Wstęp

muszę pisać delikatnie, bo pomalowałam paznoknie. karolina śpi, ma dziś urodziny, kupiłyśmy 4 kawałki tortu i nawet jak na tesko i węgry – smakowity. nie kładę się spać, trochę nie ma sensu. świętowałyśmy wigilię jej urodzin i dzień wstępnego skończenia pracy.. trwało to tylko jakieś trzy lata i trzy miesiące, nie jest źle. czekają mnie cięcia, doklejanie i poprawki, o ile romka poprawi to w miarę szybko..a po niej można się spodziewać różnych rzeczy.. mam zapalenie mięśnia lewej ręki od trzymania nad klawiaturą w stresie i napięciu. w oczekiwaniu na myśl.


Rozdział I
Ruch
jadę, jadę do krakowa, drżyjcie snajperzy, kontrolerzy i blokadowcy drogowi. tydzień zajęć w plecy, ładnie.. od samego początku zaczynam od opuszczania.. szynka mi cały czas powtarzała, że trzeba pisać czcionką 12 ale jej nie wierzyłam i musiałam powiekszyć wszystkie literki. próbuję ją namówić na jakąś szkołę tańczenia hiphopu. mamy zajawkę. mamy też w pokoju gnijącą doniczkę ze szczypiorkiem.i dziś gdy mi elejn przywracała mój kolor, szynka była didżejem telewizora i nam puściła chyba wszystkie nowe odcinki mam talentu. śmiałyśmy się strasznie.

Rozdział II
Rozpoznanie
niesamowite w węgrach jest to, że zawsze wyjeżdżają na weekend, to niespotykane, ale transfer się zwiększa zawsze w piątek wieczorem (na razie jeszcze wolno mi to wiedzieć, bo siedziałam pisząc; teraz już będzie trzeba wychodzić z pokoju). tosia prosi o artykuły dla sceny na temat węgier. myślę, że pierwszy poświęcę wyborowi win i ich cenom. są zaskakujące.. gdyby tylko dało się nietłukąc przewieźć je do polski. dobrze, że w polsce wina są droższe; i tak już mamy dużo alkoholizmu. a jak chciałam wydrukować bilet (najdroższy przypadkowo kupiłam, bo w euforii) to ustaliłyśmy wersję pytania do sąsiadów: czy macie drukarkę: trzeba dać nektek (wam) van (jest) nyomtatótak (drukarka z dzierżawczością dla drugiej osoby l.mnogiej), i nauczyłam się ładnie wymawiać z poprawnym znakiem zapytania w intonacji.. pukamy.. a tam jeden wegier. a ja już z rozpędu pytam: może macie.. i tu szynka mi z pomoca: masz :) i dalej juz tylko pokiwał przecząco swoim wegierskim łebem, że nie, nie ma.. trza  było mi iść do tesko. wczoraj pożyczyłyśmy od nich garnek. ale z tym garnkiem to też przeprawa była, bo najpierw go wzięłyśmy bez pytania. leżał w kuchni, całkiem dobrych rozmiarów – szybka bierzemy, ja ci go umyję, a ty gotuj – powiedziałam, umyłam dwa razy, bo był od smażenia i ze starym olejem i skwarami jakimiś. ale szynka – e, za mały, kura się nie zmieści, brokuły i papryka też nie. szukajmy większego. no tośmy polazły do sasiądów i mówimy: czy macie garnek? a oni, w tym syfie polarnym, co go mają tam chyba od grudnia 2001, podrapali się w głowe i jeden mówi: w kuchni jest, i dalej nas prowadzić do tej kuchni pędzi, i przygaduje sobie po drodze: nawet chyba jest czysty. no i wchodzimy, a ten bierze świeżo przeze mnie umyty gar z tłuszczu i mówi: no macie:) szynka dała za wygranąi ugotowała pyszną zupę brokułową.

