u

Dodano 18 czerwca 2012, w ., przez pszygody

lu
bio
na
kna
jpa

<by antek>

 

pyknik

Dodano 18 czerwca 2012, w ., przez pszygody
Poniedziałek, a czuję się, jakby był koniec tygodnia. wszyscy wychodzą na imprezy. trzeźwieję. jedziemy za 34 godziny. zostawiamy nasze tutejsze życia. spakujemy się byle jak i szybko, porzucimy ulubione kubki, parapety, widoki i zespoły. najpiękniejsze smogowe nieba, upalne wiosny i nigdy niewidziane lata. brzydką kuchnię, cały ten szpitalnyw obejściu akademik. i będzie nam smutno.

misi zabrała nas dziś na pożegnalny piknik do parku filozofów. mrówki powoli wychodzą z ukryć między lokami. prosto na śmierć.
a w parku (ufundowanym przez japończyków) widoki niecodzienne:

lubię chaos tego zdjęcia i że ja na nim chyba tańczę, pewna siebie jak kobieta rubensa:

uwierzcie mi, jest cieplutko:

dostałyśmy od misi podarki, ja echo-mikrofon do śpiewania, gosia pistolet do strzelania z baniek, na bank wzięłaby go też na randkę :)

nasze chłopaki-pykniki (w ujęciu odwrotnym do kretschmera):

kanapka o smaku smutku:

a tu o smaku kwasku cytrynowego? :)

na takie diktum acerbum zleciały się dzieci: 

ale gosia pogoniiła je swoim pistoletem i tyle.
mamy z szynką dziury w lewych udach, obie w tym samym miejscu.. ale już od środy przestaniemy je sobie powiększać opierainem się o umywalkę. 
jej, jej, jak gorąco. klawiatura parzy mnie w palce.

 

rozpierdusza

Dodano 17 czerwca 2012, w ., przez pszygody

Koniec nam się robi.
Rozpierdusza. na razie tylko zionie jej z pyska gorącym powietrzem. sudoku stają się nierozwiązywalne, wszystkie wizyty przedłużają się w miłą nieskończoność, pisanie prac nie istnieje inaczej niż koncepcyjnie.

idę sobie, a tu biuro podróży ułożone pode mnie, podstępni i przewlekli:

potem był mecz:

nie wiem skąd w bp tylu polaków..

nasz kolega jan spóźnił się na projekcję, tzn. myślał, że będzie po meczu grecji z rosją i szedł przez całe miasto z zatkanymi uszami, żeby się przypadkiem nie dowiedzieć jaki wynik.. przyszedł jak już wszyscy się zmyli.. serce krwawi na biało-czerwono..
 
a gosia nas zdradzała.. z krecikiem. potem jeszcze piła czeskie piwo (fesztival czeskiego piwa) i mówiła, że pyszne.

krecik w ogóle czaił się wszędzie wczoraj..

a potem nastąpiło dzisiaj i spotkałyśmy się z durniejkiem

obdarował nas książkami, i listami:

nie mogę uwierzyć, że durniejek siedział w domu i nam to rysował, i jeszcze, że potem wyklejał do tego specjalne małe koperty i pisał dedykacje do książek. co za człowiek. jak będziecie mieć wielkie szczęśćie, to też jednego takiego spotkacie w swoich życiach. człowiek – miłość. a do tego wszystko wie :) z niedzisiejszym podejściem do ludzi.

a nam trzeba jechać dalej. 
zostawić to wszystko. 
dunajski smuteczek.. do przetrawienia w jedermannie dziś wieczorem.. wpadacie?

gotye: bronte


Otagowane:  

Tetőszerkezetek

Dodano 13 czerwca 2012, w ., przez pszygody

(wczoraj..)

