ekhm

Dodano 31 października 2012, w ., przez pszygody

chciałabym jeszcze zauważyć, że prowadzę bloga już trzy lata.

a nad ranem śniło mi się, że widzę całe stada mordowanych ludzi, wszyscy mieli zawiązane oczy i skrępowane za plecami ręce, niektórzy zwisali z drzew jak kiście winogron, tylko też zakneblowani i podobnie jak ci naziemni – także kroczyli jakoś tam koślawo do przodu padając (lub poddając się dyndaniu) po otrzymaniu kulki z naziemnego ostrzału. dorośli i dzieci. mordowane masy. żaden sennik nie podejmuje się tłumaczenia.

jutro najpierw zajęcia, potem test w pracy, później maciek i gonia. może wypijemy piękne rumuńskie wino z kurką, które dostałam od karolinki i ondrasza.. może będzie miło.

pianino uratowane na jakiś czas.. nowy lokator na zana miał kaprys, żeby go nie było. a nie umiałam się go pozbyć. i na szczęście udało się je schować.

jutro halloween, mamy się ubrać na pomarańczowo. hm.

chodzi mi po głowie rihanna i jej ‚take a bow’.

 

katarakta

Dodano 30 października 2012, w ., przez pszygody

nie wiem, czy wiecie, ale wokalista rhcp wyskoczył przez okno.
tak, katapultował się.
doskonałe wyczucie czasu.
bo jeszcze parę chwil dłużej, a źle by się to skończyło.
to znaczy i tak się źle skończyło, bo nic nigdzie nie doleci.
ładunek (zwłaszcza ten emocjonalny) zgniótł się w transporcie i rozerwał przy akcie katapulty.
ale przynajmniej wokalista się uratował. możemy odetchnąć.
na pokładzie zostało niewiele. jeden pasażer, jakieś tam resztki, jakieś niewielkie ilości nadziei, coś, nieważne.
nie widziałam jak ląduje, ale pewnie miękko i płynnie przeszedł do swoich wokalnych obowiązków, jak to wokalista. ma przecież swój zespół czynności.

zapytacie co z pasażerem.

pasażer leci dalej. udało mu się przejąć porzucone stery, po tym jak obezwładnił autopilota. uczy się pilotażu. i o ile się gdzieś nie roztrzaśnie, obierze jakiś kierunek i gdzieś tam doleci w końcu. póki co nie weźmie żadnych pasażerów, myślę, tak przez rok.

minutka ciszy..

 

yhm

Dodano 29 października 2012, w ., przez pszygody

i proszę mnie już nie budzić.

 

więc można kochać..

Dodano 29 października 2012, w ., przez pszygody

a więc romantycy się mylili. nie ma miłości. wiem to nie od dzisiaj. wiem od wczoraj. jest tylko leśmian i gałczyński i stare smutki, jeszcze zza wojny. patrzę na ten przestarzały księżyc, z rozgrzaną papą pełną bólu. co mam mu powiedzieć. że mi przykro?
przykro mi, że tam musi siedzieć, zupełnie sam, i w zasadzie z wyboru. bo przecież mógłby tu przyjść. nawet przyjechać tramwajem. bilety niedrogie..
lecz smęt mży jeno starym suchym makiem..

był taki dzień w budapeszcie, wyszłam sobie nocą sama z akademika, ubrałam jakiś cieplejszy szalik, wskrobałam się w górę góry gelerta, znalazłam jakiś miły do opierania się murek i zapatrzyłam w nisko zwieszony pełniący księżyc. siedzieliśmy tak razem. wpatrzeni w siebie. mówił do mnie, że noc niedługo się skończy, znów wyjdzie to pieklące słońce, pełne bezczelnego światła i nie znoszące konkurencji. głaskana po skroniach nie zwracałam uwagi na chłód nocności.

pełnia trwała w nieskończoność. słuchałam wtedy emiliany torrini i jej serenade; czas usiadł obok mnie i położył mi rękę na udzie. przenikliwie zimny, ale ustanny. wracaliśmy razem do akademika. światło się świeciło pod 429 na znak, że gosia jest i czeka.

dziś już nikt nie czeka. wszystko milczy parszywie, melisa z gruszką stygnie dowoli. myślę.
myślę sobie, że nie ma tego złego.

