sugar bread

Dodano 26 lutego 2013, w ., przez pszygody

Kiedy zsiwieją mi usta
i wypadną wszystkie rzęsy,
zeschnę się.

zapisz wtedy mój adres fizyczny,
zapamiętaj rozmiary, o które się pomniejszyłam,
i doładuj w kiosku ruchu moją kartę pamięci
sim,
wyślij mnie poleconą
pocztą pantoflową,
w kawałkach,
pełną kopert z bąblami po sparzeniach miłosnych,

przekaż mnie.

Kiedy się zeschnę,
odwiedź mnie na pewno,
zaplombuj te wszystkie dziury we mnie masłem z orzechów,
poliż i zaklej,

nadaj mnie.

Kiedy zstęplują mi usta,
i wypadną wszystkie palce u stóp,
zeschnę się,
zapisz wtedy mój parametr,
zapamiętaj adres,
na który się zmieniłam,
i doładuj w kiosku ruchu moją baterię
li-ion,
wyślij mnie priorytetem
paczką ekonomiczną,
rozsypaną w proszek do posypywania atramentu,
przekaż mnie.

Kiedy się zeschnę,
odwieź mnie pod któryś z adresatów,
zaplombuj wyziewy okien znaczkami,
policz i zakręć,

nadaj mi imię.

Kiedy zstęplują mi usta,
i wypadną wszystkie zęby,
zeschnę się.

Westchnę się pod tamten adres.

A ty mnie nadaj do czegoś.

soap&skin – sugarbread

Otagowane:  

porkłapa

Dodano 22 lutego 2013, w ., przez pszygody

moja walentynka, która złapała mnie przed pracą o 10 rano gdym wyszła z tramwaju:

walentynka marcinka, którą przypadkiem podarł:

no a potem już u goni w gilowicach:

rodzice goni:

wyłogi u goni 1:

wyłogi u goni 2:

ja:

gonia:

koncert SMKKPM:

pan sobie szcza:

 

porke?

Dodano 22 lutego 2013, w ., przez pszygody

no właśnie dlaczego ludzie ściemniają w pamiętnikach?
i nie mówią, że i kogo kochają, i kogo nienawidzą i dlaczego.
dlaczego znów się spóźnili, czemu nie chciało im się wyjąć skiśniętego mleka z lodówki; czemu nie podcinają końcówek; albo, że nie zrozumieli czy to była ironia, czy coś powiedzianego wprost; czemu, że nie łapią wątków najnowszej historii, miesza im się prawica z lewicą i nie mają pojęcia, jak się nazywa prezydent słowacji; i ze tak naprawdę guzik ich to obchodzi; że tęsknią czasem za swoimi byłymi, albo chociaż jedną z nimi chwil; czemu nie mówią, że komuś śmierdzi z buzi albo, że się roztył ostatnio. czemu?
polityka prawdomówności nie jest rozwiązaniem, no wiem. niesie za dużo przykrości. no ale żeby cały czas kłamać?

no i kiedy siebie pytałam ostatnio szczerze czego chcę?
czego chcę?
chcę żeby było więcej słońca.
mniej monitorow i telefonów.
chce mi się więcej spotkań z ludźmi.
czegoś nowego, niech będzie jakiś dzikszy pod względem fauny i flory kraj.
stadninę.
jeszcze chciałabym móc zarabiać śpiewając. co tam.
umieć pływać delfinem.
mieć dom w grecji, gdzieś na dole peloponezu.
umieć grać na pianinie i pojechać do bańki do kairu w odwiedziny.
filmy robić.

 

na szkle

Dodano 12 lutego 2013, w ., przez pszygody

jest dopiero 12 lutego a u mnie już po walentynkach. mój tom cruise, johny depp i gonzo w jednym zabrał mnie do podziemi, gdzie między słonymi salami dopuściliśmy się bezczelnie bardzo głębokiego pocałunku (-130 metrów pod ziemią) i gdzie obżeraliśmy się precelkami z solą.


a tu mój nowy fed c5 i ja z jezusem w tle:

tak jest ładnie w wieliczce; trochę mi głupio, że byłam tam pierwszy raz starą babą będąc..

akurat złapałam światło czyjejś lampy..

tak, cała ja z kagańcem oświaty(:

nie wiem jak to jest, ale chwilowo mam wrażenie, że kraków to jednak

..wszystko się jakoś tak składa, jest i bania, gosia, sterczewscy, moszu i myślami ciągle ze mną mariszka, no i jest maverick, vel. gonzo, niekiedy przez irlandzkich pijaków zwany johnym deppem. przeze mnie jeszcze nazywany wampirem. sam o sobie mówi skromnie: wydaliczek.

no i tak się bujamy:


z fajnymi ziomkami.. tam moszu i ania..

tu bryzek i wika..

a gdzie są sterczewscy, aldona, romano?

