jaj..

Dodano 29 września 2011, w ., przez pszygody

Dziś już czwartek. Przepadło nam dużo zajęć. wszyscy się pochorowali.. dziś też przyjeżdża timek, ale to dopiero późno w nocy. Szynka śpi, ja jakoś dotrwałam jasności i momentu, w którym zmęczenie wzięło górę i zmożył mnie sen. dostajemy mnóstwo książek, z literatury dwa tomy tekstów źródłowych, z muzyki i sztuki węgierskiej trzy tomy, z geografii jeden spory.. i dalej nie pamiętam, ale to na pewno nie wszystko. uczymy się o tym, w jaki sposób węgrzy podbijali europę i wgryzamy u jancsi baczi w węgierskie potrawy, jakieś nadziewane kapusty, kalarepy czy węgierskie zalewajki. wegrzy to nacjonaliści, nie mogę się zdecydować czy mnie to przeraża, czy fascynuje. w każdym razie żal mi, że już nie ma w europie takich wysportowanych, wyborowych jeźdźców, którzy potrafili strzelać do tyłu jadąc konno i na pewno mieli dzięki temu świetne ciała.. a do tego i długie włosy, orle nosy i pewność siebie.. wzór faceta w eruropie? chudziutki, z wymodelowanymi włosami, trzymający się mody, taki chłopiec w za dużym swetrze w paski i w marynarskich butach. ze sportem na bakier, na znak sprzeciwu wielgachne okulary. a wśród wegrów przewaga długowłosych. mają szczęście, że rzadko łysieją..

co tam, fuck it!
taki mam widok po wyjściu z akademika/instytutu..
a tak mizernie wyglądam między zajęciami..
o szynce lepiej nie wspominam..
karolinka wzięła nas na słodką niedzielę do nieco plastikowej ale za to odpowiednio słodkiej cukierni o nazwie ‚sugar’ i tam wszystko było z cukru..
stąd też pochodzą urokliwe pudełka na gumy do żucia..
i ściany w toaletach..
takie dziwne japońskie znaki nam wymalowali na frontowej ścianie instytutu, teraz jak wracamy z szynką po bieganiu, to odbija się nam na twarzach czerwień i wyglądamy na bardziej zmęczone niż w rzeczywistości.. swoją droga jest do specjalnośc wegrów: zmieniać coś z zewnątrz, dla niepoznaki, że coś się psuje wewnątrz..wide: plac moskwy lotnisko na górze feriego..

wiem, że to nieładnie wyzyskiwac czyjeś nieszczęście.. ale to tylko żeby Wam uświadomić jak tu się miesza dawna świetność z nowoczesną biedą na ulicach. głodni i bezdomni, a obok turyści z zachodniej europy wracający z zachlanymi mordami po winnych libacjach. 

a z moim zasypianiem to jest tak, że albo zwariowałam, albo tu sa jakieś żyły pod nami, albo krążą po budynku duchy zomowców albo pomordowanych czy zakatowanych przez nich węgrów albo jeszcze nie wiem co.. ale karaluchy to nie mogą być, bo rozstawiłyśmy pułapkę na karaluchy (w roli wabika występuje kał karaluszy pod postacią tabletki) do której przykleił się dopiero jeden karaluch.. a w kuchni widziałam podobna pułapkę i była bardzo zatłoczona..

więc nie wiem.. 

piosenka bardzo dziwna, galopujący czarodziejski jeleń i jego brama do słońca/dnia :)
przeze mnie i szynkę zwane: punkfolkiem albo hardfolkiem, a za to nasz ady endre vel patrick wolf określił ten kawałek mianem: psychofolku :)
Otagowane:  

i

Dodano 27 września 2011, w ., przez pszygody

jeszcze to na dobrą noc..

