pętla olsztyn kraków ostrów kraków

Dodano 22 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

uczenie się języka obcego jest jak uczenie się życia od nowa.. trzeba przejść przez wszystkie przeżyte już sytuacje, wszystko co już się wie -> tego trzeba się dowiedzieć w nowym kodzie językowym; od najprostszych rzeczy.. widzi się zdanie: ‚nie obgryzaj paznokci’ i zastanawia czy uczyć się tego, bo czy kiedyś będę musiała to powiedzieć?  ponadto każdego nowego języka trzeba się nauczyć wielkorotnie, najpierw czterokrotnie: w czytaniu, w pisaniu, w rozumieniu ze słuchu a potem w mówieniu, przeważnie to ta kolejność dominuje.. a potem całe życie trzeba to wszystko plombować nowymi słówkami, powtarzaniem starych, przypominaniem sobie tego, co już się umie, uczeniem się od nowa tego co się umiało ale już się nie pamieta.. mordęga..? nie wiem. patrzę na to wszystko dziś z dawną nadzieja i naiwnością. i znów zachciewa mi się rumuńskiego..ale w innej niż akademicka metodzie uczenia się -> na przykład poprzez przebywanie z użytkownikami od początku.. można przecież zamieszkać w rumunii. 


między 2 a 3 piętrem na piłsudskiego nauka wre z krowami w tle:
(poniżej Elejn greckiego pochodzenia prosto z Pensylwanii i Szynka całkowicie polska, odmiana małopolska)




tomek wczoraj zwiedzał śniardwy, objechał je z pięć razy i poznał całą faunę leśną. jutro już się za to zobaczymy w ostrowie..
 trzeba mi sobie znów wszystko przebudować.. tzn.plan na najbliższy czas.
nie wiem jak tam z moimi uczuciami w stosunku do doktorka ko. chyba jednak bardzo go lubię. i zawdzięczam tylko jemu, że dużo więcej rozumiem czytając po węgiersku. zmusza nas na zajęciach do tłumaczenia wszystkiego co słyszymy, pokazuje konstrukcje budowy różnych słów, owija to w anegdoty i takie pyszne batoniki zjadamy a potem pamiętamy o nich automatycznie. tylko ak z tego zbudować 5 stron pracy po wegiersku? :)
pograłabym sobie w tennisa.
pogadała z marją.
a tam, pouczę się :)



apokryfka przygodna, La Loba

i powiedziała pani: zeszlę na was strumień piękna.
odrzekli jej: którędy pani? kiedy?
: gdy nadejdzie czas zorientujecie się (daj bóg).
zastanawiali się chwilkę, dyskutowali w grupkach; po chwili rzekli jej: pani, daj nam jakiś znak łatworozpoznawalny, abyśmy nie przegapili strumienia piękna.
wyrzekła im: słuchajcie mnie maluczcy. mogę wysyłać miliony znaków, ale póki nie nauczycie się patrzeć, przegapicie je wszystkie czekając na znak, bilet, kontrakt, gwarancję, potwierdzenie rezerwacji etc. Powiadam Wam, stu z was potknie się o leżący pod nogami skarb, przeskoczy go, albo nadepnie z ohydą i pójdzie dalej splunąwszy za siebie. dopiero ślepiec (taki bez oczu, czyli, żeby wam ułatwić odczytanie metafory powiem, że nie naprawdę ślepy, tylko ślepy, albo i głuchy na zatruwająće ducha i duszę substytuty piękna) upadnie zaczepiwszy stopą o ten znak, powącha go, obmaca, poliże i  rozpozna i złoży mu pokłon, uratuje przed sczeźnięciem.
: pani, gorzkie to słowa, czy mamy rozumieć, że masz nas za tłumanów?
mlasknąwszy odpowiedziała z oczami wlepionymi w swoją połyskującą nad głową aureolę:
za tumanów..? może to za dużo powiedziane.. ale zaprawdę powadam wam, odmieńcie swe serca, oczy i uszy, niech widzą mniej youcandance, mniej hausa, mniej kapitana bomby a przede wszystkim mniej facebooka, a wtedy uszy wasze odetkają się, oczy nauczą się patrzeć, serca zjednoczą w rytmie z naturą, a prawdziwa matka wasza, In-tu Ic-ja – zacznie wam wytyczać drogę ku strumieniowi piękna.
: pani, pani – zakrzyknęła gawiedź – powiedz, jak mamy sie wystrzegać tych złorzeczy?
sygnał przerwał się, w słuchawce nastała gucha cisza; po chwili z urządzenia buchnęły płomienie; tym cudownym znakiem La Loba podkreśliła ważność swoich słów i wyruszyła na polowanie.
gawiedź rozstąpiła się obojętnie.

