13/14

Dodano 31 grudnia 2013, w ., przez pszygody

27.12.

człowiek z dobrymi chęciami zaczyna sobie czytać index.hu w ramach powtórki, wchodzi w wiadomości ze świata: a tu informacja o zamachu w libanie. Bania!

biegiem na gmaila, żeby zapytać czy wszystko w porządku, a tam już gotowy mejl od banieczki, że jakbym się martwiła, to nie muszę, bo w porządku.

głupi ten świat, że się trzeba non stop martwić o kogoś.

ponadto walczę ze służbą zdrowia od paru dni i mam wrażenie, że jest to służba, która chroni przed zdrowiem.
ale nfz przynajmniej daje więcej nadziei niż lux med, który pokazał mi wolne terminy dopiero na ósmego stycznia.

ze stres bolą mnie mięśnie na karku. albo to od podnoszenia amelki!

muszę kupić dla niej szatkę na chrzest.

i nad ranem przyjedzie m., nie mogę się doczekać.

dzwonimy do siebie z marysią całe święta na przemian i nie możemy się dodzwonić.

a amelka jest piękna!

12.31.

ucho już wyleczone. pan doktor, czyszcząc je, mi wlał przypadkiem wodę z dużej strzykawki prosto do majtek. ale pomogło.

już razem z m. krakowie. wczoraj zaliczyliśmy długiego i nie aż tak zajebistego hobbita w kijowie, ale fajnie było, zabawnie. wróciliśmy na nogach, bo żadna taksówka nie odbierała. zresztą, oszczędzamy.

dzisiaj sylwester na kieleckiej.

a mnie się tęskni za górami, za budapesztem, za spokojem umysłu, brakiem obowiązków, za amelką.

rok 2013 był dobrym rokiem. poznałam m., urodziła się amelka, zostałam magisterką, potem były moje i m. zaręczyny, potem zostałam mamą chrzestną.

przyszły rok, żeby to pobić, będzie musiał się mocno wysilić.

 

świętowanie

Dodano 25 grudnia 2013, w ., przez pszygody

Czekoladę powinno się jeść w pewnym od niej oddaleniu. Aby sięgnięcie po kolejną kostkę stanowiło jakiś wysiłek.

Święta są.
Zaszło słonko.
Boli mnie ucho.
Trzej królowie przybyli do Częstochowy.
Amelka w turne po rodzinie.

Nie lubię kolęd ani sylwestra.
Słyszałam dzisiaj pianie koguta.

Już od jakiegoś czasu na gwiazdkę dostaję głównie książki, co bardzo jest słuszne. W tym roku podarowany mi jeszcze rzeczy niezwykłe, jak np. jednoczęściowy, wytworny dres w kolorze ciemnej nocy od rodziców biologicznych mojej chrześnicy; ręcznie szyty futerał na zestaw kredek, które w użyciu z wodą zachowują się jak akwarele oraz na gumę do zmazywania niepotrzebnych maźnięć – by maria janas; piękny kalendarz ze zdjęciami mojej rodziny i m. by pacia i kuba; i jeszcze prawdziwą gąbkę i prawdziwe mydło od trzech króli a zwłaszcza od ammury oraz śliczny szal i rękawiczki od grażki i mirka, a także piżamę od jednej cioci i perfumy od drugiej.

ja w tym roku rozdawałam także hendmejdy, bo z kaską klops i poniżej zamieszczam co wyszło – ku uciesze tych, co rozpoznają wykorzystane wizerunki. rodzina bardzo się z podarków ucieszyła.

(no już zamieszczam, tylko sięgnę po kawałek bakaliowej lindt..)


oto mori, dawid i oliwka.


tutaj ciocia danusia i wujek józio


moja siostra, jej krzysiu i ich amelka


mać z jordanem


ciocia krysia i wuj włodzio


pani małgosia i pan narcyz


mój kuzyn marcin i jego gabi


pacia i kubuś


grażynka i mirek


oraz pięciu wspaniałych, marysia, anas, alaa, ammura i ja.

Nie jedzcie za dużo kapusty!

 

krótkie życie dowłatowa

Dodano 16 grudnia 2013, w ., przez pszygody

mam ponad dwa tygodnie życia rano i wieczorem i popołudniem. żadnej pracy. żadnego chodzenia do biura, w którym klimatyzacja wyjada uczucia i robi żleby w przesuszonej skórze.

muzyka, świeże kwiaty, obiady w koko, świat wraca do normy. przynajmniej do końca roku. znów spacerujemy po krakowie.

ostatni dzień w IP był bardzo smutny, uryczałam się jak wół. a to wszystko przez dalczę, co mnie wkleiła w plakat, a plakat przykleiła we wszystkie najwidoczniejsze miejsca w biurze. czekałam kiedy tylko steven himself przyjdzie mnie wyściskać na pożegnanie. a asia upiekła ciasto marchewkowe.

potem upłakaną i z glutami u nosa przytulali mnie wszyscy w kółko, wzięłam kwiatki, zostawiłam starą parę conversów z dziurami w podeszwach, oddałam odznakę, kartę do taksy i poszłam. potem spałam trzy dni. a nie, jeszcze wcześniej wypiłam bardzo dużo piwa, i to też przez dalczę, można rzec.

a potem spałam, ból głowy nie opuszczał mnie przez cały weekend, aż do poniedziałku rano. nawet dwa ketanole w niedziele nie podziałały.

rok się kończy. amelka rośnie. moje kwiatki w groszki po woli wychodzą z siebie.

szczypie mnie coś w nosie. i jak zwykle tęsknię za rzeczami i ludźmi nieosiągalnymi. mam tak przecież co wigilię. co święta. i co koniec roku.

dwa worki niebieskich śmieci w kącie pokoju.

dalcza podarowala mi krótkie życie dowłatowa. czas zabrać się za czytanie.

nad nami ktoś wierci w ścianie.

 

oto się niepokoję.

Dodano 4 grudnia 2013, w ., przez pszygody

jest źle. blog ten wygląda jakby się skończył. a przecież to nie tak, że nie myślę, że nic mi się nie przytrafia i że nie mam o czym.

czytam świetną książkę, dziennik tyrmanda, na kibelku, jak zawsze.
od norwegii ciągnie do nas odczuwalny już lodowaty huragan, zmieniam pracę, tęsknię za posiadaniem zwierzaków, byle tylko nie rybek, uczę się hiszpańskiego i jeszcze czytam komu bije dzwon. nareszcie wiem skąd wziął się taki ktoś jak robert jordan.

marzną palce, jak zwykle. szyby nam obrosły pleśniejącym grzybem, jeśli tak się da. pani z szela napisała do mnie, żebym jej przysłała czemprędzej moje zdjęcie.

wszystkie kobiety mi bliskie w stolycach na B:
banieczka w beirucie, albo i pod.
maryjka w berlinie.
gosia w budapeszcie.
siostra i amelka w blondynie.
a własnie, byliśmy z m. u nich. cudownie patrzeć jak maleństwo, którego włosy widziałam najsampierw przy porodzie, potem dopiero całość, teraz umie już siedzieć i śmieje się i patrzy na mnie i ma oczy trochę jak moje – w kolorze przynajmniej. londyn magnetycznie przyciąga i kusi. jest w nim jednak tyle poezji.

no więc to nie to, że się nie dzieje, tylko coś wewnętrznie każe albo i właśnie zakazuje. że nie umiem. że prędzej pozamiatam, obejrzę film czy coś innego zupełnie z dupy niż coś napiszę.
niepokoję się o to.

 

  • RSS