hm

Dodano 26 października 2011, w ., przez pszygody

dwa najwieksze problemy:

1) gdy ktoś slodki śpi a zbliżają się zajęcia – budzić?
2) jak się wysiusiać, gdy świeżo co pomalowało sie paznokcie..?
ukradłam obrałównie: the knife i lasagna!
Otagowane:  

ech

Dodano 24 października 2011, w ., przez pszygody

co mam robić, jak mi się nie chce spać?

szynka wyjechana. 
marzy mi się bjork na żywo.
james blake.
starłam sobie wszystkie części dłoni przy praniu ręcznym, wcale mi się nie chce chodzić do pralki. ledwo chodzę z garnkiem gotować makaron.
dziś tęsknię za krakowem. za chmurnością, książkami, prowincją, banią i szonem, o mariszce i szimim nie wspominając. ale to sięga dalej. przypomina mi się judo na pierwszym roku, kurs rysunku u bajka, pierwszy raz, kiedy usłyszałam beiruta, teatr, hostele, wszystkie trzy. bunkier sztuki. prawie od półtora roku żyję na emigracji. 
moje sąsiadki mnie nienawidzą, bo puszczam głośno muzykę <dzieki szynce mam głośniki!> i śpiewam. 
czytałam przed chwilą zadanego na literaturę czata gizę, a on ma wydźwięk jak e.a.poe.. i trochę mi starsznie. pierwsze opowiadanie ‚żaba’ zaczyna sie tak, że bohater nie może spokojnie spać i napadają go niezidentyfikowane lęki.. brzmi znajomo.
spróbuję się zmusic do snu.
prezent od emese: 

Ghostpoet i Cash and carry me home :)
a jamiego culluma nie pamiętam skąd mam: 

 (twenty something) – czyżbym skądś ukradła? 
Otagowane:  

CU

Dodano 22 października 2011, w ., przez pszygody

oglądam glee i robię się sentymentalna.

oglądam przeszłość.
myślę sobie: dom, rower, pies, rodzina.
szynka.
 
szynka i ady po koncercie soap&skin.
prawdziwi węgrzy.
prawdziwe węgierki.
prawdziwe notatki z historii filmu <z mihaelą, filipkiem i słowakiem>
prawdziwy timek z prawdziwym langoszem.
podczas gdy on je langosza – ten mały cwaniak wcina jego sznurówkę.
prawdziwy wysyp śmieci. impreza typowa dla budapesztu, coroczna.
niektórzy węgrzy nie znają muminków <vide bencusz>
i jego kolega berci z własną podobizną doskonale przeze mnie uchwyconą.
dwie skrajnie różne blond postawy w stosunku do życia.
siedzi ta królewska para :)
skarpetki dobrze dopasowane do otoczenia.
caught in the act. zupełnie mnie nieświadomi. przybywałam z oddali.
szynka.
god, i miss her.
..
coolio: i’ll C U when you get there
za dużo glee..
Otagowane:  

mydło i skóra

Dodano 21 października 2011, w ., przez pszygody
pierwsze w tym roku grzane wino i dla odmiany szynka zrobiła zdjęcie, a nie ja :)  <z adim endre i mihaelą>

ale to już dawno było..
dziś za to byłam na najgorszym możliwym koncercie Soap & Skin. 
Tak się skomentowała, gdzieś między półpłaczem, załamaniem nerwowym a dzikim omiataniem wzrokiem publiczności, bo gada. (ale to fakt, wegierska publiczność bywa wyjątkowo bezczelna i wieśniacka). 

Jeśli najgorszy koncert Soap&Skin wygląda właśnie tak, to życzę sobie więcej. 
dawno nie buchnęło we mnie tyle emocji.
i nawet jeśli były wyreżyserowane – cóż z tego, były tak gęste, że można było się nimi podduszać i autobiczować, podczas gdy Soap tłukła fortepian w orgiastycznym finale którejś z piosenek. przecież tego właśnie oczekujemy.

