nowa huta, prokocim, na błonie.

Dodano 30 czerwca 2010, w ., przez pszygody

najlepsze imprezy to takie, z których udaje się wynieść dobrej muzyki. 



 tu jaromir nohavica z margitą

http://www.youtube.com/watch?v=2yH6OQ9YUJg
 a tu the knife z pass this on <uwielbiamy za głos>
ostatnio dużo imprez, wpadam w ciąg alkoholowy.. może więc dobrze, że dziś zostawiamy z tomkiem wichury.. mam już 4 duże kartony zapchane książkami, kilka wielkich siatek z ciuchmi i ciągle pełną szafę..jej, jeszcze pościel, kilka par butów i zawartość piwnicy.. m.in.rower. :] nie ma szans! a maryjka napisała mi właśnie, że zaczęła słuchać gaby kulki:) przykazała mi, że mam kupić bardzo wygodne sandały..ale jak zobaczyłam te, ktore teraz mam na nogach, to zwariowałam i znalazłam nagle mnóstwo powodów, dla których musiałam takie też kupić.. np.w nagrodę za zdanie wszystkiego co było do zdania, za pokonanie demonów sprze lat i dlatego, że są takie piękne, że szok:) 
bilans:
przeżytych lat na wichury: 4
ilość gwiazdek, które w tym czasie spadły z sufitu: z 5 <dobry klej>
rakiet do tennisa znalezionych tylko w moim pokoju: 3
dzisiejsze ostatnie śniadanie jadłam sama <kramar i tomek w pracy a wstałam późno>, składało się z arbuza + haribo primavera + dwóch rurek z czekoladowym nadzieniem + dwóch tabletek z żurawiną + dwóch z drożdżami (jakby mi mało było wczorajszych piw)
uważam, że wygrałam wczorajszy konkurs na strój z prl’u u szynek w domu dziadka klimczyka, owszem, może i piotrek miał oryginalną czapkę zomowców, szynka świetną bluzkę z haftem a anka i marta niesamowite suknie ale nikt się nie poświęcił na tyle, żeby przyjść w zielonych butach <i to na obcasie!>, fioletowych lajkrach, sukience z kosmosu tzw.babcinej do ogrodu (roban) + w marynarce granatowej (roban) z przypinkami z których największa była czerwona z napisem: wzorowy uczeń; do tego w zestawie występowałam z siwuchą, którą razem z elajne kupiłysmy w prawdziwym sklepie nowohuckim od prawdziwej pani, która pamięta prl.. i nam tę siwuchę poleciła.
a przedwczoraj o 21 wszyscy, którzy mnie kochali nagle mnie znienawidzili, bo po 1) spóźniłam się na własną imprezę 2) zmusiłam wszystkich do pójścia za kraków na zadupie pełne ślimaków i komarów, bez dojazdu zatem możliwe było tylko dojście od pewnego odcinka <chybaśmy szli 40 minut!> po 3) okazało się, że miejsce jest zajęte ale na szczęście obok było coś w sam raz. spóźniłam się, bo szukałam z kramarem drewna.. a było tak, że przejechaliśmy wszyskie obi i kastoramy i tym podobne i pan jeden nam pozwolił wziąć multi ile chcieliśmy palet takich drewnianych.. otwarł przed nami wrota magazynu.. wjechaliśmy urzeczeni przepychem pożądanego surowca..kiedy okazało się, że zmieści nam się jedna paletka, i to paletKa, bo tylko w wesji mini.. więc poszliśmy dokupić więcej drewna kominkowego..mimo to było pięknie, zwłaszcza gdy wylazł księżyc nad rudawę, a nasze włosy zwilżone bryzą powiewały w takt marudzącego nad ogniskiem wiaterku. elajne pięknie pozowała z papierem <patrz fot. poniżej>, babyn podtrzymywał ogień a ja paliłam na cześć Stali notatki..jeszcze bania nałapała mi świetlika więc nie dość, że w ogóle pierwszy raz widziałam je na żywo <zjawiskowe> to jeszcze trzymałam w rękach! szynka natomiast w drodze powrotnej autobusowej po długim spacerze stylem klasycznym i ‚na bociana’ – zasypiała między przystankami.. i jeszcze pyry z ognicha były; doskonałe z keczapem.. zdjęć z wczoraj nie ma bo aparat został u klimczyków..

 
zwróćcie uwagę na minę szynki^^
lampa mnie oślepiła:P
 
wszak był to biwak, kibelek musiał być.
świetlik
świetlik
płoną^^ tosia, Twoje zdrowie! (i notatki^^)
inżynier(ka) i pół fizyka
inżynier(ka) i pół fizyka

nie chce się wyjeżdżać.. 

ech.. wracam do pakowania..

zresztą, co się będę smucić! kaszkiety z łbów, turbany czekają^^
Otagowane:  

lwów (czyli tam gdzie stacjonowały wojska zapolskiej)

Dodano 25 czerwca 2010, w ., przez pszygody

Psze Państwa. 

