ostrovin

Dodano 31 października 2010, w ., przez pszygody

Napisane w pociągu

Jestem bardzo sucha dziś w środku I na skórze Potrzebuję, żeby mnie ktoś nawilżył starannie Mokrą szmatą, językiem, czymkolwiek Pęka mi Policzko, linią koryta od łzawej rzeki Która tędy biegła w okresie powodzi Teraz jest susza niedomyta Z podtopionych uczuć które wyschły do sucha Na makaron w świderkach Przecież się od tego nie wykręcę Wiem dobrze Poproszę tylko o łyżkę soli i krem z buraków Do śmiechu

 

Krem z buraków

Trzy czwarte ludzkości z penisem posiekać trzydniowym trzęsieniem Ziemi, polać lawą i poczekać do ostygnięcia; zgniłych i przypalonych wyrzucić, resztę przecedzić testem na inteligencję, pozostałe ok. 5% podzielić na dwie kupki, jedną umieścić w przeręblu, zamrozić głęboko i pokruszyć młotem pneumatycznym; drugą kupkę wypatroszyć, wyciągnąć serca i wrzucić do wód termalnych i gotować na miękko ok. 6 dni. Z reszty odcisnąć krew a zwłoki wyrzucić. Ugotowane serca przesypać do miseczek z wcześniej przygotowaną rąbanką lodową, zalać wszystko krwią, dodać cukru, pieprzu, kolendry i śmietany. Zmiksować bezlitośnie. Podawać na zimno.

Jeść na spokojnie.


takie ładne, co tomek wyłapał:



Otagowane:  

licencja na zapijanie

Dodano 27 października 2010, w ., przez pszygody

Szanowni Państwo, drodzy koledzy poloniści i koleżanki polonistki, szanowna komisjo, kochana rodzino, przyjaciele. Wcale nie jest tak łatwo na obronach jak mówią, wcale nikt mi wcześniej nie podał pytań i nie było tak różowo, za to oceniono moją pracę wysoko co mnie cieszy. A że odpowiedź ustna nie poszła tak dobrze, to mnie nie zaskoczyło, zawsze lepiej pisałam niż mówiłam :P pragnę podziękować wszystkim kochanym ciociom za gratulacje i pamięć :) kochanym przyjaciołom i siostrom za smsy i telefony i gratulacje, dalej dziękować nie mogę, bo ogranicza mnie autocenzura.

Tereska łypała na mnie okiem groźnym zza grubych szkieł, Roma patrzyła głęboko w oko, a Magdolna zwyczajowo wierciła wzrokiem wszystko naokoło; było w dechę.
A teraz najciekawsze fragmenty recenzji od Romki:
Pani Przygoda sprawnie referuje owe różnorodne poziomy (badania literatury) i wykazuje podobieństwa oraz różnice w badanych tekstach. Idzie także o krok dalej, ważąc się na swoisty eksperyment i mocniejsze uruchomienie perspektywy genderowej we własnej wypowiedzi. Ten gest czyni tę pracę odwaznym krokiem w stronę komparatystyki zorientowanej kulturoznawczo, co w sytuacji braku liczniejszych poprzedników w polskiej krytyce tekstu musi oznaczać, iż autorka pracy nie boi się ryzyka i próbuje (udanie) szukać dla siebie nowych języków.
a teraz Magdolna: 
Bibliografia – także ta feministyczna – nie jest wielka, ale, co należy docenić, jest funkcjonalna. 
- bardzo zgrabnie ujęte :)
ech, tyle lat minęło..
a jak poszłyśmy z banią na „dzbanek alkoholowy” do relaksu (po pysznym obiedzie w dyni <pierś z kury w sosie z sera pleśniowego ze szpinakiem i pieczonymi ziemniakami>) to nas pani poprosiła o dowód:)
a potem jak poszłyśmy na siku do akademii muzycznej, to w toalecie jedna dziewczyna ćwiczyła grę na czymś klarnetopodobnym i się obie z banią krepowałyśmy psuć te piękne dźwięki odgłosem siusiania.
dosyć tego dobrego u kramarów.
jutro -> kierunek ostrów. moje ulubione święta.
los trabantos i ‚rabatki’: 