zanim poszliśmy zająć wspaniałe stojące miejsca przy scenie, na górnym pokładzie A38 hajó wypiliśmy sobie po lampce wina/kuflu piwa i przyszła literatura in flux <projekt literatury w ruchu czy coś, z jednym z wykładówców z balassiego, który zajmuje się przekładem i jest to nie nikt inny, jak sam pan racuszek (usiadł sobie obok szynki, ten co się akurat schyla)>
i nagle ku mojemu zdziwieniu na scenę weszła (zapowiedziana przez niego) sama boska palya bea i zaczęła śpiewać a cappella. brawo brawo, za żywy bitbox i perkusję tworzoną za pomocą rąk, nóg, palców i nawet szyi i dekoltu. myślę, że nawet szynce się podobało, która zazwyczaj gdy ją katuję palyą, prosi, by te kwiki wyłączyć. niestety wszystkie palye bee wyszły mi poruszone, więc zdjęć nie wklejam :/

no więc żywy, darmowy, przypadkowy folk jako przedsmak do soap&skin. do tego jak zeszliśmy pod pokład, w nasze uszy wsączyła się bjork. ten dzień był szyty na mnie. dlatego to nic, że już wyrastam nogami z nogawek, jeszcze się przez chwilę nie będę kłaść..
koncert składał się z małych dramatów, bo publiczność, jak już wspomniałam, gadała, czasem się anja myliła i przerywała piosenkę, i tu już drugi raz w włajaż włajaż się rypnęła i tak zrobiła i spojrzała prosto na mnie i moja migawkę, nie pozwalała sobie potem bić brawa, myślała, głupia, że jej nie wybaczymy. a nam można było nawet fragmenty i ścierki rzucać, byle z jej głosem, dramaturgią, wylewem wnętrzności, ogniem i zmysłami.
tak, dla niej obie mogłybyśmy zmienic orientację. 

tymczasem minął kolejny tydzień nauki. obejrzałyśmy z madam mnóstwo filmów, wypiłysmy dużo alkoholu, i jakoś tak.. a madam jutro jedzie do domu. chlip. 
mnie prosze czekać w krakowie już niedługo.
Otagowane:  

nacht

Dodano 17 października 2011, w ., przez pszygody

nocą takie rzeczy podpływają najbliżej, nie boją się.
emika: double edge: http://www.youtube.com/watch?v=LlS6Uy4-Re8&feature=relmfu

Otagowane:  

black bird

Dodano 16 października 2011, w ., przez pszygody

pranie może być dwojako niebezpieczne. każda z nas, szyna i ja, zdarłyśmy sobie skórę z palców. a przy okazji zalałyśmy natalkę piętro niżej.
węgry bardzo zimne, jesienna węgierskość przykleja nam się do szyb, wpada przez nosy prosto do płuc, wdychamy bezwolnie, łapczywie. potem nam się czkawką odbija przy glee.
wczoraj obejrzałyśmy drive w kinie z bencuszem i miśi, a potem jeszcze w domu, żeby zrehabilitować ryana goslinga – the believer’a. cóż poradzę, że go kocham i nie umiem nazwać słabego filmu słabym, przez to, że ryan tam grał..
hep.

 

les amours imaginaires

Dodano 15 października 2011, w ., przez pszygody

zrobiłam risercz w poranną sobotę i znalazłam kilka dorzecznych kawałków.

proszę państwa, Andy Bull z Lisą Mitchell (nazwisko zobowiązuje) i piosenka Dog.
i piękny kower electric feel MGMT, w wykonaniu Andiego.
swoją droga oryginał też bardzo dobry. tylko z większa mocą.
Lana Del Ray, to się przyznaję ukradłam z fejsa, ale ładne/ładna jest i szkoda, żeby nie przetrwało:


 - video games; ludze to mają zdrowie, żeby tak szukać cały dzień czegos wartego obejrzenia. akademia powinna przyznawać noble w tej kategorii. 
jeszcze bardzo seksowni bracia, louis i oliver, Lime Cordial z australii, prosto dla nas, przez głośniki jutubka: 


 z piosenka say it. trochę pasuje do klimatu filmu, który wczoraj obejrzałam z gosią. les amours imaginaires, bardzo ładny, dziwny, niepewny płciowo, mocno nowoczensy, a w stylu vintage, upadlający, z dobrą muzyką. więc soundtrack też polecam, a na zachętę: fever ray i keep the streets empty for me:
to jest za dużo jutubka, wiem. 
Otagowane:  

czerwony jeżyk

Dodano 14 października 2011, w ., przez pszygody

my się ostatnio przyjaźnimy. całą grupą. chodzimy grać w dziwaczne gry przy alkoholowych herbatach, przebiegamy na czerwonym z piskiem opon, naśmiewamy się z nieumiejętnego odmieniania końcówków.