do słuchania venetian snares, akurat wybrałam osła i ptaka: 

Otagowane:  

szkłowo, gdzieś w okolicach ukrainy;

Dodano 20 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

z apokryfów świętej Katarzyny męczennicy z Krotoszyna, Żywot Wiesława.

Wiesław odkaszlnął siarczyście, fragmenty flegmy pacnęły na popękane wargi i przy kolejnym rozwarciu paszczęk wyciągnęły się w obie ciągnące strony połyskując zielono. Głosy w pokoju brzęczały dramatyzmem przedpołudniowych seriali. Wiesław myślał. Za dużo na pewno nie. Ale o sobie, zdaje się owszem, z politowaniem, żalem, smutkiem, wyrozumiałością. Najlepszym dowodem łzy w kąciku oczów i szloch, zawsze gdy Luz Marija tęskiła za dotykiem Ricardo, przyglądając mu się zza zasłony w kuchni. Odnajdywał w tej głębokiej metaforze ludzkiego losu analogię do swojego życia. Wiesław drżał wtedy i pojękiwał, Była już czternasta, nie spał od szóstej, ale w zasadzie noc też spędził jakby bezsennie, Ile to już godzin? tej męczarni? tej nudy? beznadziei? wgniatania się w tapczan i nakrywania codziennością pozbawioną czegokolwiek, kogokolwiek sensownego.. Wiesław natężył umysł, próbował policzyć, ale oto Luz Marija została zauważona przez Ricardo, jej lśniące oczy zwróciły jego uwagę, rozpoznał w niej przyjaciółkę z młodości, zawołał po imieniu, przyszła w łachmanach, mimo to objął ją brudząc się mąką.. Wiesław automatycznie sięgnął po program; chciał sprawdzić  co przyniesie mu życie w następnym odcinku.. Miał już zresztą dość podróży w głąb brazylii.. już o 20.10 wybierał się do Ameryki. 