Otagowane:  

facebook.com

Dodano 26 października 2010, w ., przez pszygody
Matylda Pszygoda nie może zasnąć, marznie jej nos, choć śpi przecież pod kołdrą i grubym kocem, słucha akiry kosemury 
http://www.youtube.com/watch?v=F3ONApg4lEM
 i myśli 
sobie o swoich rodzicach. dziś mija jedno pół roku. jutro będzie się bronić. nie ma przy sobie nikogo, z kim by chciała pogadać o tym. ma ładne nowe spodnie do marynarki, białą koszulę i myśli o krawacie w kolorze zielonym. chce jechać na islandię. chce już być po obronie. nie chce na razie jechać 
znów do budapesztu. chciałaby zmienić kierunek na taki z manufakturą. chciałaby śpiewać, malować i czarować słowa w odpowiednie zaklęcia. mieć moc sprawczą, siłę przyciągania i giętkość myśli. i jeszcze chciałaby być rozpoznana jako błyskotliwa i zabawna. Jest jej smutno z powodów nie do zdradzenia. tęskni za rodzicami. mocniej jeszcze za siostrą, którą odwiedzi w grudniu i zobaczy już w piątek. myśli ciepło o rodzinie w ostrowie. wiezie dla niej unicum.

wtorek o 01:07   Dodaj komentarz   Lubię to   

Otagowane:  

coty nato

Dodano 24 października 2010, w ., przez pszygody

wyraźnie mnie wyraź, naduś i ucieknij. nie patrzę w którą stronę, nie zgadniesz. mam wielki pakiet wierności. rosnę. wykręcam się z ledwości. zastraszam ściany zmarszczkami ze strupów. postarzam. wyrzeźbiam. wystygam. porannie cała poranniona. moknę deszczem z sufitu. pogniotłam się we śnie, mam plisy na mózgu, bardzo nierówne. ściana przyjmuje mnie bez miernie. wrastam w szczeliny, gruchoczę trzustkami ud, wtrzeszczam się w pęknięcia i zacieki po komarach, które samotnie zabiłam. rozkrusz mnie, proszę. uwięź, zagnieźdź. wywierć i odkręć. wygładź, wyszpachluj. poliż i nadłącz. wygaś, wymuskaj. zedrzyj ze ściany, wytapetuj mi. nawarstw. a cieniem zaklej i zastukaj. wyprowadź, potem wyprasuj wgniecienia. potem owiń, przybij i wydrap ze mnie niedostatki. wydłub i odczep. odłącz mnie. 



 

u bani / u krammara / rajska / gołębia

Dodano 21 października 2010, w ., przez pszygody

moja empetrójka mnie dzisiaj rozpieszczała, gdym od bani szła drogą ciemną i przez park (po wyjściu z tramwaju, w którym był chłopak, co myślałam, że zaraz wyjmie nóż i mnei zaciuka, na szczęście wysiadł przystanek wcześniej).. no więc szłam z wszystkimi tobołami na plecach, zgarbiona od ciężaru dnia.. puszczała same najlepsze kawałki! i puste ulice, że bez stresu mogłam śpiewać ile wlezie. dzień pełen absurdów, a to, że bani rura poszła i nie ma biedna ani kaloryferów ani ciepłej wody – bynajmniej nie jest największym z nich. za to pomyślnie skończyły się moję wyprawy do sekretariatów i innych agencji. lekarzy itd. za to kramar mnie znielubił, bo coś jestem rozkojarzona. jakaś wesoła za bardzo jakby. 

kupiłam dwa pęta czosnku od biednej babci, wypiłam najlepszą sunny island z miodem i cytryną w życiu, doświadczyłam wiatru demeter na własnej twarzy, spotkałam ludzi z zaświatów, m.in. maćka co pędzi życie w czechach i koleżankę z seminarium licencjackiego, która wczoraj obroniła magisterkę. bania nakarmiła mnie najlepszą na świecie zupą ogórkową.. że nie wspomnę o leczu, które ugotował jej brat i które jadłam wczoraj, mniam!
poza tym dowiedziałam się, że mój mózg ma taką konstrukcję, że sobie lubi wkręcać, przekręcać i nadinterpretowywać. nieźle. ale to mi chyba pomaga żyć w moim hurraoptymistycznym świecie:) więc mam to gdzieś.
ech.. ta ogórkowa:)
bombay bicycle club: jest już od jakiegoś czasu temu, a nie było kiedy wkleić:) 
http://www.youtube.com/watch?v=8t2RIes-zKo
always like this – w moim tłumaczeniu: lubię to zawsze :)
Otagowane:  

wichury

Dodano 20 października 2010, w ., przez pszygody

najlepszy dzień w życiu jest wtedy, gdy loki układają się w idealne spirale, wszystko odstaje równomiernie. gdy słońce wychodzi i pachną koszone trawy, albo chociaz gnijące. gdy znajduję w szafie jeszcze jedną niespodziewaną czystą parę majtek, gdy mogę sobie puścić florenc, posiedzieć godzinę dłużej w domu, gdy mam z kim zjeść obiad, do kogo zadzwonić żeby się pożalić, gdy mam zajęcie na kolejnych kilka miesięcy, gdy mam na pójście do kina, i mogę sobie tam odpocząć od wszystkich, obciachowo śmiać się z najgłupszych scen, gdy mogę sobie marzyć, że w przyszłości na pewno będzie lepiej. wtedy jest idealnie. 