Okres Stalinizmu właśnie się skończył. Przegrałam bitwę, ale dziś wygrałam całą wojnę! Możecie być ze mnie dumni, ja jestem z siebie dumna bardzo, bo mimo czarnych wron, czy tam kruków, które latały przed polem walki – nie zlękłam się, pokonałam w zasadzie i siebie i jego! Cześć i honor mnie! :))
idę tymczasem na obiad z banią ;)
ps.. jeszcze nikt tak jak ja nie ciszył się z tróji! :))


http://www.youtube.com/watch?v=Umx4fVmUMog
 - co mogło by być innego jak nie pustki i wesoły jestem:]
Otagowane:  

jegyzetek

Dodano 23 czerwca 2010, w ., przez pszygody

     

jak się nie ma w głowie.. to się chociaż ma na blogu :)


 - znajdlizna
Otagowane:  

rumunia

Dodano 23 czerwca 2010, w ., przez pszygody

szybka wrzutka, bo nie ma czasu się cieszyć z pozamiatania na gramatyce; zaskakujaco ciekawy klip wesołych rumunów:

 
http://www.youtube.com/watch?v=Rao-uxFQfkQ
 - mala
demna i shukar collective

Otagowane:  

kanada, szwajcaria, ostrowia mazowiecka;

Dodano 22 czerwca 2010, w ., przez pszygody
jupi jupi! mam pierwszą w swoim życiu wizzę :)  
wczoraj przewinęło się przez wichury mnóstwo dziewczyn.. bo krami szuka właśnie w zamian za mnie dziewczyny  (wiadomo: czystsza, milsza, pod każdym względem lepsza na współlokatora) no i tak mnie oglądają <w moim pokoju>, jakbym była w zoo. czuję się trochę wyprowadzona z równowagi, którą zawsze było dla mnie wichury. gdzie ja sobie pójdę za tydzień? wraca uczucie z końca maja 2005 gdy byłam świeżo po maturze i nie mialam pojęcia co się ze mną będzie dziać przez następne lata. uczucie w zasadzie pożądane.
tylko mnie martwi, że nie mamy czasu cieszyć się tym wszystkim. i ciągle tylko czekamy aż minie jakiś czas. i narzekamy, że czas tak leci, sami go zaklinając.
są jednak rzeczy pewne, np.to, że jak szon mówi, że przyjdzie po swoje klamoty – nie zrobi tego:) odwóch lat przechowujemy jego książki, drukarkę, bluzę itd.  najważniejszą rzecz: świnię bożonarodzeniową, która śpiewa.
elejn mówi, że mieliśmy w poniedziałek jechać na zakrzówek na ognisko.. może to lepszy pomysł niż domówka? takie poczekanie wschodu słońca..? trzeba by tylko do 4;30 tańczyć w celu niezamarznięcia.. 
do rozważenia:)
pjosenka wesoła i kolorowa:



4 laps to go. w związku z czym energia, chyba też z 2005 roku:


 
Otagowane:  

Hajdúszoboszló

Dodano 21 czerwca 2010, w ., przez pszygody

nie pytajcie dlaczego uciekłam dziś sprzed sali nr 8.. nie nie, i dlaczego upiłam się do żywego z kramarem <dwie butelki wina, z czego jedno jako na sposób karimuczowy, czyli z kolą> to wszystko nieważne. mam większą niż zwykle ochotę wyprowadzić się z tego miasta i tyle, nie lubie krakowa, coż poradzę? 