Biljanz:
- stresów związanych z tym, że Mór Jokai używał tyle słow: sporo, też chcę tyle. (20 tys., albo jak w przeze mnie dosłyszanej wersji optymistycznej: 100 tys.) zwykły wykształcony człowiek używa ok.5000.
- rzuconych na stałe prac: 1
- zdanych Stósiontek: 1
- refleksji na temat licencjatu: 2 (chachmęcić czy nie? oto jest pytanie, które należy sobie zadać przed rozpoczęciem pisania.. ja na razie jestem na tak)
- przyjazdów Sykutów: 1 (na wielki święty weekend majowy)
- tomasza wyjazdów do kazachstanu, które rzeczywiście się odbyły: 0
- mąk kaszlowych: dużo
- zrozumień o co chodzi w życiu: 7, w tym jedno najostatniejsze, że wszystko zależy od pań sekretarek i recepcjonistek, bo jak się ładnie uśmiechnąć do starszej i wredniejszej pani w zapisach u lekarza, to nawet cię wrkęci na wizytę, mimo że zapisy były „od 7 rano i już nie ma teraz”
- Clarissa na ten tydzień: każda kobieta musi znaleźć swój „dom” i wrócić do niego, gdy czuje potrzebę; trzeba wyruszyć w drogę i obojętnie czy domem jest leżenie na błoniach z głową najbliżej trawy czy też machanie nogami z pomostu nad rzeczką, czy też udawanie chorej, żeby przczytać po raz setny wichrowe wzgórza..trzeba zawsze posłuchać głosu, który nas tam wzywa i iść, nie ważne co.
- spotkanych Staszków i Kleczysławów: po jednym, z tym, że niektórych więcej razy
- zdziwień spowodowanych zobaczeniem wielkiego toczącego się po wawelu globusu – 1 (dałabym zdjęcie, ale miałam aparatu)
- dzisiejsza temperatura: od 35,8 (jak to nazwać? nie-rączka? wy-rączka? przed-rączka?) do 37,7.. to już wiem, czemu w sobotę jak mnie tak głowa bolała nie pomagały mi tabletki przeciwbólowe^^
- nowych smaków lodów: bananowo-wiśniowe, pyszne (Wentzl, 2zł za gałę) Szynka dzisiaj tak: dobra, zjemy, ale tylko po gale. i otóż było po gale.
- z największych dowodów miłosci otrzymanych ostatnio: gdy tomek oddał mi swojego kompa na jakieś półtora miesiąca, żebym mogła go sobie brać do biblioteki (waży jedyne kilo dwieście:)
- z pozytywistycznych rzeczy: orzeszkowa napisała dużo o żydach,a pan rapak (bliżej mi nieznany, ale mnie jakoby znający, bo miałć on kiedyś zakrzyknąć „ahoj przygodo!” i dać (tzn. wpłynąć natych, co dać mogli) mi na pierwszym roku filologii francuskiej dziekankę, po tym jak rozmyśliłam się co do tego kierunku po odbębnieniu jednych zajęć z panem sosną) nie bardzo umie pisać prosto, czytam rozdział o pani bovary i nic nie rozumiem.. a nie jedną rzecz w życiu przeczytałam^^ pewnie po francusku idzie mu lepiej. i zapewne nie w moim odbiorze leży problem tylko w jego pisaniu, no co poradzę?
z pjosenek może free blood: grumpy? 

 tu w miarę znośna wersja na żywo..

tak, czas na kolgejt
Otagowane:  

wedelland, oś kraków-poznań

Dodano 15 kwietnia 2010, w ., przez pszygody
warto obejrzeć :)
 a jeszcze siostra podsunęła mi to zdanie: nie myślę za dużo o człowieku, który dziś nie jest ani troche mądrzejszy niż wczoraj.
sama znalazłam takie: nie można znaleźć mleka w zagrodzie dla baranów.

muszę zwrócić timbkowi honor, ycd mnie zachwyca:) a zwłaszcza ten taniec: 
http://youcandance.plejada.pl/47,13506,8,ycd_live_-_odcinek_1,1,wideo.html#autoplay
 mam najprawdziwsze ciarki
więc w nagrodę, że mnie tym zaraził i o ile kazachstan będzie w poniedziałek -> pojadę sobie nach poznań w moje poniemieckie strony.. no tak, jestem w 1/16 niemką, babka mojego taty nazywała się henkel i tylko przez swoją głupotę i lenistwo tata nie mówi w tym języku.. babcia bardzo chętnie chciała go uczyć.

jem sobie czekoladę i udaję, że mnie nic nie obchodzi poza nauką;

ok, to też jest zajebiste

 :)

Otagowane:  

kazachstan, wawel, transatlantyk, jizrajel

Dodano 13 kwietnia 2010, w ., przez pszygody
uporałam się z dokumntami stypendiowymi, poodkurzałam (już rano) i jeszcze odkupiłam kalmarkom ciastka.. i wybrałam najbardziej scukrzony miód w sklepie.. razem z cytryną i erlgrejem bardzo mi dobrze zrobił.. a pani w kiosku warzywnym słuchała radja maryji ale za to szeroko się uśmiechała. szyneczka zwróciła mi uwagę na to, że jestem złodziejem, mój program do ściągania ma zanotowanych 220 albumów..nie licząc tych, które zagrabiłam przed tym programem.. tomek chce mnie wywieźć do kazachstanu i tam ze mną zamieszkać, nie wiem co miałabym tam robić, ale jak widzę takie zdjęcia: 
to mi schnie w gardle.. tylko muzyką zagłuszam ryk insynktu. a słucham jónsiego od Ricsarda, który mnie nazywa chodzącym na dwóch nogach słownikiem wyrazów jemu nieznanych.i pstrokatą, a siebie blond księciem na białym koniu, który jeszcze nie umie na nim jeździć ale ma naukę w planie. a mój słoń ma na metce napisane: poduszkowiec :) i po angielsku ma tak: funny pillow-fellow co mi się bardzo podoba. 