Rozdział III
Narracja
a włosy wyszły prawie jak te dawne, tylko jakby inne, z rudym posmakiem.
natomiast jezus chrystus urodził się w marcu. chociaż podobno, że we wrześniu.
Załączniki
tak jest:

i tak
i można znaleźć na ścianach estońską/fińską poezję (prawidłową odpowiedź podkreślić)
uczę się perspektywy: na razie dysponuję tylko swoją:
a to zrobiłam z tramwaju, na razie tylko tak zwiedzam:
a dziurczani to ten od gazociągu z rosją (kontrakt antyunijny na 25 lat) i co spowodował zamieszki, bo przyznał się, że napędzał kryzys: <u’jra = na nowo, znów>
kolega kendzi nosi w tym swoje pistolety, i nie zna cowboya bebopa :o
kura i nadziewana kapustą kiszoną papryka w occie:
szynka poniżej demonstruje jak jeść:
<ps.to ja wygrałam wojnę:)> szynka robi za arabkę:
tak było, ale się rozmnożyło:
 
a za to zostanę powieszona za jajca:) z tym, że nie wklejam jak szynka ma na głowie majtki w różowe kropki, więc i tak jestem w porządku..:
i tu archeologia pisania; 
I Robak*
Zakończenie
się żyje.
* G. M. Szynka, Zdjęcia Przygody w kokonie ze Śpiworka, Budapeszt 2010, s.lewa; 
Bibliografia:
Bibliografia podmiotowa:
- that’s when the audience died;
Bibliografia przedmiotowa:
- nie wiem skąd to mam, bania albo szynka :) Gotye – Hearts a Mess
 

bu-pe

Dodano 21 września 2010, w ., przez pszygody

jakaś zbyt adekwatna ta piosenka, nawet z całym tym prześmiewczym podkładem i bitem we tle;

http://www.youtube.com/watch?v=Z_JE_SAyfVM

hey i piersi ćwierć. choć raczej 1 i 1/5.

dziś przez okno wjechał zielony żuk. bardzo ładny i dystyngowany, z frakiem jak od alexandra mcQuina, pogoniłam go pudełkiem z plastyku i wysokimi obcasami, co musiało być dla niego obciachowe, wyszedł bez grymaszenia.

a w nocy mieliśmy nalot przeciwpożarowy, szkolenie przeciwko desantowi podwodnemu,napad terrorystyczny na akademik, wszystkim urywało głowę od straszliwego alarmu… a karolina spała; rano zwierzyła nam się, że pomyślała sobie, że woli się spalić od pożaru, niż wychodzić z budynku w trakcie spania. :) ja z elejn tylko wyszłysmy na siku, obejrzałysmy wielu zdziwionych ludzi w pidżamach i wróciłyśmy spać. a rano wszędzie świeciło słońce.

Otagowane:  

bepe

Dodano 19 września 2010, w ., przez pszygody

Wojna się zakorkowała, wczoraj zaminowałam biurko Szynki pieprzem, próbowałam nakręcić szynczy kich; niestety pieprz nie spowodował nawet jednego kichnięcia, a wcześniej megagłośno kichało Szynką na wszystkie strony – ot tak, bez powodu, bez pieprzu. Wojna więc utknęła. Za to spędziłyśmy miło wieczór na wyprawie do tesko i oglądaniu tego końca świata z perspektywy ostatniego piętra akademika, przez brudne szyby oczywiście i pajęcze sieci.

Dziś mi do pokoju wjechała pszczoła, szczęśliwie złapałam ją w słoik i pozwoliłam jej odlecieć za okno. Bolą mnie plecy od siedzącej pozycji. Biegać mi się nie chce, jak to przed okresem.
Szukając symbolicznego znaczenia męskich genitaliów (na potrzeby pracy) znalazłam artykuł o starożytnych metodach powiększania penisów. Bardzo to ciekawa lektura. Mężczyzna na przykład mógł zjeść serce lub genitalia przeciwnika, może by mu się wtedy jego powiększył penis. Rzymskie i egipskie arystokratki kazały powiększać członki swoim niewolnikom; czyniono to metodą mechaniczną – rozciągano penisy za pomocą ciężarków. Podobnie czyniono w Indiach u chłopców przeznaczonych do służby u bogini płodności..Penis się zwiększał, ale o erekcji nie mogło być już mowy. Co ciekawe, a co mnie mało dziwi (zważywszy na kulturę erotyczną tej nacji) to Arabowie jako pierwsi opracowali metodę, która nie dość, że powiększała penis, to jeszcze wzmagała jego erekcję. Był to zestaw ćwiczeń i silnych masaży. Metoda ta stosowana jest do dzisiaj!
dzisiaj używa się różnych pompek, żeli, kremów, są też operacje chirurgiczne, ale nie do końca bezpieczne, no i nadal stosuje się ćwiczenia arabskie. Fajnie. Jest nadzieja dla wszystkich panów i pań z małym penisem.
Kobiety mają łatwiej, im do powiększenia piersi wystarczy okres.
Dość pitolenia, wracam do pracy bo mnie szynka przetrąci jak wróci:)

więzi rodzinne i kontakt z siostrą w xxi wieku:

siostra na jawie jeździ po trawie na kolanach, w rękach lejce, którymi kieruje zaprzęgiem swoich chmur.

