mesterek znaczy miszcze

Dodano 28 września 2013, w ., przez pszygody

d

jest w nas tyle przeciwieństw i sprzeczności, a jednak przez tych parę lat zawsze razem, aż do wczoraj, przechodziłyśmy wszystkie etapy naszych studiów, te same stypendia, te same grupy, trochę inne oceny zawsze ale przecież czy to ważne? te same smuteczki, te same lęki i wychylenia za okno w pokoju w balassim, ta sama muzyka od rana, te same kanapki z dżemem po kanapkach z jajkiem i majonezem. no i na obronę też miałyśmy szczęście wejść razem. obronione, w tym samym lekkim zażenowaniu, bo nie było jeszcze m. z jim binem i czekoladkami dla promotora i jego pomagiera – recenzenta – czekałyśmy na rozdanie nagród z obu stron, oni nam oceny i filmy, my im łakocie i witaminy. uściski rąk, zdechłe ryby i zgniatacze kości, i po wszystkiem.

oto pierwsze, dotąd nigdzie jeszcze niepublikowane fotografie gosi i mnie jako pań magistrzyń:

my

potem musiałam po kilku kawkach, ciasteczkach i herbatach i wystawnym obiedzie w nord fiszu – pójść do pracy. a tam szampan truskawkowy i miliony paczek draży i żelek! ciasto marchewkowe i szalone literki, które ukradłam do siebie do pokoju:
jestę profesorę! – że to wyrażę w warszawskiej hipsterskiej mowie:

d

 

życie na bogato

Dodano 20 września 2013, w ., przez pszygody

dawno nie miałyśmy takiej wyprawy, żeby tylko gonia i ja..
d
do tajemniczego nam miasta, gdzie dokonało się.. gosia zrozumiała wyjątkowość james’a blake’a. pod tą samą sceną stojąc co ja, z tymi samymi ludźmi dookoła, tym samym namiotem nad głowami miast nieba, james wypuszczany przez głośniki jakości mniej więcej tych, przez które w podstawówkach oglaszają, że za chwilę wybuchnie bomba, albo że fluoryzacja, a gonia po koncercie była oczarowana.

o mnie wspominać nie trzeba.

mimo tych niegościnności dźwiękowych. mimo, że najmniejsze dźwięki słyszałam tylko dlatego, że każdy kawałek znam dokładnie na pamięć. lepiej niż rotę i zdrowaś maryjo. mimo to, obie się wniebowzięłyśmy.

k

musiał może patrzeć na gonię tym nieśmiałym głosem, rozdygotaną grzywką i mięśniami palców na kilku pianinach. psuliśmy mu – my jako widownia – każdą piosenkę drąc się w ekstazie akurat, gdy nagrywał swój wokal aby go puszczać w kółko jako podkład przez cały kawałek. a przecież jego zwielokrotniony głos to jak całować się w deszczu pierwszy raz.

najsmutniejsze tony i magiczna barwa, budzące w każdym z nas melancholika jak u malczewskiego.

l

nasze melancholie potem są rozgniatane młotem pneumatycznym basów, rytmu, który łby nasze tłucze o chodniki jakichś niepewnych marzeń tuż pod sercem, albo głęboko w żołądku.

i zagrał wszystko, czego by się chciało. nawet gdy jego koledzy zeszli ze sceny i wyszeptałam „no dalej, a case of you” – zagrał. zabrakło tylko słów spikera z bbc „that was amazing, are you happy with that?”.

i w ogóle jak dla mnie mogło już nic się nie dziać. to, że potem the knife, że ekstaza pod sceną, wuef na zimno, podskoki i darcie ryjów na prośbę transgenderowej istoty ze sceny i jej dziwny głos z plastikowym posmakiem dyskotekowych bitów z lat dziewięćdziesiątych.. tego w ogóle mogło dla mnie nie być.

w warszawce rankiem..
d

w warszawce bardzo miło przyjęły nas bardzo dobre istoty, najpierw na noc i wspólne oglądanie ‚miłości na bogato’ towarzystwo malinowe czyli malina, marta i kot hummus.

s

d

potem przejął nas adrian i marta, a podjęli śniadaniem w koszykach i opowieściami z norwegii i głebokiej syberii, po czym udaliśmy się na kawę do telawiwu, który leży po przyciwko beirutu (tylko, że ten był zamknięty), ale akurat w telawiwie grali kawałki beiruta.. a, i znów nie udało nam się poznać kuby. fatotum.

d

d

czyli życie na bogato.

 

jak żyć?

Dodano 16 września 2013, w ., przez pszygody

pytacie jak żyć, a ja nie zdążę odpowiedzieć, bo okazało się, że juz jest 13:16 i muszę wysyszyć włosy, ubrać się, pomalowac i iść pracować aż do nocy, dlatego nic nie powiem, tylko wkleję zdjęcie zrobione przez moją siostrę:
s
takie jest piękne.
tak żyć, żeby móc robić takie piękne zdjęcia.
skończyłam pisać.

 

tak żyć

Dodano 12 września 2013, w ., przez pszygody

bezwzględne posłuszeństwo poniższemu planowi, przysłanemu prosto z warszawy przez adriana.

d

pozdrowienia znad magisterki..

 

njusy ze świata nauki

Dodano 10 września 2013, w ., przez pszygody

ZDAŁAM ESTOŃSKI!

po tylu latach trudzenia się, biadolenia, opuszczania zajęć obiecywania sobie, że od jutra, że na pewno się nauczę, że wszystkie trzy formy rzeczownika, że zrozumiem gramatykę, że będę odmieniać bez stękania.. po takim czasie poszłam na egzamin po dwóch dnia przygotowywań (każdego dnia piłam wino albo piwo w ilościach, które na czas jakiś wykluczały pracę mózgu) i zdałam na 4!

ja = miszcz

jak gombrowicz z łacinką, tak ja z estońskim.
byłby dziś ze mnie dumny.

ps. jest środek lata, 17:00, na zewnątrz jakieś 18 stopni celsjusza. w pokoju mróz szczypie w palce piszące i nosy wystające. puściliśmy farelkę.

 

si gur rós

Dodano 1 września 2013, w ., przez pszygody

siedzę gdzieś między falą a brzegiem, trudno o kąt horyzontu, o ścianę i o coś ostrego, jak granica.

s

między estońskim, między winem i kawą, posmakiem miętawych pastylek w czekoladzie, morzem sigur rósa, czymś dawnym a nigdy niebyłym, czymś węgierskim jeszcze może, może za jakimś wieczorem u antka w mieszkaniu, na przeciw muzeum z rzeźbą petufiego. a może to jokai był. nie wiem.

gdzieś za wspomnieniem filmu o dzieciakach w sobie zakochanych. gdzieś między syrią a japonią, której wciąż nie było, w tęsknocie za prawdziwym gniewem, który nie został wypowiedziany na głos, a tylko przepłakany w osobnych krajach, gdzieś ponad smogiem brudnego miasta.

gdzieś ponad tym wszystkim siedzę zamknięta w kłębek, plecami do świata, jak na tych falach, czy brzegu, zapuszczam myślami sieci w dół, wszystko mi jedno czy zdam, czy obronię, czy wrócę i czy będę.

islandia we mgle wspomnień do zdobycia.

między mokrym śniegiem, który wpada pod skafander i ziębi plecy a przemoczonymi skarpetami późną jesienią. między słońcem w lubkowie i uczeniem się matmy w drodze do liceum.

jestem dzisiaj gdzieś tu.

Otagowane:  

  • RSS