 -> znalazłam za pomocą ady i piosenki jaką wkleiła (toxic) która jest dobra, ale to.. zrywa gacie :)

coś chciałam powiedzieć ale mi się zapomniało..
a maryjka jada kanapki z chałwą :) no szok!
Otagowane:  

jaskinia la loby

Dodano 13 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

jeśli bóg stworzył kobietę z żebra, to mężczyznę z ucha. nie dość, że zazwyczaj mężczyźni są upośledzeni emocjonalnie (oprócz nadwrażliwych wyjątków), spośród pięciu zmysłów używają tylko słuchu i na słowa się zawsze powołują: „mówiłaś, że nie muszę z tobą iść” (kiedy postawą, zachowaniem, oczami, zapachem włosów i gorzkością i szarpnięciami próbowała przekazać, że właśnie chce, żeby z nią poszedł) to jeszcze drą się i rwą przy najmniejszym szarpnieciu..jak skóra bez kości, bez chrząstek, miękka jak plastelina. łatwo niszczalna. mężczyźni są beznadziejnie słabi tak naprawdę; wystrczy byle baba, żeby ich zranić dogłębnie. i coś jest na rzeczy z tym żebrem.. la loba, dzika natura kobiety to postać, która śpiewa nad szczątkami umarłych, przywraca ich do życia. to kobieta posiada taką umiejętność i potrzebną do tego siłę, mężczyzna nie. a to dlatego, że kobieta zrobiona jest z twardego kośćca, i jak mi kto powie, że jest słaba – uśmiechnę się tylko i wspomnę wszystkich mężczyzn, którym złamano serce i przy okazji duszę.. tylko nieliczni umieją ze złamanego serca zrobić sobie talizman, zasuszyć i powiesić na pamiątkę na szyi, czerpać z niego siłę w przyszłości. takich należy szukać, tacy mieli szczęście i la loba zaśpiewała nad ich szczątkami, odrodzili się silni i piękni. są skarbem, po który warto się schylać. la loba śpiewa nad szczątkami zmarłych, którzy mieli odwagę umrzeć w samotności, la loba jest momentem, w którym umierający poznał prawdę o sobie, zobaczył swoją brzydotę, gnijące wnętrzności, trącącą zgnilizną duszę. la loba przychodzi śpiewać nad szczątkami tych, którzy nie uciekli (w oszustwo, w objęcia innych, byle dalej przed prawdą – przed sobą) na swój widok, o ile w ogóle siebie zobaczyli.

 Lessing wymyśliła taką preherstorię: na początku były szczeliny, kobiety ze szczelinami, przez które rodziły się (same z siebie) inne kobiety, raz na milion przypadków był to chłopiec, zupełnie niepotrzebny, przeważnie odcinano mu penisa.. w miarę częstszego pojawiania się chłopców wynoszono ich do jakichś jaskiń, skąd orły, ich sprzymierzeńcy przenosiły ich w odległe miejsce.. ostatecznie doszło do tego, że mężczyźni zbudowali wioskę, a kobiety czując, że ich bardzo skrzywdziły, zapragnęły roztoczyć nad nimi opiekę. robią to do dziś. zatraciły jednak umiejetność rodzenia samoczynnie. 
od wtedy musi panować na ziemi symbioza. kobiety będąc silniejszymi psychicznie dzielą się swoją siłą z mężczyznami, oni zaś zapładniają kobiety.jak wiadomo historia lubi zataczać koło. ciekawe czy herstoria też.
ta wiosna źle działa na większość z nas. nawet szyneczki się rozpiły. a takie były grzeczne i pracowite.
tomek ma już wizę do kazachstanu. marja jeszcze się nie odezwała. z racji takiej, że jestem chora jutro nie idę do pracy, w związku z czym przegapiam ostatni w niej dzień. to już koniec bycia hostel mamą. 
tata wyjechał dziś do poznania, na sygnale. jest najkruchszym mężczyzną jakiego znam. 
najważniejszą rzeczą, którą muszą sobie uświadomić kobiety i którą muszą zaakceptować jest to, że mężczyźni nigdy nie będą dla nich podporami. zawsze będzie na odwrót. to kobieta będzie podporą każdemu z nich. spójrzcie na swoich rodziców. na swoje babki, ciotki, matki, siostry. nawet jeśli są z pozoru mniejsze, wątlejsze to jednak one zawsze są silniejsze. i tylko zaślepione romansidłami furiatki będą wiecznie szukać takiego, który miałby więcej siły. jest to najprostsza droga do rozczarowania. 

