dzień zły, mimo że dobry.

Dodano 23 czerwca 2011, w ., przez pszygody
Dziś nie jest dzień dobry, ani dobry wieczor.

choć dostałam stypendium i caly przyszły rok spędzę na węgrzech. co więcej – w samym centrum budapesztu.
dziś jest dzień przed drammatyką i nie może być dobrze.
a jednak mann.
mimo młodego wieku <ledwo 25 lat>

trochę was sprowokowałam atakiem na niego (niektórzy z Was prawie to skomentowali:P);

(inni nie znali litości.)

jednak był świetny. trzeba uznać:

- Gdzie, pani Katarzyno?
- W sali jadalnej, panie konsulu… – Twarz jej stała się czerwona jak jej ręce; pochodziła ze wsi i łatwo się detonowała.

ciekawe jak to brzmi w oryginale. 

może się nauczę niemieckiego?

ale nigdy więcej filologii. nie chcę poznawać kolejnej gramatyki historycznej. polska i węgierska mi wystarczą.
a jak tego nie zdam jutro, to przez wakacje zostanę specjalistką i jeszcze doktorat z tego zrobię, składam oficjalnie obietnicę.

 

umschlagplatz

Dodano 21 czerwca 2011, w ., przez pszygody
pewne rzeczy robić trzeba, mimo że akurat nie można.
inaczej nie powstawałaby poezja. inaczej nie rodziłaby się myśl. rewolucje. demokracje. nowe gatunki tortów.
mann na przykład, musiał niby zdawać maturę, ale olał to i poszedł pisać książki.
miłosz. żeby ratować swoje życie i twórczość – zostawił swoją żonę w zainfekowanej niemcami polsce. dał nogę. i dupy.
gombrowicz – nawet przez myśl mu nie przeszło, żeby wrócić do powinności obywatelskich z argentyny.
itd. stb.
większość genialnych myśli powstaje w sprzeciwie wobec obowiązków.
dlatego łatwo mi się podważa sens wkuwania gramatyki.

porachujmy trochę:
egzaminów do końca sesji: 1
zdanych: 7 w krakowie + 2 w budapeszcie
napisanych prac licencjackich w tym roku akademickim: 2
otrzymanych dyplomów: na razie 1, a może uda się i drugi
zjedzonych dziś pak draży: 1, + dwa czupaczupsy farbujące po języku
niepożądanych myśli i tęsknień: 0 <jak ja to robię?>

słucham sobie u2.
mam dobre pomysły na lato.
mam trochę zaproszeń do kochanych ludzi.

odpruwają mi się tylko guziki, które nawet nie służą niczego zapinaniu czy odpinaniu. spadają jak nieuważne rzęsy przy demakijażu prosto na podłogę.
ich też się nie da podnieść i doszyć.

kuczok mówi, że książka jest jak kobieta. kiedy się w niej jest – zapomina się o świecie.
nie wiem czy bardziej mnie cieszy zmyślność tej wypowiedzi, czy martwi jej brudne tło szowinizmu. i to kuczok.

a gdyby to odwrócić? dobra książka jest jak mężczyzna. gdy jest we mnie, zapominam o całym świecie. słaba książka też jest jak mężczyzna. gdy jest we mnie – nie dochodzę do końca. odkładam ze znudzeniem. zapominam.
proszę państwa. mann wcale nie pisał tak świetnie. nudził przy opisach niegorzej od dabrowskiej.
marysia straszyła mnie dziś najwyższą komisją do spraw korupcji, gdy powiedziałam, że chętnie zapłacę za egzamin z gramatyki historycznej.
uwielbiam ten kawałek:
sting i englishman in new york.
Otagowane:  