tu grzecznie czekamy.
ale spójrzcie na minę misi. tak, właśnie misi jest naszą nową lokalną współlokatorką, i powiem wam, że nigdy lepszej współlokatorki nie miałyśmy z szynką. bywa tylko w przerwach między zajęciami, przynosi nam domowe kołacze i ma dowcip nieziemsko szybki, że się turlamy po karaluchach i nam wesoło nawet w smutne dni.
a tu misi śpi po węgierskim: z garnkiem w tle.

a dziś byłam na wycieczce. taki poranny, mroźny spacer po parku filozofów:

super pies? nie, to zwykły pomnik. a szynka czuła, że będę robić kompromitujące zdjęcie..

itt a duna:

misi i adrian udają pomniki:

a tu natalka wcina langosza nadziewanego nutellą:

i inteligentne zdjęcie pod słońce:

a co robi kierowca tramwaju w budapeszcie prowadząc tramwaj?

i to nie był pornos.

bo naprawdę już jest jesień.

jutro reszta z dzisiaj :) już trochę późno.

 

bjork, tylko głośno i nocą. z zamkniętymi oczami.

Dodano 13 października 2011, w ., przez pszygody

Piwo, kiepski film i oto jestem, gosia nastawiła jazzanovę, zanim weszła pod prysznic. a ja zabijam karaluchy bardzo nerwowo. wysikuję na nie za dużo radioaktywnego spreju, że potem szynka i ja się dusimy. pełnia już minęła, na węgrzech zima. zimno. kaloryfery wydychają ciepłe powietrze prosto z metalowych ust.
a biofilia. a biofilia jest nieziemska. czuję ubogość tego epitetu. biofilia jest tak poskładana, tak gęsta, nieprzystępna, zagrażająca życiu, uzależniająca, bezczelna, że nie mogę się od niej odczepić. obiecuje i trzeba za nią gonić. to tak, jakby bjork rozsypała cały wszechświat i poskładała najładniejsze melodie w całość, a potem je pocięła i wplombowała w zmiękczone, wygłuszone dźwięki, upadające tony, podłamane dźwiękolinie i odgłosy spięć elektrycznych i agresywne puszcze bitów, stepów i dabstepów. i to wszystko leci przed oczami bardzo wyraźnie, nawet bez dodatków, apletów czy czegoś, bez ajpadów, bez gier, które są doczepione do płyty, których nie mam, ale dzięki którym można aktywnie tworzyć jej muzykę.. to jest takie, że nie daje spać. nawet gdy się już zdejmie słuchawki. więc ją wdycham z apetytem.
niech wam dobrze smakuje: http://www.youtube.com/watch?v=Aw2Nr9G9dMg&feature=related
thunderbolt.
a potem virus:
http://www.youtube.com/watch?v=fABnVKy_08s

Otagowane:  

nie jest za późno.

Dodano 11 października 2011, w ., przez pszygody

gdy się spotyka dwóch takich, to można iść kraść księżyce takie jak na dzisiejszym niebie.


bon iver i james blake i ich fall creek boys choir, takie to leniwe i mocne. jak dobre kluski.

mam na empetrójce biophilię i się boję przesłuchać. dawno się tak nie bałam, że się rozczaruję.
a jutro test i jakoś tak, jakoś tak. dostałam od adriana razem z od dawna poszukiwaną przeze mnie a zgubioną gdzieś po liceum: noriko tujiko. tu alien z aoki takamasą: http://www.youtube.com/watch?v=y5Lqh2-6Q-M

jest już za późno.

jest jeszcze sam bon iver: http://www.youtube.com/watch?v=8MJio3s2wFI&feature=related – i can’t make you love me

i ulubiona przeze mnie wersja poker face z glee: http://www.youtube.com/watch?v=Hu9J9ILAgpc – za końcówkę, gdy wchodzi tonacja molowa i wszystkim rzedną nogi..

 

Otagowane:  

  • RSS