pszę państwa, florence & the machine: what the water gave me
Otagowane:  

no to

Dodano 26 września 2011, w ., przez pszygody

zaśpiewajmy coś wesołego..: 

pszę państwa, jason collett i love is a dirty word.
Otagowane:  

lucy rose

Dodano 26 września 2011, w ., przez pszygody

tej pani jest szczęście, że zna bombay bicycle club: 

lucy rose i scar.
spać nadal nie umiem.
geografia poszła.
zbliża się czwartek.
Otagowane:  

kara lochy

Dodano 25 września 2011, w ., przez pszygody

To już jest choroba psychiczna.
Ciemno, noc, coś musiało głośniej
się wydarzyć w pokoju, bo budzę się zaniepokojona. choć to jest raczej
eufemizm znaczeniowy, bo jestem przerażona. leżę z walącym sercem, aż je
słyszę w uszach, ciarki po mnie chodzą a zdaje mi się, że to już one,
że ich obślizgłe, rudawe odwłoki szurają po moim ciele, nawet pod kołdrą
i zostawiają na spoconej skórze korytarze śladów po przeciągających się
odwłokach, drobnymi nóżkami tuż obok ryją wąskie wstążki pajączkowatych
sieci komunikacyjnych, strzepuję je nerwowo. słyszę piski, spadanie
karaluchów ze ścian i galopuję myślami w miejsca, w których
wszystkożerne prusaki przyciągane przez feromony, zapach strachu i potu
zawracają z podłogi, spod lodówki i zza wapnia ścian prosto na mnie i
już są blisko. oblewa mnie zimny pot, wariuję z gorąca i strachu, że
zaraz wszystkie się do mnie przykleją.. i wtedy przypomina mi się
michaela, która opowiada, że nie może spać, bo jej współlokatorka nie
pozwala gasić na noc górnego światła, bo wierzy, że wtedy karaluchy nie
wychodzą ze swoich ukryć, bo się boją światła. zapalam lampkę nocną.
rozglądam trzęsącymi rękami. wzrok powoli się przyzwyczaja, prusaki
zdążyły się już pochować. idę się oblać zimną wodą. wracam, gapię się w
lekko pojaśniony sufit, strumień światła skierowany na podłogę i tak
budzi biedną szynkę. podnosi zdumioną i zaspaną głowę. pszygoda, co
robisz?
- zwariowałam, śpij szynka.

naprawdę zwariowałam.
turlam się
po pościeli, walę głową w gorące fałdy prześcieradła, słone fale potu
roztrzaskują się o kadłub snu. wypadam za burtę, na łeb na szyję, tonę w
rozpaczy i bezsenności. śpiący lunatyk. ja, biedny zapomniany majtek na
fali sukcesu, zablokowany karaluszym odwłokiem, który zatyka mi pory i
gigla czułkami prosto w męskość. jestem przerażoną babą i nie wiem co z
tym zrobić.

szynka rano wynajduje rozwiązania, zatyczki do uszu, ale to może
pobudzić moją wyobraźnię. a więc pułapka na karaluchy tuż pod moje
łóżko, ale to może zwabić je w moją stronę.

niby nic, małe, niewidoczne, nieszkodliwe.
jeszcze tylko dziewięć miesięcy.
co po tym czasie urodzę? stwora
z obłędnym wzrokiem, i czułkami, w chitynowym pancerzu, o rudej
sierści i lśniącym odwłoku.

szynka mówi, że to kantry bardziej niż piosenki, które czasem dyskredytuję tym mianem. a mnie uspokaja. ukradłam teresce..
laura marling: blackberry stone: http://www.youtube.com/watch?v=YoRNfpvWhwQ

Otagowane:  

mydło i powidło

Dodano 24 września 2011, w ., przez pszygody

mizu? no więc tak wygląda sytuacja, że dwudziestego października będzie
miał miejsce koncert, który wynalazła w internecie szynka, uwaga uwaga..
soap&skin we własnej osobie na A38 hajó, rzecz niesłychana, bilet
30zł! nie wierzyłyśmy oczom, skakałyśmy ze szczęście i nagle szynka
przypomniała sobie, że właśnie tego dnia ma jechać do gilowic żeby móc
się wybrać na wesele justy, które to planuje od dawna <kupiła tę
różową i buty, żeby seksownie, planuje od dwóch miesięcy prezent i
fryzurę>. no i załamka. właśnie wyszła z pokoju, bo jej wrednie
<żeby to jeszcze raz przemyślała> puściłam głośno cry wolf.. mam
nadzieję, że cos wymyśli i pojedzie w piątek, obetnie się wcześniej albo
coś, albo wcale.. a teraz włączyło się smutne sdm..
ammura dostał pracę i jedzie do berlina. mariszka kupiła wszystkie
potrzebne materacy ku mnie goszczeniu w krakowie. tomek sporządza
zakupy, które mu wyznaczyłam, węgry powoli oddają ciepło z całego lata.
wieczory już chłodzą, trzeba chodzić w pełnych butach i ubierać coś na
ręce.
o szynka ryczy i krzyczy: o, po co ja to znalazłam..
u mnie za to joy division.
wczoraj poszłyśmy biegać, przywdziałyśmy sportowe dresy, nowe buty,
sportowe staniki, rozciągnęłyśmy się, rozgrzałyśmy, rozkręciłyśmy
wszystkie stawy i pobiegłyśmy poznawać teren. wszędzie pod górkę, albo
pionowo w dół. strasznie się biega, nie ma prawie płaskich ulic, a
jeszcze te parki ciemne i zakątki. ale jak się wybiegnie przypadkiem na
widok rzeki z mostami, to aż dech zapiera i można spokojnie spaść w dół,
tak pięknie. fajnie było.
no więc nie wiem co teraz szynka zrobi, wiem za to na pewno, że ja pójdę, choćby sama.