a tu tobi i jego nieodłączne atrybuty: koc w pysku i jego właścicielka, zaczepiona u szyi zamiast chustki:)


rozkosznie ^^

 

wojna polsko-wegierska o prowiant

Dodano 17 września 2010, w ., przez pszygody

szynka własnie sobie robi kanapkę z kotletem, to jest piękne i godne bloga, tak sobie pomyślałam. natalka, do której się wprosiłyśmy po teście językowym do mieszkania, przygotowała dla nas obiad: kotlety mielone, zamiast panierki był grysik, bardzo pyszne to wyszło, do tego pyry i sos pieczarkowy z prawdziwych pieczar, które kroiła elejn i jeszcze marchewka, krojona przeze mnie z szynką, w plasterki i ugotowana, mniam! i musielibyście widzieć minę szynki, jej błagalny wzrok, gdy natalia proponowala te co zostały dwa kotlety, że mamy je sobie wziąć do domu: ja na to, żeby sobie zostawiła, a szynka: buch! ten wzrok! jak nie spojrzy! prawie łzawo, prawie na klęczkach, tak patrzy,rozmydlona i połyka slinke, i zerka w stronę tych kotletów, obie miekniemy.. pod tym wzrokiem ugiął by się nawet hitler i by jej te kotlety dał.. takie mi się głupie zrobiło skojarzenie.. test był nawet łatwy, ale starałam się za dobrze nie wypaść <:P> bo gorsza grupa ma więcej zajęć w tygodniu, więc mi pasuje się do niej dostać :) szynka się ze mnie smieje, że zawsze jak włączam czajnik to go zapominam podpiąć do kontaktu, ale za to szynka się wczoraj prostowała przy wyłączonej prostownicy :P w ogóle to jest wojna, na mieście budapeszcie. ja i szynka. ona i ja. jej różowa blond aparycja i moja rudo odrostowa nonszalancja z guzikami, pistolety załadowane, broń odbezpieczona, ryk syren dawno już w tle huczy. wojna. prawdziwa najprawdziwsza wojna. już sie zaczęła, wczoraj na fasbuku szynka mi wytknęła, że obraźliwe piosenki spiewam, że obrażam na raz gejów i katolików. a mi się tylko taka nuta włączyła. poza tym przykleiła do szuflady swojej jedną karteczke z nosem, drugą z okiem, trzecią też z okiem i czwartą z ustem i udaje, że to ten szatan, o którym mówili w wiadomościach, że nawiedził pewną rodzinę węgierską.  no umysłowa! :) A w tramwajach pełno jest pięknych węgrów. zwłaszcza mężczyźni mają równomierne rysy, orszi miała prawdę. sa ładniejsi ogólnie niż w polsce. co najmniej jednego zawsze wypatrzymy w tramwaju. a jak ustępujemy miejsca staruszkom to te na cały autobus nas chwalą, pytają skąd jesteśmy i mówią do sąsiadki: widzi pani, takie miłe polki, bo z polski przyjechały i ta po lewej mi ustąpiła, a ta po prawej, tej tu pani. i się uśmiecha :) noce mam raczej spokojne, wystarcza mi 5 godzin snu, jak nie mniej. wstaję chyżo, szarmancko nawet, pisanie dzisiaj było żadne z racji emocji dnia, ale już zaraz to nadrobię, jeno znajdę tekst o traceniu dziewictwa.. bo mi potrzebny.  a jak znalazłam gdzieś, że dziewictwo jest stigmą, i sprawdziłam co stigma znaczy to wyniki były takie: a) plamka oczna, b) dawna litera alfabetu greckiego i c) spotykane w anglojęzycznej literaturze specjalistyczne określenie znamienia słupka u rośliny.. i nie wiem jak mam to teraz rozumieć, hm:) i jeszcze: ten pan z tescobuszu napisał mi mejla, i przesłał to oto zdjęcie :) remek! 

niezłe ciacho.. :)
a tak to jest szynka jak się niepotrzebnie wychylasz: wojna!