dziś jest więc idealnie.
najbardziej lubię kontekst.
najbardziej nie lubię szczerości.
na dzień dobry: 

 mirah i advisory committee :) <sponsored by szynka>
i jeszcze to: 

 na dokładkę. dla pewności.
a poza tym.. to jak w kiepskim serialu..

na szczęście dzięki szynce jest i fever ray: 

 i when i grow up.
Otagowane:  

Dodano 19 października 2010, w ., przez pszygody

nie mam ochoty.

 

bup

Dodano 18 października 2010, w ., przez pszygody

 

Czy wspominałam już o tym, że mieszkamy we trzy? si. karolina się wyprowadziła od nas. tak właśnie jest. a wczoraj spotkałyśmy się z ferim, który nam przywiózł prawdziwy prezent! naklejki na drzwi, o zapachu klozetu pociągowego (vide zdjęcia).
że jadę do krk błagać wszystkich świętych o pomoc. że jadłam dzisiaj turórudi w panierce (tak, baton z sera w czekoladzie w panierce z bułki tartej) i oczywiście usmażone i polane polewą owocową! :) nawet zjadłam :) i jadłam wczoraj pysznego langosza!
tak wyglądała toaleta w klubie piłkarskim, gdzie polazłyśmy z ferim, a szynka osobiście weszła żeby zrobić zdjęcie:

nasze nowe drzwi:

i csendes po zmroku:

feri przed wejściem do muzeum szatana:

i szynka pod pięknym malowidłem:

i piękny gitarzysta i chórkowicz zespołu Kávészünet (

) :)

i sówka:

 

i zagłębie artystyczne w jednej bramie:

a to zawsze mijam tramwajem i tym razem udało mi się zrobić zdjęcie:

rower w biedronę:

a to wiadomo kto:

jakaś knajpa:

a to na uniwerku koło pałacu bocianów (czyli pierwszorocznych)

no a teraz biegnę spać, bo za 3 godziny wyjeżdżam^^

Otagowane:  

patefon

Dodano 16 października 2010, w ., przez pszygody

zaczyna krwawić o jedenastej. nastawia czajnik i wdycha parę kamieni. ma sto dwadzieścia cztery lata. urodziła się wczoraj. spadła z byka jeszcze za młodu. polewa wrzątkiem stopy, wyłapuje wodę do wiadra, płucze usta, nabiera wody. puchnie i siada globulnie w fotelu. nastawia karku. nastawia sobie stawy. wymyśla gdzie dziś będzie stał patefon. ujmuje go wzrokiem. on przysiada się i sypie popiołem jej włosy na nogach. krwawienie nasila się i dekadę później nawet nie krzepi. on oddala się ciurkiem. ona potokiem. wyglądają razem pięknie przez okno. krwawienie ustaje wcześnie rano. przeciera oczy ubrudzonymi palcami. maca brzuch i umiera spokojnie. wszystko zarozumiała.

 

bypy

Dodano 15 października 2010, w ., przez pszygody

boję się. zgnieć mnie w papier. odhacz i wyślij. zatrzepoczę i znajdę jakieś wytarte ramiona w przelocie. rozedrgam, ryzmyślę, wytnę pokotem, wytrę o płaszcz i zapukam sercem i utknę w przenośni. a one odryglują, wyleczą, odkarmią, przepłuczą mi usta szafranowym pyłem. mam tylko dziesięć tysięcy marzeń. każde zerowe, upuszczone z wysoka. wytknięte, wygłupie. mam sto jeden zachowań i kilkanaście twarzy. wystające nosy, półprzymknięte serca, zardzewiały plan piwnic pozamykanych gdzieś w nogach, zmarnowany kręgosłup, kark pełen piegów z odzysku. obdarte półbuty, zastane półsny i rozbite półmiski. mam dość cierpień. mam dość siły by patrzeć z tonu w ton. coraz ciemniej. moje słońce zachodzi w głowę. choć mogłoby z kimś zarysować mi szkiełka okularów. bezbarwnie klapię na podłogę, odpadam od poziomu, przeciekam przez pory skórzanych ramion foteli.

 

  • RSS