czułe słówka i wodne rolniki

Dodano 26 maja 2013, w ., przez pszygody

przyszło mi do głowy, że jezus musiał być mega ciachem, że zdobył taką popularność. piękni ludzie mają siłę przekonywania nawet wśród swojej płci. pięknym ludziom jest łatwiej.

czytam sobie gombrowicza i nie mogę się nadziwić jego zakompleksieniu.
mam też kronos, jego tajny dziennik, ale obiecałam sobie, że nie zacznę go czytać, zanim nie skończę wspomnień polskich i wędrówek po argentynie. taka potrzeba chronologii.

obejrzeliśmy dziś zapach kobiety z fantastyczną rolą ala pacino. nawet przy drugim oglądaniu nie jest nudny, a trwa ponad dwie godziny.
ugotowaliśmy znów zupkę botwinową.
kupiliśmy dużo żelek i czipsów, żeby sprostać pogodzie.

gombrowicz mówi, że aktorzy to okropność, bo tworzą sztukę drugorzędną, są tylko odtwórcami, a stają się sławi i sławniejsi od prawdziwych twórców.
i jeszcze, że być poetą – co za nietakt.
i że poeci rodzą się wszędzie. jak robactwo.

zostawię Was z tą myślą na dobranoc.

 

znów zapomniałam o tytule

Dodano 16 maja 2013, w ., przez pszygody

może to i nieważne, ale pomalowałam paznokcie. jestem pęczkiem nieważnych zachowań i myśli. robi mi się smutno, ilekroć włączę jakąś piosenkę od tereski

gdy pranie mi nie schnie i rozmazuje się lakier. smucę się, gdy muszę iść do pracy a najchętniej wsiadłabym na rower i pojechała do rumunii. najbardziej smucę się na widok jedzących starcyh ludzi. i na początku wiosny też się smucę. potem w kwietniu. w maju. w czerwcu tego roku też się będę smucić z okazji końca studiów. i bo nie obronię się na czas. a potem będę się cieszyć z amelki. potem znów minie lato. trzeba będzie coś wymyślić.

 

Dodano 14 maja 2013, w ., przez pszygody

rano dzisiaj łudziło dobrą pogodą, ale dzień się zrobił szary i chyba na deszcz idzie. zaraz estoński. nie chce mi się ani ubierać, ani jeść śniadania. nic w sumie dziwnego, za dwa dni koniec świata według prognozy:

(:
nie wstaję..

 

narzeczyny

Dodano 11 maja 2013, w ., przez pszygody

zrobiliśmy wczoraj nieładny dowcip z m. na fejsbuku, napisaliśmy, że jesteśmy zaręczeni. miało być dla beki, a skończyło się moimi wielgachnymi wyrzutami sumienia. miało być dla śmiechu, że ktoś się nabierze, ale każdego, kto się nabrał robiło mi się mega żal, a po każdych życzeniach – smuteczek, że muszę to odkręcać. no i rodziny. i przyjaciele. i w sumie dlaczego mielibyście nie uwierzyć? wyglądało realnie, wszak to fejsbuk, i po co mielibyśmy kłamać..

fejsbuk ma niesamowitą siłę, wystarczy coś napisać i wszyscy wierzą. przerażające to nieco.

pierwszy zadzwonił zapytać czy to prawda wojciech, przyjaciel m., gosia wysłała powątpiewającego smsa, z pytaniem czy to żart, a potem lekką zrypkę w kolejnym. po siostrze poznałam, że jej smutno, że tak się dowiaduje, bo zamieściła tylko lakoniczne ‚gratuluję’ na fb, więc szybko jej wytłumaczyłam, że to ściema, no i mam nadzieję, że nie jest już na nas zła. dziś rano jeszcze, mimo, że odkręciłam to na fb wczoraj, napisał do mnie staszek smsa z gratulacjami. no i naprawdę jest mi głupio, chociaż przecież to miłe..;/

więc mimo pozorów – nie zaręczyliśmy się, choć już byśmy nawet byli skłonni.

przyjmijcie nasze przeprosiny… i nie chowajcie urazy.

eksperyment natomiast przekroczył nasze oczekiwania. prowokacja wywołała dużo emocji i nawet uruchomiła telefony..

tymczasem z gosią przetłumaczyłyśmy parę wierszy z węgierskiego na polski, z czego część w stubie za plecami świętej panienki:

ostatnio zapytałam antka, jak tam nasz wspólny znajomy, tibczi, a potem, jak tam jego dupa. na co antek: rośnie.

a tu już wczorajszy poranek w krakowie z gosią, martą, spartanami..


..i marcinem, bardzo dumnym ze swojej uczelni i tu na zdjęciu w jej barwach:..

..a potem jeszcze były pakmany:

a potem nie chciało nam się iść do pracy, więc odwołaliśmy psy..i spędziliśmy czas do popołudnia leżąc na kocu przy wisełce.
a dziś grylll na kieleckiej.

 

zielone świątki

Dodano 6 maja 2013, w ., przez pszygody

oddałam dziś jednemu żulowi jabłko, drugiemu zaś zielony sweterek. mam zbyt miękkie serduszko. przygrywa mi james blake. kropi. mam tuzin bordowych róż na oknie, miętkę i pelerynę od ani i czesia nadeszłą pocztą. marcin w pracy.
wczoraj w ramach prezentu urodzinowego pozwolił mi się pomalować i zrobić sobie zdjęcie. i nawet wstawić na bloga. oto i oto:

przed.

i po. malowany.

tęskni mi się za tym czasem, gdy na balkonie i puntkniem zwiniętym w kulkę mi na kolanach malowałam pranie w burzliwą pogodę otulona kocami. mariszka krzątała się w kuchni. nawet tosia była.
a teraz nie ma żadnej z nich. nawet bani nie ma, pojechała zostać pustelniczką.

gonia ma rację, że pomieszałam lata.

nie mam zdjęcia żula w moim swetrze, wybaczcie, zapomniałam aparatu.

 

majófka

Dodano 4 maja 2013, w ., przez pszygody

aj, urodzinowo jak zwykle. na początku było dla gosi.

trzeba było przynieść prezenta:

gosia wcale nas nie oczekiwała, natomiast trochę spała:

zwaliliśmy się na jej dywan piknikiem majowym prezenty i śniadanko z winem poprawiły jej humor.

a potem w świąteczny dzień pracowy przyszłam do biura do mojej zagródki na poranną zmianę, a tam balony i żelki. jakże miło, jaka radość.

gołe torsy i balony

potem lało i było zimno, więc graliśmy w szachy.. jesteśmy z m. tak ciency, że możemy się realnie mierzyć we wspaniałych rozgrywkach.. tę przegrałam ja niestety..

tymczasem mariszka w lubkowie, bania w kairze, gonia w gilowicach. jadymy.

 

  • RSS