bo ja mam super czapkę i mi możesz grozić nawet swoją wodą święconą z czajnika z kamieniem :) szczerzę kły!

jestem jak ten usmiechnięty tyranozaur, niby ładnie wygląda ale ma tajny plan!

i już pierwsza serja z karabinu: ratatata! szynka nie wie jak się używa koszulek:

zaopaskowana na wypadek zgubienia się w hipermarkiecie tesko:

podczas gdy ja jeżdżę moją furą, ona robi dla nas zakupy: (ponadto mam zniebazstąpienie najświętszej dziewicy, objawionej, dlatego taką robię zaskoczoną minę

tu się oberwało niewinnej ofierze tej wojny: elence, bo się dostała pod poranny ostrzał fotoreporterowy: to był nalot z ukrycia i z kamuflażu, że niby śpię: niestety zdradził mnie odgłos cyngla, spustu i kabury: (należy jeszcze zwrócić uwagę na to, z czym spi elejn: jest to gramatyka wegierska! a to już jest rano po przebudzeniu obok niej:)

no ale jak szynka zrobi taką minę i poudaje pajacyka.. mój oręż wymięka :)

a tu szynka z teskiem w tle w deszczu moknie pod swoim patriotycznym parasolem:

a tu z elejn na tle żółtych tramwajóf:

a tu gwiazda popołudnia i jej kotlety a la budapeszt w grysiku: natalija,

:)

wojenna pieśń: micachu and the shapes i ‚lips’ 

Otagowane:  

bipi

Dodano 16 września 2010, w ., przez pszygody

Gombrowicz: Niestety, trudno mi będzie odpowiedzieć szczegółowo na te wszystkie pytania zewzględu na moją astmę, będę zatem raczej zwięzły. 

1. Jaka była Pańska formacja? - Trudno mi o tym mówić. Tak to jakoś poszło samo z siebie. Proszę zresztą przeczytać moje Rozmowy z Dominikiem de Roux.

2. Co na Pana najbardziej wpłynęło w dziedzinie literatury? - Pisarze polscy: Mickiewicz, Pasek. Pisarze francuscy: Montaigne, Rabelais, A. Jarry i nadrealiści (nie wprost – raczej jako atmosfera). Pisarze angielscy: Szekspir, Klub Pickwicka Dickensa, Chesterton. Pisarz rosyjski: Dostojewski. Pisarze niemieccy: Goethe i Tomasz Mann. Jeszcze kilku pisarzy klasycznych jak Cervantes i kilku filozofów (w sensie artystycznym), wpływraczej w dziedzinie stylu: Schopenhauer, Nietzsche. Ale kształtowałem się wbrew stylowi moich ulubionych pisarzy.

3. Czy malarstwo grało dużąrolę w Pańskim dziele? - Malarstwo? Jestem nieprzyjacielem malarstwa i zwalczam je za pomocą papierosa. Istnieją wartości usprawiedliwione i wartości nałogowe. Potrzeba chleba jest  usprawiedliwiona – potrzeba papierosa, malarstwa – to nałóg. Nabyty jak? Przez olbrzymi rynek, sztuczną kulturę, wrażliwość zniekształconą przez współzawodnictwo, narzuconą hierarchię wartości i.t.d. Moja polemika z Jean Dubuffet na ten temat ukaże się w numerze „Cahiers de lŐ Herne” mnie poświęconym.

4. Czy może Pan coś powiedzieć o genezie swojej pierwszej sztuki? - Iwona, księżniczka Burgunda? – wszystko, co piszę powstaje jakoś samodzielnie, poza mną.