natalie, tylko bez teledysku bo jest jakiś syfny:
Otagowane:  

kazachstan, arabja felix

Dodano 11 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

Kalmarki kupiły mi dziś piękne tulipany do dzbanka; a ja w podzięce zaraziłam kasię jakimś przeklętym zakażeniem gardła, więc się dzielę strepsilsami. wypiłam sobie herbatę z bzu, siemieniu i mięty i teraz mam beki o zapachu kwiatków. tomek pojechał i jedzie do kazachstanu.. marja też w drodze.. dostałam od niej prezent na zapas w razie urodzin; pięknego słonia.



 myślę, że to dlatego, że zawsze gdy śpię w medalikowie to zgarniam z parapetu wszystkie możliwe zwierzaki (a najczęśćiej aligtora na dwa metry) i się do nich przytulam w nocy. teraz mam słonia na wichury z kolorową trąbą, czegóż chcieć więcej?

tu coś wesołego co pasuje do słonia:
zwolniłam się z pracy, jeszcze dwie zmiany i nie będę mieć żadnej wymówki, że czegoś nie umiem albo że czegoś nie odrobiłam, czy też dlaczego nie napisałam jeszcze licencjatu^^ najwyższa pora :)
a na obiad zjadłam najpyszniejsze w życiu zielone pierogi ze szpinakiem! 
(13zł w starej kuchni) ale to już koniec burżujstwa.. czas oszczędzać :)
i wrócić do nauki.. wszak jutro żołnierek..
a jak idzie o masakryczny wypadek ze śmietanką polskiej polityki na pokładzie to źle się stało.. nie mogłam przez to nic całą sobotę zrobić.

to zawsze brzmi tak tęskno i odlegle.

Otagowane:  

appendinx

Dodano 8 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

nie mogę się powstrzymać, żeby nie podzilić się tym, co kramar znalazł przed chwilą: 
http://www.youtube.com/watch?v=NdoHHK27RMM
 i to 

 :)

 

medalikowo

Dodano 8 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

Oto Maryjka w nowym kapeluszu, na pierwszym planie widzimy skarpetę com ją dostała od szyneczek i talerz po kaszy z omastą, w tle ołówek na płótnie jakiegoś wujka Maryjki, fot.by ja, inspirowane koktajlami bloomsbury group.
wystarczy jeden kramar i już mogę wrzucać zdjecia, jupi! 
dzień ładny i miły, porządek się utrzymuje..nowa joasia newsom w sumie bez rewelacji, gorillaz też; maryjka wyszła ze szpitala z jakimś szemranym werdyktem.. ciekawe czy zajedzie na krakowskie przedmieście na wichury..
pani od kultury języka odpisała, że nie mogę się do niej zapisać i że mam iść do pani madejowej.. oj może być rybka. jutro mam szczęśliwie termin. ale kicham..! zakichałam wszystkie rękawy.
warmuzik donosi, że w zamian za to, że alma mater drukując nasze zdjęcia z wigiliji hungarystów nie podpisała ich naszymi nazwiskami -> proponuje, że pozwoli nam w następnym numerze wydrukować jakieś nasze inne zdjęcia i tym razem dobrze je podpisać.. to lipa, bo ja nie robię zdjęć; nie umiem. ale inaczej, tak mówi moja siostra: specjalizuję się w uchwycaniu najbrzydszych ujęć i najmożliwiej brzydkich wyjść twarzy każdego człowieka.. ja wiem? marysja wyszła ładnie, ale to pewnie kalepusz:) z muzyki dziś fisz i sznurówki:
 

