Dodano 31 maja 2012, w ., przez pszygody




wypasy od beatki dżumagi.
alt-J (∆) Breezeblocks

Otagowane:  

Dodano 31 maja 2012, w ., przez pszygody

dajcie mi melisy!

 

strngrs

Dodano 31 maja 2012, w ., przez pszygody



strangers by feist

Otagowane:  

fly away, fly away, breath

Dodano 31 maja 2012, w ., przez pszygody

Lay me, O, where
Sad true lover never find my grave,

To weep there!
 

ciągle w baalbeq

Dodano 30 maja 2012, w ., przez pszygody

szukam ołówka, a zatknęłam go sobie za włosy.
noc.
nocą powinno się spać.
nocą wymyślają się najstraszniejsze rzeczy.
zmarli wpadają z wizytą.
muzyka nabiera groźnej rzeczywistości w usta.
ściany twardnieją, odblokowują dźwiękową przepustowość, trzeba ściszać myśli.
wiec albo śpisz, albo jest źle.



the popopopops – bonus


Otagowane:  

śladami csontváry’ego kosztki tivadara

Dodano 30 maja 2012, w ., przez pszygody
nie wiem, jak to robię, ale ciągle psuję sobie wszystkie temperówki. że potem trzeba nożem, jak dziadek za mojej młodości.
narysowalam Dörnyei’a. dam mu w prezencie. ciekawe jak to jest dostać siebie.

csontváry’emu bóg szepnął z nieba, że zostanie największym w dziejach malarzem dróg słońca (wschody, zachody), a był se wtedy aptekarzem. csontváry się przejął i zaczął objeżdżać świat w poszukiwaniu najpiękniejszych świateł do wymalowania. poproszę, żeby mnie też bóg coś szepnął, tylko głośno.
(cedr to zawsze alter ego malarza)
no i znalazłam nasze wspólne baalbeq:

a tu się mariszka zaplątała w obiektyw:


a tu ammura z dziewuchami (kala, ola, ewka):

tak więc tak.
 

Dodano 29 maja 2012, w ., przez pszygody

jesteśmy STEREOTYPKAMI – powiedziała dziś do mnie gosia.
potem była burza. zresztą rankiem też.
teraz już spokojniej.
 zakreślam sobie notatki markerem i zastanawiam, czy w ogóle dalej studiować.
dzień z życia.
dzień do rzyci.

 

chmury

Dodano 28 maja 2012, w ., przez pszygody
Cały świat dziś biegnie. rozpycha się i wymija cebule, z których pokrętnie wiją się strugi dnia, kaskadami loków opadając w chmury. słyszę wasze tupanie, gdy deptacie po przesuszonej zbyt częstym myciem glebie.
odbija mi się niechęcią do bycia.
kurczę oddech, rozkurczam myśli. gęsina pieni się od niezdecydowania.
zachmurzone dwa pokolenia przez dziurę w podłodze gapią się na mnie z zatroskaniem. była anielskim dzieckiem, złote loki i piękny usmiech. ale te czarne oczy.
grymaszę chwilę przy oknie. wyłapuję wietrzne westchnienia babci, deszczowe łzy taty i maminy promień nadziei, przysłany boćkiem pocztowym z afryki. jego nogi – dwa czerwiste pocałunki.
mokre zielska łopoczą wilgocią o zestresowany żołądek.
powrót do pierwszej połowy dziewiętnastego wieku.
nie ma jeszcze metra, virginia ma wszystkie zęby. jeszcze ciągle nieżywa.
witkacy rodzi się w planach.
piszę, inaczej nie umiem.
 

Klee zwischen Himmel unde Erde

Dodano 27 maja 2012, w ., przez pszygody

nie wiem dlaczego jeszcze tu tego nie ma.



ben howard, depth over distance.

są takie dni, gdy klei się tylko czosnek przy krojeniu, a płacze się na sam widok cebuli.
usta szczypią, najbardziej miękkie szczoteczki do zębów ranią, szczotka histeryzuje i gubi zęby, świeżo wyprostowane włosy wychodzą na deszcze i wracają do siebie. chleb staje w gardle, spokojne wieczorne światło rani oczy. literki na klawiaturze zmieniają kochanie w kichanie. mejle złośliwie nie przychodzą. mosty czekają. łodzie stoją bez sensu i pozwalają się na siebie gapić. wysuszonym rękom nie pomaga nawet krem z mocznikiem. kremówki uciekają z blach i chowają się za zamkniętymi kontuarami ciastkarń. kontury twarzy rozmywają się w głupim lustrze. baterie rozładowują się, niecierpliwe. onet magia uparcie powtarza, że szczęście jest tuż obok. bluza w kropki z całych sił stara się nie pasować do reszty. wiatr wieje tak, żeby przedziałek mógł się swobodnie uwidocznić, bjork zakrywa usta, świat mrocznieje, gosia wzdycha. niebo w kolorach csontváry’ego kosztki tivadara przygniata dach zamku, i prawie spycha go z horyzontu. wsiadamy w stare spodnie, kasujemy bilety w trampkach, przez szyby zużytego języka odmierzamy kilometry przemierzone przez ostatnie dwa lata. zerkamy na kierowcę tego pędu. osiwiał, za chwilę zawróci nas do domu. do domu, za górami (słowacja), za lasami (słowacja), za siedmioma rzekami (wszystkie prawe dopływy wisły i wisła). do domu pojedziemy zupełnie nie te.

Otagowane:  

swans

Dodano 27 maja 2012, w ., przez pszygody



Kręcimy się w kółko, podskakujemy, legumina z malinami przykleja się przyjemnie do wewnętrznych polików, a pestki strzelają w zębach. ja, między virginią woolf a witkacym. patrzę sobie na nich z kilkudziesięciu lat później i mi głupio, że jeszcze nie spojrzałam żadnemu w oczy. jutro się poprawię. 
siedzieliśmy dziś na ławce bez widoku, obok przełaziły parkiem pumy, kuny, lamy i jeże. wystraszył nas suchy liść, zjedliśmy ciastka, a wcześniej popkorn. wypiłam pół litra lemoniady. wyginęłam w poprzedniej epoce, moje odciski odnajdziesz na bezdrożnym lodowcu. tu zostanę, przygarnę sobie tylko taczkę ciastek i koszulkę nocną. i zagapię się w przestwór.
a noc będzie kradziona od tereski:
Mount Eerie, With My Hands Out:



rano ma takie kolory i zaczyna się o czwartej, jak w piosence.
Otagowane:  

  • RSS