5. Jak pracuje Pan nadsztuką? - Proszę przeczytać mój Dziennik.

6. Czy asystuje Pan przypróbach? - Nigdy.

7. Czy wybiera Pan reżysera? Czy Pan z nim współpracuje? A z aktorami? - Nigdy.

8. Czy mógłby Pan coś powiedzieć o ewolucji swego dzieła? Dokąd zmierza Pana teatr? Jaki jest jego rodowód? - Mój teatr tak samo wybiera swoje własne drogi jak i inne moje utwory. Kiedy zaczyna sztukę, nie mam pojęcia, dokąd mnie zaprowadzi. To samo jeśli chodzi o całość mojego teatru. Jestem cyniczny, liczę na efekt, na poezję i zwłaszcza na wartość sceniczną. Trzy sztuki, które napisałem, zostały pomyślane i ukończone z dala od jakiegokolwiek wpływu, ponieważ nie chodzę nigdy do teatru i, zwłaszcza, ponieważ żyłem wArgentynie z dala od środowisk teatralnych i literackich. W tych warunkach musiałem liczyć wyłącznie na siebie samego. Kiedy w roku 1964 dwie moje sztuki wystawionow teatrze, krytyka zaliczyła mnie do teatru absurdu Ionesco i Becketta. Tymczasem moje sztuki były napisane: jedna w 1935, druga w 1946 roku, czyli długo przed teatrem Becketta i Ionesco. Zresztą mój teatr nie jest teatrem absurdu i jestem zasadniczo przeciwny obsesji absurdem i w ogóle przeciwny tonowi współczesnej literatury. To staje się nudne.

9. Czy w Pana sztukach sąpostacie? Czy też są to zjawiska symboliczne? - Żadne zjawiska symboliczne. Nie jestem pisarzem XIX wieku.

10. Czy to, co Pan pisze,jest „nowym teatrem”? - Nie wiem, co totakiego.

11. Genet, Beckett, Ionesco, Arrabal, Artaud? - Trudno o nich wkilku słowach. Zasadniczo podziwiam, ale z daleka, bo w teatrze

nie byłem od trzydziestu lat.

12. Co jest dla Pana idealną przestrzenią teatralną? - Zwykły spory teatr zdobrą akustyką.

13. Dekoracje, światła, dźwięki- czy grają rolę w Pańskim teatrze? - Tak, i dużą. Ale niecierpię stylu „modnego”, wiecznie tego samego. Zresztą nie mieszam się do tych spraw, zostawiam wolną rękę reżyserowi. Staję się w tej dziedzinie wierzącym z lenistwa, zdaję się na łaskę Opatrzności.

14. „Operetka, boski idiotyzm, teatr doskonały.” Czy napisał Pan operetkę? - Nie. Napisałem tragikomedię w formie operetki.

15. Jakie są Pana plany na przyszłość? - Grób.

* Wpierwszych dniach lipca 1969 roku profesor jednego z amerykańskich uniwersytetów przysłał Gombrowiczowi list z szeregiem pytań, dotyczących głównie jego teatru, w celu ogłoszenia tego wywiadu w piśmie, poświęconym sztuce dramatycznej. Jak zwykle w ciągu ostatnich miesięcy, Witold Gombrowicz podyktował odpowiedź po francusku swojej żonie, Ricie. (przyp. redakcji „Kultury”).


dziś jest czwartek, wieczorem będzie tandem – nie idę, piszę; wszystkie aktualnie siedzimy przy kompach, lekko porusza sie karolina i szynka, zjadłam paczkę gum maoma – produkcji haribo, zaskoczenie. spałam dobrze, krótkie a pożywnie. ciągle czekam odpowiedzi Romki. dzisiaj cicho, wczoraj węgrzy do trzeciej chlapali i imprezjowali, dziś maja kaca, w drodze do tesko nie są już tacy rozmowni. szaro, chmury. jutro jónsi, na którym nie będę. pojutrze jónsi, na którym nie będę. gombrowicz w ramach poszukiwania natchnienia do rozdziału o narracji.



 dobry kower love will tear us apart, w wykonaniu Broken Social Scene.

odkąd poznałam gombrowicza żałuję, że nie żyje wtedy kiedy ja. że nawet nam się nie musnęły o siebie daty urodzin i śmierci. a było blisko.

still 27 laps to go. 

Otagowane:  

bbpp blisko tesko

Dodano 16 września 2010, w ., przez pszygody

nie mogę się powstrzymać. takiej piosenki nie można zostawiać dla siebie. 