a poza tym – kto ma ochotę nich bieży w poniedziałek na wichury, będzie pożegnalna impreza jak nigdy, zapraszam wszystkich, którzy mają ochotę przyjść :) wszak 5 lat pożycia to nie byle co. tyle tu przeżyłam dziwnych rzeczy. tyle mam wspomnień, które najczęściej odzywają się właśnie przed egzaminami. a pamiętacie historię o andrzeju z psem teodorem? nigdy go więcej nie spotkałam. 
przypomniała mi się taka piosenka, to jeszcze z czasów babynowo-ankowych na olszy.. hm:) 

a z wesołych rzeczy to taka, co mi marja napisała, że jak wyciąga pranie z pralki, to musi to robić łyżką drewnianą bo inaczej ją kopie prąd :) wcale to nie jest śmieszne, wiem, ale jak sobie tę scenę wyobrażam ;} hhhhm;] 
dokładnie tydzień został.. a mam wrażenie, że pracy tyle ile na rok by starczyło.. 
Otagowane:  

gród kraka

Dodano 20 czerwca 2010, w ., przez pszygody

mała propaganda na początek.

dzięki noszeniu moich nowych zajebistych okularów świat mi się zmienił. na przykład z łatwością dostrzegłam dziś z daleka siedzącego w najdalszym z rzędów w czytelni stasia, ale za to nie poznałam niektórych osób, którym nie było mi dane nigdy wcześniej przyjrzeć się z bliska, przez co nie znam szczegółów ich wyglądu i wygląda jakbym udawała, że ich nie znam. ale już trudno. 
dziwnych rzeczy to taka, że dostałam ostatnio smsa od byłej menedżerki, że czy mogłabym przyjśc na nockę mimo, że już nie pracuję, bo nie ma kto przyjść.. spałabym w tej chwili, gdybym przyjęła propozycję.. czasem trzeba być egoistą, zwłaszcza w obliczu tylu egzaminów.
im więcej czytam pozytywistycznych powieści i nowel (streszczeń oczywiście) tym bardziej zapalam się do myśli o jakimś wolontariacie tudzież akcji, której efekty da się zauważyć.. może jakaś partia prokobieca? i zaczynam rozumieć oburzenie sienkiewicza dla haseł młodopoloczków, że sztuka dla sztuki.. nam by się w kraju przydał teraz pozytywizm. 

przed chwilą przyjechał z dalekich gliwic kramar:
kramar, dlaczego jesteś taki opalony?
mam taką karnację
ale ja też mam taką karnację, a ty jesteś czarny!
ja mam czarne serce i czarne płuca.
hm.. a ja mam tylko czarne myśli, i stopy!

tak sobie rozmawiamy. tymczasem czas leci i zostało mi jakies 8 dni życia na wichury.
jak ja to sobie wytłumaczę? 
maria mówi, że zna nowe przepisy na pyszności, a ja na to kupiłam przewodnik po syrii i libanie i jakby co jeszcze po węgrzech. a co.
pyszne gruszki mamy tej wiosny.

i po co to tak pada?

trochę mnie nudzi wszystko ostatnio.

z muzyki dalszy ciąg smutów:
satellite heart – anya marina
Otagowane:  

lubkowo, nad niemnem,

Dodano 19 czerwca 2010, w ., przez pszygody

..wyśpię się pewno dopiiro u arabskiej babci marysi; tymczasem mam wrażenie, że wszystkie drzwi są we mnie pootwierane, okna też, wietrzę, przeciąg powoduje dużo przemieszczeń, ale wewnątrz, zewnętrznie stoję w miejscu przytrzymywana w pozycji stojącej sznurami splecionymi z takich kawałków:



 <lykke li, possibility>

żeby zrobić krok na przód potrzeba mi miliona albo pół wolontariuszy-krasnali, które nogi moje by brały i podnosiły.


http://www.youtube.com/watch?v=MIMVvnnEd90&NR=1
 <bon iver & st.vincent, rosyln>

mam wrażenie rozmijania się, albo znikania. tak, to tak, jakby mnie ktoś namalował akrylem a na to zaczął padać deszcz; po cichu zjeżdżam z płótna, barwiąc za sobą chodnik chłodną plamą sieny palonej. wymyślam sobie przy tym od idiotek. albo to tak, jakbym zaczynała być niewidoczna, siedzę i czuję jak na kształt balonika z helem unoszę się, odlatuję lekko i pochopnie i tylko stopami zahaczam się o stolik żeby nie wyfrunąć zupełnie. siedzę, obserwuję i czuję, że mrugam jak rozładowany neon, bzz, bzz, nie było mnie kilka sekund, jestem, nikt nie zauważył?