wall story

Dodano 19 czerwca 2011, w ., przez pszygody

A więc hiphop, 
bo można sobie gadać razem z fiszem albo ego. w trudnych momentach. tylko czy teraz jest taki? zostały dwa egzaminy, trudne. jest lato, wakacje. mam dużo kochanych ludzi wokół. spędzę przyjemny dzień z literaturą, przecież jest we mnie, mną, za mną i przede też. nieodłącznie. nie ma się czego bać. wstydzić.
czas zacząć wykorzystywać możliwości.. jest ich wszak bardzo dużo. wrzesień nie jawi się wcale strasznie. lipiec i sierpień nawet miło może.
z wczorajszego spaceru takie wspaniałości; ktoś mądrze zaflamastrował przestrzeń po zamalowanych, może antysemickich napisach <bo to kazimierz>; i kolory.



zapytam tylko, co tam robi rybka pod psim ogonkiem?

potem były lody z szynką, z bakaliami, truskawki masakrowane przeze mnie ręcznie w autobusie, banan.
poranne powroty tramwajem. zmoczone ulice, gwar centrum. kasłająca portierka. różowa róża ze zwieszoną ze smutnu głową.
yoko kanno i goodnight julia z cowboya bebopa.


Otagowane:  

mam w pokoju szynkę!

Dodano 18 czerwca 2011, w ., przez pszygody

tak! mam ją w pokoju, zwabioną arbuzem i internetem :) zjadłyśmy miiłe śniadanie i teraz ona pisze pracę, a ja bumeluję, wiadomo. dlatego pomyślałam, że wrzucę parę zdjęć jeszcze z budanpeżdu:
włala, mój ulubiony portret maćka i szynki na tle ulicznym (i mniej więcej 1/4 ali):

ta symetria, ucięte ręce, skupione twarze, śmietnik w tle i ich inicjały: MM na przystanku :D boskie :)

tak, to jest marchew zatknięta za wycieraczkę :D a to z okresu, gdy szynka miała wiosenne postanowienie jeść dużo zdrowych marchewek i u nas w lodówce też takie więdły.. i to nie jest fejk!

a, że węgrzy uwielbiają monroe to wiadomo nie od dziś :)

lubią też rozdawać piwa na ulicach.. bardzo pyszne soproni, pomarańczowe i cytrynowe :) na tle szynki i anty puke’a :D


chyba nikogo już nie dziwi, że szynki tu jest najwięcej..:> tu sobie gaworzy z naszym ulubionym kanałem :D

widziałysmy jak powstawał ten rysunek z tyłu.. :> uważam, że świetne kadrowanie ;>

i małpka na koniec :> węgrzy <węgierki?> to mają fantazję :)

i tak się wakacyjnie zrobiło.. a przecież najgorsze egzaminy przede mną.. i to już w pon. a dziś się widzę z tosią! a jeszcze mam tu szynkę, a potem jeszcze..
dobra :> nie panikum, jest unikum, aj?

w dzisiejszym odcinku chciałabym pozdrowić wszystkie postaci, których wizerunkami się posłużyłam do uatrakcyjnienia bloga :) a, i nie pozywajcie mnie proszę do sądu..

i jeszcze pozdrowisko dla tych, z którymi się dziś zobaczę, czyil np. tosi :D
i dla marysi (będzie książka!) i bani, ktora ma egzamin.. z podziękowaniami za wczorajszą różową różę ;>

trzymajcie kciuki!

 

down by the riverside

Dodano 17 czerwca 2011, w ., przez pszygody

zwróćcie uwagę na tę panią.



agnes – to imię w anglii jest równie mało popularne jak u nas honorata czy zyta.
a jak dla dunki to pewnie normalne..
agnes obel: riverside.
taki brakstrój. z różowym motylkiem.
truskawki marzną w lodówce. może im pomogę i je wyciągnę?

Otagowane:  

haloszek

Dodano 17 czerwca 2011, w ., przez pszygody


trudno się z tym nie zgodzić :)

niech klimat tej dziwacznej reklamy dopełni patrick watson i kawałek pt. weight of the world.