 

jak zwykle: tytuł nie może być pusty.

Dodano 23 września 2011, w ., przez pszygody

w zasadzie nielegalnie, ale mamy internet w pokoju, na szynczym kompjuterze i teraz gdy mała śpi, wreszcie oddaję się muzyce.
oto co znalazłam:

siedmiominutowe proven badlands w kompozycji annie clark i st.vincent http://pitchfork.com/news/44082-listen-to-a-new-orchestral-composition-by-st-vincents-annie-clark/

potem zmysłową jamie woon i spirals: http://www.youtube.com/watch?v=MgXNEl1Vn34&NR=1
czekajcie czekajcie, jamie to mężczyzna! hm, jako kobieta miałaby zdecydowanie bardzej interesujące głosiwo..

trochę niepokojący burial i fostercare: http://www.youtube.com/watch?v=FKs0fL2PwWk&feature=related

teraz herbata z cytryną i cukrem. tekst do tłumaczenia i four tet, które chyba kiedyś już wklejałam na bloga..i aż mi zabrakło zakładek, tyle się naotwierało dobrej muzyki. uwielbiam youtuba za to właśnie. wyobraźcie sobie, że trzeba by gdzieś po taką muzykę jechać, pytać, kupować, szukać, a tu wystarczy kliknąć i jest.. http://www.youtube.com/watch?v=tyi7F1yrVTc&feature=related four tet i she just likes to fight. jakoś mi nie podchodzą mixy tej dwójki jeszcze z tomkiem yorkiem.. ale sam tomek i jego młodszy braciszek andy..?


all for the best! :)
interesująca postać swoją drogą. gdy miał piętnaście lat wyruszył w świat, pojechał do rosji i zaczął się uczyć rosyjskiego, mieszkał w moskwie i pracował jako tłumacz dla grinpisu, potem studiował politykę i biznes też w moskwie aż zachciało mu się być gwiazdą i wydał singiel: simple. nie mogę znaleźć żadnej piosenki, która by nie zamulała, strasznie to nijakie i zawodzi. spodziewałby się kto młodszej, świeższej, mądrzejszej wersji tomka bez zeza.. a tu tak zwyczajnie. nawet nie po rosyjsku.

za to sam tomek.. no, z olivią wilde akurat, ale tylko w roli odwracaczki uwagi od niedobrej jakości, bo to jedyna dostępna wersja z jakiegośkoncertu..: http://www.youtube.com/watch?v=Rl7QIsn1Blc
skirting on the surface..
tak więc szynka się zbudziła..

halo halo!