 (fletta) 

bjork jeszcze tak nie brzmiała z antonym, brzmiała świetnie, ale tym razem ich kawałek jest jak człowiek, którego się widzi pierwszy raz w życiu a ma się wrażenie, że się z nim przyjaźni od kilkudziesięciu lat, wie że nie zawiedzie, lubi się patrzeć na jego twarz i grymasy i gestykulację. a i tak zaskakuje, jak na przykład tu refren. wpuszczają mi się emocje przez wszystkie nogawki i dekolt, chcę tego słuchać w kółko tak jak kawałka surrender z ólof arnalds.. 
http://www.youtube.com/watch?v=XAEy3W7tJAg&feature=related
 bjork im starsza tym lepsza, jak prawdziwa kobieta. a poza tym czytam swojego bloga, na przykład z kwietnia, i uważam nieskromnie, że jest świetny, mocny, dobrze napisany. i drżę, że zrozumiały tylko dla mnie. napadł mnie szalony pomysł, że sobie tego bloga wydrukuję na papierze, razem ze zdjęciami. a co.
dopisałam trzy strony, zostało 27, ale przecież jeszcze margines na zszycie, spis treści, strona tytułowa, no zobaczymy. na razie roma milczy, a dostała ode mnie 7 stron. 

bp

Dodano 15 września 2010, w ., przez pszygody

okej, biała nazywa się Gyða Valtýsdótti.

a jeszcze znalazłam taki projekt the album leaf, tu z piosenką: over the pond; bardzo udany. 
nie lubię duzych miast, bo w nich czas za szybko leci
jeszcze link do piosenki na samym dole: 
http://www.thealbumleaf.com/
Otagowane:  

Dodano 14 września 2010, w ., przez pszygody

    Wyślij              Zapisano               Usuń     Czas automatycznego zapisania: 22:34 (0 min temu)

        Do: 
              Dodaj kopię    I    Dodaj ukrytą kopię
   Temat:    (brak tematu)
              Załącz plik

wszędzie pada, szynka mówi, że siedzę jak na fotelu ginekologicznym, a ja próbuję to gówno napisać i co poradzę, że w takiej pozycji mi najwygodniej.. spałeś kiedyś na łóżku piętrowym? na pewno nie, chociaż zupełnie prosto Ci to sobie wyobrazić. strona dla górnej części ciała jest cała wklęśnięta i się wgina do dołu. szynka cały dzień coś czyta, to jakieś blogi, to jakies książki i puszcza muzykę, elejn to nie wiem do końca, bo siedzi na łóżku pode mną, karolina biedna ma zepsuty głos.. dziś była rewolucja żywieniowa. rano pyszna sałatka z mocarellą, pomidorami, nawet oliwkami i oliwą z oliwek! świeży chleb, jajka gotowane! majonez! w tubce jak pasta do zębów. a potem był mały rozłam gdy przyszło do obiadu. chciałyśmy na mieście, ale np. polecana przez gazetę akademikową stołówka okazała się być barem z gyrosem i falafelem, ale w bardzo podłym wydaniu. postanowiłyśmy gotować. stanęło na leczu i ryżu czego resztę jeszcze można spotkać na stoliku, ponieważ lodówka by to tylko podgrzała niepotrzebnie. licencjat idzie jak krew z nie powiem czego. z nadpsutego mięsa. myślę ciągle o tekście brach-czainy i metafizyce mięsa, ale nie mogę tego znaleźć w necie. wyzywam Silnego od gnojków, seksoholików i ćpunów. ale ciągle brak mi do tego pożywki naukowej, jakiegoś wsparcia wielkich i uznanych. a jak Twoja praca? czego tam znów fajnego słuchasz? na pewno czegoś fajnego, akurat w moim nastroju.
gdzie się podziewasz? czemu nie piszesz. czemu to wszystko jest takie głupie i zbędne., i zepsute jak to mięso. mięso, w którym (to szynka wyczytała z pudelka) wystąpiła lady gaga na rozdaniu nagród mtv.. mięso jem znowu, co jakiś czas w niewielkich ilościach, wiesz?
budapeszt mnie na razie męczy, bo przyjechałam ze złym nastawieniem. a nie zmienię go dopóki nie wyjaśni się czy zielona ‚kupa’ czy żółty ‚sukces’. 
a poza tym, to tęskno mi za nimi. ciągle o nich myślę. o tym, że bym sobie do nich zadzwoniła, obojętnie do którego. w sumie jej głosu już nie pamiętam, tylko wyraz twarzy jak się złości. 
i zjadłam całą czekoladę milki z ryżem.
i bolą mnie plecy i jeszcze nie biegałam od kiedy tu jestem. i znów mam wrażenie, że wszystko sobie wygięłam. popsułam.
a szynce dziś do kanapek musiałam zaproponować taśmę klejącą, bo takie sobie porobiła dziury w chlebie. biedne dziecko krajalnicy.
nie wiem co to jest, chyba budapeszteński pesymizm i smutyzm, ale czuję go wszystkimi nerkami i wątrobami. nawet palce od nóg przestały mi bezwiednie się zginać i rozginać. jedyną oporną na smutek wydaje się być szynka właśnie. 
myślałeś o mnie? zazwyczaj o to nie pytam, ale Ciebie przecież znam już tak długo więc mogę. gdzie się podziewasz? co Cię teraz zajmuje najbardziej. gdzie Cię rzucił los, że Cię nie ma koło mnie?
wcale nie tęsknie, tylko tak sobie rozmyślam o Tobie. 
jak się znudzisz możesz mi dać jakiś znak, że jednak istniejesz. choć pewnie Ci nie wolno, to zrozumiałe. pozdrów ich wszystkich. za nimi tęsknię naprawdę.
Twoja niezdarna Matyldka
Wyślij     Zapisz teraz     Usuń
 

