyć prania na zewnątrz.

dzisiaj będę mordercą. zamorduję tę muchę.

oglądam fb wstecz i mi tęskno za jazdami w świat.

a to nasz nowy dom:
s

 

kropizm

Dodano 9 lipca 2014, w ., przez pszygody

wczorajszy fatalny dzień miał kulminację dziś rano. chciałam zacząć dobrze, wstałam w ślad za m. (a spałam od 20.30, tak przegapiłam ten historyczny mecz brazylii z niemcami i nie żałuję), poczłapałam pełna gastrycznych nieprzyjemności prosto do kuchni, wyjęłam z lodówki świeże jaja od rodziców m. pokroiłam cebulę, urżnęłam sobie przy tym prawie pół palca, wszystko to na patelnię i jajecznica dojrzewała wraz z mdłością tygodnia. podałam śniadanie, a siebie położyłam na kanapie, bo zrobiło mi się zielono przed oczami.

stanie w pionie, jak mówi łukowiak, jest dla mnie trudne ostatnio. leżenie przyprawia o podchodzenie jelit do gardła, nadkwasotę, a siedzenie druzgocze plecy. nie ma się przed tym gdzie ukryć.

ale nie mam napadów jedzeniowych. żadnych śledzi, żadnych ogórków, żadnych babeczek z kremem, od czas do czasu pączek, chleb z serem a najlepiej z twarogiem, serki homogenizowane, rzadkie soki, to znaczy, bez-miąższowe. marzę o oranżadach, ale wiem, że to syf i nie wolno.

wczoraj zrobiłam ohydny obiad, ohydny makaron z ohydnym sosem ze zbyt wielu składników i ze zbyt skąpą ilością i wariacją przypraw, potem upiekłam babeczki, które brzmią świetnie: z jagodami i czekoladą, ale nie miały smaku, czekolady nie było czuć, były zbyt suche i nie były słodkie w ogóle. do tego ciągle nie mogę domyć paznokci po przebieraniu jagód.

odleciały muchy, a te, co nie zdążyły, umarły od zabijaki do komarów. leżą przy drzwiach wejściowych, nie mam siły ich pochować w śmietniku. zresztą śmieci na razie nie możemy wyrzucać, bo gospodarze nie dali nam kluczy do śmietników.. za to przyleciały ptaszki. i ja już żałuję, że wystawiliśmy im tu karmnik, ptaszki zdążyły zasrać nam suszące się na deszczu ręczniki, a do tego robią straszliwy hałas, jak głupie i jest ich tysiące.

znów była burza, a mnie przypomniał się sen, który m. o poranku skwitował zdaniem: oby nie był to sen proroczy. albo i nie to powiedział, a tylko wyraził nadzieję? nie pamiętam.

śniło mi się, że w kuchni było pełno ludzi, a ja byłam bardzo głodna i ci ludzie też, ale pomyślałam sobie o moim synku, któremu najpierw zrobię coś do jedzenia, bo jest najważniejszy, i z uśmiechem na twarzy się do tego zabrałam. synek był blond i wyglądał mi na czterolatka.

niedługo potem dowiedzieliśmy się, że jesteśmy w ciąży. tak właśnie.

i raczej nie mamy szans na blond dziecko.

 

wtoreczek pełen much

Dodano 8 lipca 2014, w ., przez pszygody

to już drugi raz, gdy pozwalam suszącym sie na balkoniku ręcznikom zmoknąć na deszczu. fasolka pewno przewraca się w macicy i myśli sobie, ale trafiłam..

jesteśmy już przeprowadzonki, jak by to powiedział rożer.
przeprowadzaliśmy się z bólami i w upale, ale dzięki rodzicom m. wszystko przebiegło i nabrało realnego kształtu mieszkania. potem zostało nam tylko sprzątanie i ukłądanie, którego już nastąpił w zasadzie koniec, jeszcze tylko poodkurzać. ale to potem, myślę.

wyszłam jeno po zakupy i w trakcie, gdy przebierałam między smażonymi śledziami w occie a penne, na zewnątrz zrobił się deszczowy kocioł. leje. fasolka musiała ze mną zmoknąć na suchy wiór, chociaż szłam skrótami, które wynalazłam dzisiaj. wiłyśmy się wiec między kotami w pręgi i płotami w druty, a drodze w deszczu i tak nie było końca. i tak dolazłam człapem ciążowym, czyli woolnym, do mieszkania pełnego muchozoli. wpadły tu przed południem i robią makarenę na środku pokoju. mogłabym nimi mieszać ciasto, tak ich dużo i tak się kręcą w kółko.

zaraz coś (makaron) ugotuję, a może nawet upiekę.

na dodatek ciągle nie wiem, do czego mogę używać oleju z pestek winogron..

wtoreczek.

 

  • RSS