bombay

Dodano 29 listopada 2010, w ., przez pszygody

klip i kawałek są znakomite :) myślałam, że już dawno wpuściłam na bloga.. tymczasem jeszcze nie: 

 el guincho – ‚bombay’  :)

czy mówiła Wam już szynka, że nie mam odruchu na młoteczkowe uderzenie pod kolanem? co to znaczy?
 szynka tez nie wie, choć jest progeniturą lekarza :)
Otagowane:  

:) prószy na peszt i budę!

Dodano 27 listopada 2010, w ., przez pszygody

nie mogę, pada śnieg, sypie! sypie na całe tesko, ulice, na nasze okno, jakby szynkę w śpiworku wystawić za okno to i na nią by padało! :) cudownie :)

poza tym tego nie można przegapić, uwielbiam jego czucie muzyki: 

 - ‚green eyed monster’ pawła ostrovskiego, mam nadzieję, że nie umrze w tłumie dod i innych <przepraszam za wyrażenie> polskich gówien.
jeśli to jest amator, to nie wiem.. skąd on się wziął w polsce? śpiewa fantastycznie, a do tego sam skomponował taki kawałek, mnie to przypomina nic! a to wielgachny komplement! jest sam w swojej klasie i fantastycznie brzmi :) nie mogę przestać słuuchać.
obejrzałyśmy z szynką mulan.. i zmuliłyśmy :) nie no, było wesołe, jeno juz późno i trzeba nyny czy coś? :) 
Otagowane:  

budapaszcz

Dodano 26 listopada 2010, w ., przez pszygody

Jest już prawie 16, ciągle siedzę zawinięta w śpiworek i chlapię maxgrip, za chwilę szyneczka przyniesie knedle ze śliwkami i sprawdzimy czy śmietana z wtorku jeszcze działa:) wczoraj pełna gorączki poszłam na mecz i wygrałam, uwaga uwaga, z ubiegłoroczną zwyciężczynią: 3:0 :) a potem jeszcze kolejny z identycznym wynikiem, tym samym wychodzę z grupy na pierwszym miejscu! hurej hurej! :) ale nie udałoby mi się to, gdyby nie wierni kibice i fani, którym dziekuję i którym się kłaniam w szerz i w pas.

ciocia krysia napisała w jednym z komentarzy, że virginia nie miała zębów i dlatego się nie uśmiechała. poszperałam trochę w internecie i okazuje się, że niecałe sto lat temu choroby duszy leczyło się bromem i wyrywaniem zebów. albo też się je wyrywało żeby pokonać ciągłą gorączkę. nie moge uwierzyć. to głupsze niż wypiekanie dziecięcych chorób w piekarniku..z zębami jeszcze taka rzecz mi się przypomina, że gdy byłam w bunkrze sztuki na  wystawie zdjęć związanych z witkacym, to mnie uderzył widok jednego zdjęcia, Witkacy miał fatalne zęby, większości nie miał, a te co się ostały, były koloru czarnego albo nadpsuto-brązowego. dlatego tak rzadko pozował do zdjęć z uśmiechem, robił dziwaczne miny, to prawda, ale ile znacie jego zdjęć z zębami? jak w takim stanie mogły na niego lecieć kobiety? a leciały.. w historii smaku wyczytałam, że po tym, czy ktoś ma zepsute zęby czy nie, poznaje się z jakiego wieku pochodzą szczątki, bo zanim odkryto cukier i zaczęto go masowo wprowadzać do diety – ludzie nie mieli kłopotów z próchnicą. a dzisiaj cukier jest wszędzie, najwięcej go chyba w chlebie.. może czas zacząć wypiekać go samodzielnie? kupić maszynę i nastawiać na określoną godzinę, nic prostszego..
może powinnam zrezygnować też z niedzielnych ciast? :) myślę, że z łatwością.
tymczasem pouczę się czegoś, skoro już nie mogę imprezować ani tańczyć, bo moje ruchy krępuje napotny śpiwór..
to już 7 miesięcy, trudno uwierzyć, że tak dawno i jednocześnie tak przed chwilą.
ładne: 