arcellor mittal, nowa huć.

Dodano 14 września 2010, w ., przez pszygody

To nie to, że Budapeszt mi się nie podoba, przecież go jeszcze nie znam, widziałam z lotu tramwaju i tyle, a nie chce mi się do niego wracać dlatego, że Kraków podoba mi się bardzo i dziwnie się czuję wyjeżdżając na tak długo poza niego. Poza tym w Bp ciągle leje, a mnie trzeba raz na dwa dni słońca, bo bardzo szybko kończy mi się witamina A. Odwiedziłam Krk na 24 godziny, żeby pójść na konsert múma. Był niezwykły,czarujące trzy i pół godziny grania magicznych dźwięków z Islandii z kilkunastoma gośćmi z Hjaltalinu, Amiiny, a przecież był i Mugison i Benny Henn Henn i pierwsza wokalistka múma.. Wszystko było pięknie dopracowane, psychotyczne wizualizacje, nawet przeróbka Island of children’s children z polskim filmem dokumentalnym o dzieciach, które nie mogły chodzić i lekarze próbowali je wyleczyć; muzyka wzmacniana emocjami biednych, cierpiących dzieci, cała sala wpatrzona w twarz Jadwini, której lekarz grzebie w kręgosłupie, zaraz po tym fala zimnej muzyki i tyle smutku w dźwiękach co w oczach Jadwini, i tyle bólu,i strachu.. potem światła gasną i napisy końcowe. A potem na scenę weszła Biała przyjaciółka múmów, która ten zespół przecież zakładała, bo to jej głos słuchać w Green Grass of tunel i w We have a piano map.. i zagrali tak pięknie i nastrojowo razem, że czuć było niedopowiedzenia w powietrzu, w zachowaniu lidera múma i jego niepatrzeniu na Białą i w skupieniu wszystkich świateł na Białej na koniec i jeszcze w zgaśnięciu zupełnie wszystkiego, gdy Biała jeszcze rozgrzewała nas ciepłym jak poduszka po nocy głosem zawodowego dziecka .Niestety Green Grass of tunel, którego wstęp intonował chór krakowski na bis zostało spieprzone. Biała mimo że była przecież na Sali nie zaśpiewała w nim, ażółta, chuda i wijąca się i wyłamująca z siebie głos dziewczyna, którazaśpiewała zamiast Białej brzmiała w tej piosence nieudacznie. Szkoda, bo tobyło na sam koniec i prawie się rozryczałam, że jednak to grają. Pierwsza piosenka, z której znam múmów. Ale są magiczni. I jak pomyślę, że nie idę na jónsiego.. może jednak..? bilety jeszcze są.

Powrót do akademika się powiódł. Już leżę w śpiworku, z aspiryną w brzuchu i bólem w głowie. Słucham sobie muma i się zastanawiam czy napisze do mnie pan kierowca autobusu ingyenes Tesco, który mi dziś pomógł się znaleźć, gdy się zgubiłam w ciemnym, wielkim bp. Tak, że mnie podwiózł na dobry przystanek. Potem jak się myłam coś mi wpadło z wody do oka i mnie boli powieka. A teraz pójdę spać i spać.


a tu jeszcze mum i green grass of tunel z głosem Białej..



 

Jak mnie tu nie było, to niezłe rzeczy się wyprawiały, oto co mi szynka pokazała po powrocie mym: list, a na nim takie cos:

Halo – halo!

