nie umiem czytać

Dodano 24 lipca 2011, w ., przez pszygody

boję się, że to zaginie

lena chamamyan – ale tytułu nie potrafię odczytać..
to tak samo:
czasy są niezwykłe. 
amy winehouse nie żyje.
dostałam suvenir z lipska w postaci prawie kilogramowej paczki haribo.
i wszystko się zmieniło.
tęsknie za latem tego lata.
w ogólę tęsknie. sama nie wiem za czym.
tak chyba już miewam w lipcu.
zrobię sobie i gosi herbaty może..
albo też napiję się wina. pora jest odpowiednia.

ostrów nad ołobokiem

Dodano 20 lipca 2011, w ., przez pszygody

Tylko krótki update.
Anas ciągle w więzieniu.
Przygoda ciągle w ostrowie.
Szynka już w Lipsku.
Amer już w Polsce.
Mariszka też w Polsce
Tomek ciągle w Łodzi.
Siostra jeszcze w Londynie.
Gdzie jest Banieczka?
Pacia właśnie wróciła z pracy.
Dzień rysuje się ciepło, chmurnie i wietrznie.
Dziadek w szpitalu.
Waga od wczoraj pokazuje kilo mniej, nawet po śniadaniu.
Komputer wreszcie nadprawiony, działa.
Miałam sen. Nie skojarzyłam przyczyny. To już zbyt odległe, żeby kojarzyć z bieżącą datą; gdyby nie fejsbuk..
Kochana Karolinko Tramwajowa, wszystkiego najlepszego! :)
Gdzieś w sierpniu wakacje.
Muzyki ostatnio żadnej. Tylko radio stereo z głowy odtwarza swoją stałą plejlistę. Jest tam rmembering i james blake, czasem rita marcela khalife.

 

noc

Dodano 12 lipca 2011, w ., przez pszygody

oto zdjęcie kawałka ściany kamienicy w której mieszka brat szynk:
tu już po lekcji, serio, nie mogłam przestać się cieszyć jak głupia do konia (by maria)

a takie tam były pastwiska..

i taka trzoda..

potem były długie spacery..

trzeba było rozchodzić ból..

wymoczyć kończyny.

by mieć siłę na dalszy cąg rozrywek, herbatę na tarasie przy książce i w doborowym towarzystwie..

..i na kolejny spacer na molo nad jeziorem żarnowieckim z widokiem na starego rybaka..: (by maria)

mniej więcej tak zostałam podjęta w częstochowie.. nic dziwnego, że uwielbiam tu przyjeżdżać..

takie lato..

 

halo medalikowo

Dodano 11 lipca 2011, w ., przez pszygody

Dawno się tak dobrze nie czułam. Jestem wypoczęta, nie czuję
nad sobą żadnego przymusu, żadnych obowiązków poza zachowywaniem się na pewnym
poziomie. Spędzam wakacje wśród kochanych ludzi. Teraz korzystam z
dobrodziejstw kurortu w lubkowie. Najlepsze, że mam tu swój własny pokój na
poddaszu, z biurkiem, kwiatkami w wazonie i łóżkiem, ba! Jest nawet lampka
nocna i słup. Są też niestety pająki, całe mnóstwo, można je odgarniać
garściami. Jeden w tej chwili chodzi po materacu, na którym siedzę, kilkanaście
wisi koło okna, kolejna dziesiątka w drugim rogu pokoju. Nie ma chwilowo na
szczęście tych prawdziwych, dużych, co je widać jako wielką czarną plamę na
ścianie, nawet gdy patrzeć bez okularów. Wczoraj Marysia odkurzyła mi wszystkie
małe, które akurat przyszły przez okno, ale było ich z 50, jak bumcyk. Dziś już
mniej. Ale co jakiś czas któryś spada mi na głowę i toczy się wesoło po nosie
na klawiaturę. Chciałam coś wczoraj napisać i nie mogłam wziąć lapka ze
stolika, bo był cały opleciony pajęczynami i pajączkami, krzesło, głośniki i
myszka też. Wolałam poczekać do następnego rana, bo po co drażnić pająki na
noc.. żeby się rozbiegły po pokoju?

Dziś i wczoraj jeździłam konno. Wczoraj czterdzieści minut z
instruktorką, powiedziała, że sobie poradzę w terenie, gdy jej napomknęłam, że
mi się marzy i na to ona, że zaprasza, więc dziś, zamiast oglądać mecz polski z
rosją, jeździłam po lesie galopem! A było wyśmienicie. Tak się uśmiechałam, że
byle gałązka mogła mi wybić kły. Ale nic nie mogłam poradzić na ten stan. Moja
Tala miała tylko skłonności do potykania się, co nieźle wybijało z rytmu i
groziło srogim upadkiem gdy w galopie, ale szczęśliwie nic się nie stało złego.
Było pięknie. I jeszcze spacery z Mariszką. Morze, słońce, bryza, jastrzębia
góra, czy karwie, albo dębki i karwińskie błota. Łazimy i wdychamy jodu.
Polskie morze jest cudowne. Oj, ale tak mnie wszystko boli.. zwłaszcza siedzieć
nie mogę, nie umiem też złączyć nóg..jutro może być jeszcze gorzej. No nic.
Poczytam trochę.