 blackbird blackbird – ‚pure’
Otagowane:  

buda w paszczy

Dodano 25 listopada 2010, w ., przez pszygody

Naprawdę mnie niepokoi, że tylu Węgrów popełnia samobójstwo. teoretycznie nie mają więcej powodów, żeby aż tak wyprzedzać inne państwa w statystykach (które są porażające!); 43 mężczyzn na 100 000 się zabija, co dziesiąta próba jest udana, co może oznaczać, że próbujących jest dziesięć razy więcej. może to z powodu dużego procentu ateistów (ponad 20%). kobiety też przodują w porównaniu do reszty świara, ok.12 na 100 000 umiera śmiercią samobójczą. 

no mniejsza;
jeszcze się korea wyrwała z tym kretyńskim atakiem. po co?
zgadzam się z Tuwimem, że to bujda, granda zwykła
http://www.youtube.com/watch?v=N_SuTh2fyxs
 (akurat „do prostego człowieka”) szkoda, że mu się za to nobel nie dostał. i że nikt poza polską tuwima nie zna..
tymczasem na węgrzech panoszy się choróbsko, na razie najsilniej opiera się mu szynka, elejn już leżała parę dni, mnie zmogło wczoraj, a dziś mecze! aa! :> przecież nie mogę ich poddać:P zresztą nie wiem jak to powiedzieć po węgiersku :)


 (gotye „your hearts a mess)
a to już stare, dostałam od szynki kiedyś, ale zapomniałam tu wstawić :) a gniecie aż spadają gacie! :)

i jeszcze, sprawdzałam sobie jak jest ‚kibic’ po węgiersku i kochany nasz googletranslator wyświetlił taką odpowiedź: 

Tłumaczenie (polski > węgierski)

ventilátor
jak tu się nie uśmiać! :)

Otagowane:  

buda ciągle piszczy, peszt milczy

Dodano 24 listopada 2010, w ., przez pszygody

Dawno nie było o uczuciach, a przecież mogłabym tyle, i tak. jest już trochę późno, jutro będę występować przed grupą, ale napadło mnie takie coś, co czasem nachodzi mnie przed istotnymi momentami w życiu, poczucie bezsensu i rezygnacji. a nie wiem skąd to, bo ostatnio dobrze sie bawię, uprawiam pingpong najwyższej klasy, wygrałam z pierwszą rywalką 3:0, nie wyszła dwa razy z 1 punktu, w ostatnim secie wyszarpnęła tylko drugi punkt..ponadto już lepiej z moim węgierskim, ciągle jest to zastraszająco marny poziom, ale nie aż taki znowu starszny. a uczucia się kłębią, szurają brzuchem po podłodze i szarpią mnie za włosy. oglądam się na lewo i znów na lewo, potem na prawo, nieprzepisowo. wymyślam sobie ograniczenia, wsadzam się w ramy, tak łatwiej mi żyć. nie jem na ten przykład słodyczy, i to już ze trzy tygodnie będzie. pozwalamy sobie raz w tygodniu, w słodką niedzielę, na ciasto. ostatnio wybrałyśmy tort z masą kasztanową, przepyszny. 

o uczuciach miało być tak..? chyba nie zdążę, bo szynka wróciła z łazienki i to znaczy, że jest wolna, a muszę się umyć ładnie na jutro.. trzeba nam wstać o 6.30.
no zatem idę!