 <e
ditors, no sound but the wind>

a jednocześnie biegam myślami we wszystkie możliwe strony, węszę, żuczek trochę mnie próbuje prowadzić, ale La Loba we mnie skutecznie się maskuje. biegam więc i węszę, sprawdzam obgryzione kości, szukam tropu. 
dzisiejszej nocy stoję w obliczu czarnego nieba, i wyję do śladu po księżycu. tylko prawdziwy głód mógł mnie tu przygnać. 
..przypomina mi się noc spadających gwiazw lubkowie, nawet nie pamiętam jakie życzenia wypowiadałam leżąc pod kocem w pontonie na podwórku obok m&m’sów. komary były żarłoczniejsze niż te nasze dzisiejsze, powodziowe. pająki były bardziej bezwzględne, większe. to tam przestałam się ich bać.
już nigdy nie będzie takiego lata.

to z takich nocy składa się nasze życie. innych się przecież nie pamięta. tylko pamięć nas wypełnia, uśmiechy, pierwsze spotkanie się palców, ogrzewanie rąk w fałdach czyjegoś ciepła, gapienie się w sztuczne ognie, nocne spacery po plantach, dwa olbrzymie księżyce nad krakowem, bjork śpiewająca boso tylko dla mnie i pozostałych tysięcy osób.. picie doskonałego wina przy cieple strzelającego ogniska, światła i wieże wyłaniającego się z mroku miasteczka. 
ze wschodem słońca ćmy osiadają na ścianie i rozmasowują obolałe skrzydła. zgniatam je na powitanie spojrzeniem. wyrywam im się z łóżka. zmieniamy wartę.
Otagowane:  

mikołajska, piłsudskiego, tomasza, jana

Dodano 15 czerwca 2010, w ., przez pszygody

mam awersję do biurek, w nocy nie mogę spać. ech.. sesja. wstałam dziś o 5 i nawet już słońce dawno wzeszło było nad horyzont.. marja napisała, że modli się za mnie do allaha i że mam się nie martwić, bo są w dobrej komitywie; na egzamin wzięłam koniczynę i myślę sobie, że wszystko to na nic.. była masakra, rżnięcie piłą ultradźwiękową i wielkie nadymanie płuc w niedowierzaniu.. za to po egzaminie szynka na jednym z dachów przy mikołajskiej wypatrzyła samotne nożyczki, ja opalałam ryby, a elejn poświęciła dla nas kotleta. ech. poza tym był to odcinek, w którym szynka dowiedziała się ile i że w ogóle są kopce poza piłsudskiego i jeszcze taki, w którym wszyscy przekonali się, że jestem najlepszą przewodnicą po krakowie. jest takie cudowne miejsce, z którego można z procy strzelać w otwór trąbki hejnalisty i jeszcze w tle przygrywają pianina, z daleka huczy wodospad na wiśle a kraków leży ci u stóp.. podobno mówią o mnie w wielkiej polskiej rozgłośni radniowej, której nazwy nie wypada mi wymienić ze względu na dużą poczyt(al)ność mojego bloga i moją niechęć do reklamowania tuby muzyki minionej i odgrzewanej tylko i wyłącznie w tym radiu. (to jest taka muzyka, że jak szukam stacji to gdy usłyszę piosenkę – jestem w stanie powiedzieć, że to właśnie rmf) tak więc to nie ja jestem ginekolożką, mimo że tak się nazywam. demontuję.

i ten mum.. i jonsi we wrześniu.. wszystko mi mówi, że tu wtedy będę^^
piosenka w atmosferze dnia.

Otagowane:  

monemvasia

Dodano 14 czerwca 2010, w ., przez pszygody

coś mi mówi, że spotka mnie duże szczęście :)

znalazłam dzisiaj o 17.58, gdy zniechęcona nauką wracałam z rajskiej (btw.odkryłam dlaczego tam w czytelni zawsze jest taki klimat mroźny; przecież to zrozumiałe, panie bibliotekarki trzymają mróz, żeby nasi przyjaciele finowie <najliczniejsza grupa etniczna na rajskiej> nie byli narażeni na szok temperaturowy; w kontrakcie mieli, że w polszy to i niedźwiedzie i wszyscy z czerwonymi nosami <od mrozu> chodzą).. no więc wracałam a ona się do mnie zwróciła w te słowa: weź mnie sobie a razem ze mną weźmiesz sobie dużo szczęścia. no i więc się chwalę :P
a teraz żeby temu szczęściu dopomóc – wrócę do nauki :} wsszak jutro godzina 0! i najważniejszy egzamin roku..

z muzyki taki trochę antyk: 
http://www.youtube.com/watch?v=7X3Kcyv3XLA
 dobry za to na wszystko ^^
Otagowane:  

  • RSS