czarna pierwsza godzina

Dodano 24 listopada 2011, w ., przez pszygody
Mamy na drzwiach stolec i mocz. I bramę o zapachu szczyny. I siekierę. I przez pół godziny próbowałyśmy dziś w drodze do sklepu wytłumaczyć słowakowi (po węgiersku, rzecz jasna) co to jest zwieracz. Taki los poligloty. 

Jadę, kupiłam czekolad, z czego jedną już na pół z szynką wrąbałam. dziś trochę dzień na opak, miałyśmy obejrzeć film, a przyszła karolinka i przegadałyśmy dwie godziny.
nad budapesztem od ponad tygodnia wisi gęsta zawiesistość, smogowy odwłok, gęsty i interintelektualny. 
nigdzie za to nie ma w budapeszcie naszej ulubionej herbaty winogronowej, którą próbowałam kupić na export, niestety. mam bardzo lekki plecack. niebawem wszak wrócę. dziwnie, że to tu wracam, a nie tam.
pójdę, spać. 
a mój ulubiony nauczyciel powiedział dziś, że jestem genialna. i nie tylko dlatego, że na każdych zajęciach pomagam mu przy podłączaniu skomplikowanych maszyn..
tak sobie słucham, 
wiem, że to już było.
james blake, lindisfarne.
jeszcze znalazłam w akademiku pianino. prawdziwe. nastrojone. z dowolnym dostępem. można wejść, grać, zamiast wydmuszek na ścianie są ksiażki w kartonach, w stosach aż po sufit, świetnie wygłuaszające. nie mogę uwierzyć i ciągle o tym zapominam, mimo, że byłam już dziś pograć.
i karolinka mówi, że jest tu gdzies pingpong jeszcze. nie wierzę!
chce mi się james’a na żywo.
poproszę.
Otagowane:  

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>


  • RSS