http://www.youtube.com/watch?v=HAzJ_7CeWbc&feature=related
 - oryginalna wersja piosenki seressa, o smutnej niedzieli, po której wielu ludzi się zabiło. tak, o tym jutro będzie na zajęciach jako o hungarikum. 
Otagowane:  

budapiszczy

Dodano 19 listopada 2010, w ., przez pszygody

Piątek. Węgrzy solą nawet chrupki kukurydziane, za to często zdarza im się nie posolić pyrów. skandal. niespodzianką najlepszą tego tygodnia jest kartka z islandii, którą dostałam od pjotrka, byłego współlokatora szynki. z miszu zresztą. kartka przedstawia ‚typowy islandzki krajobraz’ i ma być dla mnie rekompensatą za to, że muszę znosić oglądanie wyspy tylko na zdjęciach, zamiast patrzeć na nią z bliższa.. kartka jest urocza a piotrek jest kochany i nie da mu się tego odmówić :) i ma rację nazywając mnie najprawdopodobniej najbardziej zazdroszczącym mu położenia geograficznego człowiekiem ;)


dziś byłyśmy z dziewczynami po zajęciach na bazarku przy placu imienia jednego poety i znalazłam tam miód słonecznikowy, jest gęsty i scukrzony i pyszny :) żółty jak cytryna:) oprócz tego zapisałam się na zawody pingpongowe akademika i czekam z niecierpliwością czy zgłoszą się jakieś przeciwniczki dla mnie:) jestem cienka, ale tak lubię grać, że mam to w nosie:)
za to szynka nie może spokojnie wychodzić przez bramkę co jest przy wejściu do akademika bo na jednej imprezie ukradziono jej kartę i od tamtej pory wszystkie nowe, które dostaje – nie działają. trwa to juz z osiem dni i przez to ja się tez złoszczę, bo szynka nie chce ze mną iść pograć :/ a kupiłam taką dobrą rakietkę.. 
poza tym dzisiaj są urodziny taty. a to już siedem miesięcy. w zasadzie, dopiero. śni mi się często. ostatnio już w lepszej formie, wesoły i zadowolony. 
chciałabym tu zostać jeszcze na pół roku, poznać budapeszt wiosną i latem. szkoda mi wyjeżdżać. nic tu się jeszcze nie wydarzyło takiego, co by mogło żebym mogła mówić, że jest/było fantastycznie.
dzwoni do mnie ktoś dziś cały dzień z numeru nieznanego. wiecie może kto to? bo parę razy nie słyszałam.. albo nie dobiegłam.
tomek w dusseldorfie, szynka gdzieś na saharze pewnie (śpi na brzuchu), elejn w ameryce (ogląda jakiś serial), mariszka w damaszki, bania w krakowie, a ja tu. z ogryzkiem od gruszki, herbatą malinową i miodem ze słoneczników. piątek wieczór, grzane wino z pomarańczami w planach, urodziny taty, szaro i deszcz. zrobię sobie warkocze i nauczę się listu pożegnalnego virginii wolf na pamięć.. a co mi tam. 
b.lubię tę piosenkę: 
http://www.youtube.com/watch?v=_AcuB8Bplsw&feature=player_embedded
 - oto marek dyjak i ‚pisz do mnie’
hm, odebrałam ten telefon: ‚tu akcja złoty kłiz’..’ :)
i jeszcze to mi się przypomniało: 
http://www.youtube.com/watch?v=N-PB3-g_Jdk&NR=1
 
madonny, live to tell, b.lubię!
ach, no i rano zjadłam podobno spleśniały już chleb.. ale może, że jakw stawałam rano to był jeszcze w porządku tylko potem się zepsuł jak dziewczyny wstały? :)
a tu zestaw: blondynka z szatynką przeplatane paulą:
i tyle :)
Otagowane:  