..trzecia już, późno.
kładę bo rankiem kawa z gonią.
a potem bardziej w środku miesiąca przyjedzie olivier, fajnie.
i może jeszcze do końca lutego odwiedzimy enfield i aylesbury..
trzeba się na to wszystko wyspać niewątpliwie.

 

bilans tłustego pączka

Dodano 8 lutego 2013, w ., przez pszygody

pączków – 5
patisonów na wieczór – 6
delicji – na śniadanie i kolację – 6
grzanek francuskich w jaju z dżemem -1 a jedna z pomidorem – na śniadanie
ciastek przekładanych czekoladą – 2
lizaków – 1, najlepszy smak czupaczupsa truskawkowo-śmietankowy
ze zdrowych rzeczy to dzisiaj tylko jabłko.

banieczka wróciła do krakowa prosto z egiptu i z izraela. przywiozła dary: kawę i wspaniały perfum o smaku drzewa sandałowego.

podjęła mnie musem malinowym (dostałam resztę słoika do domu – nie doniosłam go do domu, zjadłam cały w pracy jeszcze przed 16tą), tiramisu

chlebiem i twarogiem wyrobu brata-kaspra i jego dziewczyny, ale to już we wtorek, a dzisiaj wyskoczyłyśmy sobie na zakupy rankiem no i na pączki.
gonia tymczasem leni się w gilowicach, maryjka w aylesbury, tu konstans.
moszu dał mi trzy klisze do analogowego aparatu, który przywiozłam z ostrowa. pstrykam.
aneczka przysłała mi zdjęcie pięciomiesięcznego brzucha – wygląda jak mój po dzisiejszym tłustym pączku.
i jeszcze dostałam od cześków razem kartkę z bebechami kaplicy sykstyńskiej, znane golasy.
jestem niedospana.
idę

a wszędzie śnieg.

 

ponieważ

Dodano 5 lutego 2013, w ., przez pszygody

chodzę ostatnio z głową z chmurach, zapomniałam sobie, że przecież odwiedziłam rodzinne strony i potem jeszcze byłam na balu pracowym..

oliwka,może i córeczka mamusi

ale z uśmiechem do zdjęcia pozuje tylko z ciocią przygodą, która jej śpiewa północ domowych melodii:

w ostrowie pierwszy raz w życiu byłam na sali sądowej, sędzia był miłym starszym panem i nie miał natapirowanych włosów ani nic, nie było ławy przysięgłych, tylko pani z laptopem, która notowała, co sędzia powiedział.
wpadłam tam też na bartę, który został policjantem, pogadaliśmy trochę, wymieniliśmy uprzejmości i trzeba było iść w swoje strony.

odwiedziłam ciocię krysię, spędziłam pół dnia z ciocią danką, i jeszcze wpadłam do magottki na barszcz i krokiety, i obciąć jej włosy. sielanka.

potem autobus nocą, pobudka o 4, taksówką na grzegórzecką i spanie do rana.

potem before party w fauście z pati i madzią:


i samo party gdzieś na stadionie cracovii, w tle pati b. przebrana za ofiarę goldfingera..

w niedzielkę wieczorem jurek bożyk miał koncert w awarii, takim klubie muzycznym, gdzie jeszcze mozna palić papierochy, mimo że to piwnica.. poszliśmy tam z marcinem, a miał być jeszcze antek i jego koleżanki, moszu, koleżanki marcina i w ogóle kupa ludzi, a siedzieliśmy sobie sami. a że zapomniałam karty do aparatu, to zdjęć nie mam.. (polecam za to bożyka zęby w dupie i kiwa łajbą (: )

a z piosenek jeszcze the staves i winter trees, ukradnięte oczywizm teresce..
the staves – winter trees

no i słodko jest, i kolorowo..

a to w ogóle to to jest do odbioru przez moszynkę.
lepiej się Stary pospiesz, bo jeszcze zjem!
(:

Otagowane:  

ytul

Dodano 5 lutego 2013, w ., przez pszygody

jem sobie patisony konserwowe i delicje o smaku pomarańczy.. życie jest piekne (: jutro widzenie z banią od rana, spróbuję też wstać wcześniej na trening do pana tomka, który uważa, że bieganie nic nie daje..
tymczasem szynka w gilowicach, mariszka w aylesbury.
mosze starszy o rok..

 

  • RSS