Tu zapyziałe śniadaniczki! Nie mamy bluzki, ni spódniczki. Tylko w piżamie można tu wejść, ażeby później dobrze zjeść! Bez popędzania! Bez popędu! Tu chodzi o marazm i zero zamętu! Proste śniadanie – dwie kromki i kawa, a jaka przy tym pyszna zabawa! I brudne zębynie są złe, byleby tylko gryzły chleb. Po takiej bibie aż chce się żyć i biegać i skakać, byle nie tyć/gnić!

***

I rysunek kawy ^^

 

 

miny życia:

  

tu chodzi o to, że to są zdjęcia z szynki aparatu, a mi się przecięła ręka i sobie myłam:

a tu pod wielgachną zepsutą klepsydrą, opieram się czasowi;

seria z toitoiem 

 

a tu już kolejka na muma i jedno ostre zdjęcie z koncertu, ale aparaty były zabronione więc wszystko co tam się stało zostanie dla mnie.

:)

i fragmenty koncertu: 
http://www.youtube.com/watch?v=9UiOy_QV6AQ


http://www.youtube.com/watch?v=nNAKgtWubRs

Otagowane:  

buda..

Dodano 11 września 2010, w ., przez pszygody

Jest taki wiersz Leśmiana.. a nazywa się banalnie Anioł:

Czemu leciał tak nisko ten anioł, ten duch Sięgający piersiami skoszonego siana? Wiatr rozgarniał mu skrzydeł świeżący się puch, A od kurzu miał ciemne jak Murzyn kolana… Włos jego – hartowana w niekochaniu miedź! Oczy płoną, miłosnym nieskalane szałem!Snem wezbrała mu w skrzydłach niewiadoma płeć, Kiedy lecąc sam siebie przemilczał swym ciałem… Możem zbyt go zobaczył lub uwierzył zbyt, Bo w niechętnej zadumie przystanął w pół drogi… I znów w oczach mu błysnął nieczytelny świt, Gdy do lotu pierś tężył i prostował nogi. Rosa jeszcze mu ziębła na wargach, a on Już piętrami swych skrzydeł ku niebu się wzbielił I ogarom ciała oddał bezmiarom na strwon, A jam się do niebiosów wówczas onieśmielił… Odtąd, gdy wchodzę z tobą w umówiony park, Gdzie światła księżycowe do stóp nam się łaszą - W twych wargach szukam jego przemilczanych warg I nie wiem, co się dzieje z tą miłością naszą?… 

Żywimy się kanapkami, zupami w proszku i jogurtami. Kupiłysmy szczypiorek w doniczce i kefi na cały pokój, wstyd gdy przychodzą goście. a Przychodzą, poznałyśmy miłe dziewczyny z Warszawy i czasem wpada Manuela. Za 10 godzin mam wsiąść do autobusu jadącego do Krakowa, po 24 godzinach tym samym pewnie wrócę w to samo miejsce. całkiem się ta wyprawa pochrzaniła, gdybym nie kupiła biletów wcześniej pewno bym sobie darowała. 

Nasza lodówka jednak nie chłodzi, jest w niej nawet cieplej niż wszędzie w pozostałych miejscach pokoju. Karolina się rozchorowała. Węgrzy wyjechali na weekend, cicho, pusto. Szynka z Eleną poszły właśnie na jakiś podryw, albo do miasta pojechały, nie były zdecydowane, bo leje i pika na dworze, polu. nie wiem jak to się mówi po węgiersku, za to Ricsi wytłomaczył nam jak sie mówi na zadupie i literalnie jest to ‚penis śmierci’, bardzo stylowo muszę przyznać. węgrzy jeszcze w celu wzmocnienia wypowiedzi lubią sobie powiedzieć słowo ‚dynia’ i są dziwni. Kupiłam sobie maleńką lampkę biurkową, równie małą puszkę z groszkiem i sobie zajadam. 
lubię taki cytat z Masłowskiej:
„Mówię jej, iż kobiety są wyjątkowo pokrzywdzone iż muszą sikać w ten sposób i że wygląda jak odlatująca maszyna latająca. Magda mówi, że chuj mi do tego, żebym lepiej pilnował jak samemu sikam.” :)
za 6 godzin jadę.. jeszcze nie jestem spakowana, nie spałam, muszę wstać o 4 a szynka ze mną gdyż się zdeklarowała, że mnie odwiezie aż na przystanek.. biedne my:)
zdjęć brak.

 

 

  • RSS