zima

Dodano 26 stycznia 2014, w ., przez pszygody

niedziela wieczór.
powinnam się uczyć.

tysiąc warstw, które mam na sobie, zdają się nie istnieć.
marznę, mimo że on niedaleko, spokojnie oddycha zawinięty w pościeluchy.

skąd to zimno.

czy z przeszłych piwnic pamięci i smutnych podmuchów wiatru, który nie potrafi się wydostać?

było dzisiaj chwilę słońca. wyszliśmy na spacerowanie krakowem.

my, ciepluchy.
czeka mnie tydzień wstawania o 5.30.
tydzień i dwa dni później przyjedzie ania z amelką.
więc to już niedługo.

 

herbatka

Dodano 20 stycznia 2014, w ., przez pszygody

- jaką chcesz herbatę?
…yyy, czarną, z cytryną. byle w dużym kubku.

kochanie przyniosłem ci herbatę:

wariat.
dobrze, że przyniósł chochlę :D

dostałam dziś z okazji roku piękne kwiaty. dokupiłam wazon, żeby w końcu nie trzeba było pozbawiać róż połowy długości.
i próbuję się uczyć.

 

19 stycznia

Dodano 20 stycznia 2014, w ., przez pszygody

słuchamy sobie sdmu.
miałam się uczyć, ale się nie da.
rozmyślam o całym roku wstecz.
miałam takie postanowienie, tylko jedno, żeby się nie zakochać w żadnym idiocie. udało mi się.
miałam też zostać dobrą mamą chrzestną. myślę, że mieszczę się w normie.
udało mi się też podejmować ryzyko. zmieniłam pracę. obroniłam się. przyjęłam oświadczyny. założyłam niekonwencjonalnego bloga.

m. z kompem na kolanach siedzi obok mnie.
ja siedzę obok niego z kompem na jednej nodze.
zima w tym roku zaskoczyła wszystkich i nie przyszła.
nastrój w pokoju mamy taki, żeby coś się wydarzyło.
coś dużego.

dokładnie rok temu o tej porze leżeliśmy sobie wpatrzeni w siebie, upojeni winem i wieczorną chwilą. objedzeni makaronem. pierwszy raz poważniej czując, że coś magicznego może się za chwilkę wydarzyć.

tego wieczoru m. został na noc. dostał osobne łóżko i koc. było zimno więc sprawy potoczyły się swobodnie w stronę kaloryfera, przy którym ostatecznie spaliśmy we dwoje.

właśnie po raz drugi spisaliśmy listę gości na wesele. nie będzie Was aż tak wielu. lekko ponad stówka.

natchniona koszulką obrałówny z gombrowiczem – kupiłam sobie koszulkę z witkacym.

jutro kolejny poniedziałek.

powinnam, myślę, coś postanowić.

ryzykowanie przynosi satysfakcję, nawet gdy coś się nie uda.
niech będzie zatem. niech ryzyko niesie mnie przez ten rok.

 

no to kiszka.

Dodano 13 stycznia 2014, w ., przez pszygody

ciemno. wracam z dworca, przechodzę przez ten sam co zawsze park, wchodzę do sklepiku na rogu, proszę o jakiś twaróg, pasztet.. nagle jest, pojawia się skrystalizowana prosto z moich myśli, myślę o niej już przecież któryś tydzień.

kaszanka.
kiszka, jak kto woli.

czarna, gruba i tłusta, zawinięta w jelito. szczyt obrzydlistwa. ale mam na nią tak cholerną ochotę! przypominam sobie tę ochotę nawet z wiligii, gdy wmuszano we mnie pierogi i makowce, a mnie marzył się smak kiszki…

co jest ze mną, u licha, nie tak, że marzę o kiszce?

nieważne.
m. właśnie przygotowuje mi ją w brzeszczańskiej wersji.

klękajcie narody.