bepeszt

Dodano 14 listopada 2010, w ., przez pszygody
Jak przeżyć niedzielę nic nie robiąc, siedząc w akademiku i muląc balasa..? miał być wyszegrad, ale nam się nie wstało, zresztą przyjechałyśmy po koncercie koło 3 dopiero i nawet nikt nie wspomniał o budzeniu się rano. byłyśmy zmordowane, cały dzień <od 13> łaziłyśmy po budapeszcie, to tu to tam, wyspa małgorzaty, kaczki, kury, pawie, bociany, sarny i konie, brakowały tylko delfinów, potem to jakaś herbaciarnia, to jakieś kawy kakaa czy herbaty, potem wypiłyśmy na ławce przy jednym takim parku pół litra tokaju, którego wcześniej przelałyśmy zapobiegliwie do butelki po wodzie, patrzyłyśmy sobie na deskorolkowców i rolkowców i było wesoło. potem koncert tukezoo. przyszłyśmy za wcześnie o jakąś godzinę, chłopaki się rozpakowywały, powiedziałam bębniarzowi cześć i przez następnych kilka godzin miałam nadzieję, że do nas podejdzie pogadać, bo, między nami mówiąc, nikogo poza nami nie było, pomijając jakieś parę osób, a my stanowiłyśmy w szczytowym momencie 5cio osobową grupę i należało nam się jakieś dobre słowo.. ale nie. nic do końca.. smutno. za to grali znów dobrze.
w nocy śniłam złe rzeczy.
w ogóle po głowie chodzi mi dużo złych rzeczy.
na szczęście dzisiaj przerwę ciąg niejedzenia słodyczy, bo kupiłyśmy z szyną po kawałku tortu czekoladowego dla każdego i będziemy kosztować, bo to jest hungarikum i należy ten smak znać. potem kolejne słodycze dopiero w grudniu. 
czas leci, stypendium nam się kończy.
Na wyprawie na cmentarz w piątek, na którą zabrała nas <mimo wolnego dnia od zajęć> pani patriotka Berki Judit, która prowadzi zajęcia też dla mojej grupy z wegierskiego, bo tu akurat znajomość kraju. bardzo bylismy blisko lotniska.. a trzeba wiedzieć, że w bp lotnisko jest bardzo daleko od centrum..

a takie niebo mają czasem wegrzy: <bez ulepszania>
a tu bardzo pomysłowo oklejone kolumny w teatrze komedii :)
bo nie wierzyłysmy tej kurze, że reprezentuje ten sam gatunek, co w opisie, więc nam przyszła się dobrze pokazać:
sobie jechał autobus w wodzie:
wygląda jakbyśmy uśmiechały się na silę, ale nie dajcie się zwieść pozorom!
b.sugestywna reklama:
no i tukezoo:
taki weekend, kończy się właśnie.. zjadłam tort i muszę przyznać, że zabójczo słodki. sama śmietana i czekolada.. aż mi się spać zachciało..
a ten tu ziomek w czendeszu siedział w klapkach i krótkich portkach, a na zewnątrz już b.zimno było..
:)
 

oszlo

Dodano 12 listopada 2010, w ., przez pszygody

szybki update:


norwegian recycling i piosenka miracles ^^

Otagowane:  

budapesztek

Dodano 12 listopada 2010, w ., przez pszygody

mam wielkie szczęście. mieszkam sobie w budapeszcie, mam tu tylu wegrów pod i nad sobą (dosłownie, bo przecież w naszym akademiku poupychani jesteśmy niczym kocie łby na niemieckiej autostradzie), że gdy mi tylko przyjdzie ochota, mogę sobie wyjść z pokoju, albo nawet nie muszę (Wszak nasza nowa współlokatorka to węgierka i to najmilsza ze wszystkich jakie znam) i porozmawiać, pogapić się na nich czy cokolwiek, potańczyć z nimi jak chociażby wczoraj. wczoraj w ogóle było fajnie, gabor przyszedł po nas i zeszłyśmy do bufetu tak na.. parę godzin i parę lanych win; a natańczyłam się jak nigdy! rano miałam zajęcia o 8,30 więc musiałam wstać o 6.30.. 4 godziny snu i oto jestem, wypompowana. bo jeszcze poszłyśmy z jelenką pograć w pingponga i przyszło dwóch miłych węgrów, inny gabor i inna noemi, o ile dobrze pamiętam. ale ale! dwa dni temu był koncert olafura arnoldsa! co za człowiek! co za dziwny charakter.

