ubuntu

Dodano 30 czerwca 2013, w ., przez pszygody

podczas gdy wczoraj w oświęcimiu sting rozkoszował sobą tłumy, po placu wszystkich świętych w krakowie chodziła bardzo biedna babcia z ciężką siatką w chustce na głowie, z zawodowym garbem i zgrabiałymi dłońmi. nieśmiało prosiła o pieniądze. kilka ulic dalej na schodach pod luksusowym sklepem skulony starszy mężczyzna w okularach i kurtce z dżinsu przytulał się do siebie z zimna. i może spał. szukaliśmy z m. uspokojenia. wieczór zaczynał się powoli i leniwie. rynek napełniony europejskim gwarem pomijał wszelkie niewygodne dla oczu elementy. my też zeszliśmy im z oczu. kino. film dopiero o 22:45. wygodne fotele w kolorach truskawkowych i morelowych cukierków. zatopieni w słodki uścisk poręczy oglądaliśmy varimundo. o ludziach pełnych odwagi i muzyki. i o byłym ministrze kultury w brazylii i muzyku: gillberto gil’u.

dziś, z tęsknoty za wielkim byciem – anouar brahem.

 

skandal

Dodano 27 czerwca 2013, w ., przez pszygody

ponadto, mam muchę w kawie.
czyste skandalum

a w beżowym z wełny kapturku od siostry i w warkoczach wyglądam jak heidi z gór.

gosia nonszalancko ignoruje moje do niej mejle.

 

idy czerwcowe

Dodano 27 czerwca 2013, w ., przez pszygody

warto czasem zrobić przemeblowanie w pokoju dla odpoczęcia od chorowania czy nauki, pozamiatać i odnaleźć w najgłębszych zakamarkach gdzieś pod łóżkami zgubione dokumenty.
bezcenne legitymacje i dowody osobiste.

jak co wakacje nawiedza mnie mann i te jego szlagiery. w piątek po egzaminie usiądę sobie w wyimaginowanym fotelu, nogi pacnę na belę pod kominkiem, naleję sobie naparku z pokrzywy i wlezę na czarodziejską górę. wiek już ku temu mam odpowiedni, myślę.

ale tymczasem węgierska administracja i problemy sanitarne w osterdamie.

dziadkowie amelki w londynie.

m. w pracy.
maryjka w berlinie.
gonia objedzona pochłania wiedzę ze znudzoną zapewne minę na swoim złotym krześle, kreśląc nieświadomie ślaczki na papierze.

zjadam ciastka.

 

czerwiec w pełni

Dodano 25 czerwca 2013, w ., przez pszygody

uciec.

tylko dokąd?

przynajmniej wiem z kim.

to już wiele lepiej niż zazwyczaj, gdy planowałam samotne ucieczki.

ostatni tydzień sesji. przeoczyłam większość egzaminów.
i ostatnie zajęcia.

mam sny jakości gry o tron. aż do trzęsienia nerwów.
potem deszcz, który nas wyrywa ze środka nocy. i budzenie się od hałasu aż do rana o 11.

9 godzin pracy. budyń. pyszny choć z grudkami. nowa szczotka do włosów w prezencie. wywalone korki i ulewa. gosia w grypie.

dotykam jego stóp i się uspokajam.
czas się pouczyć.

 

Dodano 17 czerwca 2013, w ., przez pszygody

jak byłam mała przed pierwszą komunią, to myślałam, że spowiadać się będę gdzieś na scenie z mikrofonem, a kratka konfesjonału będzie wielka na 30 centymetrów w górę i w bok i przyczepiona do mównicy i tylko zakryje mój miikrofon. będę musiała się wyspowiadać przed zebranymi tam w dole ludźmi, aż podejdzie ksiądz i zada mi pokutę. bóg wie jaką.

mówicie, że zajść w ciążę to dobre rozwiązanie, żeby nie chodzić do pracy? otóż, zajmowanie się dzieckiem to też praca i to dosyć ciężka, tylko nie trwa 8 godzin w ciągu dnia, a 24 godziny na dobę.





m. przyznał mi się, że nie jedzie kolonizować marsa w 2022 tylko przez wzgląd na mnie. how very romantic!