 

faza na lennego

Dodano 12 stycznia 2014, w ., przez pszygody

niedziela wieczór. jem sobie chrupeczki, włączyła mi się faza na lennego kravitza. jestem w trakcie przechodzenia przez prezentacje dotyczące szela, że niby się uczę. ale trochę to nie ten stan, który powinien być. brak skupienia, ochoty i entuzjazmu.

kredki i kartki nowiutkiego papieru leżą i czekają.

wczoraj widzieliśmy się po kinie z moszu i beatką, po pierwszym miodowym poszliśmy do kafe szafe gdzie czekało na nas więcej znajomych. popiliśmy, pogadaliśmy, czas było pójść do domu.

lenny kravitz nadal gra.

gosia napisała, że antek wczoraj miał wypadek. wpadł na samochód jadąc rowerem. nic mu się nie stało w zasadzie, ale mało brakowało. a dużo nieprzyjemności z tego.

apeluję zatem do wszystkich was, moi drodzy, używajcie kasków, rozglądajcie się dobrze na ulicach, bądźcie ostrożni, dobra?

kupuję za dużo książek. ale za to kosztem ciuchów. w szelu nie obowiązuje żaden galowy wystrój, mogę w dżinsach, więc wolno mi rozwalać swoje majątki na książki, ginące dobro ludzkości.

kupiłam ciekawy album „noc seksualna”, zbiór obrazów dotyczących ciemnych stron życia, odnoszących się do najstraszniejszych biblijnych przypowieści i mitów, a wszystko z ciekawym komentarzem postmodernistycznym.

wcześniej, z maryjką będąwszy, zakupiłam pierwszy tom listów witkacego do wszystkich <są tam między innymi listy ojca witkacego do jego matki, w których zapisano dyktowane przez kalunia listy do babuni i innych członków rodziny>; a także historię seksu autorstwa reay tannahill. wszystko to czeka na swoją kolej, poza witkacym oczywizm, bo przeczytałam już 1/5 tego tomiszcza.

późno już, a pora mi wracać do nauki.

Otagowane:  

ucho szela

Dodano 4 stycznia 2014, w ., przez pszygody

Jestem chora. M. zrobił mi pyszną jajecznicę i kromeczki z masłem do łóżka, herbata też już się niesie zapachem i ciepłem przez korytarz.

Boli mnie wszystko, głos, nos, brzuch, pęcherz, spać nie mogę od ósmej, albo od wczoraj przed zaśnięciem, gdy się rzucałam po łóżku – wyczerpana po dwóch dniach nowej pracy – od 20.

Sprawdzam sobie opis kotów rosyjskich, tych co mają niebieską skórę i podwójną sierść. Piszą jednak, że uczulają. I że uczula nie sierść, ale toksyny zawarte w ślinie kota. Nici z kota.

Czytam Tyrmanda z dwóch stron. Jedna to nadal dziennik z ’54, druga to listy, które wymieniał z Mary Ellen przebywając w Stanach – mniej więcej lata siedemdziesiąte. Za dużo mi w tym jej paplania, a pisała słabawo, w porównaniu z nim. Dziennik pyszny. Wchodzę w groźne absurdy komuny i z niedowierzaniem czytam o kolejnych osobach, które Tyrmand określa mianem tchórzów, a przecież kojarzę ich skądsiś.
Tyrmand miał hopla na punkcie Kubusia Puchatka. Wstyd, alem go jeszcze nie czytała. Zapisuję sobie, jako lekturę hiper-obowiązkową.

Obejrzeliśmy wczoraj wzruszający dokument o przedwojennej Warszawie. Nie wiedziałam, że to, co przetrwało w Warszawie Niemców, zostało wywłaszczone, doburzone, rozebrane do naga przez Rosjan, czy architektów prokomunistycznych. Tak stało się np. z ulicą Marszałkowska, zupełnie w rezultacie oszpeconą.

Robi nam się w pokoju, raczej z inicjatywy m., kącik patriotów. Właśnie leci dokument o hrabim Władysławie Zamoyskim, o którym pewno nikt nie wie, że kupił i urządził, a potem oddał narodowi całe Tatry razem z Zakopanem. Miło słuchać o takich ludziach.

Szel zabawny. Bardzo poukładany, majaczy w dwóch budynkach już z pociągu przy biznes parku. Wysiadam, mgła, wszyscy idą, trochę kojarząc mi się z bydłem prowadzonym na rzeź, ale nie jest strasznie. Po drodze przeważnie spotykam Obrałównę, wchodzimy przez specjalowe bramki, wspinamy się windą na czwarte piętro i rozchodzimy się w swoje strony.

Wnętrzności szela pokrywają zdjęcia formuły pierwszej, co bardzo lubię. Ludzie są mili, jest ich tylko dużo, a korporacyjność tego miejsca jest niezaprzeczalna. Ale czy coś w tym złego, skoro płacą na czas, dbają, uczą i rozdają kawę, ciasteczką i zniżki do teatru, a nawet darmowe jazdy konne?

Nauki będzie w pytkę.

Próbuję się wyturlać z wyra.

 

  • RSS