Dodano 23 września 2011, w ., przez pszygody

spokojne weekendowe popołudnie, cisza, ciepełko choć rano mocno wionęło
chłodkiem, załatwiamy z szyneczką w grobowych nastrojach sprawy
podatkowe, ku naszemu zdziwieniu w trzy minuty następuje nasza kolej i
nie mamy jeszcze wypełnionych formularzy. biegniemy do okienka, pani się
uwija i już podpisujemy, że wszystko jest w porządku, a tu klops, nic
nie jest w porządku. szynka nazywa się małgorzata maria, ja natomiast
urodziłam się w czerwcy. niby nic, ale karta z numerem podatnika musi
być na poprawne nazwisko a numer jest złożony w części z daty
urodzenia.. iiii…godzinę później mogłyśmy już iść do sklepu. tesko.
widziałyśmy niedaleko tablicę, że jest blisko. idziemy zatem, mijamy
autostrady, domy maklerskie, ubezpieczalnie, wypożyczalnie samochodów,
ni ma. no to wpakowujemy się do autobusu i wywozi nas gdzieś na plac
bohaterów ina deaka, który znów mi się pomylił z ferenciek. ale nic to,
wynajdujemy tesko i wracamy objuczone jak wołki do akademika. człapiemy
się do biblioteki – zamknięta aż do poniedziałku..a nawet teraz jeszcze
powinna być czynna. więc wskrobujemy się po schodach zanieść nasze
numery podatkowe antonii, i tu następuje katastrofalny obrót
rzeczywistości. otóż wyobraźcie sobie, że od kiedy anna się
wyprowadziła, ja i szynka mamy pokój tylko we dwie. jedno łóżko stoi
puste, mamy ciszę i spokój, żadnych niemek ani rozwrzeszczanych
hiszpanek. i już zaczęłyśmy się cieszyć tym stanem, kiedy dziś w
poczekalni do antonii usłyszałyśmy pewną niemkę, która tłumaczyła jej,
że mieszka w pokoju z dziewczynami, z którymi nie da się komunikować, bo
nie znają ani węgierskiego ani angielskiego.. i jęła ją błagać o zmianę
pokoju. antonia odparła, że nie może jej pomóc, bo wszystkie pokoje są
zajęte. znieruchomiałyśmy z szynką. bo co będzie, jeśli antonia przejrzy
papiery i doszuka się, że u nas takie piękne wolne łóżko..? blady
strach padł na balassiego..

a poza tym pozytywka. wczoraj jakeśmy szły wybierać w naszym
ulubionym szperaczku okazyjnie ciuchy (szynka kupiła piękną różową, a
potem zaraz parę adidasów, żeby ze mną biegać a potem móc w tę sukienkę
wejść i czuć się seksownie) zaczepiło nas dwóch młodych i pieknych i
poprosili, żebyśmy się uśmiechnęły :D i to nastąpiło naturalnie, że się
do nich uśmiechnęłyśmy. wesołe miasto. padało od naszego przyjazdu raz.
tylko to jest słabe, że mamy najgorszy widok z całego balassiego,
wszystkie pozostałe kierunki są piękne. karolinki niestety w tej chwili
nie ma, ale jak będzie to poproszę żeby mi pozwoliła od siebie zrobić
zdjęcie i wam zademonstruję, spokojna głowa.

blady strach.. a za tydzień przyjeżdża timko i mamy plan pojechać se nad balaton albo do pecsu. a dziś na obiad szpageti.
mamy
tu naprawdę niezłą mieszaknę ludzi. właśnie poznałam dwóch pięknych
wenezuelczyków, tylko młodych, więc nie będzie z nich męża dla szyny,
niestety. ale za to obaj jeżdżą na deskach i jeszcze serfują. jest tu
więcej takich ludzi, np. chłopak, który tańczy w balecie, albo młodzi
tłumacze i filmowcy. tu nie ma ludzi z przypadku.

budapeszt jak zawsze dziwaczny. miesza wszystkie warstwy społeczne, wszelkie możliwe klimaty geometryczno-klimatyczne, splata ludzi w okurzony supeł i wyciska zawsze inne emocje.

razu pewnego wracałyśmy z tesko autobusem, a tu obok jedzie ferajna w krawatach i do nas macha i zaczepia. no to ja cyk: zdjęcie za zdjęciem, aż się czerwoni porobili:

i kierowca autobusu tak przyśpieszył, że biedaki nie mogły nadążyć..

a potem te westchnięcia i zachłyśnięcia budapesztem:

bo tak tu jest ładnie:

jak się kto rozejrzy i przypatrzy szczegółom, może znaleźć w tym brudzie czyste piękno:
i miłość! o proszę:

a to wklejam, bo szynka mówi, że mam coś wkleić dla ciotek, i że tu wyglądam jak mały niedźwiadek. no.. jestem odmiennego zdania, ale szynce muszę ulec, bo wklejam czasem przecież takie jej zdjęcia, że normalny człowiek, który chce dbać o swoją reputację w życiu by się nie zgodził. no wiec muszę.. (to w jednej z naszych ulubionych kawiarń, gdzie pan przygrywa na fortepianie i kawa wcale nie jest droga, a gorąca czekolada z pomarańczami doskonała, obsługują sami piękni mężczyźni, a pod kawiarnią mieści się kilka pięter księgarni i darmowa toaleta czynna do 22.oo)

na przykład takie zdjęcia szynki:

..tu sowa:

a tu siedzi messi i w tym miejscu pragnę pozdrowić największego fana messiego jakiego znam: wojtusia!

ale w bydapeszcie nie tylko wysoka kultura, ale jeszcze groby jana..:

ale wysoka kultura też!:

ale zaraz potem niska, w samym centrum przed północą, jakeśmy wracali z imprezy poloczkowej:

..swoją drogą z tej imprezy, w drodze na którą z krzaków w pobliżu parku filozofów wyskoczył na nas ekshibicjonista w białych podwiązkach, bez gaci i z siwą peruką a la merlin monroł, ale zapomniałam z wrażenia zrobić zdjęcia, a drugi raz już nie wyskoczył.. więc zdjęcia tylko chłopaków z polskiej imprezy..
i proszę się przyjrzeć tym minom:

a ten pan się wymykał obiektytowi.. aż się nie wymknął:

i polacy w budapeszcie..:

a tu węgrzy w budapeszcie, bardzo swobodni niezależnie od płci i wieku:

no i byłoby pięknie, gdyby nie groźba, że kogoś jednak dostaniemy do pokoju.. i gdyby nie one <to jest, po prawej naklejka z dowodem, lodówka balassiego:>

<niezły pasztet w tle>

próbujemy je tępić, ale wszystkich się nie da, zwłaszcza, że żerują w nocy a ja wtedy chowam się pod kołdrę i próbuję zasnąć.. na razie najlepiej mi idzie po alkoholu i uspokajającej herbatce, i gdy szynka ustawia taki program, który jeszcze przez jakiś czas puszcza po cichu muzykę a potem sam wyłącza komputer..
ale nie pękamy, jest z nami fuss!
aament!

ps. musimy być w konszachcie z bozinką, żeby nam nikogo nie zesłała do pokoju.. dlatego co niedzielę przypominam szynie o obowiązku prawdziwego katolika, czyli o mszy. tak.
miejcie się dobrze!

jakaś muzyka? modestep: sunlight :) http://www.youtube.com/watch?v=Bparw9Jo3dk
i u2, the ground beneath her feet
i coś najspokojniejszego: angus and julia stone: i’m not yours :)
i dziękujmy bogom za fejsbuka.

Otagowane:  

jest już późno, piszę.

Dodano 22 września 2011, w ., przez pszygody

Nie mogę spać. Nakrywam się cała kołdrą i czekam aż zaczną po mnie łazić
prusaki. Nie mogę się oderwać od tej myśli. Każdy najmniejszy szelest
przyprawia mnie o przyśpieszone wycie wyobraźni, widzę w powiększeniu
jak mlaskają, spadają z sufitów, jak wysysają soki z trupich przyjaciół,
jak wyłażą gromadami, by polować na wszystko, co da się zjeść, są
przecież wszystkożerne.

uspokaja nam się plan zajęć. szybko leci, bo nie mamy przerw między dzianiem się dnia, kończymy przeważnie o 20, zaczynamy o 8.30 więc mija szybko i
bez zastanowienia. wstajemy późno, bo nauka odbywa się piętro pod
naszym pokojem. czasem czuję się jak w hogwarcie, zwłaszcza na zajęciach
durnieja, przemiłego wychudzonego staruszka, która nam opowiada o
prawęgrach, ich sztuce i sposobach polowania. aż widzisz tych rosłych węgrów w czapach, jeżdżących konno jak rosyjscy cyrkowcy, wypuszczający bełty z napiętych ramion kuszy prosto w germańskiego wroga, a nad nimi latają turule i sokoły.. durniej śmieje się do rozpuku ze swoich żartów a my w ślad za nim umieramy z rozbawieina jego rozbawieniem.

na balassim są ludzie z
całego świata, bardzo różnorodnie mi tu. miewam wahania nastroju w
zależności od tego, jakie zajęcia właśnie minęły. piję więcej kawy,
czytam po węgiersku, gotuję z szynką obiady na kilka dni w przód.
wieczorami oglądamy dla odstresowania filmy. często przy tym
popłakujemy, bo z filmami mamy tak jak z muzyką, dysponujemy głównie
smutną.

od kilkunastu dni czekamy na inspekcję pokoju. pani mieszka trzy drzwi
obok i ciągle się zapowiada, sprzątamy wtedy, chowamy wszystkie
nielegalne rzeczy i ciągle jej nie ma.