Jutro rzeczywicie było gorzej, teraz jest już pojutrze i też
nie jest wesoło, doszedł jeszcze ból pleców w dolnej partii, widać, że dawno
nie korzystałam z tych części ciała. Jeszcze przestanek u Marysi w częstochowie,
ale już pojutrze wymykam się do ostrowa odwiedzać ciotki.

No i zamieściłam link do strony o Anasie, ale sama już nie
wiem. Alaa mówi, że to jeszcze gorzej, ta cała akcja. Że teraz go nie
wypuszczą, bo myślą, że jakaś duża zorganizowana akcja wspiera Anasa, w związku
z czym lepiej go trzymać. Więc czuję się tak, jakbym to ja trzymała Anasa za
kratkami. I boję się, że robią mu krzywdę.

A tak, i jeszcze obroniłam na piątki kolejny licencjat. Ale
to jakoś mimo się stało.

I teraz jakoś tak się szaro zrobiło. Choć piekłyśmy z
marysią przed chwilą jagodowe mufinki i wszystko było w kolorze malin i jagód.

To może pójdę coś skomponować? Nieźle mi idzie..

a zdjęcia wieczorrem :)

 

crystalline

Dodano 2 lipca 2011, w ., przez pszygody

Wakacje,
piszcząca na sztormie rozalka, wyrzucana przy dźwiękach szopena co i
rusz za burtę statku – marysi, okrzyki śmiechu, podczas gdy biedne
dziecko podgryzane jest przez rybki,
plastelinowe zoo w drugim pokoju, pani wielorybowa i wyglądająca jak coś innego żyrafa.
pianino i prymitywne komponowanie. jak inaczej zrekompensować sobie
ołpenera, na którym w niedzielę zagra james blake? a ja przecież będę
wtedy podróżować w przeciwną stronę, na obronę.
obrona powinna być tez możliwa przez skajpa, tak uważam.
przecież to bzdura. choć wszystko może pójść źle.
turnus u marysi.
deszcz to najlepsze co może się dołożyć. wtedy bezkarnie można
niewykorzystywać pięknej pogody i siedzieć w miejscu przy filmach,
takich jak baraka. można koszmarnie się opijać herbatą o zapachu róż, który
przywodzi na myśl jakieś wspomnienie z przed lat.
jeszcze tylko obrona.
poszukiwanie mieszkania na wakacje w toku. negocjacje z camilla dżamillą trwają jednostronie.
dziwne sny,
porozrzucane rzeczy po pokoju otu.
rozalka zapakowana w walizkę i wysyłana do singapuru.
przynudzający znów mann <a może to kwestia nastroju>,
beznadziejnie przetłumaczony ady, potem różewicz i herbert brzmią tak
dobrze.
plastelinowy świat w rytmie szopena.

bardzo piękne rękodzielnictwo marysi,

a tu znalezisko odkryte podczas spaceru z olim,

i prezent z dalekiej moskwy od kevika,

a tu bania na licencji, (opodal przechodziła węgierska pielgrzymka z prawdziwymi węgierskimi flagami, środkiem krakowa!)

na odwiezinach szynki, wzruszył mnie ten napis.

i ten obrazek.

a tu ktoś se chyba jaja robił. jak to mogło przejść?? :)

obejrzałyśmy z mariszką wszystkie dostępne nam odcinki ani z zielonego wzgórza, różne inne filmy i teraz struktura naszych ciał opiera się w większej większości na naparze z herbaty i torcie malinowym na biszkopcie z pyszną maskarponową masą, którą sama w połowie umiksowałam.

czas już iść na żurową zalewajkę.
a piosenek? może nowa bjork?
http://www.youtube.com/watch?v=DzYDl3FuGV4

crystalline

jeszcze bardzo mnie martwi, że nasz anas the original one został wyprowadozny z meczetu i zamknięty w więzieniu. dodajmy, że anas jest najspokojniejszym człowiekiem jakiego znam. potomek mahometa. człowiek szlachetny i wdzięczny. i to jest bardzo niedobrze, że go zamknięto. i denerwuje mnie, że nie wiem jak pomóc, co zrobić, gdzie zadzwonić, pojechać i kogo pobić. co się robi w takich sytuacjach? ma ktoś instrukcję obsługi?

żur – zawołanie ostateczne.

Otagowane:  

  • RSS