Mam przed sobą kawę (z mlekiem) i herbatę (rumianek), pociągam z obu. Wczoraj fizjologia poznania rzeczywistości, dzisiaj struktury dachów w węgierskich wioskach. Marzy mi sie hamak, i kot z mruczadłem, i jedna zmęczona stopa w basenie, podchodzący właśnie masażysta z oliwką z oliwek. a potem prawo jazdy.
pojechałabym sobie.

tymczasem pobiegłam.
chmury z jednej strony miasta rozpływają się w świetle zamku (jak czekolada w ustach), z drugiej całe brudne rozchlapują błotny kolor pędu po obojętnym niebie. kałuże i jeże dotrzymywały mi kroku, portierzy oslupieli na mój widok, musiałam rozpędzić krew aż do granic, skoro tak bardzo rozpłomieniła mi buzię. ich miny – bezcenne. czołówka z jeżem – pierwsza w życiu. gary czekają odłogiem na emaliowanie. wracam więc do nich uzbrojona w erlgreja, gosia w mieście ogląda mecz. albo obejrzała, bo polakom właśnie udało się zremisować z rosją. i może aż wyjdą z grupy. no to masłowska przewidziała nam wojnę.

 

 

Dodano 11 czerwca 2012, w ., przez pszygody

jezu, jezu.
co ja pacze.
co ja czytam.

 

haribo macht kinder frog

Dodano 11 czerwca 2012, w ., przez pszygody
to jest wszystko niemożliwe.
do godziny zero, która rozpoczynie zabójczą sztafetę egzaminową, mającą trwać aż do piątkowych późnych godzin wieczornych.. no wiec do godziny zero 18 godzin, a johan, nasz wspaniały sąsiad robi imprezę, już, basy, podłoga wibruje, z krzeseł spadają oparcia, pachnie palonym popkornem, chłopaki wpadają zapraszać nas na grzane wino (latem!) i czipsy.. świat nie zna litości. to jest gorsze niż zmuszanie dzieci do czytania nad niemnem.
żelkowa rozpacz w kształcie żab z białymi brzuszkami.
 

Dodano 11 czerwca 2012, w ., przez pszygody

smutno..

 

henry mancini

Dodano 10 czerwca 2012, w ., przez pszygody
czasem w powietrzu wyczuwa się wszystkie dawne znajomości, przyjaźnie i zapachy beztroskich dni. dziś, mimo tęgich naręczy papieru do przerzucania przez umysł, zaostrzonych ołówków i już dawno dopitych kaw, czuć i to wszystko. jak uśmiechnięte dzieciaki za tylną szybą samochodu, machające do postresowanych kierowców, właśnie to. ołówki i kartki to przecież przyjemna rzecz. zmoknięta szyba wydycha na mnie chłodne powietrze, ślizgam się po papierze. obserwuję sobie gosię, jak rozmawia z własnymi myślami nad książką do pragmatyki. pragmatycznie rozkojarzona na lewo i prawo.
rozmawiamy o karpatce i gołębim chodzie. dla mnie karpatka jest tożsama z kremówką. a gołębi chód z czaplim. <chłód> gosi zostawiam znanie różnic. na obiad będzie spagetti.



Ólöf Arnalds i „Moldin”
chyba dziś przegapimy agetna fresco, wolno idzie ta pragmatyka..
Otagowane:  

paco de lucia

Dodano 9 czerwca 2012, w ., przez pszygody

głowa mi puchnie od samogłosek w różnych wymiarach. rozmyślam o powyrywanych strunach głosowych i odrobinie szczęścia, która by się mogła wreszcie tu przypałętać. joasia zawodzi o puszczaniu latawców, niebo nad zamkiem powlekło się bezwzględną pochmurnością, nie mam nadziei na wieczorne bieganie, tymbardziej na rozciąganie znudzonych mięśni przy łagodnym wietrze z południa. raczej nasiąkanie nudą wieczoru zza dzwoniącej szyby. samogłoski. rzucam im wyzwanie. czemu wszyscy zbolali językoznawcy piszą, że nosowe wyginęły we wszystkich językach słowiańskich..? wąsate mądrale i mętni męrdkowie.
chyba skoczę po żelki.

 

:)

Dodano 6 czerwca 2012, w ., przez pszygody

 

  • RSS