 

a jeszcze spotkałam banię i okazuje się, że bagatela ma trzy przystanki a na właściwy przyszłam oczywizm za trzecim razem.. bania piękna jak zawsze, odprowadziłyśmy ją aż na aleje bo nic nie jechało.. i zjadłam try ciastka z czekoladą.. wszystko przez kalmarów, bo zostawiają nieużywane słodycze na stole w kuchni.. gdybym nie wiedziała jacy są szlachetni pomyślałabym, że to pułapka i chcą mnie zniewolić czy coś. w pracy pan kazimierz opowiadał mi o łowieniu ryb i pszczołach i swoim ulu.. ech.. i podobno, że pszczoły zdychają, bo się je zimą karmi cukrem z tesco.. 
Otagowane:  

kirgistan (bo tam się ktoś zamachnął na stan)

Dodano 7 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

ach, posprzątałam pokój, jupi! mam czysto prawie wszędzie! i nie zjadłam kolacji..dawno już nie nie miałam ochoty na kolachę; i nie jestem w ciąży wbrew wymysłom moich hungarystek, wiem na pewno. a jak poukładałam sobie książki w jednym miejscu to co aktualnie czytam, to wyszło że na raz czytam 7, a nie, jeszcze reymont zostawiony w kibelku, czyli 8, jezusku nazaryjski, oli kiedyś powiedział, że czyta jedną na raz, bo się skupić nie może na wątkach; a przecież im częściej się przerywa czytanie książki tym więcej się z niej pamięta..bo trzeba wrócić myślami, czyli pomyśleć o niej..czytając ciurkiem zapominamy więcej, no i dlatego też nie pamięta się zakończeń.. po skończeniu nie wraca się do tego myślami..

kupiłam najpyszniejszy do kupienia kupny dżem z malin, mmm.. wart swojej ceny..(5,49 w karfurze, polskie jadło) i wichury ma telewizję! nikt tego wcześniej nie odkrył w sumie, bo też ani mariszka ani ja nie oglądamy.. a kramar kupił kabel i podłączył do ściany i okazało się, że nawet jakieś zagraniczne ściąga stacje, oglądają sobie ycd, a ja kończę układanie książek.. ale nie w kolejności alfabetycznej jak maryjka.. są książki do oddania rajskiej, stasiowi, adzie, kamili, nawet kramarowi, ale skoro mieszka 4 metry ode mnie to nie będę się śpieszyć. zjem jeszcze łyżkę dżemu (swoją drogą czemu pisze się dżem, skoro po d? i czemu można mówić /d-żem/ i /dżem/?), zjadłam, i biorę się za mejle w ważnych sprawach.. np. do pani od kultury języka, której muszę powiedzieć, że mimo trwania zajęć już od połowy semestru to chciałabym się na nie zapisać, ciekawam co powie:) dobra, ostatnia łycha dżemu..ale pyszny jest:) a to jajko od kramara jednak zjadłam potem wieczorem.. ale tylko.. no dobra dwa^^

no i skoro tak dziś tak jest miło to i miła pjosenka co mi ją kramar przypomniał

 
Otagowane:  