Otagowane:  

reality bites

Dodano 16 czerwca 2011, w ., przez pszygody

takie oto zdjęcie zrobiłam jeszcze w budapeszcie.. szukam tekstów z ervina i dlatego przeglądam zdjęcia..
otóż przyszedł po mnie dziś na spacer szimi i oglądaliśmy teatr sztuk przepychanych w parku jordana; okazało się że znam jednego z pięciu dziwacznie ze sobą połączonych ćwiczeniami mężczyzn.. jeden był gruby i trzymał cały czas neseser, szimi nazwał go doktorantem agiehu, drugi wyglądał jak pan mijagi, sensej, dostal ksywę profesor; był też mistrz akapulko i jeszcze dwóch ubranych na czarno adeptów, z czego jeden był świstakiem. i tak się przepychali w piątkę pełni skupienia. a my gadaliśmy.
jem apap, popijam melisą, łapię komary do słoika i wynoszę za pokój. dziś nawet umyłam okno, żeby pan z przeciwka mógł mnie łatwiej podglądać. a ja jego rzecz jasna.
 

śśiip

Dodano 15 czerwca 2011, w ., przez pszygody

zara ochujeję..

 

okna strachu

Dodano 15 czerwca 2011, w ., przez pszygody
czekałam na wczoraj z wielkim strachem. wczoraj nie przyszło. to znaczy było oczywiście, ale nie to, które powinno. balassi nic nie może nam powiedzieć jeszcze. choć powinien napisać chociaż tym, którzy się nie dostali.. bo jak się dowiem, że się nie dostałam a jednak go otwarli, to sie zdenerwuję. może nawet rozpłaczę. chociaż.
horoskop na 2011 przepowiadał, że dla byków będzie to rok zmian, które zaznaczą sie zwłaszcza w drugiej połowie roku..
otóż otóż, moja zmiana jest taka, że piję kawę. może tylko na czas sesji, ale samodzielnie ją kupuję, co mi się nigdy wczesniej nie zdarzało.. pijałam okazjonalnie, rzaadko.
jem dużo moich przyjaciółek nosp. to kolejne przepotwarzenie z serii: ku dorosłości. kiedyś havibaj nie bolał.
i jeszcze taki, że kupiłam długą sukienkę. jest piękna!
oczywiście nie mam gdzie jej nosić.. ale to się wiąże z zasadą, która rządzi naszym światem, według której (m.in.) przez większość tygodnia nosimy tylko 20% naszych ubrań, reszta leży w szafie. i według tej zasady każdą firmę zasadniczo konstytuuje jakieś 20% pracowników, reszta się obija. i tak ze wszystkim. 20% ludzi się bogaci, reszta biduje.. czy to znaczy, że 20% ludzi na świecie jest szcześliwych a reszta nie? (jak się ta zasada nazywała..?)
jeśli balassi się na mnie nie otworzy – możliwe, że zmiana będzie drastyczniejsza. zacznę regularne życie. osiedlę się w jednym miejscu. stanę i popatrzę. wybiorę kogoś spośród tych, których oferty walają się na mojej skrzynce, podeptane, niszczejące od wirtualnego kurzu. zajdę w ciążę..
no dobra, przeginam.
ale może chociaz zamieszkam gdzies na stałe i znajdę pracę?
pan z przeciwka patrzy mi w okno. pan nad nim ma nawet wyściełane poduszkami w różu, żeby sobie wygodniej patrzeć.

i bjork: mother heroic:


oraz: metronomy: the bay:
http://designcollector.net/metronomy-the-bay/

i spylam na obiad^^
Otagowane:  

co za potfuss

Dodano 14 czerwca 2011, w ., przez pszygody

Widok z okna na Jabłonowskich:

w który rzucałam dziś obcasami, bo tak się składa, że koleżanka tego widoku w nich występuje, a w zasadzie w rzeczach po swojej babci, poza butami
(wygląda na to, że rozpoczęłam serię portretów na tle aut; niech będzie)

 

  • RSS