 

she went quietly

Dodano 28 października 2012, w ., przez pszygody
Otagowane:  

hum

Dodano 25 października 2012, w ., przez pszygody

śniło mi się, że ojczystym językiem stercza był hiszpańskim. i piotrek bardzo szybko mówił po hiszpańsku.

piosenka:
doskonały asaf avdian:
asaf avidan : reckonin song (one day)

Otagowane:  

output from jesienna mariszka

Dodano 25 października 2012, w ., przez pszygody

no więc już teraz jasnym jest dla mnie, dlaczegóż to mariszka nie odpisywała tak długo.. wszak gdy się jesienne wychodne spędza w takim miejscu:

(:

żeby nie było smuteczku – piosenka: lauren hill i d’angelo:
nothing even matters

Otagowane:  

tak

Dodano 24 października 2012, w ., przez pszygody

niby nie jestem zmęczona, gdy wracam. drzwi na samym dole bloku otwierają się na kod. wpisuję automatycznie. od trzech dni pierwsze dwie próby mam zawsze błędne. muszę się bardzo skoncentrować, żeby dobrze wklepać.

wchodzę do pustego mieszkania. tylko mrówki i ja. siedzimy sobie potem przed kompem. ja na krześle. one po mnie, albo gdzieś pode. lampa świeci z ukosa. pisaki rozwalone na biurku, czasem moszynka na fejsie, wokal rhcp na gmailu, gonia w skrzynce z tęsknoty aż skwierczy.

myję się, paćkam po buzi kremem, wchodzę do piżamki, i trochę nie wiem co robić, a trochę nie mam sił robić nic. mariszka nie odpisuje, maciek zapowiada się z wizytą.

a czas – wychodząc oknem – nawet się nie obejrzał. a to już ponad ćwierć wieku, czyli prawie pięćdziesiątka.

szimi przetrzymuje mój aparat jako zakładnika.
tylko nie żąda niczego w zamian.

na stole za to pamiętnik tatusia muminka otwarty na pierwszej stronie pierwszego rozdziału – czeka cierpliwie na mnie. aż będę mogła.
a ja sobie teraz odpocznę. to znaczy za chwilkę.

kładę spać, gdy zamiast myszki chwytam krem i próbuję nią sterować życiem. i gdy bez ekscytacji już myślę o krówkach, których nie zjadłam, więc turlają się wesoło po smutnej (bo przeciążonej notatkami o papierze) torbie (tej od mariszki, o której ania nie wierzy, że mariszka ją sama szydełkiem);

więc dobranocnie puszczam sobie marcelę czy coś i potem długo nie mogę zasnąć, więc rozmawiam niemo ze ścianą, słucham burczenia kabli i szumu obwodnicy. usypia mnie dopiero miarowe stukanie rozprężających się pięter i wiatr hulający po szybie wind.

 

ach tak

Dodano 23 października 2012, w ., przez pszygody

-czy potrzeba ci czegoś więcej do szczęścia?
masz gdzie mieszkać, nie głodujesz, nie marzniesz, masz pracę, przyjaciół, nawet kolorowe pisaki i wieczorem gorącą herbatę. tych kilka par nowych skarpetek, ba, nowe buty i kilka naprawdę fajnych ciuchów.

- masz masz, tu nie chodzi o mienie.

- no to o co chodzi?

..no właśnie, o co chodzi? odwracam głowę od myśli, wgapiam się w dziewczynę z wielką, czarną teczką na ramieniu. też kiedyś z taką chodziłam. tuż obok para, nie widzą nas, zniknęli w głębi swoich wyznań i zagubili się w długości rzęs i pocałunków, oglądają świat swoich złudzeń. dobrze im.
a mnie czego, co chciałam? czemu znów idę popychana przez przypadki? czy aby? sama tu chciałam. i w ten sposób. polsko, z oddechem krakowskiego smogu na karku, z zapachem ryby po deszczu na podeszwach butów, z tonami soli na brązowej skórze aż do kostek, w oczekiwaniu na kłębek jakiejś konkretnej nitki, którą można sobie wszyć w mięśnie, bezboleśnie wtreścić w obieg dnia i nocy, bezsennych przerw w pracy, zamkniętych ust i zaciśniętych spotkań. bez oczu i powierzchni.
takie wszyte nici rozpłakują nas przy wyrywaniu. i wierceniu. boli zwłaszcza, gdy się zahaczą o włókna purkiniego.
a jednak nie warto ich nie mieć, bo lepsze trochę niż nic zupełne. zero astronomiczne, nuda w skali PANAS. śmierć przez wyjałowienie bodźców. strugi duchowości z ust trupów, mówiących do nas maczkiem wydrukowanym na papierze makulaturowym, gorszym, basis weight marne, caliper zerowy, cut-size najskromniejsze, brightness żadna, whiteness mierna, lignina jeszcze barwi palce.

- co mówiłeś?

- nic, w zasadzie. że wszystko masz, czego ci trzeba do szczęścia, pracę, przyjaciół, jedzenie, ciepłe łóżko, pisaki..

keith jarrett i be my love

Otagowane:  

alt+m

Dodano 21 października 2012, w ., przez pszygody

zapomniałam napisać, że już nie dave matthews band i jego crash into me ma najładniejszy wideoklip tylko alt+j i ich taro:
taro

a poza tym od wokalisty rhcp: dear euphoria z piosenką coming down (czyli w szybkim tłumaczeniu: przychodzenie dałna) – i wcale nie dla beki, choć każdy wie, jak bardzo się różnimy z w-rhcp, gdy idzie o gusta muzyczne:
dear euphoria
bardzo to ładne.

Otagowane:  

  • RSS