śpimy nadal przy otwartym oknie a i tak jest gorąco nocą. w każdym razie
klimat w naszym pokoju znacząco się różni. w pobliżu szynczego łóżka
jest raczej wilgotny kontynentalny, u mnie za to śródziemnomorski. nie
mogłabym mieszkać w kraju, w którym panują karaluchy. już wiem. mamy
szczęście, że w polsce jest tylko 15 gatunków i że nie tak często
występują w domach. wyobraźcie sobie tylko.. boję się, że przywlekę
kilka z bagażami.. na razie nie.. ale kiedyś zechcę wrócić..

mieszkam w pięknej okolicy, ale pechowo dostałam tę część krajobrazu,
który jest beznadziejny. na lewo, na prawo i po drugiej stronie dech
zapiera. na szczęście mamy farta z szynką i mieszkamy sobie we dwie w
pokoju trzyosobowym, chociaż więc to.

bardzo mi się chce spać.

a tyle dziwnych myśli. niepokojów i tęsknień. głodu wrażeń i wiedzy. myśli do zapamiętania. strachów do przełknięcia.
na sen próbuję dziś kubka uspokajającej herbaty tekanne i szklanki białego, słodkiego wina.

4,5 godziny zajęć do weekendu :)

 

ał ał ał!

Dodano 15 września 2011, w ., przez pszygody

No więc idziemy na ostatnie w tym tygodniu zajęcia, tłumaczenie literatury pięknej, tłumacz z niemieckiego, który prowadzi oprócz kursu dla naszego stypendium jeszcze całkiem osobne zajęcia dla wybranej ósemki z całego świata, tam między innymi nasza karolinka, na pozycji reprezentantki płci żeńskiej z polski. tłum, same znajome twarze, duszno, zmęczenie a tu znów trzeba się przedstawić, dla wykładowców to nasze pierwsze widzenie, ale reszty nie wypada zanudzać tymi samymi pierdołami, więc wymyślam sobie, że powiem, że jestem pisarką i że przyszłam na zajęcia, żeby zobaczyć jak w przyszłości tłumacze będą psuć moje książki. ale piotruś pan niespecjalnie wygląda na żartownisia, raczej na takiego, co cię zniszczy, jak powiesz coś zbyt glupiego, więc sobie odpuszczam i jadę, że z krakowa, że komparatystyka, że wegierski..

zajęcia z ludźmi z wszystkich grup językowych, tak więc są i lepsi i słabsi. balassi to dziwna społeczność. na razie ciągle mieszkamy z szynką we dwie w pokoju, wegrów tu wcale nie ma, oprócz nauczycieli i ludzi z węgierskim pochodzeniem. 
jestem do tego chronicznie zmęczona. nie mogę zasnąć. udało się tylko raz, gdy uprzednio na pół obaliłyśmy szampana w parku.
poziom mojego stresu i zmęczenia odzwierciedla świetnie kilka wtop, np. gdy napisałam do kramara, że się cieszę, że ma dziewczynę węgierkę, podczas gdy ma finkę:) a potem zrozumiałam z mejla od marysi, że jedzie z ammurą na sardynię, a to oczywizm nie oni tylko antonio i pani hanka, wszystko więc mieszam, nie dosypiam, i dziś złamałam zasadę słodkiej niedzieli i wpieprzyłam kilka rurek z nadzieniem kakaowym.. trudno. a teraz ze zmęczenia po policzku turla się mi łza. to najwyższa pora, żeby wjechać windą na nasze zakaraluszone czwarte piętro i w końcu się wyspać.
z muzyki będzie trochę, pierwszy pakunek od ricsiego : sóley: about your funeral
i jeszcze takie coś: trochę nie w nastroju śpiącego klejenia się do gorącego fotela, ale godne uwagi: 
steed lord: remember me
i ostatnie: the naked and famous: young blood, już sama nie wiem skąd i od kogo.. 
no i do zobka :)
psss: zdjęcia w następnym rzucie..
Otagowane:  

  • RSS