mam szczęście, że jestem tu z margitką i elejn, fajne są. serio. i jemy razem piccuchę, jeździmy tymi pociągami i się nabijamy z ludzkich czapek, (i ich kutasików), rozbijamy się po knajpach, pijemy też herbatki i uśmiechamy się przyjacielsko, gdy czegoś nie rozumiemy.
mam szczęście, że mi się kręcą włosy. chociaż czasem mnie wkurza, że wszyscy tylko je zauważają, jakby o mnie stanowiły tylko one właśnie, i wtedy rozumiem co musiała czuć szined okonor, że się zrobiła na łyso. ja się natomiast nie opitolę, bo takiej buzi jak ona nie mam..
mam szczęście, że widziałam na żywo olafura, bjork, mumów, lidera hjaltalinu, aniimę a to już ponad połowa islandczyków, których zaplanowałam zobaczyć:)
mam też szczęście, że urodziłam się w polsce, w tej części świata, gdzie mogę dostać tyle wody ile chcę i starcza nawet, żeby nią spłukiwać kupę, co jest pewnie niewyobrażalne dla afrykańczyków, i mam nadzieję, że nas nikt nie sypnął przed nimi, że tak robimy.. 
no ale olafur! grał w sumie nieszczególnie wybitnie, przyzwoicie, wirtuozem może nie jest, ale nie o to chodzi, ma cudne utwory i jest niesamowity w obejściu, można się rozpływać jak w budyniu masło jak się tego słucha, czystej harmonii, piękna, to aż mózg produkuje przedziwne podróże w czasie i na niemożliwą do wyobrażenia odległość. lubię to uczucie. koncert mocny, dużo emocji.
na grudzień zaplanowany yann tiersen, pewno pójdziemy, kosztuje mniej, niżby kosztował w polsce. jutro natomiast piątek i ciekawam już, co się będzie działo. w sobotę znów tukezoo i już wiem jak wołać o bis! :}
i jeszcze, na ebayu znalazłam angielską wersję capillarium i kupiła mi siostra, bo bezcczelnie zamówiłam przy pomocy jej konta, a czesiek mi wysłał pjorytetem :)
ale miłe dni.. 
grechuta mi jeździ po głowie dość głośnym tramwajem: 

 
- serce,


 - świecie nasz <w tym jestem bezsennie zakochana>

odstrzelone dla olafura:
no i jest, zasłonięty i sponsorowany przez apla, z którego czytał nuty^^
i cztery muzy olafura:
no inav :)
Otagowane:  

bupe, tuż przed olafuerm..*

Dodano 9 listopada 2010, w ., przez pszygody

Mogłabym ci odkurzyć włosy, wytrzeć kurz z powiek, strzepnąć strzępki niepokoju z ramion, wypolerować nos, zamieść dookoła kolan, wyprać żołądek i nerki, rozwiesić zęby do suszenia, wyprasować jelita, nabłyszczyć oddech, wytrzepać skórę, zrobić ci piling strun głosowych, wybalsamować gardło. Mogłabym zeskrobać wspomnienia dotyku z twoich pleców, zdjąć starą listę zakupów z klapy marynarki, odwiesić twój cień, przetrzeć łydki, wyczyścić żyły ze strachu i przepłukać osocze, ułożyć czerwone krwinki obok białych, poskładać kości. Mogłabym ale nie mogę, detergenty i szczotki ryżowe warczą na mnie jak podchodzę. Miotła staje dęba, odkurzacz odgraża się kablem. Są rzeczy i ludzie. Są szafy i małolaty. Są różne badziewia i jeszcze różniejsze okazje. Jest tłuszcz i jest tłuszcza, są masy i jest tłum ult. Palce mi pożółciały od obierania ziemniaków. Idę posprzątać. Mam dziś sprzątanie w dupie. Nie można wszystkiego w niej trzymać, i to w takim bałaganie.

 

Małgochna mnie nauczyła lubić hey:



oto chiński urzędnik państwowy

 

ps. przepraszam Ciocię Krysię za wyrażenie i ściskam:)

Otagowane:  

  • RSS