oś częstochowa ostrów kraków

Dodano 7 kwietnia 2010, w ., przez pszygody

No to wracamy, nareszcie można odpocząć po świętach. Moi nowi współlokatorzy są bardzo mili, chodzą wcześnie spać, wszędzie utrzymują porządek a kramar nawet mi napisał list na wypadek, gdybyśmy się rano nie zobaczyli. i zostawił jajko czekoladowe (ale odłożyłam je do koszyka bo czuję bunt organizmu; za to biedna maryjka kisi w szpitlu.. spędziłyśmy piękne dwa dni w święta, na przemian grałyśmy w pingponga w medalikowie i kręciłyśmy pasztety, a nawet zwiedziłyśmy jasną górę, żebym w końcu mogła zobaczyć dudę-gracza; droga krzyżowa w jego wykonaniu (zajęło mu to tylko rok! a namalował chyba z 16 obrazów średnio 1,5 na 2m) taka, że można się nawrócić po obejrzeniu. dałam maryjce w prezencie kapelusz z wielkim rondem i kokardą, bardzo twarzowy, mateusz pomógł wybrać..a maryjka oddała mi swoją muzykę, mam pełno syryjskich dźwięków i się zachwycam. widziałam się z siostrą, kupiła mi portki do przmieszczania się po domu, właśnie użytkuję, bardzo miłe; spotkałam się też z kuolegami tomka; nic się chłopaki nie zmieniły, jeno trochę przybrali na wadze, za to tomek schudł przez świeta, popadnę w kompleksy. a jeszcze u maryjki natchnęłam się na nowy temat do pisania pracy (wiadomo jakiej). czytam wspominaną clarissę pinkolę estet i jej ‚biegnącą z wilkami’. szczegóły jak zacznę, żeby nie zapeszać. ale książka udana, nie dość, że natchnęła mnie do lepszego życia to jeszcze do pisania bezpośrdnio, bo będzie stanowić temat. a tu piosenka:


z tatą bez zmian, czyli raczej beznadziejnie.. ech.. czemu potykamy się o swój los i nawet tego nie zauważamy?, potykamy się o największe w życiu swoim szczęście i je przeskakujemy zamiast się pochylić, uciekamy przed lustrami, które pokazują prawdziwsze oblicze, zamiast przeglądamy się w wyćwiczonych uśmiechach, czerpiemy energię z wygasających lodówek serc. myślimy, że myślimy. a tylko jemy, poruszamy się i próbujemy bez wysiłków żadnych złapać szczęście, bez pościgu. jedyne szczęście jakie pozostanie to nieświadomość. taki refluks po świętach. ale chyba jestem przepełniona żurem. myślę nad zmianą imienia, moje tak bardzo nie pasuje; podoba mi się Jadzia. jakieś propozycje droga gawiedzi? 
odkrywam na nowo polską literaturę, reymonta spaliłabym na stosie za nudzenie. 

bilansik:
lilość zjedzonych ciast: zastanawiam się co wypadnie mniej trwożąco: ilość podana w kilogramach czy w blachach.. hm..
ilość wody zużytej na śmigusa dyngusa -> 0 litrów, nikt mnie ani ja nikogo, święto się zmyło, dobrze bo go nie cierpię.
nowych członków rodziny: 3 odzyskane kobietki, 2 kuzynki i ciotka, bardzo kochane, widziane ostatnio 10 lat temu.
nawiezionych lektur z ostrowa: 6
namalowanych i wyskrobanych pisanek: 0
koszyków do święconki: 0, ale to przez maćka, który zerwał z naszą tradycją, która mówi, że co rok należy wyjść wspólnie na święconkę i nagadać się za cały rok; powód: ‚nie mam koszyka’ hm, rozważam obrażenie się, ale że się nie obrażam to nie wiem co zrobić.
smutawek za mariszką: w każdej chwili gdy sobie uzmysłowię, że jej szybko nie zobaczę, że nie ‚pójdziemy’ razem na wagary, tzn. że nie zostaniemy obie na wichury w kocach z herbatami, żeby się oddać rozmyślaniom nad życiem, najwięcej w życiu nauczyłam się z marją i od marii. 

nowa joasia  wydała trzypłytowy album, powiedziała, że biorąc się za nowy po nagraniu poprzednich czuła się jakby zrzuciła z głowy koronę, perły, suknię balowa i chodziła po domu w bieliźnie.. brzmi tak: 


dobra, trzeba iść, już 7 kwietnia.. szok!
Otagowane:  

  • RSS