 

bobo

Dodano 16 czerwca 2013, w ., przez pszygody

dziecko śpi.

jak się obudzi to napoimy je mlekiem, a jak nie wystarczy to podamy parówkę.
londyn szary i chmurowy.

siedzę tu tak sobie i kombinuję co tu robić, żeby nie musieć już wracać do pracy.
jakieś suggesstie?

 

m. jak miłość

Dodano 14 czerwca 2013, w ., przez pszygody

pośród zwyczajności porannych wrzasków zza ściany, ponad londynem, który prawie w całości zobaczę z okna, po krótkiej nocy bez snów otwieram oczy i wpatruję się w ekran mojej miłości. ma bezczelny uśmiech i krótkie krucze włosy. rozmawiamy o kiełbasie do leczo i przy goleniu pach poprawiam mu monitor, żeby mnie lepiej widział. mówię o nim jedną literką, bo od całego imienia robiłoby mi się mdło ze słodkości.

 

czerwcowe trzynastki

Dodano 14 czerwca 2013, w ., przez pszygody

wypłynęliśmy na suchego przestwór oceanu, wóz nurzał się w zieloność i jak łódka brodził, śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi..
około dziewiątej najemni strażnicy dzwonkami ogłosili koniec najść i przesiadywań w altanie pod daszkiem w parku, który nas odgradzał od kropel deszczu pośród rozmowy o błędach potwornej młodości. ledwośmy wyleźli z tej zagrody pośrodku londynu. okazuje się, że można się znać od dawna i ciągle nie wiedzieć o sobie wielu rzeczy. ja na przykład nie wiedziałam o olim, że pisze wiersze i że pracuje w sklepie.

poszliśmy ciemniejącym wieczorem w stronę rozpędzonych w swoich autach sław polityki brytyjskiej i parlamentu, żeby go podziwiać od zacnego spodu.
piesi tego dnia zlani deszczem jak my szczególnie odznaczali się szaleństwem. miasto trąciło śledziem, ale świeciło neonami swojego zwyczajowego bogactwa. potem nastało dużo wiatru i czekanie na pociągi do domu, m.in. na king’s cross’ie:

przed i po tym wszystkim trwa oczywiście w najlepsze amelkowanie:


tymczasem m. przyjedzie we wtorek, co oznacza, że przedłużę swój pobyt u ani o tydzień i przegapię egzamin z estońskiego. och, jak mi przykro.

mam takie poczucie, że wkraczamy w jakiś doroślejszy etap.
amelka powstaje z żebra naszych starań i ciężkich doświadczeń społeczeństwa informacyjnego w dobie neopoststrukturalizmu.

 

ward

Dodano 12 czerwca 2013, w ., przez pszygody

3,275 szczęścia.
jeszcze do nas nie dociera.
jeszcze nie rozumiemy, co się stało.
urodziliśmy piękne maleństwo.
głodne, troszkę zszokowane światem, z czarnymi włosami i zadartym nosku po tacie.
czarująca.
dotykamy zaróżowionych policzków z niedowierzaniem.
oddychamy po cichu, żeby nie obudzić.
gdy przychodzi pora karmienia, giglamy długie stópki, palcami dotykamy delikatnych włosków i ciemiączka. mięciutkiego czoła, które jak poduszka zapada się na trzy milimetry pod dotykiem.
uważamy na każdy oddech.
uczymy się jej języka.
powtarzamy po niej każde ‚słowo’: aaa, eeee, raaałł.
zachwycamy się.
nie będę opowiadać o porodzie, był długi i trudny, ale jak powiedziała moja najdzielniejsza siostra: wszystko było tego warte.
a oto i ona:


a tu dowód, że jest Przygodą III jak to mówi mariszka (:



taka maleńka a tyle radości : )

 

69

Dodano 9 czerwca 2013, w ., przez pszygody

trudno mamy w tym tygodniu.
najpierw on się rozchorował i przeleżał do piątku na antybiotykach, potem my tu w londynie przestaliśmy sypiać i jadać cokolwiek poza przekąskami, teraz śpimy po 5 minut i jemy czekoladę.
pieski śpią za to, pogoda się zepsuła, rypią nas wszystkich plecy.
jutro już poniedziałek, a dzisiaj taka ładna data: 13 i 6/9.
fifi robi bardzo smutne miny..

 

  • RSS